FOMO czy JOMO? Tylko spokój może nas uratować!

7 minut czytania
437
0
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
22 sierpnia 2018
fot. Supawadee56/Shutterstock

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Social media, poczta prywatna, poczta służbowa, a do tego ta tradycyjna, telefony (ten twój i ten z pracy), 967 kanałów tv, Netflix, tablet, powiadomienia na smartwatchu… Nadmiar informacji i komunikatów różnie wpływa na ludzką psychikę. Z jednej strony mamy FOMO, z drugiej natomiast – JOMO. Co się kryje za tymi literkami?

Szacuje się, że w ciągu dnia ludzki mózg przyswaja blisko 34 gigabajty danych, co w przeliczeniu daje nam jakieś sto tysięcy słów. Sporo prawda? Szczególnie, gdy wziąć pod uwagę, że wiele z tych informacji jest zwyczajnie zbędna. Komunikaty docierają do nas coraz to nowszymi kanałami i coraz intensywniej (słowo natarczywie ciśnie się na usta i klawiaturę), co często utrudnia podejmowanie decyzji, skupienie się, czy po prostu normalne funkcjonowanie.

Nadmiar bodźców może nieźle namieszać człowiekowi w głowie, a nawet przytłoczyć. Naukowcy określają ten stan zmęczeniem informacyjnym (information fatigue). Wiedza na ten temat wcale nie jest nowa. Jedną ze starożytnych, chińskich tortur było obcinanie powiek. Wyobraźcie sobie, że nie możecie zamknąć oczu już NIGDY. Nie dość, że sen jest w takiej sytuacji dość mocno utrudniony, a oczy nie mają nawet chwili odpoczynku, to przede wszystkim bez przerwy przyjmujesz bodźce z otaczającego Cię świata. Podobno tak oszpeceni więźniowie stosunkowo szybko tracili siły, chorowali i umierali. Dziś wszyscy jesteśmy trochę takim okaleczonym, chińskim skazańcem taplając się w niekończącym strumieniu informacji.

F jak fear

FOMO, czyli Fear of Missing Out, to lęk przed tym, że coś nas ominie i nie daj Bóg przestaniemy być na bieżąco. Może dotyczyć aktualnych informacji o tym, co słychać w polityce i na świecie, nowinek technologicznych, najnowszych trendów z danej branży, ale też życia prywatnego, a w jego ramach imprez, koncertów, otwarć nowych restauracji, ploteczek, czy wspólnych wyjść na piwo ekipy z pracy. Objawy? Przede wszystkim usilna potrzeba bycia na bieżąco, a do tego ciągłe sprawdzanie powiadomień, wiadomości i maili. Nowe powiadomienie to oczywiście błoga przyjemność, natomiast brak możliwości sprawdzenia, co słychać w świecie Internetu objawia się niezadowoleniem, nerwowością, pobudzeniem, a nawet lękiem. CO MNIE OMIJA?!? Czy moi znajomi poszli gdzieś beze mnie? Co fajnego robi się teraz w weekendy i czemu ja tego nie robię?

Chorobliwe sprawdzanie, co się dzieje (przepuścić dyskusję pod postem i okazję do zabawnego komentarza, który zbierze tyle reakcji?) i chęć uczestniczenia w niemal każdym ciekawym / interesującym / popularnym / modnym wydarzeniu jest sposobem, by poczuć się wyjątkowym i uciec na trochę od codzienności i własnych problemów. Jak nie poczuć się ważnym, gdy w glorii i chwale, jako pierwsza osoba w biurze rzucasz w eter newsa, o którym jeszcze nikt inny nie słyszał? A jeśli jeszcze jest to tak druzgocąca i nagła wiadomość jak DUNKIN DONUTS ZNOWU WYCOFUJE SIĘ Z POLSKI (mi akurat trochę smutno) to już w ogóle bank rozbity, szach mat i (jak to mówi młodzież w moich wyobrażeniach) pozamiatane! Zdaniem psychologów FOMO ma swoje źródła w poczuciu braku satysfakcji życiowej i jest rodzajem uzależnienia.

Symptomy lęku

FOMO to cwany koleżka i zwykle nie tak łatwo od razu go rozpoznać. Człowiek czuje, że w jego życiu jest coś nie tak, brakuje mu poczucia równowagi, a jednocześnie nie potrafi wskazać, co jest przyczyną niepokoju. Brzmi to jak wszystko i nic, począwszy od początków grypy, a skończywszy na niestrawności. Zwykle ciężko dostrzec problem dopóki nam go ktoś ordynarnie nam nie wytknie i nie pokaże paluchem.

Znaki ostrzegawcze poza nosem wiecznie utkwionym w smartfonie tudzież laptopie? Obniżenie zdolności koncentracji w połączeniu z ciągłym rozpoczynaniem nowych aktywności przy jednoczesnej tendencji do słodkiej prokrastynacji. Taka osoba zaczyna mnóstwo projektów, ale koniec końców nie kwapi się, by skończyć chociaż jeden. Czasem oferuje pomoc, ale gdy przychodzi do działań, jakoś nie ma na to czasu. W pakiecie pojawia się również wrażenie przytłoczenia, tendencja do niedotrzymywania obietnic i uczucie osamotnienia. Kto jest w zagrożonej grupie? Cóż, każdy z dostępem do Internetu, także bądźcie czujni.

J jak joy

Niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, technologia odgrywa coraz większą rolę w naszym życiu i raczej nigdzie się nie wybiera. (no ja wiem, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi jakaś apokalipsa, ale mimo wszystko). Potrzebujemy jej, ale nie tak bardzo jak mogłoby się wydawać i między innymi o to chodzi w JOMO. Kluczem jest znalezienie balansu i zdrowego podejścia do…wszystkiego.

JOMO, czyli Joy of Missing Out, jest zupełnym przeciwieństwem FOMO. Jest poczuciem radości, zadowolenia, a wręcz ulgi, w związku z ucieczką od natłoku informacji, Internetu, smartfonów i social media. Powoli ten trend zadomawia się w Polsce, chociaż jest sporo osób, które były JOMO zanim to było modne. Chyba każdy z nas ma takiego znajomego, co nigdy nie założył konta na Facebooku, nie da się go oznaczyć na wspólnych zdjęciach, na maile odpisuje po kilku dniach i co więcej, niczego nie żałuje i nawet mu powieka nie drgnie na stare, dobre “nie masz Facebooka, nie istniejesz”.

Coraz więcej osób, zmęczonych szybkim trybem życia ucieka od nadmiaru komunikatów i bodźców. Niekoniecznie chodzi o zaszycie się w Bieszczadach. Wystarczy wyłączyć laptopa po pracy, wyciszyć telefon i zostać w domu, poczytać książkę, pójść na spacer, a może nawet do kina i… nikomu się tym nie pochwalić. Okazuje się, że wcale nie trzeba od razu odpowiadać na wszystkie wiadomości, odbierać wszystkich telefonów i można to zrobić po prostu wtedy, gdy ma się na to czas i ochotę. Spróbujcie bez uprzedzenia zniknąć na weekend z Internetu, nie odpisywać na wiadomości ani na komentarze – ile osób zgłosi Wasze zaginięcie na policji? Ile się obrazi? JOMO to też odcięcie się od przymusu reagowania natychmiast i danie sobie komfortu bycia z ludźmi (i w rzeczywistości i wirtualnie) wtedy, gdy nam to odpowiada.

JOMO to skupienie się na sobie, swoich potrzebach i na tym, co naprawdę ważne. To zostanie w domu w piątek wieczorem, jeśli tylko masz na to ochotę, pomimo, że wszyscy Twoi znajomi imprezują.  To przeczytanie jednego, długiego artykułu na temat, który naprawdę Cię interesuje, zamiast skrolowania ekranu telefonu i oglądania kolejnego filmiku ze śmieszną papugą, poradnika jak w pięć minut zrobić przekąski z horrendalną ilością sera lub czytania o rozwodzie Ryana Reynoldsa (czy chodziło o zdradę?!).  W JOMO absolutnie nie chodzi o to, by odciąć się od świata, ale by uświadomić sobie, że nie musimy być na bieżąco ze wszystkim i z każdym. Lepiej jest selekcjonować informacje i ich źródła. Zdecydowanie też nie trzeba być super fajnym i hiper aktywnym dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Presja na bycie fajnym i oryginalnym

Chyba wszyscy, a szczególnie młodzi ludzie, czujemy presję, by być wartościowymi, fajnymi, wyjątkowymi i oczywiście – lubianymi. Do tego wszystkiego dochodzi ciśnienie, że przecież czas, pieniądz i zaangażowanie, które kosztowała nasza edukacja MUSI się zwrócić. I jeszcze do tego wybujałe OCZEKIWANIA. Nasze własne, rodziny, znajomych, społeczeństwa. Taka-a-taka w wieku 30 lat jest już dyrektorką całego działu i jeździ nowiutkim Mercedesem. Ten-a-ten rzucił pracę w śmierdzącej i wyzyskującej ludzi korporacji, założył własną firmę i po dwóch latach zarobił miliony. A ktoś jeszcze inny wnosząc po Instagramie zjadł super obiad, a do tego miał ekstra weekend nad jeziorem, podczas gdy u ciebie kanapki typu ser plus ketchup (i masło w plasterkach, bo nie wyjąłeś na czas z lodówki i było za twarde, by posmarować) i serial na Netfliksie.

Nie zapominajmy też o presji bycia super pracownikiem z czterema awansami w dwa lata na koncie, a do tego wspaniałym partnerem życiowym, z którym można zwiedzić Gruzję, szaleć do rana i powołać na świat fotogenicznego bobaska. Przecież wszyscy odnoszą sukcesy, zjedli fajniejsze śniadanie, radzą sobie lepiej od Ciebie, są piękni i bez cellulitu, a do tego ciekawi, podróżują po całym świecie, bywają w modnych knajpach i robią karierę. Znowu daje o sobie znać lęk, że nie jesteśmy tak fajni jak byśmy chcieli, nie robimy tego wszystkiego, co byśmy mogli, a życie spędzamy na byciu przeciętnym, zwykłym, nudniejszym, wręcz gorszym. Konieczność wiecznej weryfikacji jak bardzo fajni jesteśmy w porównaniu do innych to paskudna sprawa. Na ratunek znowu przychodzi kochane JOMO.

JOMO > FOMO

Co zrobić, by być w teamie JOMO? Mi pomaga zmuszenie się od czasu do czasu do zweryfikowania moich przyzwyczajeń, bo bywa, że wpadam w pułapkę bezmyślnego zataczania się w sieci pomiędzy jednym filmikiem, a drugim. Przede wszystkim zwracajcie uwagę na to, ile czasu i w jaki sposób, spędzacie w sieci. Tak samo jak pilnujecie, by nie jeść byle czego (kto czasem nie skusi się na fast-fooda niech rzuci kamieniem!) , dbajcie również o treści, którymi żywicie swoje myśli. Mózg lubi wyzwania.

Starajcie się też nie przejmować zanadto tym, co myślą inni ludzie i przyzwyczajcie ich do tego, że nie jesteście dostępni o każdej porze dnia i nocy pod telefonem, na messengerze czy na mailu. Może rozkoszna zasada odcięcia się od świata podczas urlopu lub na weekendy? Wyciszenie konwersacji ze znajomymi, gdy planujecie poczytać? Co, kto lubi! Generalnie tylko spokój i racjonalne podejście może nas uratować. Nie trzeba od razu dramatyzować i wyrzucać telefonu przez okno (szczególnie, że tak to można kogoś zabić), ale tryb „nie przeszkadzać” może okazać się całkiem sympatycznym rozwiązaniem.

A Wy po której stronie barykady jesteście?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Odłącz się! Design, który pomaga uciec od technologii

Smartfon niemal wrósł nam w dłonie, i w krajobraz społeczny. Skrolujemy, czatujemy, oglądamy, wysyłamy, jesteśmy on-line. Ciągle. Może czas się na chwilę odłączyć. Designerzy pokazują nam, jak to zrobić. I ostrzegają. Czego powinniśmy się bać?
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
29 lipca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ