Jak przeżyć przeprowadzkę z dziećmi i nie zwariować

4 minuty czytania
2933
0

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Przeprowadzka jest dużym stresem dla dorosłego, a co dopiero dla dziecka. Zmęczeni przerzucaniem kartonów nie mamy cierpliwości do bajtla, któremu znowu wysiadło połączenie z rozsądkiem. Tymczasem bajtel jest w znacznie większym stresie niż my. Jak to ogarnąć? Przyda się dobry plan.

Dzieci nie za dobrze znoszą duże zmiany. Znajome dźwięki, zapachy czy układ mieszkania dają im poczucie bezpieczeństwa i stanowią spokojną bazę, z której można eksplorować świat. Szczególnie wrażliwcy mogą kiepsko sobie radzić z nową sytuacją, i to nawet, jeśli jest ona spełnieniem marzeń i czymś wyczekanym. Dorosłych też to dotyczy, rzecz jasna, i warto zauważyć, że wrażliwe dzieci mają zazwyczaj wrażliwych rodziców. Jeśli to wasz przypadek, wszyscy potrzebujecie szczególnie zadbać o swój komfort. Na szczęście jest kilka metod, żeby ułatwić sobie życie.

Przeprowadzka od A do Z

To najdroższa opcja, ale jeśli macie taką możliwość, to warto. Zatrudniacie firmę, która was spakuje, przewiezie i rozpakuje, a sami bierzecie dzieci i jedziecie na wakacje. Ewentualnie można poprosić zaufaną osobę o symboliczny nadzór na pakowaniem i kluczami. Wy moczycie nogi w morzu, a przeprowadzka robi się sama. Wracając, nie pomylcie adresu w nawigacji. Przyjeżdżacie luksusowo na gotowe.

Minusy: dzieci mogą być zdezorientowane. Dlatego ważne jest, żeby im opowiadać, że teraz wasze rzeczy są pakowane, teraz przewożone, że wszystko będzie na nie czekać w ich nowym pokoju i tak dalej. No i zapewne nie jest to opcja dla osób z nadmierną potrzebą kontroli. Firma nie zrobi wam też przy okazji selekcji niepotrzebnych gratów.

Plusy: wszyscy unikną stresu związanego z pakowaniem, a potwory nie będą plątać się pod nogami, pozbawione uwagi rodzica. Uniknięcie mieszkania na kartonach – bezcenne.

Jeden regał, a tyle pudeł (fot: archiwum domowe autorki)

Zesłanie do dziadków

Jeśli możecie wysłać nieletnich na wakacje do babci, na obóz czy cokolwiek, co lubią – to wyśmienicie. Pakujecie dobytek na spokojnie, bez ciągłego „mamo, tato” w tle. Po przeprowadzce i rozpakowaniu jedziecie po dziecię, w drodze do nowego domu opowiadając mu, co zastanie.

Minusy: rozłąka, po której młodsze pociechy zwykle bywają wymagające, więc stres się kumuluje. Możliwa lekka konfuzja, jak w poprzedniej opcji.

Plusy: spokój przy pakowaniu to korzyść trudna do przecenienia. Znaczna oszczędność w porównaniu do zatrudnienia firmy. Możliwość osobistego dopilnowania pakowania i przewozu rzeczy. Gdzieś w tym chaosie zapewne złapiecie też parę chwil we dwoje, o ile oczywiście nie pozabijacie się wcześniej (wspominałam, że przeprowadzka to stres?).

Pakowanie wspólnie z dziećmi

Nie oszukujmy się, mając pod opieką małe dzieci zapełnicie maksymalnie pięć kartonów dziennie, i to pod warunkiem, że to będzie naprawdę dobry dzień. Zatem zaplanujcie sobie dużo czasu na pakowanie. Tydzień to minimum. Urlop jest niezłym rozwiązaniem. Mieszkając z dziećmi trudno obejść się na co dzień bez wielu rzeczy, więc zacznijcie od tych najrzadziej używanych. Niezłym pomysłem jest też spakowanie zabawek z wyjątkiem najbardziej ukochanych – dzięki temu unikniecie ciągłego bałaganu. Kiedy zamiast pakować gary (no dobra, gary to na koniec) musicie nieustannie zbierać klocki, robi się dziwnie łatwo o nerwy. Kuchnia może być potrzebna do końca, chyba, że możecie zamawiać jedzenie z restauracji – to niezła opcja. Uwaga dla wrażliwców: zmiana diety też wpłynie na samopoczucie maluchów, a więc i na ich zachowanie. Tak, nikt nie obiecywał, że będzie lekko.

Minusy: bajtel, na którego nie zwraca się uwagi, to bajtel wkurzony. Wkurzony bajtel to wkurzony rodzic. Przyda się osoba do zabawy z bajtlem. Drugi minus to taki, że dzieci muszą spędzić więcej dni w chaosie i mieszkaniu postawionym na głowie, co – a jakże – jest stresem. Trzeci to ten, że może wam naprawdę zabraknąć siły na wszystko na raz.

Plusy: kontrolujecie pakowanie i wiecie, co się dzieje z dziećmi. Dzieci też widzą, co się dzieje i mogą brać aktywny udział w pakowaniu, a więc mają jakiś wpływ na sytuację. Niektórym to bardzo pomaga.

Dzieci lubią same dekorować swoje pokoje (fot: archiwum domowe autorki)

Garść porad przed i po

Nawet najmniejsze maluchy sporo rozumieją, więc warto im mówić, co planujecie. Przedszkolaki – a tym bardziej starszaki – mogą brać udział w wyborze mieszkania – spytajcie je o te rzeczy, o które możecie. Mogą także urządzać sobie pokój: wybrać naklejki na ściany, decydować, co gdzie schowają itd. Jeśli kupujecie meble, pozwólcie im też wybierać. Niech czują, że to ich dom i że mają prawo głosu. Urządzanie sobie domu jest przecież takie przyjemne!

Postarajcie się nie omawiać swoich zmartwień przy dzieciach. Mają wystarczająco ciężko, nie ma co im dokładać.

W nowym mieszkaniu dobrze jest zachować jak najwięcej rzeczy tak samo, jak było w poprzednim. Zróbcie pranie, niech pachnie jak zawsze. Obleczcie znajomą pościel. Spróbujcie zachować stary porządek dnia, ale dajcie sobie i dzieciom fory. Wszystkim jest trochę trudno, każdy ma nieco krótszy loncik, więc nie warto się przesadnie napinać. Nic się nie stanie, jeśli zjecie lody na obiad i pójdziecie spać bez mycia więcej niż raz.

Całego stresu nie unikniecie

Co byście nie robili, dzieci i tak będą w stresie. Warto się nad tym pochylić choćby dlatego, że im więcej nerwów, tym trudniejsze będzie ich zachowanie. Jeśli spojrzeć na nie z uwagą i odkryć, że stoją za nim trudne przeżycia, a nie złośliwość, znacznie łatwiej jest je wytrzymać. Zrozumienie i łagodność pomagają.

Kiedy więc bajtel setny raz wyjdzie z siebie, weźcie głęboki oddech i pomyślcie o każdej drobnej rzeczy, która w nowym domu jest inna, niż przywykł. A potem zaparzcie sobie dobrej kawy i zróbcie z rozwrzeszczanym potworem coś, co lubi. Jeśli chce, pogadajcie o trudnościach. Niektórym pomoże obejrzenie zdjęć z poprzedniego mieszkania, inni potrzebują wyjść na dwór i wyładować nadmiar energii. Dajcie sobie i im czas i cierpliwość. Będzie dobrze.

Gratulacje – przeprowadziliście się i wszyscy przetrwali.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dlaczego nie warto mieć książek

Ach, te to, książki zbójeckie! (ciska książkę) Młodości mojej niebo i tortury! A prawdziwe schody zaczynają się w chwili gdy musisz się z tymi draniami, książkami, przeprowadzić.
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
16 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ