Narkonaziści. III Rzesza na prochach

5 minut czytania
2479
1
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
18 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

W czasach nazizmu, nawet dla pracowitych Niemców prowadzenie wojny z prawie całym światem okazało się zadaniem zbyt wyczerpującym, aby sam hitlerowski fanatyzm zapewniał niezbędną do tego energię. Niemiecka armia i niemieccy przywódcy wspomagali się więc najróżniejszymi specyfikami, których dostarczał przemysł chemiczny III Rzeszy, należący wówczas do ścisłej światowej czołówki.

Żołnierze, aby skutecznie prowadzić wojnę wojnę błyskawiczną, używając najnowocześniejszego wówczas sprzętu i taktyki, musieli jak najdłużej pozostawać u szczytu swoich możliwości fizycznych oraz nie tracić animuszu. Potrzebny był tak wielki zapał, że Niemcy postanowili sięgnąć po bardziej wyszukane metody, niż tradycyjna wojskowa racja alkoholu. Szczególnie, że wojna osiągnęła taki poziom skomplikowania, że nie opłacało się podwyższać morale kosztem skupienia i szybkości reakcji.

Czekolada i speed

Najprostszym sposobem energetyzowania wojska była specjalna czekolada, o nazwie Scho-ka-kola,  zaprawiana kofeiną oraz wyciągiem z orzeszków cola. Miała kształt kolistych tabliczek dzielonych na trójkąty. Produkowana legalnie jest po dziś dzień i rzeczywiście, kawałek tego specjału stawia na nogi niczym espresso, a smakuje zdecydowanie lepiej od gorzkiej kawy.

Scho-ka-kola stanowiła tylko niewinna używkę. Niemiecki żołnierz sięgał po znacznie mocniejsze środki. Największą popularnością cieszyły się tabletki o nazwie Pervitin, produkowane od 1937 roku i powszechnie dostępne w aptekach. Zdaniem ich użytkowników miały wręcz cudowne właściwości. Szybko i znacząco zwiększały koncentrację, samoocenę, usuwały senność, zmęczenie, uspokajały skołatane nerwy. Trudno się tym cechom dziwić, bo głównym składnik Pervitinu stanowiła metaamfetamina. Był więc niczym innym, jak wczesną wersją „speedu”.

Prędko zainteresowało się nim wojsko i szybko trafił do medycznej „diety” żołnierzy. Cieszył się ogromną popularnością w każdym rodzaju niemieckich sił zbrojnych, dorabiając się rozmaitych przezwisk, takich jak „czołgowa czekolada”, czy „sztukasowe tabletki”. Zapotrzebowanie na „cudowne tabletki” było ogromne, produkowano ich miliony. To nie zaskakuje, skoro wiadomo na przykład o tym, jak zimą 1942 roku, okrążonych 500 niemieckich żołnierzy zdołało się z tego okrążenia wyrwać dzięki wymagającemu prawie nadludzkiego wysiłku marszowi na trzaskającym trzydziestostopniowym mrozie – oczywiście, dzięki zażyciu Pervitinu.

Sukcesy wojskowe dzięki metaamfetaminie?

Naćpani zwycięzcy

Niektórzy znawcy tematu sugerują, że właśnie zażywaniu metaamfetaminy Niemcy zawdzięczają swoje olbrzymie sukcesy z lat 1939-1941. Po prostu żadna armia świata nie była w stanie uniknąć wymanewrowania przez wojsko, które nie musiało jeść i spać. Chociaż po 1942 roku coraz częściej zauważano negatywne skutki zażywania metaamfetaminy, w tym ataki agresji i zwiększoną podatność na zawały nie zniechęciło to do jej używania.

Po prostu dokładniej zbadano długofalowe działanie odpowiednich substancji na organizm, żeby stosować je dalej, tyle że już we względnie bezpieczny sposób. I to wszystko działo się w kraju, gdzie narkomanów uważano za jednostki zdegenerowana, nierzadko poddając je przymusowej sterylizacji!

Po odkryciu negatywnych skutków zażywania Pervitinu nie zrezygnowano z narkotyzowania żołnierzy, jednak postanowiono stworzyć nowy, bezpieczniejszy farmaceutyk.Wszak totalną wojnę trzeba było jakoś prowadzić dalej. W 1944 rozpoczęto prace nad kolejnym specyfikiem o kryptonimie D-IX. Teraz miał być gumą do żucia, zawierającą metaamfetaminę oraz kokainę.  Wyniki testów prowadzonych na więźniach obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen okazały się bardzo obiecujące. Więźniowie, po zażyciu specyfiku zdołali przejść bez odpoczynku prawie 100 kilometrów z obciążeniem. Koniec wojny nie pozwolił jednak naukowcom wyjść poza fazę testów.

Göring na haju

Na samych szczytach niemieckich władz także nie stroniono od narkotyków. Hermann Göring, jedna z najważniejszych osób w państwie i dowódca Luftwaffe był uzależniony od morfiny. Stało się tak rezultacie szpitalnego leczenia ciężkiej rany pachwiny, odniesionej podczas Puczu Monachijskiego w 1923 roku. Rana goiła się źle, ból łagodziła tylko morfina, zresztą powszechnie wówczas stosowana jako środek przeciwbólowy.

Göring po latach zażywania morfiny nie był w stanie już bez niej funkcjonować. Codziennie brał około dziesięciu tabletek, a w okresach wzmożonego wysiłku i napięcia nawet kilkadziesiąt. Podobno to za sprawa morfiny monstrualnie przytył. Rzeczywiście, kiedy został od niej odcięty po osadzeniu w alianckim więzieniu, gwałtownie wyszczuplał. Morfina wywoływała Göringa ataki agresji oraz przypływy euforii za sprawą którego nie był w stanie skutecznie reagować na doniesienia o porażkach Luftwaffe. Co ciekawe, szczególnie mocno naćpany morfiną, przebierał się za gwiazdę filmową: zakładał delikatny szlafrok, malował paznokcie, nakładał makijaż.

Hitler i jego lekarstwa

Nawet Adolf Hitler, pomimo zamiłowania do zdrowego trybu życia, też dostał się pod wpływ narkotyków, chociaż trzeba przyznać, że zapewne nie do końca świadomie. Osobisty lekarz kanclerza Niemiec, Theodor Morrel (skądinąd bardzo podejrzane indywiduum, przed wojną wenerolog stosujący nietypowe formy terapii) dosłownie szprycował go dziesiątkami energetyzujących substancji, wmawiając, że to jedynie niewinne stymulanty.

Hitler brał dziennie około 30 tabletek i co kilka godzin dostawał zastrzyk

Zaczęło się od leczenia dolegliwości gastrycznych (tabletkami ze strychniną i atropiną) oraz chorych zatok (kokainą, po której Hitler zauważył, że lepiej mu się myśli). Skończyło na tym, że zwłaszcza od około 1943 roku, kiedy coraz cięższa sytuacja na frontach wymagała od niemieckiego przywódcy coraz większego zaangażowania w prowadzenia wojny i narażała na nieustanny stres. Hitler regularnie otrzymywał zastrzyki „witaminowe” , stanowiące koktajl najróżniejszych substancji narkotycznych (głównie morfiny i metaamfetaminy), zażywał również tabletki o podobnym składzie. W pewnym momencie brał dziennie około 30 tabletek i co kilka godzin dostawał zastrzyk. Zdarzało mu się nawet specjalnie zatrzymywać swój prywatny pociąg, by uniknąć drgań podczas iniekcji. Niezbyt interesował się szkodliwością przyjmowanych środków, ważniejsza była natychmiastowa skuteczność.

Wśród ogromnej liczby substancji regularnie podawanych  Hitlerowi przez Morella były jeszcze hormony, glukoza, sulfonamid, chlorek rtęci, szczepy baterii (pozyskiwane między innymi z ludzkiego kału). Najprawdopodobniej to ta zabójcza mieszanka wywołała u Hitlera zaburzenia umysłowe, silnie obawiające się pod koniec wony poprzez coraz dziwaczniejsze decyzje, mogła też doprowadzić do rozwinięcia się u niemieckiego przywódcy choroby Parkinsona. Co ciekawe, to właśnie Morell dostarczył do bunkra Hitlera kapsułki z cyjankiem, którymi zabili się Ewa Braun i rodzina Goebbelsów.

Zażywasz przegrywasz

Te narkotyczne opowieści dzisiaj szokują, należy jednak pamiętać, że w pierwszej połowie XX wieku nie uznawano narkotyków za substancje tak bardzo niebezpieczne, aby problem uzależnienia uważać za coś gorszego, niż efekt nieumiejętnego stosowania w zasadzie pożytecznych substancji. Jeszcze na początku stulecia kokaina stanowiła składnik coca-coli czy pastylek na ból zębów. Z kolei morfina (pod postacią wywaru z makówek) stanowiła stary, ludowy sposób uspokajania płaczących niemowląt. Wciąż uczono się o szkodliwość narkotyków i wciąż jeszcze ta wiedza musiała się mozolnie przebijać do społecznej świadomości. Być może klęska III Rzeszy była właśnie elementem tych nauk. Pamiętajmy o tym wszystkich, beztrosko popijąc tak popularne dzisiaj napoje energetyczne…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Bezkrwawe korzenie wojny. Historia ludzkich konfliktów

Skąd wzięły się wojny? Czy ich istotą jest zabijanie? Przez większość dziejów ludzkości, a zwłaszcza u ich zarania, ludzi było po prostu zbyt mało, aby nierozważnie szafować życiem, jednak wraz z rozwojem cywilizacji wojna stawała się coraz okrutniejsza i nastawiona na biologiczne wyniszczenie. Czy można od niej uciec czy jesteśmy na wojnę skazani?
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
11 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ