Nie stawiajmy krzyżyka na wyborach! [FELIETON]

4 minuty czytania
451
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
30 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Nie garnie się nam coś suweren do władzy. W wyborach samorządowych, które odbędą się w Polsce za niespełna dwa miesiące chce startować o jedną czwartą mniej komitetów wyborczych niż przed czterema laty. W kraju, gdzie kiełbasa wyborcza wciąż smakuje najlepiej a ton debacie o przyszłości naszych małych ojczyzn nadaje klejenie szyb taśmą i rozdawanie jabłuszek, obywatele najwyraźniej mają coraz mniej chęci, by angażować się w samorządność. Ze szkodą dla tej ostatniej.

W ostatni poniedziałek minął termin na rejestrację komitetów, które chcą wystawiać kandydatów na radnych oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jak podała Państwowa Komisja Wyborcza, w całej Polsce zgłosiło się takich komitetów nieco ponad 9 tysięcy. Cztery lata temu w wyborach startowało ich 12 518. To znaczący spadek.

Piękne polskie słowo samorząd

Oczywiście nie zawiodły partie polityczne – tych jest zaledwie o kilka mniej niż w ostatnich wyborach. Obok głównych graczy pojawiły się niczym jętki jednodniówki takie ugrupowania jak Związek Słowiański, Polska Patriotyczna czy Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin.  Tak jest zawsze. Przy każdych wyborach dają znać o sobie partie, których wynik nie mieści się nawet w błędzie statystycznym. To, co może i powinno niepokoić, to spadek o niemal 3,5 tysiąca liczby tych komitetów, które tworzą sami obywatele. Takich, które najczęściej wystawiały pojedynczych kandydatów w małych gminach czy miastach. Ludzi prawdziwie zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla których dostęp do żłobków czy przedszkoli, aktywizacja seniorów, łatanie dziurawych chodników i wymiana przestarzałych latarni była i jest ważniejsza, niż wojenki na Wiejskiej.

Samorząd to piękne polskie słowo. Grupa ludzi samodzielnie kieruje swą działalnością według ustalonych przez siebie lub nadanych zasad za pośrednictwem wybranych przez siebie organów-czytamy w słowniku języka polskiego pod redakcją W. Doroszewskiego. W ostatnim jednak czasie rząd coraz śmielej zaczął do tego samorządu się zniżać i bynajmniej nie po to, by mu ulżyć.  Kiedy Beata Szydło krzyczała z sejmowej trybuny, że jej ministrom nagrody się po prostu należały, to zapłacili za to samorządowcy. W ekspresowym tempie większość PiS uchwaliła ustawę, obcinającą wynagrodzenia wójtom, burmistrzom i prezydentom miast. Kiedy PiS nie miało pomysłu, jak pozbyć się popularnych włodarzy, wymyśliło dwukadencyjność wsteczną – co oznaczałoby, że cieszący się ogromnym poparciem swoich mieszkańców prezydenci Gdyni, Sopotu czy Nowej Soli nie mogliby już kandydować w tych wyborach. PiS się jednak opamiętał i ze wsteczności zrezygnował, choć dwukadencyjność wprowadził na przyszłość. Po dwukrotnym sprawowaniu urzędu nawet najbardziej kochany przez mieszkańców prezydent czy burmistrz nie będzie mógł już kandydować.

Po co się do tego samorządu pchać, jak my zasypiemy dziurę, a rząd każe nam ją odkopać? – może pomyśleć przeciętny Kowalski. Radni partii rządzącej bez żenady dorabiają w miejskich i państwowych spółkach, tworzą się nowe kliki i koterie w miejsce tych, które rzekomo miały zostać rozbite, to po co jeszcze tam ja?  Co ja mogę? Czy w ogóle coś?

Nikt za nas nie zagłosuje

Chcę wierzyć, że to znacząco mniejsze zainteresowanie udziałem w samorządzie nie spowoduje, że mniej ludzi będzie jednocześnie angażować się w życie swoich małych ojczyzn. Że wciąż będą zgłaszać projekty do budżetów obywatelskich, realizować je, organizować zajęcia dla dzieci czy seniorów, promować czytelnictwo, zdrowy tryb życia czy odkrywanie piękna najbliższej okolicy. Że będą to robić obok, ale i ze wsparciem samorządów, które nie będą oceniać propozycji mieszkańców przez pryzmat tego, czy ktoś jest za rządem czy za konstytucją. Ale po to, by tak się stało, warto iść do tych wyborów. Zadbać o to, by móc zagłosować.

W ramach niesienia kaganka wyborczej oświaty uprzejmie przypominam, że wybory samorządowe to takie, w których głosuje się w miejscu stałego zamieszkania. Nie można będzie wziąć zaświadczenia o prawie do głosowania i zagłosować 21 października w dowolnym miejscu w Polsce.

Wybory samorządowe wiążą nas z miejscem naszego zamieszkana. Warto o tym pamiętać w czasach powszechnej mobilności. Jeśli mamy meldunek w jednym miejscu, ale na stałe mieszkamy gdzie indziej, warto już teraz pofatygować się do urzędu tam, gdzie teraz mieszkamy i zadbać o wpis do rejestru wyborców. Oczywiście można też pojechać zagłosować tam, gdzie jesteśmy zameldowani, ale nie mieszkamy – tylko po co?

II tura wyborów wszędzie tam, gdzie nie uda się 21 października wybrać wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, odbędzie się 4 listopada. To koniec długiego weekendu po dniu Wszystkich Świętych.  Czas wyjazdów i powrotów. Warto o tym pamiętać, planując ten czas. Nikt za nas nie zagłosuje.

Radosna twórczość ustawodawcy wprowadziła także nową definicję znaku „x”, który stawiamy na karcie do głosowania w kratce obok nazwiska wybranego przez nas kandydata.  Choć „x” jaki jest, każdy widzi, to ustawodawca zobaczył go jako „co najmniej dwie linie”, przecinające się w obrębie kratki. Przykłady na co najmniej dwie przecinające się linie można mnożyć, ja jednak pozostanę przy iksie klasycznym. Czego i Państwu życzę. Dobrych wyborów!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Pedofilia w Kościele katolickim? A skąd!

Obrońcom Kościoła katolickiego, którzy podkreślają, że pedofilia występuje we wszystkich grupach zawodowych i nie ma powodu, by przez pojedyncze przypadki skazywać na potępienie całą instytucję – tym wszystkim osobom warto przedstawić szerszy obraz sytuacji.
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
29 sierpnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ