„Niepoczytalna” i inne filmy nakręcone smartfonem

6 minut czytania
951
1
Rafał Christ
Rafał Christ
7 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

„Nie stać mnie”, „nie mam odpowiedniej kamery” – koniec z takimi wymówkami. Steven Soderbergh zrealizował film za pomocą sprzętu, który każdy z nas ma w kieszeni. Chwytajcie więc iPhone’y (albo inne smartfony) w dłoń i twórzcie kino! Albo sprawdźcie jak robili to inni…

Na ekranach naszych kin gości właśnie „Niepoczytalna”. Produkcji nie brakuje wad, ale sposób jej powstania od premiery na tegorocznym Berlinale wciąż wzbudza fascynację. Steven Soderbergh mając do dyspozycji półtora miliona dolarów w czasie jednych wakacji zrealizował pełnometrażowy thriller przy pomocy… iPhone’a 7 Plus. Twórcy „Ocean’s Eleven” praca z komórką bardzo przypadła do gustu i zapowiedział już rezygnację z profesjonalnych kamer na rzecz produktów firmy Apple w swoich przyszłych projektach.

Nie on jeden wykorzystał mieszczący się w kieszeni telefon do realizacji filmu. Po iPhone’y sięgało już kilku mniej lub bardziej rozpoznawalnych reżyserów. Efekty bywały różne. A jak na ich tle wypada najnowsze dzieło twórcy „Erin Brokovich”? Przekonacie się po zapoznaniu chociażby z poniższymi tytułami.

Sugar Man, 2012, reż. Malik Bendjelloul

Dokument o muzyku, który wbrew oczekiwaniom nie zrobił oszałamiającej kariery w Stanach Zjednoczonych, ale okazał się fenomenem w RPA, został bardzo ciepło przyjęty przez publiczność i krytykę. Ba, opowieść o Sixto Rodriguezie nagrodzono nawet Oscarem. Niewiele jednak brakowało, aby film w ogóle nie powstał. Początkowo do nagrywania wykorzystywano kamerę 8 mm. Było to jednak bardzo kosztowne i szybko zabrakło pieniędzy. Żeby dokończyć produkcję reżyser użył iPhone’a 4. Ściągnął aplikację imitującą jakość wcześniej używanego sprzętu i doprowadził swój projekt do końca. Jedną ze scen zrealizowaną telefonem jest ta na początku, kiedy producenci odkrywają artystę.

And Uneasy Lies the Mind, 2014, reż. Ricky Fosheim

Ten film często określany jest mianem pierwszej pełnometrażowej produkcji fabularnej w całości zrealizowanej przy pomocy iPhone’a. Ricky Fosheim przetarł szlaki Soderberghowi i tak jak on dobrze wiedział, jaki typ historii wybrać, aby estetyka ujęć z telefonu współgrała z akcją. Podobnie jak w „Niepoczytalnej”, mamy do czynienia z opowieścią o powolnej degradacji ludzkiej psychiki. Zaczyna się niewinnie. Ot, dwie pary spotykają się w górskim domku. Powoli zaczyna nakręcać się spirala zazdrości, tajemnic i paranoi. Wszystko może być wytworem wyobraźni głównego bohatera. I chociaż scenariuszowi „And Uneasy Lies the Mind” nie brakuje wad, to należy docenić reżyserię. Odpowiednimi ujęciami, wykorzystując jakość smartfonowej kamery twórca umiejętnie buduje mroczny i gęsty klimat.

Mandarynka, 2015, reż. Sean Baker

Współczesna opowieść wigilijna z transgenderową prostytutką w roli głównej. Sin-Dee Rella zaraz po wyjściu z więzienia dowiaduje się, że chłopak ją zdradzał. Rusza więc na poszukiwania niewiernego partnera i jego kochanki. Sean Baker jak zwykle w swojej twórczości z empatią pochyla się na ludziach z nizin społecznych. Na planie korzystał z łącznie trzech i’Phone’ów. Nie był to pierwszy pełnometrażowy film zrealizowany telefonem, ale jak do tej pory jest tym najbardziej docenionym. „Mandarynka” zgarnęła kilka nagród na festiwalach i przypadła do gustu kinowej publiczności. Jej budżet wyniósł zaledwie 100 tys. dolarów, a na całym świecie produkcja zarobiła ponad dziewięć razy tyle.  

I Play With the Phrase Each Other, 2013, reż. Jay Alvarez

W 2014 roku skromny, eksperymentalny, czarno-biały film Jaya Alvareza narobił wiele szumu na światowych festiwalach filmowych. Zdobył m.in. specjalną nagrodę jury na Slamdance. Na tego typu sukcesy złożyły się dwa powody. „I Play With the Phrase Each Other” nie tylko zostało w pełni zrealizowane iPhone’em, ale dodatkowo opowieść złożona jest ze scen przedstawiających rozmowy telefoniczne. Krytycy docenili kosztującą zaledwie 17 tys. dolarów produkcję za jej błyskotliwość i surowy styl, przywołujący na myśl wczesne tytuły Jima Jarmuscha.

Snow Steam Iron, 2017, reż. Zack Snyder

„Snow Steam Iron” to, w opinii niżej podpisanego, najlepsza rzecz jaka wyszła spod ręki Zacka Snydera od czasu „Watchmen. Strażników”. Reżyser niedługo po zejściu z planu Ligii Sprawiedliwości, postanowił pokazać co można zrobić, gdy nie posiada się budżetu, ale do dyspozycji jest wolny weekend i utalentowani bliscy. To oraz iPhone’a 7 Plus wystarczyło, aby twórca „Człowieka ze stali” opowiedział ciekawą historię o damsko-męskiej relacji, zemście i zbrodni. Wszystko zamknięte jest w czterech minutach i podane – oczywiście – w zachwycającym opakowaniu estetycznym.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Rafał Christ
Rafał Christ
Filmoznawca, który zamiast z kinem artystycznym, woli spędzać wieczory z horrorami i blockbusterami. Kiedy akurat czegoś nie ogląda, to pewnie czyta komiks albo książkę. Jego przemyślenia na temat popkultury można znaleźć w różnych miejscach w internecie, ale nie zdziwcie się jeśli natkniecie się na nie również w prasie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Bodo Kox o symulacji przyszłości po tym, jak świat skręcił w prawo

Warszawa, rok 2030, hasło wymalowane sprayem na murze głosi, że “Lepsze jutro było wczoraj”. Bodo Kox oddał na ekranie, jak sam twierdzi, realistyczną wizję przyszłości, a ta nie maluje się w najjaśniejszych barwach - dobrze, że wciąż jest tam miejsce na miłość. Z reżyserem “Człowieka z magicznym pudełkiem” porozmawialiśmy o jego filmowym romansie rozgrywającym się poza czasem i przestrzenią.
Robert Skowroński
Robert Skowroński
20 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ