Piłeś? Nie lecisz! [FELIETON]

3 minuty czytania
487
8
Anna Godzwon
Anna Godzwon
2 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Lataj odpowiedzialnie, albo możesz zapłacić wysoką cenę – można przeczytać na plakatach kampanii „One too many” (O jeden za dużo) na dziesięciu lotniskach w Wielkiej Brytanii. Jaką cenę? Nie tylko opóźnienie czy odwołanie rejsu, konieczność zmiany wakacyjnych planów, ale także więzienie. Autorzy kampanii przestrzegają, że pasażer pod znacznym wpływem może nie tylko nie zostać wpuszczony na pokład, ale nawet nie przejdzie odprawy.

Piszę ten felieton na lotnisku w Luksemburgu w oczekiwaniu na lot do Polski. Port niewielki, sklepy dwa, bary takoż. Ceny jak to na lotniskach, raczej nie dla klienta dyskontów. Pasażerowie też jacyś generalnie inni – eurokraci, biznesmeni, większość ze wzrokiem w laptopach czy papierach.  Zataczający się amator wyskokowych trunków raczej się tu nie napatoczy, zresztą umarłby pewnie w takim Luksemburgu z nudów i pragnienia.

Ja spędziłam tu intensywny tydzień zwiedzając popadając w zadumę przed siedzibą Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, czytając miejscową prasę (piszą o „nacjonalistycznym polskim rządzie”) z rzadka zaglądałam do Internetu.  A jak już zajrzałam, to wyczytałam na stronie BBC, że na największych brytyjskich lotniskach rusza kampania „One too many” (O jeden za dużo). Jej celem jest uświadomienie pasażerom konsekwencji ich niewłaściwego zachowania na pokładzie samolotu po spożyciu alkoholu.

Alkohol jest dla ludzi? Nie wszystkich

Jestem niepijącą alkoholiczką, nie piję ponad ponad 12 lat. Przestawałam pić w czasach,  kiedy jeszcze nie było zakazu spożywania na pokładzie alkoholu, zakupionego w strefie wolnocłowej. W ramach serwisu linie lotnicze także częstowały alkoholem. Piłam na pokładzie i ja. Dla rozluźnienia, dla zaśnięcia, dla zabicia czasu. Teraz wiem, że alkohol jest dla ludzi, ale nie jest dla mnie. Osoby pod wpływem generalnie mi nie przeszkadzają, dopóki nie naruszają mojego komfortu, strefy bezpieczeństwa i wolności. Pewnie tak samo myśli większość pasażerów.
A o takie naruszenie szczególnie łatwo, kiedy przez kilka godzin jest się zamkniętym w trochę tylko większej puszce i kilka tysięcy metrów nad ziemią.

Lataj odpowiedzialnie, albo możesz zapłacić wysoką cenę – można przeczytać na plakatach na dziesięciu lotniskach w Wielkiej Brytanii. Jaką cenę? Nie tylko opóźnienie czy odwołanie rejsu, konieczność zmiany wakacyjnych planów, ale także więzienie. Autorzy kampanii przestrzegają, że pasażer pod znacznym wpływem może nie tylko nie zostać wpuszczony na pokład, ale nawet nie przejdzie odprawy. Jeżeli zaś pasażer będzie awanturujący się już na pokładzie, a jego zachowanie zmusi kapitana do wcześniejszego lądowania, delikwent będzie musiał liczyć się z karą w wysokości nawet 80 tysięcy funtów czy aresztem. Może być także tak, że przez dwa lata nigdzie nie poleci, bo na tyle trafi do więzienia. A linia, która ucierpi przez pijanego pasażera, będzie mogła wydać mu zakaz wstępu na pokład.

Pijany Polak w samolocie

Google pokazuje około 234 tysiące wyników wyszukiwania hasła „pijany Polak w samolocie”. Są filmiki i opisy przypadków. A to jeden delikwent przewrócił się w samolocie na dziecko, zaś policjantom tłumaczył, że było mu tak smutno wracać na emigrację po świętach, że z tego żalu zaczął na lotnisku pić. Inny złamał współpasażerowi palec. Kolejny próbował otworzyć drzwi samolotu, bo myślał, że to toaleta. Byli też amatorzy bombowych żartów, bójek z personelem pokładowym czy palenia na pokładzie wbrew zakazowi. Linie lotnicze są dla takich wyczynów bezlitosne. Po wylądowaniu na amatora lotu z promilami czeka policja, sądy wymierzają kary, przewoźnicy wpisują takiego pasażera na czarną listę.  I nic nie działa. Ostatni przypadek z tego tygodnia – zachowanie pijanego obywatela w samolocie z Warszawy na Madagaskar zmusiło kapitana do lądowania w Kenii. Polak został wyprowadzony w kajdankach.

Czy w Polsce jest możliwa kampania „Piłeś? Nie lecisz!”? Możliwa pewnie tak, ale wątpię, by była skuteczna. Od lat nieskuteczne jest hasło „Piłeś? Nie jedź!”. Polacy wciąż wsiadają za kierownicę po alkoholu, powodują wypadki, zabijają siebie i innych. Media pełne są przerażających statystyk, a mimo to kierowanie samochodem pod wpływem znajduje coraz to nowych naśladowców. Pijany Polak w samolocie – choć nim nie steruje – również stwarza zagrożenie. I dla siebie, i dla współpasażerów. Alkohol zawsze wyłącza myślenie tak samo.  Warto o tym pamiętać, zanim jeszcze przed wakacyjnym lotem odleci się zbyt wcześnie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

8 odpowiedzi na “Piłeś? Nie lecisz! [FELIETON]”

  1. ‚Google pokazuje około 234 tysiące wyników wyszukiwania hasła „pijany Polak w samolocie”.’

    Słoń a sprawa polska. Jak na 6,660,000 wyszukiwań hasła ‚drunk passenger on plane’ nie jest źle.

    ‚Alkohol zawsze wyłącza myślenie tak samo.’

    Uhm. Niezależnie od narodowości.

    • ” tylko do lotnisk, dla których jednym ze źródeł dochodu jest wyszynk” tylko jest różnica pomiędzy lanym żywcem za 20zł do burgera za 40zł, a czteropakiem żywca za 12zł.
      Wyszynk na którym zarabia lotnisko nie powoduje problemów opisanych w artykule. problemem jest alkohol kupowany w bezcłówce i pity podczas czekania.

      • Tak zwane bezcłówki i sprzedawany w nich alkohol to też bardzo ważne źródło dochodu lotnisk. (Czteropak Żywca w sklepie lotniskowym po 12 zł? Gdzie?)

        • Jacek, no odrobinę strzelałem z tymi 12złotymi, bo nie wpadłbym aby kupować na lotnisku czteropak piwa 😉
          Ale chodziło mi o coś innego, wydaje mi się że alkoholu zakupionego w bezcłówce nie masz prawa napocząć na lotnisku (bo w końcu ‚wywozisz’ go z kraju?). w tym momencie tak, jest to zysk dla lotniska ale „bezpieczny”. A jeżeli stołujesz się w lotniskowej knajpie to raczej nie wydasz kilku stów aby celowo upić się piwem.
          To tak jakby obwiniać BMW za wypadki spowodowane przez dupków. BMW sprzedaje szybkie samochody, ale zakłada też że przestrzegasz przepisów (chociaż tak samo jak w przypadku sklepu, raczej ma to gdzieś jak tylko zamkniesz za sobą drzwi).

          • Alkoholu nie masz prawa pić na lotnisku nie ze względu na przepisy celne – przecież zdecydowana większość lotów w Europie odbywa się w granicach unii celnej, więc o atrakcyjnej, bezvatowej cenie można zapomnieć, chyba że się wybywa poza EU, ale to raczej nie destynacja dla typowego ochlajturysty – a bardziej ze względu na uregulowania prawne dotyczące zasad spożywania alkoholu w miejscach publicznych.

            ‚A jeżeli stołujesz się w lotniskowej knajpie to raczej nie wydasz kilku stów aby celowo upić się piwem.’

            Kolega z drugiego obszaru płatniczego, widzę. Są takie na świecie lotniska, gdzie w knajpach towarzystwo wydaje zdecydowanie więcej niż kilka stów i to nie PLN, żeby się upić, i to nie tylko piwem. Na pokładach samolotów w arsenale też są destylaty i wina, czy to latasz kołczem bez numerowanych siedzeń, za to z haniebnie opłacaną załogą, czy emiratami w biznes klasie z gorącym mokrym ręczniczkiem na powitanie. Co ja gadam co ja gadam! Na mojej szmaragdowej prowincji w pociągach IC też pełen wyszynk. I się w wagonach wesoło robi weekendami, szczególnie w porze ćwierćfinałów, półfinałów i finałów w rugby czy galijskim futbolu, kiedy Dublin podejmuje Cork, albo jakieś inne Kerry, czy w drugą stronę. Nie wspominając o tym, że na każdym obiekcie sportowym są bary. W teatrach, kinach, podczas imprez masowych i w części obiektów kulturalnych też.

            Porównanie z samochodem trochę nietrafione. Pojazd samochodowy nie służy wprowadzaniu w czyn brawurowych zamiarów i nie został skonstruowany z myślą o tym. Alkohol spożywczy natomiast służy wprowadzeniu się w odmienny stan świadomości, niczemu innemu. I tylko dlatego, ze względu na jego psychoaktywną toksyczność się go konsumuje i produkuje. I też dlatego jego produkcję i konsumpcję obwarowuje się najprzeróżniejszymi ograniczeniami.

      • Problemem jest alkohol. I masowa turystyka transportowana na miejsce spożycia, znaczy się wypoczynku, drogą powietrzną. Nie bez przyczyny w UK akcję uświadamiającą wszczęto w samym środku sezonu, kiedy to loty z LGW, MAN, STN, BHX, GLA, NCL czy BRS na Ibizy i Kanary aż pękają w szwach od wesołych kompanii. I to wcale nie Januszów i nie piwem uwalonych, choć owszem wakacje nad wodą… ognistą zaczynają się już w drodze na lotnisko.

  2. „…amator wyskokowych trunków (…) umarłby pewnie w takim Luksemburgu z nudów i pragnienia”.
    O przepraszam. Jak najbardziej jestem amatorem i zapewniam, że Luksemburg ma wiele do zaoferowania, szczególnie miłośnikom wina, i to nie tylko cremant. Piwa także wytwarza się tam zacne. Enoteki i brasseries mija się zresztą w Luksemburgu na każdym kroku, więc bardzo dziwi mnie ta opinia.

    • Dzień dobry 🙂 To prawda, że Luksemburg ma swoje winnice (widziałam płynąc Mozelą) i browary, ale mimo to nie spotkałam na ulicach wieczorami żadnej osoby pijanej. Pewnie inna kultura picia, a ja pisałam o takim pasażerze, dla którego picie jest celem samym w sobie, bo np. wakacje i można odpiąć wrotki. No i ceny luksemburskie raczej nie zachęcają do nadużywania przeciętnego Europejczyka. Pozdrawiam 🙂 AG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Jak donieść na pijanego kierowcę? Nie jest to takie proste

Od jakiegoś czasu wiem, że osoba, którą znam, jeździ pod wpływem alkoholu. Znajomość z nią jakoś mnie blokowała przed zgłoszeniem faktu, że nagminnie wsiada za kierownicę po paru piwach, ale w końcu uznałam jednak, że basta i koniec, i bohatersko wykręciłam 112. I tu historia dopiero się zaczyna.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
25 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ