Płyty, do których wracam: “Tripomatic Fairytales 2002” Jam & Spoon

3 minuty czytania
250
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
20 sierpnia 2018
fot.Facebook.com/jamandspoonofficial

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jam El Mar i Mark Spoon byli jednymi z tych, którzy pokazali, że nie warto dzielić muzyki dance na komercyjną i undergroundową. Potrafili bowiem tworzyć zarówno taneczne hity, które świetnie radziły sobie na listach przebojów, jak również bardziej eksperymentalne rzeczy, czego przykładem jest ich album „Tripomatic Fairytales 2002”.

Kiedy jeden z najważniejszych frankfurckich DJ-ów, Mark Spoon (właśc. Markus Löffel) i utalentowany producent muzyczny oraz gitarzysta, Jam El Mar (prawdziwe imię oraz nazwisko – Rolf Ellmer) połączyli siły, świat elektronicznej muzyki tanecznej wzbogacił się o wyjątkowy duet artystów patrzących na dźwięki w sposób inny, niż ich koledzy po fachu.

Pionierzy

Bez względu na to, czy robili remiksy dla takich wykonawców, jak Pet Shop Boys („Yesterday, When I Was Mad”, „Young Offender”), Frankie Goes To Hollywood („Relax”), Enigma („Age Of Loneliness”), Age Of Love (kultowy „Age Of Love”) Yello („You Gotta Say Yes To Another Excess – Great Mission”), Mike Oldfield („Far Above The Clouds”) i Giorgio Moroder („The Chase”), wydawali eurodance’owo i popowo brzmiące przeboje („Right In The Night”, „Find Me”, „Angel (Ladadi O-Heyo)”, „Kaleidoscope Skies”, „Be Angeled”), czy produkowali trance’owe bangery („Stella”, „Follow Me”, „Odyssey To Anyoona”, „I Pull My Gun Once / I Pull My Gun Twice”), ich brzmienie było rozpoznawalne już od pierwszych sekund.

Nieortodoksyjne podejście do produkcji muzycznej naszych bohaterów wynikało z umiejętności łączenia pozornie nie pasujących do siebie gatunków (Mark Spoon grał bardzo eklektyczne sety, w których mieszał najróżniejsze odmiany trance, house oraz techno, a jednym z podopiecznych Jam El Mara był  pochodzący z Waszyngtonu raper – B.G. The Prince Of Rap). Ich twórczość bez wątpienia wywarła ogromny wpływ na rozwój sceny dance, a Markus i Rolf nie raz zaskakiwali słuchaczy, nagrywając pod pseudonimami Tokyo Ghetto Pussy, Storm i Big Room.

Świat narkotycznych baśni

Po albumie „Tripomatic Fairytales 2001” przyszła pora na bardziej ambientowy krążek. Nie znajdziemy tu hitów, ani typowych tanecznych kawałków rodem z setów Marka Spoona. Ich miejsce zajęły eksperymentalne kompozycje, w których świat realny miesza się ze snem. Ta oniryczna konwencja sprawia, że słuchając płyty niemieckiego duetu ma się wrażenie, jakby człowiek nagle przeniósł się do innego wymiaru. Witają nas w nim mityczne stworzenia („Hermaphrodite”), by następnie pokazać nam, jak wygląda świat stworzony z dźwięków („N.A.S.A. Nocturnal Audio Sensory Awakening”). Nagle zostajemy oślepieni przez kogoś lampą błyskową aparatu („LSD Nikon”).

Robi to po to, by wprowadzić nas w stan, w którym zobaczymy przyszłość. Niestety, nie jest ona zbyt kolorowa („The Future Is In Small Hands”). By odetchnąć po smutnej wizji, zostajemy zabrani do miejsca wypoczynku („Salinas Afternoon”). Spokój przerywa dobiegający z pomieszczenia obok dźwięk telefonu. Sekretarka rejestruje głos tajemniczej postaci. To nasza opiekunka, który ma zadanie oprowadzić nas po tej niezwykłej rzeczywistości („V. Angel. Is Calling”). Ma na imię Dana i sprawia wrażenie, jakby znała każdego, kto tutaj przybywa od zawsze („Words & Dana”). Pokazuje nam nasze poprzednie wcielenia („Ancient Dream”), a potem wspólnie udajemy się w kolejną podróż do przyszłości.

Tym razem dostrzegamy więcej pozytywów („I Saw The Future”). Spotykamy też ducha Carlosa Castanedy – amerykańskiego antropologa , który wpadł, by objaśnić nam, co czeka świat w najbliższym czasie („Castaneda Future Illuminations”). Po zakończeniu podróży, słyszymy pieśń o miłości („Secret Kind Of Love”). Nasz pobyt w innym wymiarze kończy się fantastyczną imprezą w klimatach reggae („World Of X-T-C”).

Jam & Spoon dziś

Mark Spoon zmarł na atak serca w styczniu 2006 roku. Miał tylko 39 lat. Pozostawił jednak po sobie masę dobrej muzyki, którą stworzył z Jamem El Marem. Jego przyjaciel obecnie kontynuuje ich wspólną misję – wydaje nowe utwory oraz występuje jako DJ. Mam głęboką nadzieję, że stworzy kiedyś album podobny do „Tripomatic Fairytales 2002”.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Płyty, do których wracam: „Blue Lines” Massive Attack

"Blue Lines" grupy Massive Attack to interesująca podróż po ulicach Bristolu końca lat 80. i początku lat 90. Brzmienie, które w zamyśle twórców miało być wyłącznie formą ich ekspresji, z czasem przerodziło się w jedno z najbardziej wyjątkowych zjawisk muzycznych końca XX wieku.
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
9 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ