Slave to Sirens – metalówy z Libanu

4 minuty czytania
249
2
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
3 sierpnia 2018
fot. facebook/Slavetosirens

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Maya, Lilas, Shery, Alma i Tatyana założyły zespół. Właśnie wydały epkę, szykują całą płytę. Zostały bohaterkami reportażu BBC. Nie dlatego, że wydały epkę, tylko dlatego, że wydały ją jako pierwszy kobiecy zespół grający ostrą muzykę w Libanie. I prawdopodobnie na całym Bliskim Wschodzie. A zespół metalowy i to złożony wyłącznie z kobiet jest w tym regionie sensacją.

Z Libanem w ostatnich latach kojarzy mi sie pewnie to, co wielu: konflikt z Izraelem, Arabska Wiosna i… długo, długo nic. Wiedziałem jeszcze, że ze stolicy kraju, Bejrutu, pochodzi żona George’a Clooneya: Amal Alamuddin oraz jeden z moich ulubionych aktorów: Keanu Reeves. A muzycznie? Liban nie mówił mi nic. Aż zobaczyłem kilka dni temu reportaż BBC o Slave to Sirens.

Kobiety do garów, mężczyźni do metalu

Muzyka metalowa w Libanie nie jest niczym ekstremalnie wyjątkowym. Blaakyum, Phenomy, Turbulence i kilka innych kapel z kraju, w którym ponad 60 procent ludności wyznaje islam, jeździ z koncertami po świecie i to z powodzeniem. To jednak zespoły „męskie”. Jak przekonuje jednak z członkiń Slave to Sirens w rozmowie z BBC, w Libanie wciąż rządzi konserwatywne, patriarchalne podejście do roli mężczyzny i kobiety w życiu społecznym. W skrócie: kobieta powinna zająć się domem. Choć w Bejrucie kwitnie nocne życie, to same kobiety niespecjalnie mają w nim czego szukać.

Kiedy Shery Bechara i Lilas Mayassi spotkały się w 2015 roku postanowiły to zmienić, a przynajmniej o tym mówić. Połączył je protest przeciwko polityce ich rządu. Doszło wtedy do tzw. protestu śmieciowego. Po zamknięciu głównego bejruckiego wysypiska śmieci odpady zaczęły zalegać na ulicach, katastrofa epidemiologiczna wisiała w powietrzu. Protesty ludzi, niezależnie od partii wyznaniowych, były największymi od czasu Arabskiej Wiosny z 2011 roku.

Ale kobiety połączyła również muzyka. I to mocna, taka, którą grają Iron Maiden, Slayer  czy Megadeth. Zwerbowały jeszcze trzy koleżanki, wzięły do rąk mikrofony, gitary, perkusję i zmontowały zespół. „Jak wychodziliśmy na nasze pierwsze koncerty ludzie patrzyli na nas jak na przebierańców. Jeszcze bardziej dziwili się, kiedy te na czarno ubrane kobiety zaczynały na scenie grać ostry metal, a nie śpiewać piosenki o miłości” – wspomina jedna z nich.

Zamiast o miłości śpiewały o wyrwaniu się z konserwatywnego religijnego reżimu, który ogranicza życie kobiet w ich kraju. Gitarzystka Mayassi przekonuje, że swoim przekazem chcą przekonać kobiety z ich regionu świata, żeby podążały za marzeniami i nie dały sobie mówić, co mają robić.

Naiwne? Może w Europie

Może z naszej perspektywy wygląda to dość naiwnie, ale w tamtym regionie świata, czytaj okolice Zatoki Perskiej, to zupełnie inna rzeczywistość od naszej. W samym Libanie przez kilkanaście ostatnich lat doszło do kilku konfliktów zbrojnych: od konfliktu z Syrią w 2005 roku, przez II wojnę libańską (konflikt z Izraelem), po Arabską Wiosnę na początku tej dekady.

Pamiętam jak kilka lat temu rozmawiałem z raperką z Afganistanu Paradise Sorouri. Została zmuszona do ucieczki z Afganistanu, bo ludziom nie podobało się nie tylko, że śpiewa o prawach kobiet, ale też jak wygląda na scenie: lubi zakładać bejsbolówkę. Z powodu przekonań czy raczej tego, że śpiewali o nich w swoich utworach, z rodzinnych stron musieli uciekać również m.in.  członkowie zespołów Khebez Dawle (Syria) czy Songhoy Blues (Mali). Póki co, Slave to Sirens podobny los nie grozi, ale w wywiadach przekonują, że za dużo miejsc, w których mogą grać swoją muzykę w Libanie nie ma. A do tego nie wszyscy członkowie rodzin popierają ich „wyzwolone” podejście do roli kobiety w tamtym społeczeństwie.

Mayassi przekonuje również, że wybrała towarzystwo kobiet, bo faceci są zwyczajnie za leniwi. A wie co mówi, bo przed Slave to Sirens grała z kilkoma zespołami z mężczyznami w składzie. Teraz, w zespole kobiecym z powodzeniem łączy studiowanie z graniem. Tak jak każda z członkiń zespołu.

W tym roku udało im się wydać epkę „Terminal Leeches”. Same ją wyprodukowały i nagrały w libańskim studio. Płyta zbiera bardzo dobre recenzje na metalowych portalach w różnych stronach świata. Śpiewają na niej zresztą nie tylko o trudnej sytuacji kobiet w ich regionie, ale również o problemach uchodźców. Wszystko w stylu, który trafnie określił jeden ze słuchaczy na ich profilu na YouTube: Female Slayer. Globalny stał się nie tylko gatunek, który wykonują, ale też problemy, o których śpiewają.

Teraz Slave to Sirens szykują się na koncert na największym święcie muzyki metalowej w Libanie, sierpniowym Beirut Metal Fest. Obok nich wystąpi jeszcze kilka zespołów metalowych z Libanu, ale też m.in. z Syrii. A headlinerem będzie jeden z najważniejszych polskich zespołów metalowych ostatnich lat, Decapitated. Jak przekonują członkinie Slave to Sirens, ze sceny chcą przekazać, że w muzyce metalowej kobiety też mają ważne rzeczy do powiedzenia i nie boją się tego robić.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Fikcyjne zespoły, które grają naprawdę dobrą muzykę

Mam taką jedną malutką obsesję. To znaczy jedną z wielu moich malutkich obsesji. Mianowicie uwielbiam filmy, w których pojawiają się zmyślone zespoły. Zwłaszcza jeśli grają dobrą muzę. Czasami żałuję, że nie istnieją naprawdę, bo z radością wybrałabym się na ich koncert!
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
12 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ