U progu seksualnej wolności, czyli erotyka według PRL

7 minut czytania
2482
0
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
26 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Prezerwatywy były, ale kioskarki przekłuwały je szpilkami. Gazetki były, ale głównie te przemycane z zachodu. Nagie piersi sporadycznie pojawiały się w kinie, komiksie. Erotyka była w PRL-u towarem deficytowym. Ale oczywiście jakoś sobie radziliśmy.

Czasopisma „Razem” czy „Magazyn Poradniczo-Hobbystyczny Pan” oglądane u sąsiada. Z kolei u kolegi z klasy wertowanie przywożonych przez jego ojca z zagranicy magazynów „Penthouse” albo „Playboy”. U koleżanek zachodnioniemieckiego „Bravo”. Komiksy, książki poradnikowe albo karty do gry. Teledysk „Chałupy welcome to” do piosenki Zbigniewa Wodeckiego o polskiej plaży nudystów. Wreszcie kino – to na wielkim ekranie i przede wszystkim na VHS. Drogi, którymi poznawaliśmy erotyczny świat w PRL-u były różne. Oj trzeba się było napracować, żeby zobaczyć kobiece piersi.

Pruderyjna PRL

Na pewno każdy pamiętający okres PRL-u ma swoje wspomnienia związane z pierwszymi erotycznymi doznaniami. Być może część z waszych pokrywa się z moimi. Katarzyna Figura (szczególnie z serialu „Pierścień i Róża”), Jana Nagyová z czechosłowackiego serialu „Arabela”, Sabrina Salerno i Samantha Fox, bohaterki rozkładówek w magazynie „Penthouse” czy bohaterka komiksu „Spotkanie” wydanego w magazynie „Relax”, a rysowanego przez Bogusława Polcha – to były moje młodzieńcze erotyczne namiętności. Oczywiście o żadnej nie wiedzieli rodzice, przynajmniej miałem taką nadzieję. A wiele z nich dzieliłem z kolegami z podwórka i ze szkoły.

Dla tych, którzy żyli w PRL-u to będzie oczywiście banał, ale warto pamiętać, że w oficjalnym, dostępnym dla każdego obiegu erotyki czy też porno w tamtej epoce w zasadzie nie było.

fot. Wojciech Przylipiak

W latach 50. jedynymi erotycznymi „zabawami Polaków” były chyba tylko fraszki albo rysunki w „Szpilkach” oraz niektóre teksty piosenek „Kabaretu Starszych Panów”, szczególnie te wykonywane przez Kalinę Jędrusik. W najbardziej popularnym magazynie „Przyjaciółka” (nakład przekraczał nawet trzy miliony) można było przeczytać romantyczne historie miłosne. Można je było znaleźć również w książkach. Mam jeden taki romans w swojej kolekcji. To wydany pod koniec lat 40. „romans górniczy”, czyli „Gdy miłość zawodzi” Józefa Łączyńskiego. Erotyka kończy się tam jednak na poziomie, który dobrze ilustruje ten przykład „erotycznej” scenki z książki:

„Pewnego sobotniego poranka, Porchet, spotkawszy idącą po pieczywo Dianę, w sieni piekarni, chwycił ją wpół i zanim spostrzegła ucałował. Diana nie lubiła go, ale odczuwała gorzką radość po tym pocałunku. Ponowił pocałunek, lecz tym razem dużo nie brakowało, żeby go spoliczkowała”.

Uświadomienie seksualne

Zdaje się, że byliśmy wtedy bardzo pruderyjnym narodem, a przynajmniej taką pruderyjność narzucili nam „przyjaciele” zza wschodniej granicy. Skąd czerpaliśmy wiedzę o seksie dobrze opisuje arcyciekawy „Beadeker warszawski” z 1961 roku. Można w nim przeczytać m.in.:

„Ważną rolę społeczną, jaką spełnia kiosk z piwem na Krakowskim Przedmieściu w tej ślamazarnej, przeintelektualizowanej dzielnicy, można streścić na kilku przykładach. Tak więc dzięki niemu to zostało uświadomionych seksualnie kilka tysięcy dzieci, przechodzących tędy do szkoły (…) referaty wygłaszane przez klientów lokalu odznaczają się błyskotliwością i niezrównaną plastyką opisu”.

Nietrudno sobie wyobrazić jak barwnymi i bezpośrednimi opisami seksualnych podbojów czy też porażek dzielili się bywalcy piwiarni. Ten sam „Beadeker warszawski” podaje również ciekawą informację, że na przełomie lat 50. i 60. w stolicy działało biuro matrymonialne „Syrenka”, które kojarzyło co miesiąc około 50 małżeństw. Ale co ciekawsze, dysponowało własną kawiarenką, gdzie narzeczeni mogli się spotkać.

Striptiz i sztuka kochania

W latach 60. erotyka zaczęła śmielej wkraczać w życie mieszkańców Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, chociażby poprzez kino. Ten, kto widział Barbarę Brylską w „Faraonie” Jerzego Kawalerowicza z 1965 roku zdaje sobie sprawę, że mogła rozpalić męskie pożądanie do czerwoności. Poważna zmiana nastała w epoce Gierka w latach 70. Do polskiego kina weszły śmiałe sceny erotyczne (zobaczcie chociażby „Anatomię miłości” Romana Załuskiego), rekordy popularności biła „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej. W klubach nocnych można było zobaczyć striptizy.

Kilka znakomitych opowieści striptizowych przedstawiła w swoim „Smutku cinkciarza” Sylwia Chutnik:

„Niektóre dziewczyny, jak były obrotne, to i z trzy lokale potrafiły zaliczyć jednego wieczoru. Ale Emma pozostawała wierna Paradiso. Może dlatego, że posiadała dość specyficzną klatkę piersiową, mianowicie zupełnie płaską. Ten ważny element ciała w jej zawodzie zasłaniała stanikiem z wyciętymi dziurkami na sutki. Że niby cała reszta kryje się za falbankami”.

„Opowiadała mi moja koleżanka z lokalu, taka tleniona Jolka, że jeździła w trasy z pedałem, który udawał kobitkę. Był wygolony i umalowany. W przyciemnionej sali, gdzie wszyscy kopcili, plus puszczali te dymy i różne efekty świetlne, to w ogóle nikt się nie poznawał, czy to baba, czy chłop”.

„A znowuż kolega, jeden cinkciarz, opowiadał mi, że gdzieś na prowincji striptizerka miała czarny stanik i białe majtki, które zdejmowała tak, jak się normalnie majtki przez nogi zdejmuje. Ze stanikiem miała problem, bo była otyła i nie mogła sięgnąć z tyłu do zapięcia. To kiedyś kolega się zlitował, wszedł na scenę i ją po prostu rozebrał. Wdzięczna artystka oddała mu się potem na zapleczu”.

Fenomenalną scenę striptizu można zobaczyć w ósmym odcinku „Alternatywy 4”. W restauracji klasy S Kongresowa świadkiem striptizu jest docent Furman (Wojciech Pokora). Zresztą lata 80. to już była seksualna wolna amerykanka, w porównaniu do tego co działo się wcześniej. Głównie za sprawą towarów z Zachodu.

Gazetki z zachodu

Wspominałem o gazetkach z Zachodu. Młodzieżowe „Bravo” było źródłem pierwszych fascynacji kobiecym ciałem dla wielu kolegów z mojego podwórka, i koleżanek zapewne też. Choć oczywiście nie było tam ostrej erotyki, ale jednak piersi można było zobaczyć, chociażby w słynnym poradach dla młodzieży. Do tego dochodziły też historyjki obrazkowe, w których nie brakowało namiętnych pocałunków i pieszczot. No i plakaty. Modern Talking czy A-ha zawsze były w cenie, ale jednak najbardziej czekaliśmy na Sabrinę i Samanthę Fox, wokalistki obdarzone większym darem cielesnym niż wokalnym.

fot. Wojciech Przylipiak

Szczęśliwcy, czyli ci, których rodzice bywali za granicą,  mieli zagraniczne gazetki z ostrymi scenami erotycznymi, a nawet porno. „Penthouse”, „Cats”, „Playboy” oglądaliśmy z wypiekami na twarzy fascynując się kolejnymi bohaterkami rozkładówek. Jednak nie zawsze trzeba było sięgać po zagraniczne czasopisma, żeby zobaczyć goliznę.

„Szpilki”, magazyn „Razem” z rubryką „Osobno” z nagą panią na ostatniej stronie, magazyn satyryczny „Karuzela”, „Na przełaj” – tam można było znaleźć goliznę albo artykuły poświęcone erotyce. Ale chyba najważniejszym polskim czasopismem erotycznym lat 80. był magazyn „Pan”. Zgodnie z pełną nazwą – „Magazyn Poradniczo-Hobbystyczny Pan” był poświęcony nie tylko erotyce. Można w nim było poznać popularne drinki, super samochody, przeczytać wywiady z aktorami, poznać porady odnośnie modnego ubioru (na przykład „dla szefów”). Najważniejsze jednak dla samców spragnionych erotyki były ostatnia strona i plakaty. Na ostatniej, w tzw. „Przeglądzie prasy” prezentowano różne gwiazdy, modelki z gazet z całego świata. Jak się domyślacie, były nagie.

Takie panie były również na plakatach w środku. Tak zwana „Dziewczyna Pan-a” rzadko jednak prezentowała się w pełnej krasie. Często była przykryta wachlarzem, jakimś ręcznikiem czy kocykiem.

fot. Wojciech Przylipiak

Książki i komiksy

W latach 80. zaczęło się pojawiać również więcej książek o seksie. Mam jedną z nich, to „Seks partnerski” Zbigniewa Lew-Starowicza. Opatrzony rysunkami, także części intymnych, „Seks partnerski”, jak pisze autor „jest próbą opisania fenomenu, jakim jest więź erotyczna między partnerami różnych płci oraz czynników, które je kształtują”. Lew-Starowicz opisał w nim mity seksualne, fantazje, fenomeny partnerstwa, orgazmy itp. Ciekawe jest część poświęcona typom partnerów. Wiedzieliście, że jest ktoś taki jak Sex-Man? „Źródłem jego męskiej wartości jest liczba zaliczonych partnerek, kontaktów seksualnych w ciągu jednej nocy, znanych pozycji i technik pobudzania (…) widownią są kobiety i od nich oczekuje wawrzynów”.

fot. Wojciech Przylipiak

Ale oczywiście jako dzieciak nie mogłem specjalnie do takich książek zaglądać. Co innego z komiksami.

Jak informuje przewodnik Wojciecha Obremskiego po „Krótkiej historii sztuki komiksu w Polsce (1945-2003)” w 1991 roku ukazał się w Polsce komiks z nagłówkiem: „Pierwszy w Polsce komiks erotyczny!”. Był to „Klik! Kobieta zdalnie sterowana” autorstwa włoskiego rysownika Milo Manary.

Jednak już w 1989 roku ukazały się dwie polskie adaptacje „Dekameronu” Boccaccia autorstwa Dariusza Romanowicza i pamiętam, że w moim domu to było! I tam była erotyka, że ho ho. Tak jak zresztą podtekstów erotycznych nie brakowało w komiksach Janusza Christy z cyklu „Bajka dla dorosłych” drukowanych w magazynie „Relax” czy w „Poradach praktycznego pana” Tadeusza Baranowskiego. A pierwszą całą nagą kobietę też widziałem w komiksie. Spójrzcie do magazynu komiksowego „Relax” i opowieści „Spotkanie”. Ostatni kadr, naga para w jednym pokoju! Chowałem ten komiks przed rodzicami.

Prezerwatywy i VHS

Tak jak chowałem kasety z filmami na kasetach VHS. Ja chowałem te wypożyczane od kolegów, na przykład izraelską serię „Lody na patyku” o erotycznych przygodach Benny’ego, Johnny’ego i Momo. Oczywiście tata chował swoje filmy erotyczne pożyczane od swoich kolegów. Tak jak chował gazetki. Szukanie ich było ulubionym sportem w domach wielu moich kolegów.

Rodzice chowali też przed nami prezerwatywy. Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego Stomil produkowały prezerwatywy Eros albo Eros-Ol-Ex z olejem silikonowym. Były nawet takie barwione i z różnymi tłoczeniami. Ale poziom edukacji czy świadomości wciąż nie były u nas największe. Dlatego zdarzały się takie historie, jak „afera szpilkowa” z końca lat 70. Jedną z kioskarek przyłapano na przekłuwaniu opakowań z Erosami. Okazało się, że nie był to odosobniony przypadek.

Wszystko zmieniły lata 90. Po erotykę wystarczyło pójść do wypożyczalni wideo i skierować się do półek w kącie z kasetami bez okładek. Albo do kiosku po polskiego „Playboya” czy „Twój weekend”. A potem pojawił się Internet…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sposób na wypoczynek według PRL

Spakuj namiot ważący 20 kilogramów, wbij się do pociągu przez okno, a potem relaksuj w ośrodku na wieczorku zapoznawczym. Wyjedź na handel do bratniego kraju albo uprawiaj „działking”. Sposobów na majówkę, wypoczynek, było w PRL-u kilka. Wielu z nich pewnie byśmy dzisiaj nie przetrwali.
CZYTAJ WIĘCEJ