Wszystko się może zdarzyć, czyli z wizytą u ginekologa

6 minut czytania
435
1
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
30 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Może fanów serialu „The Knick” i książki Jurgena Thorwalda „Ginekolodzy” ta książka nie zszokuje, choć nie brak w niej dramatycznych i tragikomicznych historii. O mitach dotyczących ginekologii i kulisach pracy lekarzy opowiedziała nam autorka książki „Ginekolodzy. Tajemnice gabinetów” Iza Komendołowicz.

Wojciech Przylipiak: Przytaczasz słowa emerytowanego ginekologa z miasta na północy Polski: „Powiem pani, że kiedyś było lepiej. Ginekolog to był ktoś. Szacunek był, pieniądze były. A teraz to szkoda gadać…”. I faktycznie czytając niektóre rozdziały twojej książki trudno mi zrozumieć, że ktoś jeszcze chce zostać ginekologiem.

Iza Komendołowicz: Kiedyś ginekolog uchodził za wyjątkowo intratny zawód, więc trudno się dziwić, że zawsze było wielu chętnych na tę specjalizację. Dziś, w wielu warszawskich szpitalach brakuje ginekologów, więc ci, którzy pracują są ogromnie obciążeni. Perspektywa jest naprawdę dramatyczna. To wyjątkowo odpowiedzialna i ciężka praca – także fizycznie. Przekonałam się o tym, zbierając materiał do książki. Finansowo też nie jest tak dobrze, jak przed laty. Ale, żeby było jasne, wiele zmieniło się na plus, chociażby warunki pracy. W wielu szpitalach oddziały ginekologiczno-położnicze są dziś świetnie wyposażone. Mamy genialnych ginekologów. Wskaźnik opieki okołoporodowej w Polsce jest na najwyższym europejskim poziomie, wyższy nawet niż w Stanach Zjednoczonych.

Jak wyglądały przygotowania do napisania książki?

Spędziłam tydzień w jednym z warszawskich szpitali klinicznych, ginekologiczno-położniczym. Przychodziłam przed ósmą rano i można powiedzieć, że chodziłam jak cień za lekarzami. Wtedy przekonałam się, jak bardzo wyczerpująca jest to praca, na położnictwie nie ma chwili spokoju, cały czas coś się dzieje. Zobaczyłam też pod jaką presją są lekarze. a o tym się bardzo mało mówi. Dużym problemem jest wzrastająca roszczeniowość pacjentów. Zaskakująco łatwo jest sformułować oskarżenie. Pacjenci nagrywają lekarzy, prawnicy notują. Oczywiście, pacjent ma swoje prawa, ale sytuacje, kiedy lekarzom stawia się absurdalne zarzuty wcale nie należą do rzadkości. Mówili mi o tym niemal wszyscy moi rozmówcy. Dlatego dzisiaj niemal wszyscy lekarze się ubezpieczają prywatnie na wypadek przegranych procesów i zasądzonych odszkodowań. Lekarze narzekają też, że bardzo spadł prestiż ich zawodu. Kiedyś to, co powiedział lekarz było święte. Dziś wielu pacjentom wydaje się, że wiedzą lepiej i na wizytę przychodzą z gotową diagnozą. To może być frustrujące i irytujące.

Wydawnictwo W.A.B.

Dlaczego akurat ginekolodzy?

To splot różnych okoliczności. Po pierwsze, od mojej poprzedniej książki (“Elka. Wspomnienia o Elżbiecie Czyżewskiej” przyp. red.) minęło trochę czasu i po prostu chciałam napisać coś nowego. Mogę powiedzieć, że temat sam mnie znalazł. Tematy medyczne zawsze były mi w jakiś sposób bliskie, kiedyś nawet myślałam o studiowaniu medycyny. Dlaczego ginekolodzy? Bo to lekarz, który jest najbliżej kobiety, każda z nas powinna mieć „swojego” ginekologa, regularnie się badać. A ponieważ ginekolodzy, często to mężczyźni, są blisko kobiet, to ciekawią też  ich partnerów, mężów, ojców, braci. Wreszcie, kilka lat temu sama miałam dość skomplikowany problem ginekologiczny i zetknęłam się z wieloma lekarzami tej specjalności.

Chciałaś być  ginekologiem?

Chciałam być lekarzem, o studiach medycznych myślałam w liceum. Wtedy nie wybierałam przecież jeszcze specjalizacji. Przyznam szczerze, że miałam bardzo wyidealizowany obraz lekarza. Nie miałam pojęcia, na czym tak naprawdę polega praca lekarza, a już zwłaszcza ginekologa w tamtych czasach. To był koniec lat 80.

Piszesz o tym w książce, przerażające są opisy aborcji sprzed lat. Lekarze musieli wielokrotnie ratować kobiety po prymitywnych zabiegach. Jedna z twoich bohaterek opowiada o portierze z Huty Kościuszko, który przerywał ciąże szydełkiem!

Ta historia wydarzyła się we wczesnych latach 50. To były czasy, kiedy aborcja w Polsce była zabroniona, dlatego wielu lekarzy z ulgą przyjęła ustawę, która pozwalała na legalne przeprowadzanie aborcji ze wskazań społecznych. To pozwoliło uratować zdrowie, a nawet życie wielu kobiet. Ale legalizacja aborcji miała też swoje ciemne strony. Lekarze praktykujący w latach 60., 70. i 80.  opowiadali mi dramatyczne sytuacje z tamtych lat. Były szpitale, w których odbyło się więcej aborcji niż porodów. Często ten zabieg, uznawany w ginekologii za dość prosty, zlecało się młodym lekarzom. Nie dziwię się, że dla wielu kończyło się to traumą.

Dziś to już starsi ludzie, którzy często nie chcą wspominać tamtych czasów, to wciąż jest dla nich bolesne. Jeden z profesorów powiedział mi, że ginekolog, który nie chciał dokonywać aborcji bardzo często musiał odejść ze szpitala. Bardzo trudno było funkcjonować w tym zawodzie i nie dokonywać aborcji. To w jakimś sensie było skazanie się na bycie na marginesie. Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Lekarze nie wyobrażają sobie powrotu do sytuacji, gdy aborcja byłaby dostępna na życzenie. Moimi rozmówcami byli m. in. młodzi lekarze z Ukrainy, którzy pracują w polskich szpitalach. Na Ukrainie aborcja jest dostępna na życzenie. Ci ukraińscy ginekolodzy podkreślali, że nasze regulacje prawne dotyczące dopuszczalności przerywania ciąży tylko w wyjątkowych okolicznościach świadczą o szacunku dla życia. Często w dyskusjach, które toczą się na temat aborcji zapomina się o lekarzach. Oni to bardzo podkreślali w rozmowach ze mną. Przecież kobieta sama tej aborcji sobie nie zrobi. Chyba że weźmie środki farmakologiczne.

Ginekologia, chyba jak mało która dziedzina medycyny, odzwierciedla i jest zależna od kwestii światopoglądowych-religijnych.

Nie jest zależna, ale kwestie światopoglądowe mają znaczenie. To dotyczy nie tylko aborcji, ale też wielu innych kwestii: in vitro, ruchu antyszczepionkowego.

Jakie zmiany przechodzi dziś ginekologia, na pewno rozwinęła się ginekologia estetyczna?

Tak, ale zmian jest dużo więcej. Wszyscy wiemy, że matkami zostają coraz starsze kobiety, ale byłam zaskoczona, że coraz więcej jest 50-latek. Rodzi się pytanie, co dalej, czy skoro medycyna daje takie możliwości, to wolno z nich korzystać bez żadnych ograniczeń? Jakiś czas temu głośna była historia aktorki, która w wieku 60 lat urodziła bliźniaki. To są oczywiście ciąże z in vitro. W ogóle coraz więcej dzieci rodzi się z in vitro. Ta procedura stała się powszechna i przestała już chyba kogokolwiek szokować. Warto jednak pamiętać o tym, że inna jest perspektywa dużych miast, a trochę inna reszty kraju. W Warszawie wiele kobiet chce rodzić przez cesarskie cięcia. Dopóki nie zobaczyłam cięcia na własne oczy myślałam, że to dość prosty zabieg. A wcale tak nie jest.

Wstrząsające są rozdziały o nastoletnich mamach albo kobietach, które dowiadują się, że są w ciąży dopiero w dziewiątym miesiącu. No i  onkologia.

Młodziutkie mamy, 14-, 15-letnie, zawsze wzbudzają emocje, ale one się zawsze zdarzały i to się nie zmieniło. Na porodówkach rodzą dziewczynki trzymające w rękach misia. Zdarzają się też kobiety, które zgłaszają się na izbę przyjęć z bólem brzucha, a okazuje się, że zaczęły rodzić. Szczerze mówiąc nie wiem, jak można nie wiedzieć przez dziewięć miesięcy, że jest się w ciąży.

Oczywiście onkologia jest poruszająca. Zwłaszcza gdy choroba dotyczy ludzi młodych. To jest coś, co jeszcze 20, 30 lat temu się nie zdarzało, przynajmniej nie w takiej skali. Nowotwory tzw. kobiece dotyczyły kobiet dojrzałych. Teraz to prawdziwa plaga. Z drugiej strony metody leczenia są dużo lepsze niż dawniej. Smutne jest tylko to, że wciąż wiele kobiet zgłasza się do lekarza za późno, nie bada się.

Kolejny bulwersujący temat – ruch antyszczepionkowy.

Byłam świadkiem takiej sytuacji, kiedy urodziło się dziecko i lekarze bardzo grzecznie prosili rodziców, żeby mogli podać witaminę K i maść z antybiotykiem do oczu. Ci łaskawie się zgodzili, ale od razu zastrzegli, że nie życzą sobie żadnych szczepionek. Dodam tylko, że nie podanie witaminy K grozi wylewem wewnątrzczaszkowym, a w konsekwencji trwałym upośledzeniem dziecka. O szczepionkach nie będę tutaj się rozwodzić, ale chyba wszyscy słyszeli, że grozi nam epidemia odry. Szczerze mówiąc zdenerwowała mnie ta sytuacja. Tatuś tego noworodka był lakiernikiem, mama pracownikiem biurowym. Nic im nie ujmując, ale czy oni wiedzą lepiej od lekarzy, co jest dobre dla dziecka? Ludzie mogą mieć różne poglądy, ale jednak w tym momencie podejmują decyzję, która może zaważyć na zdrowiu czy życiu dziecka. To jest przerażające.

W twojej książce nie brakuje opowieści, które z jednej strony wywołują uśmiech, a z drugiej przerażenie, że coś takiego w ogóle może się wydarzyć.

Oj, takich historii wszyscy ginekolodzy mają sporo. Na przykład historia pana, który o godzinie 15 przyszedł do ginekologa z żoną, a o 19 z kochanką. Obie w ciąży, urodzą w podobnym czasie. Była też niewinnie wyglądająca dziewczyna, na której ciele ginekolog odkryła liczne sińce. Lekarka podejrzewała gwałt, ale okazało się, że pacjentka od lat umawia się z partnerami na sado-maso. Niezliczone są historie pacjentów z przeróżnymi przedmiotami, które ugrzęzły w różnych częściach ciała.

Jakiś rozmówca cię szczególnie zaskoczył?

Wielu. Trudno mi kogoś wyróżnić. Chyba jednak najbardziej poruszające były rozmowy ze starszymi ginekologami. Znakomitymi rozmówcami byli też profesor Romuald Dębski i jego żona, doktor Marzena Dębska z warszawskiego Szpitala Bielańskiego.

Planujesz już kolejną książkę?

Tak. Nie powiem o czym, ale to będzie kompletnie inny temat.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Choroby tarczycy. Historie pacjentek, których lekarze nie chcieli słuchać

Choroby tarczycy to podstępne szuje, które wymagają bardzo indywidualnego podejścia zaordynowanego przez doświadczonych specjalistów. Problem w tym, że wiele pacjentek, szukających porady na swoje dolegliwości, prędzej usłyszy sugestię, by skonsultować się z psychiatrą, niż otrzyma odpowiednio dobrane leczenie.
Asja Michnicka
Asja Michnicka
10 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ