“Zarabiaj w domu”, czyli dzień z życia matki pracującej

3 minuty czytania
2942
1

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Czy wam też algorytm reklam w sieci wyświetla kuszące propozycje pracy w domu? Odkąd jestem matką, widziałam już setki ofert. „Zarabiaj w domu”, „Mama pracuje”, „Mama przedsiębiorca”, „Pracuj w swoim tempie”. Wszystko opatrzone uroczymi zdjęciami ładnych, młodych kobiet relaksujących się przy komputerze, podczas gdy gdzieś w tle spokojnie bawi się bobas. Ha, ha. Jasne.

Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, miałam taką piękną wizję, że praktycznie zaraz po porodzie będę pracować zdalnie. Cóż za problem, myślałam sobie. Córeczka przy piersi, a ja przy komputerze, mogę tak pisać całe dnie, będę taka efektywna! Moja bardziej doświadczona szefowa próbowała delikatnie mi powiedzieć, że to tak nie zadziała, ale oczywiście wiedziałam lepiej. Pozdrawiam, Agnieszko, byłam irytującą ignorantką, teraz to wiem.

Co może pójść źle?

No ale dobra, dzieci rosną, w którymś momencie musi się udać! A jeśli nawet nie jestem w stanie pracować zajmując się nimi, to już na bank dam radę, gdy w domu jest ich tata albo niania. No, to zaczynamy. Wiek dzieci: 3 i 5 lat.

8:00 Wstaję. W planach mam prysznic, kawę i zabranie się do pracy, ale młodszy już nie śpi i żąda zabawy. Budzę męża.
8:30 Po pół godzinie mąż wstaje. Robię kawę. Idę się umyć. Młodszy budzi starszą, która wczoraj zasnęła po północy, więc kurde.

9:00 Siadam do komputera. Dzieci wrzeszczą, bo akurat świetnie się bawią tuż obok mnie. Mąż zamyka się w toalecie.

9:05 Napisałam trzy zdania. Syn próbuje dostać się do łazienki i przytrzaskuje sobie palce u stóp drzwiami. Tylko ja mam moc uzdrawiających buziaków. Całuję.
9:06 Syn przychodzi ponownie, twierdząc, że przytrzasnął sobie kciuk mydłem. Całuję.

9:07 Telefon.

9:09 Wracam do pracy, trochę zgubiłam wątek, ale mąż zabrał dzieci na balkon. Będzie dobrze.

9…15 Ekipa postanawia iść do piaskownicy. Córka wyciąga nowiutkie, białe, cienkie rajstopki z kokardkami. Protestuję. Awantura..

9:24 POSZLI, alleluja, będę pić, szaleć i spać… a nie. Dobra, na czym skończyłam?

10:10 W 40 minut klepię cztery tysiące znaków i czuję się władczynią wszechświata. Trochę głodną, ale władczynią. Był tu jakiś kurier i dał mi jakąś paczkę. Niech spada, mam krótką chwilę zwycięstwa.

10:20 Wrócili. Jezu. Gdzie moje słuchawki.

10:30 Sąsiad z wiertarą. Przerwa śniadaniowa. Dzieci na śniadanie jedzą lody. Olewam.

11:00 Dzieci zajęte tabletem. Kot na mnie wlazł. Zrzucam go piętnaście razy.

11:30 Przypomniałam sobie, że trzeba zadzwonić do przedszkola. Dzwonię. Znajduję w internecie pediatrę, bo też sobie przypomniałam.

12:00 Nie nastawiłam prania, bo przecież pracuję, ale poprosiłam o to męża. To był błąd. Odpowiadanie na pytania zajmuje więcej czasu, niż wrzucenie rzeczy do pralki i włączenie jej.

12:15 wracam do pisania. Metr za mną któreś z dzieci wali w stolik. Zaraz wyjdę z siebie.

Chcę być Szwajcarią. W Bieszczadach

Po trzech godzinach pracy jestem w połowie, co jest piękne, ale czuję, że wyraźnie posiwiałam i przybyło mi kilka lat. Od radosnych dźwięków tabletu i dźwięczących dziecięcych głosików mam watę w głowie. Słuchawki nie pomagają.

12:36 Wyłączyli tablet. Bawią się dmuchanymi zabezpieczeniami do paczek, tymi takimi bąbelkami z folii. Fajnie pękają. Dobijcie mnie.

12:47 Starsza w rozpaczy i tylko ja jedna na świecie mogę ją pocieszyć, choć ojciec dwoi się i troi. Przy okazji pytam, czy dzieci dostały poranne leki. Nie dostały.

13:00 Zrobiłam prawie dwie trzecie pracy. Wiem już, że część muszę przełożyć, tylko nie wiem na kiedy. Chcę wyjechać z Bieszczady, rzezać świątki z lipowego drewna i nigdy nie wracać.

13:01 Zaraz, w Bieszczadach to chyba z bukowego.

13:05 Dzieci włażą mi na kolana. Córka czeka na paczkę i tylko ja jedna na świecie mogę jej powiedzieć, kiedy ta paczka przyjdzie. Następuje ogólne, rodzinne, czasochłonne sprawdzanie, co się dzieje z paczką. Jestem do niego niezbędna.

13:14 Trzylatek chce pograć w planszówki Z KIMŚ i ewidentnie tylko ja jedna na świecie jestem KIMŚ. Odmawiam.

13:16 Słyszę krzyki. Podkręcam głośność w słuchawkach.

13:17 Biją się. Tuż za mną. Nie reaguję, ale gubię wątek.

13:18 BIESZCZADY.

13:22 Kątem oka widzę, że ukochany wybrał córce na spacer długie leginsy z lycry. Jest 30 stopni w cieniu. Podkręcam głośność.

13:30 Jezus, Maria, za pół godziny mam spotkanie na drugim końcu miasta!

Przetrwaliście? Ja tylko cudem. I tak, jakimś sposobem mimo to matki (i ojcowie) pracują w domu i kręcą małe biznesy, ale tylko inny rodzic zrozumie, jaka to jest żonglerka czasem i nerwami.

Kończę ten tekst będąc z dziećmi sama w domu. Powiem tylko tyle, że właśnie, zamiast pisać, przez dwadzieścia minut ogłaszałam, że jestem Szwajcarią i nie można się na mnie bić. Bezskutecznie. O, znowu się leją – no to pa, lecę!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sama w domu z niemowlakiem. Co zrobić, żeby nie zwariować?

Nic tak szybko się nie kończy jak urlop ojcowski partnera po narodzinach dziecka. Pyk i mija ten piękny czas, kiedy ma kto podać ci ciepłą kawę, odkurzyć, przewinąć dziecko, zaproponować dodatkowy kocyk, wyprowadzić psa, a nawet podgrzać obiad w mikrofali. Zupełnie znienacka zostajesz w domu sama z maluchem na kilka długich godzin. I co teraz?
Asja Michnicka
Asja Michnicka
3 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ