Życie pod sutanną. Rozmowa z autorem książki „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu”

7 minut czytania
1877
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
25 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

„Zmuszanie kogokolwiek do życia w celibacie jest nieludzkie. Wielu księży okupuje to depresją, chorobami psychicznymi i alkoholizmem” – mówi Marcin Wójcik, autor książki  „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu”.     

Edyta Ochmańska: Z badań przeprowadzonych przez prof. Józefa Baniaka, socjologa religii z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, wynika, że w Polsce 60 proc. księży pozostaje w związkach z kobietami, a 12–15 proc. ma z nimi dzieci. Wyniki zostały opublikowane na przełomie lat 90., ale autor badań podkreśla, że te zjawiska ciągle się nasilają. Rzecz dotyczy nie tylko Polski. Czy w związku z tym możemy się spodziewać zniesienia celibatu w Kościele rzymskokatolickim?

Marcin Wójcik: Pewnie nie w obecnym stuleciu. Kościół jest w tej sprawie bardzo tradycyjny. Do zniesienia celibatu potrzebny byłby papież rewolucjonista. Być może ktoś pokroju papieża Franciszka, ale dużo młodszy, bo ta instytucja działa powoli.

Ale obecnie urzędujący papież kilka razy wspominał o ograniczeniu celibatu.

To prawda. Zrobił to w rozmowie z jednym z niemieckich dzienników. Poza tym prowadzi rozmowy na ten temat z brazylijskimi kardynałami. Pomysł na ograniczenie celibatu wziął się stąd, że w wielu krajach, głównie Ameryki Łacińskiej, obserwujemy drastyczny spadek liczby księży. Dochodzi do tego, że miliony wiernych mają problem z dostępem do sakramentów, ponieważ swojego kapłana widzą dwa razy w roku. No bo jak jeden ksiądz ma pełnić posługę w kilkunastu podległych mu parafiach rozsianych na obszarze tysiąca kilometrów? Tak sytuacja wygląda m.in. w Boliwii czy Brazylii. Dlatego rozważa się możliwość wyświęcania już żonatych mężczyzn, którzy mogliby udzielać sakramentów. I na tym właśnie to ograniczenie celibatu miałoby polegać. Raczej nie obejmie ono księży, którzy ślubowali celibat, bo ci muszą w nim trwać.

Mówi pan, że celibat jest mocno wrośnięty w tradycję Kościoła rzymskokatolickiego, ale przecież Chrystus wcale go nie wymagał.

Rzeczywiście, nawet św. Piotr, uznawany za pierwszego papieża, miał żonę, podobnie zresztą jak kilku innych apostołów. Przez pierwsze wieki istnienia Kościoła, kiedy pamięć o Jezusie była jeszcze żywa, nikomu nie przyszło do głowy wprowadzenie celibatu. Zrobiono to później, przypuszczam, że ze względów ekonomicznych. Nie bez znaczenia była też niełaska, w jaką popadło ciało. Zaczęto je traktować z obrzydzeniem, jako siedlisko zła. Poprzez poskromienie seksualności poskramiano ciało, zasługujące nie na rozkosz, lecz biczowanie. Celibat miał być czymś, co odróżnia duchownych od zwykłych grzeszników, którzy ulegają pokusom.

A współczesny celibat opiera się na fundamencie ekonomicznym czy „cielesnym”?

Względy materialne są istotne. Kościół miałby poważny problem, gdyby musiał utrzymywać księży wraz z ich rodzinami, szczególnie jeśli ze szkół zniknęłaby religia. Pensja za etat w szkole to istotny zastrzyk finansowy dla księdza. Gdyby nie to, wielu duchownych nie byłoby stać na wakacyjny wyjazd czy samochód. Bo dzisiaj trudniej o pieniądze z tacy. Wiernych jest mniej, a poza tym nie są tak hojni jak przed laty. Tymczasem świat się zmienia i potrzeby nas wszystkich są coraz większe. Również księży.

Mimo to, jak pokazują wspomniane na początku badania, 53,7 proc. księży chciałoby mieć rodzinę.

Z moich rozmów z księżmi wynika, że nie akceptują celibatu, bo nie rozumieją zasadności jego istnienia. Nawiązują więc relacje z kobietami. Z tym że ostatnio zauważam wśród młodych duchownych zachowania charakterystyczne dla singli: przywiązanie do wolności, niezobowiązujące, krótkotrwałe związki i seks. Kiedyś te relacje były bardziej trwałe. Księża mieli jedną partnerkę, której byli wierni przez całe życie. No i nierzadko zostawali ojcami.

Ale i wtedy, i dzisiaj rodziny księży funkcjonują w „obiegu nieoficjalnym”.

Niestety tak. Związki księży z kobietami funkcjonują na zasadzie konkubinatów. Ale ani one, ani dzieci nie mogą się afiszować z tym, kim jest ich partner czy tata i czym się zajmuje.

A co dzieje się z rodziną księdza po jego śmierci? Czy dziedziczy po nim majątek?

Partnerka nie ma prawa do majątku księdza. Ale dziecko może się o niego ubiegać. Warto przypomnieć sprawę zmarłego w 2012 r. księdza Waldemara Irka, proboszcza z Oławy i rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Majątek księdza miał przejść na  siostrzenicę, ale zakwestionowała to jego partnerka, Wiesława Dargiewicz, która domagała się, by przypadł ich synowi. Sąd przychylił się do roszczeń kobiety. Dziecku przyznano prawo do będących własnością ojca: domu, samochodu, dzieł sztuki i księgozbioru.

Po co wstępować do seminarium, jeśli nie akceptuje się celibatu? Czy warto narażać siebie i swoich bliskich na takie problemy i towarzyszące im stresy?

Celibat ślubuje się w wieku 24–25 lat, kiedy człowiek jest jeszcze bardzo młody i niewiele wie o życiu. W seminariach kandydaci na duchownych spędzają sześć lat. Są wymodleni i naszpikowani ideami oraz ideałami. Odcięcie od świata powoduje, że go nie znają i nie rozumieją. Dlatego kiedy stamtąd wychodzą, nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Młodzi księża coraz częściej porzucają stan duchowny. Ostatnio mieliśmy do czynienia z falą odejść w jednej z diecezji w centralnej Polsce – w ciągu dwóch lat odeszło 20 księży. Znamienne, że teraz robią to po dwóch, trzech czy czterech latach od święceń. Dawniej, jeśli kapłan decydował się na porzucenie sutanny, robił to mniej więcej po dziesięciu latach.

Co ciekawe, bywa, że księży przed tym krokiem powstrzymują matki, z którymi zazwyczaj są mocno związani. Nie chcą ich zawieść i przynieść wstydu ani im, ani reszcie rodziny, dlatego opóźniają w czasie swój rozbrat z Kościołem, mówiąc: „Odejdę, kiedy umrze mama”. Wiedzą, że taka decyzja to byłby dla niej cios.

Trzeba też zaznaczyć, że odejście nie jest rzeczą prostą również z innych powodów. By to zrobić, trzeba mieć jakieś zaplecze finansowe, znaleźć pracę i mieszkanie. Ale z tym można się jakoś uporać. Dotkliwszym problemem jest poczucie utraty tożsamości, którą trzeba odbudować. Jeden z księży, który zdecydował się na ten krok, powiedział mi, że po opuszczeniu Kościoła poczuł się nagi.

Marcin Wójcik (fot. archiwum prywatne)

Czy księża odchodzą tylko z powodu celibatu?

Nie. Inny powód to zgorszenie instytucją Kościoła i zachowaniem przełożonych: proboszczów czy biskupów. Źródłem zgorszenia dla wielu, szczególnie młodych, księży jest obecne zaangażowanie Kościoła w politykę. To już nawet nie jest romans, lecz małżeństwo z partią rządzącą. Tymczasem wielu duchownych uważa, że upolitycznienie to największa szkoda, jaką można wyrządzić tej instytucji.

Kolejnym powodem zgorszenia jest uporczywe ukrywanie afer pedofilskich, w jakie przez lata Kościół był zamieszany – cała ta hipokryzja polegająca na zamiataniu śmieci pod dywan. Księżom wreszcie nie podoba się fakt niedostrzegania przez przełożonych ich samotności w Kościele, potrzeby bliskości z drugą osobą i założenia rodziny.

No właśnie, co dzieje się z tymi, którzy nie odchodzą z Kościoła i łamią celibat?

Oczywiście są tacy, którzy nie widzą w tym problemu. Ale znam i takich, którzy mają wyrzuty sumienia i cierpią, żyjąc z piętnem. Często kończy się to chorobami psychicznymi czy alkoholizmem.

Dla mnie zmuszanie kogoś do życia w celibacie jest nieludzkie. Uważam, że gdyby księża mieli rodziny, mogliby bardziej skupić się na swoich obowiązkach. Podobnie zresztą sądziła grupa włoskich kobiet, które w 2014 r. napisały rozpaczliwy list do papieża Franciszka.  Informowały go w nim, że są związane z księżmi i mimo podejmowanych prób nie udało im się zerwać tych związków, ponieważ są w nie bardzo zaangażowane emocjonalnie. Zapewniały, że ich zdaniem ksiądz, który byłby otoczony rodziną, służyłby lepiej Kościołowi. To miał być argument za zniesieniem celibatu.

Są też teorie głoszące coś zupełnie innego. Że to właśnie celibat daje spokój i pozwala skoncentrować się na Bogu i wiernych, a rodzina zabierałaby czas, rozpraszała duchownego i ograniczała dostępność do niego.

To marne tłumaczenia. Czy neurochirurg przeprowadzający codziennie misterne operacje ratujące ludziom życie nie musi się koncentrować? Albo pilot mający na pokładzie kilkuset pasażerów? Przedstawiciele tych zawodów mają żony i dzieci i jakoś nikt nie sugeruje im życia w celibacie.

Jest powiedzenie „Za mundurem panny sznurem”, ale czytając pańską książkę, można stworzyć nowe – „Do sutanny garną się panny”. Pisze pan o kobietach, które sami księża określają mianem sakrofilek.

Tyle że sakrofilki to nie tylko panny, ale również mężatki i rozwódki, które uważają, że ksiądz to dobra partia, bo wolny, bogaty, dyskretny i trudny do zdobycia, więc pociągający. Takie panie zazwyczaj żyją blisko Kościoła, są z nim w jakiś sposób związane, np. należą do konkretnej grupy kościelnej. I mają skłonność do duchownych, ceniąc sobie ich pachnące kadzidłem włosy, dłonie ze śladami świętych olejów, uspokajający głos i delikatny sposób bycia.

Zwraca pan uwagę, że wśród polskich duchownych jest duży odsetek homoseksualistów.

Tak. Nierzadko żyją w stałych, wieloletnich związkach, dlatego proszą przełożonych o możliwość pracy w tej samej parafii. Ale są i tacy, którzy nawiązują przygodne znajomości. Księża uważają, że związek intymny z mężczyzną to jedynie słabość, a z kobietą – to już grzech. Seks z mężczyzną nie jest obarczony ryzykiem ciąży, poza tym, jak mówią niektórzy, nie jest łamaniem celibatu, bo nie dotyczy płci przeciwnej. Nie unikają więc niezobowiązujących spotkań z mężczyznami czy wspólnych wakacyjnych wypadów.

Jest pan absolwentem teologii na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Przez osiem lat pracował pan w „Gościu Niedzielnym”. Ale znajomość tego mniej dostępnego oblicza Kościoła i realiów życia księży zawdzięcza pan nie tylko temu?

Przeprowadziłem setki rozmów z księżmi, mam wśród nich wielu znajomych i kilku przyjaciół. Poza tym pięć lat spędziłem w seminarium, występując z niego tuż przed święceniami.

Dlaczego?

Musiałbym oddać Kościołowi wolność i przywilej decydowania o sobie, a nie chciałem z tego rezygnować.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Lubię, gdy mówi się do mnie „pastorko”

Na świecie od dawna nikogo nie dziwi fakt, że kobieta jest osobą duchowną. W Polsce kobieta zostaje duchowną niezwykle rzadko. Niedawno udało się to Monice Zuber z Kościoła ewangelicko-metodystycznego. „Duch Święty dokonuje powołań na duchownych jak chce, a nie według naszego widzimisię. Dlatego brak kobiet wśród księży to przejaw dyskryminacji płciowej i kompleksów Kościoła” - mówi pastorka.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
13 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ