Bezużyteczne gry i gadżety dla bachorów

6 minut czytania
436
2
Madame de Bachory
Madame de Bachory
2 września 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Maskują wyrzuty sumienia, są świetnym usprawiedliwieniem dla waszych porażek, w dodatku sugerują, że nie jesteście zwykłymi Grażynami rodzicielstwa, tylko rodzicami kreatywnymi, zaangażowanymi i tralala. Gadżety, których wasze poczwarki nigdy nie będą używać. Na pewno jakieś macie w swoich norach.

Są niczym intelektualny jarmuż po dwóch bułkach z pasztetową – niesiecie je dumnie przez miasto, żeby wszyscy myśleli, jacy to nie jesteście postępowi, a potem i tak wszystko zwiędnie, nikt tego nie ruszy. Z tymi gadżetami – szeroko rozumianymi – jest bardzo podobnie. Nakupiliście tego jak głupi, że niby dla dobra bacho…

Notes małego podróżnika

Było lato, były gofry i lody, nażarliście się, potem popiliście jakimiś gazowanymi klajstrami i wtem! Drrrrryń! Ten taki oślizły potwór na “s”, a właściwie na “sum” podpłynął i uszczypnął was w mentalną łydkę mówiąc, że teraz czas na coś zdrowego. Na przykład na zwiedzanie. Najlepiej jeszcze jak to zwiedzanie jest połączone z jakimś tam zbieraniem.

To się tam profesjonalnie nazywa gamifikacja, a normalnie się to nazywa wyścig szczurów. Kto więcej, kto dalej, kto lepiej. No to dawniej zbierało się po trupach odznaki PTTK i wpisy w książeczkach PTTK. Potem były takie drewniane talarki, w sumie nawet fajne, bo jak się dziecku znudziło, to można było użyć jako fancy-podkładki pod piwo. A teraz można na przykład nabyć książeczkę turysty i tam się wkleja wklejki, robi wpisy i zbiera pieczątki. Total wypas, wszystkiego dużo. No hej, zawsze chcieliście mieć coś takiego, zwłaszcza, jak okazało się, że odznaki PTTK są tylko dla tych, którzy docierają do schroniska, a jak nie ma schroniska to dupa blada.

No to kupujecie taką książeczkę, no synuś, no córuś, fajne, będziesz wypełniać, ekstra, nie? Dwie atrakcje później wam już się znudziło, w końcu gofry są ciekawsze niż jakiś tam zamek i muzeum. No ale macie ten cholerny notes i widzicie, że ono, to wasze pacholę, zupełnie go ignoruje. No wypełniaj smarkaczu. Mamusia sobie weźmie teraz kawę, tatuś piwo, a ty wypełniaj smarkaczu, bo nie będzie lodów! Jak to zgubiłeś?! I tak oto wasze aspiracje i marzenia uosabiane przez ten jeden mały notesik zostają brutalnie zdeptane przez wasze geny. Ha!

Ta gra planszowa dla jednej osoby

Plan był świetny, gra wydawała się super. No sami byście w ogóle chętnie tak sobie siedli na uboczu i pograli w taką grę. Ma piękne pudełko, bardzo dużo ładnych elementów i jest tak bardzo edukacyjna. Ma jeszcze dwie zalety, można w nią grać bez prądu, więc generalnie jest lepsza niż gry dla jednej osoby na smartfona, bo nie propaguje incelstwa. Drugą zaletą jest to, że gra się w nią w jedną osobę, zatem – HA! – spławicie gówniarza pod pretekstem rozwijania jego sprawności intelektualno-manualnej.

I pewnie wnosząc do domu to wielkie i nieporęczne pudło, które zajmuje na półce dwa razy więcej miejsca niż cały Netflix i HBO Go razem wzięte, myśleliście, że teraz bachor będzie siedział i grał. Że mieliście potomka, ale straciliście go (niahahaha). No nie, jednak nie. Bo wiecie, co jest fajnego w grach w jedną osobę bez prądu? Po około 15 minutach w zasadzie nic. Słabo jest się bowiem kłócić z samym sobą, jak się ma mniej niż 20 lat i nie jara fajkowego ziela z Bree. Dlatego nie dziwcie się, że gra leży i się kurzy, a wasze pacholę smęci się po domu i jojczy, że w ogóle, ej, mamo, tato pobawmy się.

Nie, dorobienie mu rodzeństwa nie załatwi sprawy. To, że ma się wreszcie z kim pokłócić, nie oznacza, że nie zamierza was wciągnąć w te pasjonujące rozgrywki.

Mały fizyk, chemik, pirotechnik i co tam jeszcze chcecie

Pomysł jest ekstra, wasze niunie, geniusze, małe Einsteiny i Marie Skłodowskie dostają taki mega pakiet i robią tam różne te rzeczy chemiczne, fizyczne i tym podobne. Dzięki temu już za kilka lat zamiast siedzieć w nudnej podstawówce odbiorą swoje matury, skończą studia i będą się ubiegały o doktoraty. Potem habilitacje i inne tego typu klimaty i na koniec z pensją 2100 złotych na rękę, wciąż w waszym mieszkaniu, obłożone książkami i innym szajsem będą strzykać jadem i zrzędzić, że zmarnowali życie dla jakiegoś tam atomu czy pierwiastka.

Tymczasem rzeczywistość jest inna i weryfikuje te śmiałe marzenia o podboju piwnic uniwersyteckich.

Zatem jest tak. Dzień pierwszy. Wjeżdżacie wy, cali na biało, z tymi pudłami pełnymi jakiegoś beznadziejnie wykonanego gówna, instrukcji nikt nie rozumie, z fizyki to tatuś miał przecież nawet czwórę, ale już nie pamięta, daj mi spokój gówniarzu,a lekcje odrobiłeś? Dzień drugi. Mówiłam ci córeczko, że najpierw musisz posprzątać w kuchni, a dopiero potem rozkładać te rzeczy, jak to mam być obok, gdzie jest napisane, że tylko pod nadzorem dorosłego. Idź do ojca. Idź do matki. CO TU TAK ŚMIERDZI SPALENIZNĄ?! Dzień trzeci. Na opakowaniu powoli zaczyna zbierać się kurz. Zwłaszcza w tych miejscach, gdzie pogubiło się kilka przyrządów i jakiś odczynnik. Dzień czwarty. Warstwa kurzu powiększa się.

Dzień siedem tysięcy osiemset trzydziesty drugi. Ech, a pamiętasz kochanie, jak nasza córeczka, syneczek, pięknie się bawili w małego chemika? A teraz tylko “daj hajs, daj hajs” i “wrócę w nocy, nie czekajcie z obiadem, odgrzeję sobie”.

Inteligentny tablet do nauki angielskiego

Po co ściągać jakieś appki na smartfona, lepiej kupić dziecku kupę plastikowego badziewia, która ma niby nauczyć waszą progeniturę mówić w języku Eda Sheerana i Jessiki Alby. No niestety, bachor ma w dupie takie imprezy, to jest nudne. No… chyba, że akurat macie migrenę, kaca, pilne zlecenie za milion złotych po godzinach i potrzebujecie ciszy. No to wtedy to nie, to proszę bardzo. “Ej, en ejpl, bi, bijutiful, ci, cinderela, ej, bi, zi, zibra, di, ej, di, zi, ke,kk-k-kej” no bo generalnie fajnie tak ponaparzać w klawisze jak ten szympans z gifa o pracy w biurze.

Mądra zabawka do nauki tabliczki mnożenia

No taka wiecie, tu przesuniesz, tam ustawisz i wychodzą wyniki. Kilka prostych przekładni w plastikowym opakowanku, albo nawet taka nieco tandetna chińska małpka co zabawnie rusza łapkami pokazując wyniki mnożenia.

Kupiliście to, bo wam się nie chce ślęczeć z bachorem godzinami i ryć tych głupot, przyznajcie się! Bachorom samym w sobie też się nie chce. Prędzej łapka się odczepi temu małpku, niż progenitura nauczy się ile to jest siedem razy sześć. No, cwaniaki, a wy pamiętacie? No właśnie.

Bardzo, bardzo inteligentna i ekologiczna zabawka do nauki sznurowania butów

“Deska drzewniana, a w szrodku sęk” – tak sobie w myślach mówię głosem nieodżałowanego Wiesława Michnikowskiego, ale widzę deskę, owszem, drewnianą, jasne, a w środku mnóstwo dziurek i sznurek. I to udaje buta. I teraz tego buta, namalowanego na desce, z dziurkami, wasze poczwary mają się nauczyć sznurować. No genialne, bo czystsze niż zwykły but i w ogóle, nie trzeba na stopie, można na kolanie.

Raz, dwa, trzy. Sznurka nie ma, a w ogóle to jest jakieś strasznie nudne, to już fajniej jest uderzać przez godzinę kubkiem o pręty. Ha, ha, ha. Zostaliście zdemaskowani, wcale nie chodziło o rozwój manualny, tylko o ciszę, a tu ciszy nie ma. Cisza jest nudna, chyba, że towarzyszy wyjadaniu cichaczem ciastek i podpalaniu cichaczem włosów siostrze. Także ten. Wsadźcie sobie w nos wasze deski ze sznurkiem.

Ja bym mogła dalej wymieniać i wymieniać, wszystkie te inteligentne zabawki i pierdolety, ale jak znam życie, każdy z was ma w domu własne przykłady hańby i porażki edukacyjno-ambicjonalnej, ten swój intelektualny jarmuż hańby, który stukrotnie przebije te moje typy. No to jazda, pochwalcie się. Madame patrzy i słucha.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Madame de Bachory
Madame de Bachory
Detoks lukrowy, odczulanie na fasolinki, pierwsza pomoc w beznadziejnym rodzicielstwie - to moje motto, a referencje? Kobieta stara, przemądrzała i dość intensywnie doświadczana przez bachory (wiek różny). Jeśli nasuwa Wam to skojarzenie z legendarnym magazynem dla beznadziejnych rodziców "BACHOR", to niech nasuwa dalej.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Bachor. Jak przygotować się na najgorsze?

Droga Bachora nie jest dla każdego. Jeśli wasze oczy zarosły lukrem, a detektor czarnego humoru to coś, czego wasza mama używa do sprawdzania czystości kafelków przy toalecie, zawróćcie – tu zaczyna się piekło.
Madame de Bachory
Madame de Bachory
7 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ