Kler – przypowieść według Smarzowskiego

5 minut czytania
19246
1
Robert Skowroński
Robert Skowroński
26 września 2018

Odsłuchaj

Nowy film Wojtka Smarzowskiego jest solą w oku dla wszystkich tych, którzy plamę na honorze Kościoła odbierają jako osobistą zniewagę. Z jednej strony im się nie dziwię, bo reżyser bez pardonu wytacza najcięższe działa i strzela z nich w każdym możliwym kierunku. Z drugiej zaś, to przecież po prostu opowieść o człowieku i jego słabościach. Dokładnie to o czym można usłyszeć w każdą niedzielę z ambony.

Już od dłuższego czasu nie było polskiego filmu, który jeszcze przed wejściem do kin narobiłby tyle zamieszania. Wrzawę podnosiły dokonania Małgorzaty Szumowskiej („W imię…”, „Twarz”), ale „Kler” rozpętał wręcz małe piekło. Smarzowski ma naszą uwagę, ale czy dobrze to wykorzystał?

Już od pierwszych minut filmu nie ma wątpliwości kto się pod nim podpisał. Wóda leje się w gardło, wóda leje się po stole i to broń Boże żaden kieliszeczek do kolacji, a libacja na sto fajerek. Po prostu hulaj dusza — piekła nie ma. A w tym wszystkim troje księży. Jednak służba nie drużba i jeden z nich opuszcza chwiejnym krokiem kolegów, aby udać się na udzielenie ostatniego namaszczenia. Wkrótce i dwoje pozostałych, po krótkiej pijackiej szarpaninie, rozejdzie, czy też rozjedzie się, w swoje strony. Od tego momentu losy zaprzyjaźnionych duchownych przeradzają się w trzy niezależne historie budujące wspólnie obraz grzechów Kościoła, ale też, a może przede wszystkim, typowy dla Smarzowskiego moralitet, zwyczajowo umoczony w błocie.

Nie sacrum, a profanum

Reżyser, jak wynika z powyższego opisu, wali na dzień dobry na odlew, by potem tylko zwiększać siłę ciosu. Pijaństwo wśród księży to jeszcze nic, bo później do tego zestawu dochodzą czyny dużo cięższego kalibru. Pedofilia, łamanie celibatu z gospodynią, korupcja, brudne interesy, niemal wręcz trzymanie w garści całego państwa. Słowem, Sodoma i Gomora. Oglądając zwiastun „Kleru” miałem obawy, że Smarzowski idzie w ślady Patryka Vegi, który przecież prezentuje swoim kinem iście tabloidowy poziom, i choć twórca „Wesela” stylem i artystycznym podejściem bije swojego kolegę po fachu na głowę, to jednak pierwsza połowa „Kleru” ma w sobie sporo sensacyjności. To porównanie jest prawdopodobnie mocno krzywdzące, ale nie udało się Smarzowskiemu w pełni wyzbyć wspomnianego pierwiastka. Hiperbolizowanie jest oczywiście dość powszechnym zabiegiem w kinie, ale przy tak delikatnym temacie wydaje się zbędne. Poza tym, mniej znaczy więcej. Dużo intensywniejsze doznanie dramaturgiczne można by było uzyskać oszczędzając filmowi takiego przeładowania.

Pamiętajmy jednak, że Smarzowski to Smarzowski. Jego kino jest utytłane w bagnie po sam pas, nikt tu nie jest jednoznacznie dobry, a świat przedstawiony przytłacza na tyle, że ciężko się udźwignąć. Boga tu nie ma, jest tylko przyziemność. Na szczęście reżyser w pewnym momencie zmienia ton. Zdejmuje z twarzy księży maski diabła w ludzkiej skórze i ukazuje ich prawdziwie ludzkie oblicze i dramaty. Tym samym uwydatnia się zdolność twórcy do wyważenia tematu i odpowiedniego rozłożenia akcentów. Reżyser nie stawia kreski na swoich bohaterach, tłumaczy ich, daje im szansę rehabilitacji. Nie rozgrzesza, ale też nie piętnuje. Zresztą, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. I za to, Panie Wojtku, serdeczne Bóg zapłać.

Smarzowski pozostaje w „Klerze” wierny swojemu stylowi. Nie ma nic złego w tej konsekwencji, ale trzymanie się kurczowo tych samych rozwiązań sprawia, że ma się wrażenie, jakby twórca wciąż kręcił ten sam film. Film na inny temat, ale jednak doskonale znany, bliźniaczo podobny do swoich poprzedników. No ale cóż, te poszczególne składowe, niezmiennie układają się w spójną, emocjonującą całość. Czarny humor budowany przez soczyste dialogi wypełnione niewybrednym słownictwem nie traci na sile. Szarobury świat wciąż tak samo odstręcza co fascynuje, a obserwujemy go dalej nie tylko przez oko kamery, ale też portretowany przez smartfony. Smarzowski nieustannie opowiada nam o Polsce, tworząc jej uwierający i niewygodny obraz. Może trochę przejaskrawiony, ale nie pozbawiony prawdy, a ta podobno nas wyzwoli.

Materiały Prasowe / KLER fot. Bartek Mrozowski
Materiały Prasowe / KLER fot. Bartek Mrozowski

Nic co ludzkie nie jest im obce

Na ekran powracają sprawdzone już przez reżysera nazwiska, ale aktorzy chyba właśnie w tym dziele twórcy „Domu złego” zaliczają swoje najlepsze role w dotychczasowym dorobku Smarzola. Faworytem uczyniłbym Jacka Braciaka. Od jego księdza Lisowskiego bije wyrachowaniem, przejmującym zimnem, diabelską przebiegłością w czynionych za plecami innych układach. Niczego też nie brak kreacjom nawiedzanego przez duchy przeszłości Arkadiusza Jakubika (scena, w której konfrontuje się ze znanym niegdyś kapłanem przygniata) i Roberta Więckiewicza, który jako ksiądz Trybus będący samotnym alkoholikiem szukającym pocieszenia w ramionach kobiety, otrzymał bodaj najbardziej ludzki wątek z przedstawionych na ekranie. Najmniej przekonywujący jest tylko Janusz Gajos, postać arcybiskupa Mordowicza jest najbardziej stereotypowa i przerysowana, tak samo zabawna, co niewiarygodna.

In signum pacis

„Kler” nie jest pozbawiony wad, ale te dotyczą zbyt silnego przejaskrawienia czy też naddatku Smarzowskiego w Smarzowskim. Oprócz tego to film ważny i to nie tylko ze względu na dzisiejsze skandale dotyczące Kościoła, które wstrząsają opinią publiczną, czy nadużywanie przez tę instytucję swojej pozycji w Polsce. „Kler” byłby tak samo ważny kiedyś, dziś, jak i w przyszłości. Jak przyznają sami twórcy to nie jest film krytykujący wiarę, a zaproszenie do refleksji i merytorycznej rozmowy. Mimo to zarówno z lewa, jak i z prawa słychać tylko zagłuszające siebie nawzajem pokrzykiwania. Chciałoby się, aby ten film łączył, a nie dzielił, żebyśmy przekazali sobie znak pokoju i zwyczajnie pomówili. Dokładnie tak, jak Bóg przykazał.

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]