Świat pełen ekscentryków, czyli najciekawsze dziwactwa znanych ludzi

6 minut czytania
1347
0
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
11 września 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Każdy ma swoje dziwactwa, niektórzy większe, inni mniejsze. U mnie na przykład objawia się czasami łagodny rodzaj nerwicy natręctw i na spotkaniu w pubie przesuwam puste szklanki i butelki w estetyczny szyk. Nigdy też w sklepie nie sięgam po kosmetyk stojący na froncie półki, zawsze wybieram ten umieszczony z tyłu. I jeszcze sporo różnych by się pewnie znalazło.

Ludzie sławni też nie są od dziwactw wolni. Czasami to urocze drobne skrzywienia, czasami nawyki, na które wszyscy inni wytrzeszczają oczy z niedowierzaniem, a jeszcze w innych wypadkach – przyzwyczajenia na granicy dobrego smaku, o których wolelibyśmy pewnie nie wiedzieć. Oto lista najbardziej intrygujących dziwactw znanych i lubianych.

Powiedz mi, co jesz…

Aktor Nicolas Cage, laureat Oscara za film Zostawić Las Vegas, od wielu lat dręczony przez pechowy dobór ról i znęcające się nad jego fryzurami memy internetowe, ma bardzo specyficzne podejście do diety. Otóż je wyłącznie mięso zwierząt, których obyczaje seksualne uważa za „godne”. Jego zdaniem, szczególną szlachetnością wykazują się w tej materii ryby i ptaki. Pod względem niezwykłości diety mógł z nim konkurować Steve Jobs, który był weganinem, czasem wręcz frutarianinem, i potrafił całymi tygodniami nie jeść niczego innego, niż marchewki i jabłka. Wierzył, że owoce sprawiają, iż pot nie ma przykrego zapachu, więc zdarzało mu się zapominać o prysznicu. Niechęć do higieny wykazuje też aktor Brad Pitt, który uważa, że mokre chusteczki znakomicie zastępują kąpiel.

W poszukiwaniu straconej ciszy

Każdy, kto czytał siedmiotomowe dzieło Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu wie, jak drobiazgowo autor był w stanie oddać wrażenia zmysłowe, chociażby w niezapomnianym opisie słynnego ciastka – magdalenki. Rzecz w tym, że Proust płacił za to bardzo wysoką cenę. Jego zmysły faktycznie były ponadprzeciętnie wyostrzone. W szczególności nie trawił hałasu, miał prawdziwą fobię dźwięków, przy czym za hałas uważał praktycznie wszystko. Prześladowały go klaksony, rozmowy na korytarzu, dźwięki dochodzące z toalety, kroki na schodach… było to o tyle dojmujące, że dodatkowo Proust cierpiał na bardzo silną astmę i nawracający bronchit, próbował więc izolować się od bodźców powodujących ataki, siłą rzeczy więc większość czasu spędzał w domu. Póki żyła jego matka, łagodziła lęki syna, po jej śmierci jednak dla uspokojenia sięgał po heroinę i dzikie ilości waleriany. Zapewne zrozumienie okazałby mu pisarz Jonathan Franzen, autor Korekt i Wolności, który pisze z zatyczkami w uszach, w nausznikach i z przepaską na oczach.

Wakacje z duchami

Z korespondencji Jamesa Joyce’a, a konkretnie listów pisanych do Nory Barnacle, z którą łączył go wieloletni, bardzo burzliwy i niełatwy romans, wyłania się obraz mężczyzny o dużym apetycie seksualnym. W jego opisach życia erotycznego nie ma ani odrobiny skromności, wręcz przeciwnie. Wynika z nich ponadto, że Joyce miał skłonności do koprofilii. Zachęcał Norę, by brudziła kałem bieliznę, uwielbiał, kiedy podczas seksu, zwłaszcza analnego, puszczała wiatry. I tak, to wszystko jest opisane z najmniejszymi szczegółami.

Bolesław Prus po tym, jak został w 1878 pobity przez studentów na warszawskim Placu Zamkowym – nie zgadzali się z treścią jego referatu – zapadł na agorafobię, czyli lęk przed otwartą przestrzenią. Ponieważ był obserwatorem i lubił gromadzić informacje do książek podczas spacerów, zapamiętując starannie każdy drobiazg, nie było mu łatwo. Stronił zwłaszcza od wszelkiego typu zgromadzeń. W gronie jego (licznych) zainteresowań znajdowały się też zjawiska nadprzyrodzone. Wielkie wrażenie zrobiło na nim spotkanie z medium, Eusapią Palladino, którą pisarzowi przedstawił filozof Julian Ochorowicz, pierwowzór Juliana Ochockiego z Lalki. Prus chętnie uczestniczył w seansach spirytystycznych.

Duchami żywo interesował się również Arthur Conan Doyle, twórca legendarnego detektywa Sherlocka Holmesa. Badał rzekome przypadki nawiedzeń i wspierał spirytualizm własnym autorytetem, wygłaszając odczyty na jego temat. Był niezwykle zaangażowany, ale – jak twierdzili jego współpracownicy – również naiwny. Szczególną skazą na jego reputacji okazał się przypadek tzw. „wróżek z Cottingley”, kiedy to dwie dziewczynki zaprezentowały światu zdjęcia, na których widać radośnie tańczące postaci ze skrzydełkami. Conan Doyle upierał się, że fotografia jest autentyczna i stanowi dowód na istnienie wróżek, dziewczynki jednak ostatecznie przyznały się do oszustwa. Kontrowersje wzbudził też seans, podczas którego żona Conan Doyle’a zapisała piętnaście stron przesłania od matki magika i iluzjonisty Harry’ego Houdiniego. Houdini pozostał sceptyczny, chociaż sam uczęszczał na seanse bardzo często, właśnie w nadziei, że uda mu się z matką skontaktować. „Matka” komunikowała się po angielsku, chociaż nie znała tego języka, nie wspomniała też, że seans wypadł dokładnie w dzień jej urodzin. Wątpliwości Houdiniego oburzyły Conan Doyle’a i ich bliskie stosunki nigdy już się nie naprawiły.

Jabłka, zabobony i morze kawy

Honoriusz Balzac był uzależniony od kawy. Przyznawał się do spożywania nawet pięćdziesięciu (!) filiżanek dziennie. Dorównywał mu w tym chyba tylko Wolter. Był również zakupoholikiem, potrafił przepuszczać bajońskie sumy, chociaż trudno zgadnąć, jak znajdował na to czas, ponieważ codziennie pisał ciurkiem piętnaście, szesnaście godzin.

Friedrich Schiller, autor Ody do radości, czerpał natchnienie z zapachu gnijących jabłek. Nie przystępował do pisania, jeśli wcześniej nie umieścił przechodzonych owoców w szufladzie swojej sekretery.

Truman Capote, autor Śniadania u Tiffany’ego, Harfy traw i znakomitej książki reportażowej Z zimną krwią, otwarcie przyznawał się do tego, że jest wyjątkowo, niemal maniakalnie (jego własne słowa) przesądnym człowiekiem. Jak ognia unikał trzynastki, nigdy nie rozpoczynał pracy w piątki, nie latał samolotem w towarzystwie zakonnic i systematycznie opróżniał popielniczkę, by liczba niedopałków nie przekroczyła trzech.

Mówca i polityk Demostenes miał problem, by efektywnie połączyć swoje liczne wystąpienia publiczne z pracą pisarską. Żeby się więc dodatkowo zmotywować, ogolił sobie połowę głowy – nie mógł wówczas opuszczać domu, bo wstyd, więc i na pisanie miał więcej czasu…

Fizyk Richard Feynman, laureat Nobla, uwielbiał wszelkiego typu quizy i zagadki. Kiedy natykał się na jakiś problem logiczny, nie odpuszczał, dopóki go nie rozwiązał. Do jego najukochańszych rozrywek zaliczało się otwieranie sejfów.

Ten niezwykły kalafior

Benjamin Franklin miał zwyczaj co rano siadać nago w otwartym oknie i zażywać, jak to określał, kąpieli powietrznej. Niezłomnie wierzył, że świeże powietrze to sprzymierzeniec w walce z wszelkimi chorobami.

Malarz Francis Bacon twierdził, że prawdziwie twórczy i skuteczny jest wyłącznie na kacu. Ponoć kac dawał mu poczucie wolności. W najmniejszym stopniu jednak nie dorównywał ekscentrycznością innemu słynnemu artyście. Salvador Dali szczerze wierzył, że jest częściową reinkarnacją zmarłego brata, uważał, że najbardziej idealny kształt w przyrodzie ma kalafior, miał też nietypowe sposoby na pobudzenie własnej kreatywności. Na przykład – zasypiał, trzymając w dłoni łyżkę. Kiedy podczas snu ręka z łyżką opadała, budził go dźwięk uderzenia o talerz, ale wciąż jasno pamiętał surrealistyczne wizje ze snu, wykorzystywane potem przy malowaniu obrazów.

Napoleon Bonaparte miał sporo mniejszych i większych dziwactw. Sypiał nie więcej niż cztery godziny na dobę, posiłki jadał w całkowitej ciszy, przebierał się za bezdomnego, by wypytywać przypadkowych ludzi na ulicach, co o nim sądzą i uwielbiał „naturalny zapach” żony Józefiny. Był też znany ze specyficznych fobii: panicznie bał się kotów i otwartych drzwi.

I na koniec dziwactwo szczególnie wzruszające i urocze. Angielski poeta i eseista John Betjeman nie rozstawał się z dwiema ukochanymi pluszowymi zabawkami: misiem Archibaldem Ormsbym-Gore’em i słoniem zwanym po prostu Jumbo. Echa miłości do puchatych towarzyszy można znaleźć w jego wierszach. Poeta tulił do siebie Archiego i Jumbo nawet w ostatnich chwilach życia.

Ciekawostka: w sieci można znaleźć blogowy wpis niejakiego Nicka Greene’a, który w ramach eksperymentu zastosował rutynę pisarską znanych literatów. Pasł się kawą jak Balzak (poprzestał jednak na siedmiu filiżankach, do pięćdziesięciu się zatem nawet nie zbliżył), pisał nocą jak Kafka bądź o świcie jak Murakami, wreszcie odtworzył we własnym domu klimat pokoju hotelowego, by poczuć się jak Maya Angelou bez wydawania pieniędzy za nocleg.

Twierdzi, że poniósł spektakularną porażkę… najwyraźniej adaptowanie dziwactw pisarzy niekoniecznie musi się przekładać na dorównanie im w kreatywności.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Kompletnie bezużyteczne historie, którymi błyśniesz na imprezie: jedzenie

Dziś na tapecie dużo ciekawostek związanych z jedzeniem. Ostrzegam lojalnie – wrażliwi mogą się nieco zirytować. Niewrażliwym też możemy nieco zaszkodzić...
Agata Połajewska
Agata Połajewska
5 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ