Twitter, jednostka chorobowa

5 minut czytania
1900
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
20 września 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jeśli myślicie Państwo, że polskie życie społeczno-polityczne toczy się w Sejmie, Senacie, Pałacu Prezydenckim, czy Kancelarii Premiera, jesteście Państwo w błędzie. Polskie życie społ-pol toczy się na amerykańskim portalu społecznościowym w 140 kiedyś, a od niedawna w 280 znakach.

Tam ogłasza się dymisje i nominacje, zyskuje głosy w wyborach i toczy boje plemienne. Tam kocha się swoich miłością bezgraniczną i nienawidzi obcych wielką nienawiścią. Serwis, gdzie boty i fałszywe konta mnożą się jak grzyby po deszczu, a newsy, niezależnie od tego, czy prawdziwe czy nie, efektem kuli śniegowej opanowują przestrzeń. Trolle, kontestujące każdą wypowiedź i obrzucającego inaczej myślącego stekiem wyzwisk. Twitter. Osobiście nie polecam. Ale jestem na nim, bo przecież polskie życie społeczno-polityczne się na nim toczy.

Boty w kampanii

O Twitterze znowu jest głośno za sprawą automatycznych kont, tak zwanych botów, które miały być wykorzystywane w kampanii prezydenckiej 2015 przez sztab Andrzeja Dudy. Według Gazety Wyborczej i Radia Zet umowa na tworzenie fałszywych kont w Internecie obejmować miała tworzenie co miesiąc tysiąca wątków tematycznych i 5 tysięcy automatycznych wpisów. Choć sam prezydent i ówcześni sztabowcy zaprzeczają, dokumenty finansowe, złożone w Państwowej Komisji Wyborczej wydają się nie pozostawiać wątpliwości. Jestem daleka od stwierdzenia, że dzięki botom Andrzej Duda wygrał, a Bronisław Komorowski przegrał wybory prezydenckie, ale dla części elektoratu treści rozpowszechniane w ten sposób, niezależnie od stopnia prawdziwości mogły mieć niebagatelne znaczenie.

Jak przyznaje Anna Mierzyńska, specjalizująca się w badaniach internetu, dziś nikt nie jest w stanie ocenić, w jakim stopniu automaty wpłynęły na wynik polskich wyborów prezydenckich. Wiadomo jednak, że swoją rolę w zniechęcaniu wyborców do Bronisława Komorowskiego odegrało wyśmiewanie jego zachowań, mocno nakręcane właśnie w mediach społecznościowych. Autorka pokazuje jednocześnie przykłady kont, generujących po kilkaset wpisów dziennie, głównie tak zwanych retweetów, czyli „podania dalej” wpisów, poczynionych przez kogoś. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie sam z własnej dobrej i nieprzymuszonej woli siedzieć przy komputerze i podawać dalej wpisy, uderzające w politycznego konkurenta.

Nie jesteśmy odosobnieni

Problem dostrzeżono także na Wyspach Brytyjskich. W ostatnim numerze magazynu „Prospect”, Rafael Behr pisze o tym, jak Twitter zatruł brytyjską politykę. Artykuł znalazłam – a jakże – w tym właśnie serwisie. „Twitter zmienia nas w quasi-religijne kulty, postrzegając świat w kategoriach prawych wierzących i nikczemnych bluźnierców” – pisze autor. Przypomina kampanię przed referendum w sprawie Brexitu, wpisy czołowych brytyjskich polityków obrażających inne kultury czy nacje, stwierdza wreszcie, że Twitter wywołuje pożary, szalejące intensywnie przez kilka godzin czy dni i zostawia spaloną ziemię tam, gdzie jeszcze do niedawna byłaby możliwa wyważona debata polityczna. Autor pisze wręcz o uzależnieniu od serwisu, jakie dotknęło brytyjskich parlamentarzystów.

Tweety członków Izby Gmin są cytowane w mediach częściej, niż ich wypowiedzi na sali obrad. Parlamentarny odpowiednik naszego BHP zalecił członkom Izby Gmin zamknięcie swoich kont na Twitterze, a sam komunikator został uznany za wywołujący stres i prowokujący do obrażania innych. Według Behra ukrywający się pod płaszczykiem anonimowości użytkownicy Twittera wyzbywają się społecznych zahamowani i zachowują tak, jak nie zachowaliby się zapewne w realnej rozmowie. Jednocześnie autor przyznaje, że może być trudno odróżnić maniakalnego użytkownika serwisu siedzącego przed komputerem w piżamie i dopuszczającego się zniewag pod osłoną nocy od mechanicznego trolla, działającego na podstawie algorytmu. Powołuje się na badania, zgodnie z którymi od 9 do 15 procent wszystkich kont na Twitterze mogą stanowić boty, zaprogramowane tak, by prezentować poglądy rosyjskich służb bezpieczeństwa lub innych, chcących wywołać zamieszanie środowisk.

Twitter One

Czołowym użytkownikiem Twittera jest amerykański prezydent Donald Trump, który wykorzystuje serwis do zatrudniania i zwalniania współpracowników, znieważania i rzucania gromów. „Niewykluczone, że kiedyś ogłosi wojnę za pośrednictwem Twittera” – ocenia Rafael Behr i przyznaje, że serwis ma zasady skierowane przeciwko mowie nienawiści, ale podchodzi do nich lużno i selektywnie. „Prawdopodobnie promowanie przez Trumpa materiałów o podłożu rasistowskim stawia go w sprzeczności z kodeksem dobrych praktyk, ale kierownictwo Twittera nie spieszy się, by uciszyć użytkownika, przynoszącego zyski” – wnioskuje brytyjski dziennikarz. Amerykańskiego przywódcę śledzi na Twitterze 54,5 miliona użytkowników, co sytuuje go co prawda daleko w tyle za celebrytami i gwiazdami pop, ale jest najpopularniejszym politykiem, użytkownikiem serwisu, który zamieszcza swoje wpisy samodzielnie i z całą pewnością nie jest botem. „Niewykluczone, że kiedyś ogłosi wojnę za pośrednictwem Twittera” – ocenia Rafael Behr.

Na razie na profilu amerykańskiego prezydenta pojawiło się niezbyt fortunne zdjęcie Andrzeja Dudy, który w nienaturalnie zgiętej pozycji podpisuje przy biurku Trumpa wspólną deklarację po rozmowach w Białym Domu. Na tym samym zdjęciu Trump siedzi wygodnie w swoim fotelu z dokumentem przed sobą i piórem w dłoni. Gdyby nie Twitter, nie dowiedzielibyśmy się pewnie, jak prezydent USA potraktował swojego polskiego gościa.

Kto Twitterem wojuje od Twittera ginie?

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.