„7 uczuć” – terapia Adasia Miauczyńskiego

5 minut czytania
16928
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
10 października 2018

Odsłuchaj

Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać? Odpowiedzi nie szukajcie w nowym filmie Marka Koterskiego. Na pewno nie zdradzi jej Adaś Miauczyński. Z rozpadniętym małżeństwem i uczuciową blokadą, pierwszy neurotyk polskiego kina po raz kolejny rozczarowuje się dorosłością – może właśnie dlatego, że z maleńkości pamięta wszystko. Tak mu się przynajmniej wydaje, gdy w prologu „7 uczuć” kojący głos Krystyny Czubówny namawia go, by z gabinetu terapeutki przeniósł się do szkolnej klasy.

Mikrokosmosowi dziecięcych wspomnień Miauczyńskiego daleko będzie do precyzji wyobrażanych w „Incepcji” światów. Tutaj to nie architekt przekłada na ekran swoje myśli, a autor „Dnia świra” i „Domu wariatów”, miłośnik gorzko-śmiesznego absurdu, który od dawna rządzi biografią biografią Miauczyńskiego. Od dawna, czyli od kiedy? Oto jest pytanie. Koterski ubiera swojego bohatera w uczniowski mundurek i każe w przeszłości odnaleźć zaczątki dorosłych kompleksów. Nie obawiajcie się: ani szarady Freuda, ani jednoznaczna diagnoza doktora House’a nie będą tu miały większego zastosowania. Opowiadając o nieprzepracowanych traumach z dzieciństwa, Koterski gra według własnych zasad.

Punkt wyjścia „7 uczuć”

To komediowy samograj. Podobnie jak Gombrowicz w „Ferdydurke”, zasłużony reżyser umieszcza swojego dorosłego bohatera w czasach dzieciństwa – u boku innych dorosłych z tornistrami na plecach. Marcin Dorociński w krótkich spodenkach popala więc pod szkołą wagarowego szluga, Katarzyna Figura znosi starania pierwszych absztyfikantów, Andrzej Mastalerz po wygranej w konkursie bekania wykuwa kolejne pierwiastki, a prymuska Gabriela Muskała wylewa łzy nad piątką z minusem. Michał Koterski, syn Marka, celująco wciela się w pierwszoplanowego Piotrusia Pana, na powrót przeżywającego pierwsze zawody miłosne, po raz pierwszy wątpiącego w siebie, po raz pierwszy rozczarowanego życiem. Nadużywana czy nie, charakterystyczna fraza Koterskiego, z jej powtórzeniami i zająknięciami, łączy się tu z grami słownymi, chwytliwymi powiedzonkami i rymowankami. Język oddaje prawdę o lękach i upodobaniach bohaterów, przy okazji potwierdzając reputację Koterskiego jako niedościgłego stylisty językowego wśród rodzimych filmowców. Z pomocą precyzyjnych dialogów polscy aktorzy i aktorki (wszystkich epizodów wymienić tu nie sposób) pogrywają z własnym emploi, dając festiwal autoironicznego slapsticku, jak na tacy serwując dziecięce emocje – bez ogródek, bez wstydu, bez konwencjonalnego umiaru dorosłych.

Dorośli

Dorośli w rolach podrostków stanowią pretekst do postawienia niełatwych pytań o rangę dramatów, bolączek i pragnień wyrażanych zarówno przez małe, jak i przez większe dzieci. No właśnie, czy zawsze „wyrażanych”? Czy nie budzimy się czasem z ręką w nocniku – pyta retorycznie Koterski – nie mogąc znaleźć w sobie odwagi na nazwanie uczuć po imieniu? Czyżbyśmy wszyscy mieli coś z zahukanego malca, który z jednej strony pragnie zawalczyć o duchową niezależność, z drugiej zaś od wszelkiej odpowiedzialności chce uciec? To poważne kwestie – bo niby czemu dramat dziecka miałby być mniej istotny od dramatu dorosłego? Jednocześnie młode duszyczki umieszczone w starszych ciałach stanowią udaną satyrę na tych wszystkich dumnych ważniaków i lizusów, którzy udając dorosłych, zapominają o atrakcyjności bycia dzieckiem. Konia z rzędem temu, kto nie ma czasem ochoty wtulić się w czyjeś bezpieczne ramiona lub powiedzieć prawdy prosto w oczy.

Nauczyciele

Koterski pokazuje, że zarówno odnalezienie w sobie dziecka, jak i sięgnięcie po dorosłość nie jest takie proste. Szkoła, do której po latach wraca Adaś, niezmiennie upupia swoich podopiecznych. Belfrowie, jak to belfrowie, to bardziej lub mniej dobroduszni manipulanci z dopływami Nilu i ustępami z Sienkiewicza na językach, którzy niewiele mają do powiedzenia na temat prawdziwego życia. Podstawówka w oczach Koterskiego stanowi składowisko arcyciekawych indywiduów, które jednak zamiast robić swoje rewolucje, muszą grzecznie słuchać wieszczów; które zamiast pozostać sobą, muszą stanąć w jednym szeregu.

Można snuć domysły, czy Koterski mówi tu o szkolnictwie czy o kulturze w ogóle, która, Gombrowiczem mówiąc, „zdziecinnia i zdrobnia”, czy może o własnej i tylko własnej przeszłości. Można też narzekać, że wszystkie te warstwy odczytań są niestety dziurawe. Narzekania na kulturę jako źródło cierpień, na tłamszącą socjalizację i na społeczne konwencje, w które jako dzieci wpadamy niczym w bagno, nie wydają się ani odkrywcze, ani konstruktywne, jeśli jest tylko narzekaniem. Owa krytyka, wykrzyczana wprost w finałowej litanii oskarżeń skierowanych do dorosłych, bije po uszach dosłownością. Finał boli tym mocniej, że anuluje wyjściowy zamysł, na którym opiera się scenariusz. Przedstawiane na ekranie wspomnienia, jak to wspomnienia, są przecież częściowym zmyśleniem, a nie wiernym odwzorowaniem realiów.

Spoiler alert

Kwestią subiektywności filmowej historii czasem Koterski zaprząta sobie głowę, kiedy indziej o niej zapomina. Skutkiem tego konwencje filmowe w „7 uczuciach” a mieszają się i wzajemnie unieważniają. Najpierw terapeutka-Czubówna wchodzi do głowy Adasia, by żartobliwie użytym żargonem naukowym komentować zabawne epizody z jego biografii, później Koterski Czubównę uśmierca. Przedstawiane na ekranie wspomnienia tylko czasami korzystają z subiektywnego filtru wracającego do przeszłości narratora. Terapeutyczny potencjał „7 uczuć” zostaje zakrzyczany „kurwami” w niewyszukanym manifeście wolności w ostatnich scenach. Manifeście, dodajmy, umieszczonym w takim kontekście i w takiej konwencji, które wykluczają obecność narratora, w którego wspomnieniach się znajdujemy!

Duży Adaś wciąż pozostanie więc tym samym niedojrzałym Adasiem, który przyszedł na terapię. Może to wcale nie jego wina. Może to wina jego twórcy, który nagle o nim zapomniał.

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.