Nie chcemy zmieniać czasu

5 minut czytania
386
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
27 października 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Urzędnicy z Brukseli wzięli sobie do serca opinię mieszkańców Unii Europejskiej, którzy powiedzieli „dość” przestawianiu wskazówek zegara dwa razy do roku. Teraz jednak kraje członkowskie zwracają uwagę, że unijna nowelizacja przepisów pozwalająca na rezygnację ze zmiany czasu jest robiona w pośpiechu i może doprowadzić do chaosu.

Dyplomaci europejscy zwracają uwagę, że propozycja Komisji Europejskiej dotycząca zaniechania dwukrotnej zmiany czasu w ciągu roku jest niedopracowana. Poza tym uważają, że Komisja zbyt wiele kwestii związanych z tym projektem zrzuca na kraje członkowskie, a powinna być jego koordynatorem i bardziej się zaangażować. Tymczasem sprawa nie jest prosta, bo część krajów, które opowiedziały się przeciwko zmianie czasu, chce zostać przy czasie letnim, a część – przy zimowym.

I tak obywatele Polski, Portugalii czy Cypru opowiadają się za czasem letnim, natomiast Finlandii, Holandii oraz Danii wolą ten zimowy. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Komisję Europejską wśród obywateli Unii, w którym, za pośrednictwem internetu, wzięło udział 4,6 mln ludzi.

Na ratunek czekolada

Pani Agnieszka, gdy tylko dowiedziała się, że w sieci, na stronach Komisji, można wypełnić ankietę i przyczynić się do nowelizacji unijnej dyrektywy z 2001 r., która regulowała zmianę czasu, natychmiast skorzystała z okazji. Okazało się, że 85 proc. mieszkańców Unii Europejskiej zagłosowało tak jak ona – przeciwko zwyczajowi zmiany czasu dwa razy do roku. – Zawsze gdy trzeba przystosować się do nowego czasu, czuję się okropnie. Topnieją wtedy zapasy czekolady, którą kupuję specjalnie na tę okoliczność. Gdyby nie ona, byłabym nie do zniesienia i dla siebie, i dla innych. Mój zegar biologiczny nie chce się podporządkować urzędniczym manipulacjom dotyczącym czasu. Pierwsze dni po zmianie godziny to dla mnie koszmar. Jest mi ciągle zimno, nie mogę podnieść się z łóżka, jestem apatyczna i drażliwa, więc kłócę się z domownikami, a i współpracownikom w firmie nieraz się dostało – mówi.

Franklin do lamusa

Ta zmiana, która polega na wprowadzeniu w okresie letnim czasu urzędowego o godzinę późniejszego od strefowego (zimowego), dotyczy nie tylko obywateli Unii Europejskiej. Z takiego rozwiązania korzysta 70 krajów, m.in. w Europie i Ameryce Północnej. Nie stosuje się go natomiast w Japonii, Chinach czy Indiach.

To kuglarstwo dotyczące czasu zaczęto stosować, by oszczędzać energię elektryczną. Kiedy słońce w ciągu dnia świeci dłużej, ludzie później włączają oświetlenie. Tak sądzono. Tyle że dzisiaj takie zabiegi nie przynoszą spektakularnych skutków. Oświetlenie włącza się również rano, a oprócz niego w ruch idą piece elektryczne, czajniki bezprzewodowe, ekspresy do kawy, suszarki do włosów i sprzęt do golenia. Poza tym żarówki LED doprowadziły do tego, że zużycie energii na oświetlenie jest niewielkie. Inaczej było w czasach Benjamina Franklina, jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, bo to właśnie on stworzył model oszczędzania oparty na manipulacji czasem. Stało się to, gdy bawił w Paryżu i został obudzony o szóstej rano. Stwierdził wtedy z niemałym oburzeniem, że słońce świeci, a paryżanie po nocnych hulankach… śpią w najlepsze, zamiast korzystać z naturalnego światła. „Zmuś człowieka, by wstał o czwartej rano, a sam z siebie pójdzie spać o ósmej wieczorem. To będzie trudne tylko przez kilka dni”, przekonywał. Jego zdaniem w ten sposób mieszkańcy miasta nad Sekwaną zaoszczędziliby rocznie 64 mln funtów wosku na świece. Lepiej nie wyobrażać sobie, co o Franklinie i jego skłonnościach do ekoterroryzmu sądzi pani Agnieszka, która przez karkołomny pomysł tego jegomościa nie może zaoszczędzić na czekoladzie.

Będzie chaos?

Franklin nie jest też pewnie idolem 80 europosłów, którzy stworzyli grupę roboczą ds. zniesienia zmiany czasu. Zrobili to ponad podziałami politycznymi. Na czele grupy stanął czeski europoseł Pavel Svoboda, szef komisji prawnej Parlamentu Europejskiego. Komisja Europejska nie bardzo chciała zajmować się tą sprawą, ale ugięła się po tym, jak w lutym PE przyjął rezolucję wzywającą ją do oceny „procedury” zmiany czasu i do ewentualnej zmiany przepisów dotyczących tej kwestii. Dzięki uporowi europosłów mamy dziś więc, przygotowany przez Komisję, projekt ustawy, która znosi obowiązek dwukrotnej zmiany czasu w ciągu roku. Zgodnie z owym projektem poszczególne kraje dostały czas do kwietnia przyszłego roku na przeprowadzenie społecznych konsultacji i podjęcie decyzji, czy chcą przyjąć na stałe czas letni czy zimowy. Unia bowiem nie może narzucić jednolitego czasu krajom członkowskim. Jak podkreśla Violeta Bulc, komisarz ds. transportu, nie chodzi o to, żeby wszystkie kraje Unii przyjęły czas letni bądź zimowy, lecz o to, by zrobiły to razem. Wiadomo jednak, że jeśli na terenie Unii zapanuje czasowa różnorodność – zapanuje tu też chaos. Austria, sprawująca obecnie prezydencję, daje więc do zrozumienia, że będzie chciała przekonać wszystkich do czasu letniego.

Dziś 17 spośród 28 krajów Unii ma ten sam czas i latem, i zimą. Wyjątkiem są: Portugalia, Anglia i Irlandia oraz Finlandia, Rumunia, Bułgaria, Grecja i kraje bałtyckie.

Unia starała się utrzymać tę jednolitość, bo sprzyja ona biznesmenom, inwestorom, eksporterom czy importerom. O wiele łatwiej robić interesy z partnerami biznesowymi pracującymi w tych samych godzinach co my. Poza tym o wiele prościej w takich właśnie okolicznościach układać rozkłady jazdy pociągów i plany odlotów samolotów.

PSL: „Zatrzymać czas letni”

Urzędnicze preferencje są jednak sprzeczne z preferencjami samych obywateli Unii, którzy coraz głośniej narzekają na konieczność przestawiania wskazówek zegara. Polacy nie są wyjątkiem. Trzeba przypomnieć, że w zeszłym roku tę sprawę postanowiło załatwić Polskie Stronnictwo Ludowe, przygotowując projekt nowelizacji ustawy o czasie, który znosiłby w Polsce czas zimowy. Za przyjęciem projektu zagłosowali jednogłośnie posłowie sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Poparli go również posłowie PiS. Pełen optymizmu szef PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, mówił wówczas o rządzących: „Wierzę, że partia, która potrafi zmienić ustrój państwa w ciągu nocy, w ciągu jednego dnia jest w stanie zatrzymać czas letni w Polsce. Możemy zdążyć przed najbliższą zmianą czasu”.

Niestety, nie zdążyliśmy, bo projekt ostatecznie utknął w sejmowej zamrażarce. Gdyby był głosowany i został przyjęty, Polacy nie musieliby pamiętać, że z 27 na 28 października tego roku zmieniamy czas na zimowy, bo już by ich to nie dotyczyło. Ludowcom nie udało się to, co być może uda się unijnym urzędnikom – zmienić przepisów o dwukrotnej zmianie czasu, które obowiązują u nas nieprzerwanie od 1977 r. Jeśli po „zmianach unijnych” zgodnie z planem zachowamy wyłącznie czas letni, zimą wschód słońca będziemy mieli później: na wschodzie kraju około godz. 8.30, natomiast na zachodzie – około 9. Godzinę dłużej poczekamy też na zachód. Malkontenci już narzekają, że przy takim rozwiązaniu nawet późniejszy zachód nie jest w stanie złagodzić depresyjnych stanów, w jakie popadniemy, czekając do godz. 9, aż wzejdzie słońce. Ale niezależnie od tego, jaki wariant czasowy się przyjmie, nigdy nie da się usatysfakcjonować wszystkich.

Zegar biologiczny górą

Zmiana czasu wpływa na takie obszary życia jak: rynek wewnętrzny, energia, bezpieczeństwo drogowe, rolnictwo i zdrowie. Te dwa ostatnie zagadnienia wydają się bliskie Kosiniakowi-Kamyszowi jako szefowi partii rolniczej, a także jako lekarzowi. A medycy, opierając się na obserwacjach pacjentów oraz badaniach, od dawna podkreślają, że zmiana czasu nie jest korzystna dla zdrowia. Rozregulowuje nasz zegar biologiczny, zmieniając pory posiłków i snu, co źle wpływa na kondycję psychiczną. Powoduje, że ludzie są apatyczni, senni i mają problem z koncentracją, co nierzadko prowadzi do wypadków drogowych i wypadków w pracy. Do tego dochodzą brak apetytu, problemy z żołądkiem, przypadłości sercowo-naczyniowe i depresja.

Majstrowanie przy wskazówkach zegara nie sprzyja też zwierzętom. Zarówno tym hodowlanym, którym zmieniają się stałe pory wyjścia na pastwisko czy dojenia, jak i domowym, które muszą przystosować się do nowego rozkładu dnia swoich opiekunów, a tym samym przesunąć godzinę spacerów, które, jak wiadomo, w przypadku psów mają wymiar nie tylko rekreacyjny. Nie mówiąc już o zwierzętach chorych, takich jak Felek, 12-letni kot pani Amelii. – Felek od trzech lat cierpi na cukrzycę i dostaje zastrzyki z insuliny. W jego życiu wszystko musi chodzić jak w zegarku. Gdy przechodzimy na „nowy” czas, dochodzi do komplikacji. Rano podaję Felkowi insulinę i posiłek, a potem wychodzę do pracy i siedzę jak na szpilkach, zastanawiając się, jak organizm mojego kota radzi sobie w nowej „strefie czasowej” i czy na te wszystkie, naruszające zegar biologiczny, zmiany nie zareagował niedocukrzeniem – opowiada pani Amelia. Dlatego, nim Felek nie zaadaptuje się do nowych „okoliczności czasu”, zagląda do niego zaprzyjaźniona sąsiadka, która została przeszkolona przez opiekunkę i wie, jak go ratować w razie potrzeby.

Zmiana tylko o godzinę? Zawracanie głowy

Zmiana czasu psuje nie tylko zdrowie i samopoczucie, ale również wszystko to, co na ogół organizuje nam życie. Zatrzymuje pociągi i samoloty, które muszą bezczynnie czekać godzinę, by rozpocząć podróż. Poza tym zaburza funkcjonowanie informatycznych systemów bankowych i giełdowych, systemu rezerwacji miejsc czy rozliczania opłat okresowych. Oprócz tego może rodzić takie paradoksy, o których mówił lord Balfour podczas dyskusji na temat zmiany czasu w brytyjskim parlamencie: „Przypuśćmy, że jakaś niefortunna kobieta byłaby w ciąży z bliźniakami i jeden z nich urodzi się 10 minut przed godz. 1 w nocy, a drugi już po cofnięciu wskazówek zegara. Kolejność ich urodzin zostanie wtedy odwrócona. Taka zmiana może wpłynąć na prawo do dziedziczenia i własności…”. I do takiego zdarzenia rzeczywiście doszło, gdy Amerykanka Laura Cirioli urodziła bliźnięta w nocy 5 listopada 2007 r. Chłopczyk urodził się o 1.32, a po 34 minutach przyszła na świat jego siostra. Ale z dokumentacji wynika, że to dziewczynka urodziła się jako pierwsza – o 1.06 – i jest starsza od brata o 26 minut.

Sceptycy idą jeszcze dalej i zastanawiają się, co by było, gdyby w nocy, gdy zmienia się czas, doszło do morderstwa. Wtedy pojawiłaby się możliwość, że zabójca zostałby aresztowany przed jego popełnieniem. Ale nie trzeba wymyślać aż tak skomplikowanych przypadków, by zauważyć, że zmiana czasu to wielka niedogodność w zwykłym, codziennym życiu. – Ja już jestem człowiekiem niemłodym i trochę się gubię w rzeczywistości – mówi 80-letni pan Jan. – Zdarzyło mi się zapomnieć o zmianie godziny albo pchnąć wskazówki w niewłaściwym kierunku, co wywoływało niemałe zamieszanie. Ta cała zmiana czasu w tę i we w tę jest zupełnie niepoważna. O, gdyby ktoś cofnął czas radykalnie. Tak abym mógł spotkać się z żoną i kolegami, których teraz muszę odwiedzać na cmentarzu. Wtedy byłbym zadowolony – podsumowuje z zadumą pan Jan. Ale to byłaby robota nie dla urzędników, lecz naukowców i filozofów, takich jak Izaak Newton, Immanuel Kant czy Albert Einstein, którzy od wieków zastanawiali się nad naturą czasu i którzy pewnie mieliby niezły ubaw, gdyby zobaczyli, jak wyglądają nasze do szpiku kości pragmatyczne, pozbawione filozoficznych odniesień potyczki z tym tajemniczym przeciwnikiem.

Czas zjednoczył obywateli Unii

Pojawiają się głosy, że internetowa ankieta nie jest miarodajna, bo wypełnili ją głównie Niemcy (3 mln obywateli tego kraju na 4,6 wszystkich respondentów): 84 proc. spośród nich opowiedziało się za likwidacją dotychczasowego systemu zmiany czasu. Tymczasem we Włoszech głosowało zaledwie 25 tys. osób, a za zmianą dotychczasowego systemu było dwie trzecie obywateli tego kraju. Największy odsetek zwolenników niezmieniania czasu odnotowano z kolei w Polsce. Było to 95 proc. spośród 130 tys. Polaków biorących udział w ankiecie.

Niezależnie od interpretacji wyników ankiety nie można jej lekceważyć, bo już dawno nic nie wywołało takiego zainteresowania i poruszenia wśród obywateli Unii jak możliwość rezygnacji ze zmiany czasu.

A jak będzie wyglądała i funkcjonowała Unia po nowelizacji przepisów i kiedy do nowelizacji dojdzie – czas pokaże. Na razie podczas spotkania grupy roboczej delegacji krajowych 16 państw było przeciwko zaproponowanej przez Unię koncepcji, według której poszczególne kraje unijne miałyby zdecydować o przyjęciu czasu letniego bądź zimowego już do kwietnia 2019 r. Kraje członkowskie domagają się też bardziej szczegółowych danych na temat tego, jak nowa koncepcja „czasowa” wpłynęłaby na wspomniane wcześniej obszary naszego życia, takie jak bezpieczeństwo drogowe czy finansowe. Jest jednak nadzieja, że uda się wypracować konsensus w tej sprawie podczas nieformalnego spotkania ministrów transportu, które odbędzie się w Austrii pod koniec października.

Jedno jest pewne, jeśli Jean-Claude Juncker liczył na to, że, jak sugerują niektórzy, nowelizacja przepisów dotyczących czasu zostanie wprowadzona w życie gładko i będzie mogła zostać uznana za sukces przed majowymi wyborami europejskimi – bardzo się mylił. Bo wszystko wskazuje na to, że entuzjazm obywateli Unii Europejskiej, którzy nie chcą dłużej majstrować przy wskazówkach swoich zegarów, znów jest studzony przez ostrożność polityków roztaczających wizję wspólnoty pogrążonej w chaosie.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze