Rewolucja seksualna w Związku Radzieckim

5 minut czytania
920
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
16 października 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Pochwała wolnej miłości, a małżeństwo to burżuazyjny przeżytek. Rewolucja seksualna objęła Związek Radziecki dokładnie 100 lat temu.

50 lat temu wybuchła we Francji i USA, a później powędrowała do innych krajów, rewolucja seksualna. Hipisi, czyń miłość, a nie wojnę, muzyka i wspólna zabawa… Zanim jednak na Woodstocku młodzi Amerykanie, zmęczeni światem, który urządzili im dorośli, wykrzyczeli swoje hasła, przez kawał świata (bo Związek Radziecki był przecież największym państwem na globie) przetoczyła się zupełnie inna rewolucja seksualna, której zwolennicy głosili hasła, na myśl o których wielu wyzwolonych na pozór hipisów mogło zaniemówić z wrażenia…

Małżeństwo ogranicza wolność kobiet i je poniża, a powstrzymując się od seksu, dziewczyna „niszczy swą młodość w imię przesądów przeszłości”. Te śmiałe przemyślenia nie pochodzą, bynajmniej, z manifestu feministycznego, lecz ukazały się drukiem w 1925 r. W „Prawdzie”, gazecie codziennej, będącej  oficjalnym organem prasowym Komitetu Centralnego Komunistycznej partii Związku Radzieckiego.

Małżeństwo to dominacja i burżujski fetysz

Nasz „Wielki Brat” przeszedł od czasów Lenina do Gorbaczowa wiele przeobrażeń, a rewolucja seksualna, która dokonała się u zarania historii Związku, jest jednym z barwniejszych – a przynajmniej bezkrwawych – epizodów. Ale po kolei.

Każda rewolucja ma to do siebie, że pragnie zerwać ze starym porządkiem, który przedstawiany jest jako przeżytek nie pasujący do potrzeb współczesności. Dochodzący do władzy komuniści w tych właśnie kategoriach traktowali rodzinę i w ogóle związki międzyludzkie. Po co tracić czas na zauroczenie, budowanie więzi, po co spalać się w kłótniach rodzinnych i małżeńskich „cichych dniach”, skoro można wykorzystać energię na zwalczanie anachronizmów poprzedniego systemu kapitalistycznego i budowanie lepszego świata dla mas pracujących miast i wsi?

Już współtwórca marksizmu Fryderyk Engels pisał w połowie XIX w. o tym, że monogamia nie jest czymś naturalnym, lecz jest smutną konsekwencją konkretnych warunków historycznych towarzyszących triumfowi własności prywatnej nad pierwotną własnością wspólnotową. Dominacja mężczyzny nad kobieta (bo bez niej żadne małżeństwo nie istnieje, twierdził Engels) jest przejawem ucisku klasowego. Kobietę należy wyzwolić od przypisanej jej przez wieki roli opiekunki domu. Powinna podjąć pracę zarobkową, a opiekę nad dziećmi przejąć ma całe społeczeństwo.

Na początku XX wieku Lew Trocki opracował teorię płci. Potępił małżeństwo jako burżuazyjny przeżytek. Retorykę taką podchwyciły feministki, a wiele kobiet podjęło się realizacji coraz bardziej radykalnych wezwań w praktyce. Rosyjskie rewolucjonistki rozumiały, jak trudno jest planować przejęcie władzy mężczyznom, którzy przebywając w miejscach zesłania gdzieś daleko za Uralem, miesiącami pozbawieni są kontaktu z ciałem kobiety. W stronę Syberii ruszyły te najbardziej oddane sprawie aktywistki, by oddać się mężczyznom, nie oczekując niczego w zamian.

Najprawdopodobniej należała do nich urodzona w 1869 r. Nadieżda Krupska. Los skierował ją do małej miejscowości Szuszenskoje w Kraju Krasnojarskim, która była miejscem zesłania Włodzimierza Lenina. Pełna ideałów pocieszycielka wkrótce została jego żoną. Do końca życia wodza para była nierozłączna – razem klepali biedę na emigracji, pracowali, w całości podporządkowali życie osobiste rewolucji. Inna sprawa, że był to dziwny związek, bo przez kilka lat żyli w trójkącie z atrakcyjną Inessą Armand, rosyjską komunistką pochodzenia francuskiego.

W grudniu 1917 r. Lenin podpisał serię dekretów likwidujących w praktyce instytucję małżeństwa oraz znoszących dotychczasowe kary za homoseksualizm i przerywanie ciąży. Dla uzyskania rozwodu wystarczyło, że w sądzie jeden z małżonków powoła się na niezgodność charakterów. W kolejnych latach procedura uległa jeszcze dalej idącym uproszczeniom.

Apostołka wolnej miłości, kobieta oddana – Aleksandra Kołłontaj

Na co dzień Lenin nie miał jednak czasu, by zajmować się seksualnością człowieka sowieckiego. Na tym polu zastępowała go Aleksandra Kołłontaj, która od 1917 r. piastowała ważną i eksponowaną funkcję komisarza ludowego ds. społecznych. Tak wysokie stanowisko dało jej możliwość realizacji własnego programu. Propagowała m.in. ideę równouprawnienia kobiet, także w aspekcie seksualnym.

– Dla zadań klasowych proletariatu jest absolutnie obojętne, czy miłość przyjmuje formę długiego, zawartego oficjalnie związku, czy się wyraża w szybkiej mijającej więzi. Jednego kobieta lubi „wierzchołkiem swojej duszy” i z nim dzieli swoje myśli i dążenia, w innym pociąga ją siła bliskości cielesnej. Do jednej kobiety mężczyznę przyciąga czułość, opieka, u innej szuka on oparcia i zrozumienia swoich wszelkich dążeń – przekonywała w 1923 r. na łamach „Młodej Gwardii”, Kołłontaj. Pisząc te słowa, miała 51 lat, więc należy zakładać, że różne sprawy zdążyła sobie w głowie poukładać i była co do nich w pełni przekonana.

– Tylko seks bez zobowiązań wpoi kobietom nawyk chronienia swojej osobowości w społeczeństwie opanowanym przez mężczyzn. Wszelkie postaci związków seksualnych są zatem dopuszczalne – tłumaczyła innym razem.

Nie wszystkim spodobały się śmiałe działania Aleksandryy Kołłontaj. Rodzice zaprotestowali, gdy do szkół trafiły podręczniki, mające uświadamiać dzieci seksualnie, wobec czego władze zmuszone były skapitulować. Jeśli sto lat po wybuchu rewolucji seksualnej ktokolwiek kojarzy jeszcze osobę „apostołki wolnej miłości” (w ten sposób pisał o niej Norman Davies), to najpewniej kojarzy ją z koncepcją „miłości niczym szklanka wody”.

„Zaspokajanie uczuć oraz dążenie do seksualnej bliskości jest dla człowieka tak samo naturalne jak przyjmowanie płynów” – mówiła, ale taka pochwała seksualności wydała się już nazbyt śmiała nawet samemu Leninowi.

Przed nacjonalizacją kobiety uciekały z miast

Niezależnie od sceptycyzmu części bolszewików, znaleźli się zwolennicy tak luźnego podejścia do cielesności, dla których przejawem burżujstwa było odmówienie seksu nieznajomemu, który taka chęć wyraża. Prowadziło to do skrajności, których sami autorzy tez o wolnej miłości nie brali wcześniej pod uwagę. Na początku 1918 roku na ulicach Saratowa pojawiły się afisze, które dużymi literami informowały o ogłoszonej właśnie… nacjonalizacji kobiet. Odezwę wydała Gubernialna Rada Narodowych Komisarzy.

„Dotychczasowe prawo o małżeństwie jest bezwarunkowo produktem tej społecznej nierówności, która powinna być z korzeniami wyrwana z Republiki Radzieckiej!” – napisano na plakatach. Remedium miało być, zdaniem autorów, wywłaszczenie kobiet w wieku od siedemnastu do trzydziestu lat. Niezależnie od stanu cywilnego, miały „udostępniać swoje wdzięki” zainteresowanym mężczyznom. Pierwszeństwo w „korzystaniu” ze swoich żon zabezpieczono na rzecz mężów.

Przedziwne zarządzenie wywołało popłoch w okręgu saratowskim. Dziesiątki kobiet uciekły do pobliskich guberni, by tam ukryć się przed niemoralnym prawem. Informacja o poczynaniach Rady dotarła też do bolszewików w stolicy państwa, ale zanim przeprowadzili oni swoją kontrolę, lokalni anarchiści pozbawili życia komisarzy. Wieść o nacjonalizacji kobiet rozbudziła wyobraźnię także w innych rosyjskich miastach, lecz scenariusz był ten sam co w Saratowie: rzekomi komisarze zostali zgładzeni zanim zdołali dokonać pierwszych gwałtów.

Moskwa nie zaakceptowała Pałacu Miłości

Aktywny realizator koncepcji wolnej miłości (niejaki Chwatow) pojawił się także w Moskwie. Poszedł o krok dalej od swoich inspiratorów z prowincji, gdyż poza ogłoszeniem nacjonalizacji kobiet, w drewnianym doku założył Komunardzki Pałac Miłości. Do zamieszkania w nim zgłosiło się 10 pań i tyle samo mężczyzn. Rozpusta w pałacu trwała krótko, gdyż już po miesiącu Chwatow trafił do więzienia. Przed zgniciem za kratami uratowała go Aleksandra Kołłontaj, która przekonała sąd, że Chwatow był po prostu gorliwym wykonawcą zasady „miłości niczym szklani wody” i trudno karać go za to, że wziął sobie do serca nowe komunistyczne wzorce. Pozycja polityczna pani komisarz była zresztą na tyle silna, że wymiar sprawiedliwość nie miałby nawet odwagi wchodzić z nią w dyskusję.

Niezależnie od osobistego zainteresowania Aleksandry Kołłontaj losem Chwatowa, nie było mu dane rozbudowywać Pałacu Miłości. Po wyjściu na wolność został zgładzony w takich samych okolicznościach jak komisarze z Saratowa. To pokazuje, że niezależnie od śmiałych tez, jakie głosili niektórzy nowocześni ideologowie, nie było powszechnej zgody na rewolucję seksualną.

Stalin potrzebował innego człowieka

Nic też dziwnego, że po kilkunastu miesiącach względnej popularności, wolna miłość i inne hasła rewolucji seksualnej zwyczajnie stały się rodzajem awangardy dla wybranych (przede wszystkim ludzi sztuki, którzy w każdym chyba kraju nieco przesuwają granice tego, co wolno i wypada), a po śmierci Lenina w 1924 r., rewolucja stała się już tylko barwnym wspomnieniem. Gdy do władzy doszedł Stalin, atmosfera, która zapanowała od Białorusi po Władywostok nie pozwalała już na eksperymentowanie z cielesnością ku chwale komunizmu, zresztą sam Lenin w ostatnich latach życia zdawał się wstydzić posądzeń o rozwiązły tryb życia. Zakończył relację z kochanką Inessą Armand (w 1920 r. zaraziła się cholerą i zmarła). Aleksandra Kołłontaj została odsunięta od władzy i też dzięki temu prawdopodobnie uniknęła śmierci w czasie wielkiej czystki w latach 30. Jako że była kobietą bardzo dobrze wykształconą i znająca kilka języków, wysyłano ją na kolejne placówki, m.in. do Meksyku i Szwecji. Zmarła w 1952 r.

Radziecka rewolucja seksualna była bardzo krótkim epizodem w trudnej i zabarwionej krwią historii narodu. Z perspektywy czasu można ją wspominać jako rodzaj poszukiwania drogi przez kraj, który ledwo co wyzwolił się spod rządów dość twardej ręki cara, a już kroczył w nowym i nieznanym kierunku – ku budowie państwa komunistycznego. Trzeba jednak pamiętać o cenie, jaką zapłacili za to Rosjanie: „wolna miłość” zaowocowała plagą prostytucji, zbiorowych gwałtów, niechcianych dzieci oraz chorób wenerycznych (zwłaszcza syfilisu). Bardzo spadła ponadto liczba urodzeń, gdyż na mocy dekretu z 18 listopada 1920 r. każda kobieta miała prawo do bezpłatnej aborcji na własną prośbę pod warunkiem, że przeprowadzi ją lekarz w szpitalu. W żadnym innym kraju wcześniej (i długo później) nie wprowadzono tak liberalnych zasad usuwania ciąży.

Jakieś korzyści? Tak, wielu historyków mówi, że rewolucja przyczyniła się do emancypacji kobiet, które przestały być traktowane jako własność mężczyzny, a dostrzeżono ich samodzielność (choć droga do tego była dość pokrętna, bo chodziło przecież o możliwość prowadzenia luźnych relacji seksualnych z różnymi mężczyznami, a nie tylko ślubnym mężem). Dla zbudowania państwa odpowiadającego wyobrażeniom, Stalin potrzebował jak największej siły roboczej. Pod koniec lat 20. ubiegłego wieku na kobiety nałożono obowiązek 8-godzinnej pracy, a w 1934 r. Stalin potępił tworzenie komun. Doświadczenia poprzednich rozpasanych seksualnie lat przekonały nawet wątpiących, że najlepsze warunki dla wzrostu silnego, pracowitego i oddanego sprawie człowieka sowieckiego stwarza rodzina, wobec czego 1935 r., w środku strasznych czystek, które objęły całe Imperium, rozpoczęła się kampania mająca wzmocnić rolę rodziny i macierzyństwa. Jej autorzy potępiali rozwody i aborcje. Rok później weszło w życie postanowienie „O zakazie aborcji, zwiększeniu pomocy materialnej, ustanowieniu państwowej pomocy rodzinom wielodzietnym, zwiększeniu odpowiedzialności karnej za niepłacenie alimentów i niektórych zmianach w ustawodawstwie rozwodowym”.

Bo w Związku Radzieckim „seksa niet”

Zwyciężyła retoryka, zgodnie z którą seksualność człowieka jest czymś, co może istnieć wyłącznie w czterech ścianach jego domu (zresztą Wielka Wojna Ojczyźniana, do której Związek Radziecki przystąpił kilka lat później i wszystkie powojenne trudy skutecznie zepchnęły jakiekolwiek manifestowanie erotyzmu i cielesności na długie lata). Artyści tworzący w kolejnych dekadach wykazywali się ogromną pruderyjnością – ot, choćby w filmach żadnej nagości nie zobaczymy. Tak Związek stał się państwem , w „którym nie było seksu”.

O co chodzi? To dość zabawny przykład tego, jak bardzo wyjęte z kontekstu zdanie może żyć swoim życiem – i paradoksalnie oddawać do tego całkiem dużo prawdy. W 1988 r. odbył się telemost Leningrad-Boston, w którym jedna z amerykańskich uczestniczek zapytała, czy w ZSRR w reklamach wszystko kręci się, podobnie jak w USA, wokół seksu. Nieco skonsternowana taką otwartością  Ludmiła Nikołajewna Iwanowa, działaczka kobieca, odpowiedziała, że „No, seksu u nas … seksu u nas nie ma, i my jesteśmy jemu kategorycznie przeciwni!”. Ktoś szybko dopowiedział, że seks jak najbardziej jest, nie ma za to reklam, ale to już było bez znaczenia.

Wyrwana z kontekstu fraza „W ZSRR seksu nie ma” stała się niejako automatyczną odpowiedzią za każdym razem, gdy rozmowa schodzi na nieco bardziej pruderyjne tematy, ale też, gdy mowa o zakłamywaniu prawdy o Związku Radzieckim czy próbie mitologizowania go. Ale teraz przyznajmy zupełnie szczerze – takiego seksu, do jakiego wzywał towarzysz Lenin w czasie rewolucji, to już na pewno długo, długo nie było. Trzeba było czekać na hipisów i ich rewolucję 40 lat później….

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze