Uberem już nie pojedziesz. Rząd chce zakazać popularnym przewoźnikom działania w Polsce

5 minut czytania
823
5
Anna Godzwon
Anna Godzwon
2 listopada 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Rząd nie jeździ Uberem. Taxifayem też nie. Rząd jeździ rządowymi samochodami albo kolumnami Służby Ochrony Państwa. Strach zresztą jeździć, jak się jest takim rządem, bo co i raz to stłuczka albo inna kolizja. Skoro zatem rząd nie jeździ, to Ty, obywatelu suwerenie także jeździć nie będziesz. Nie damy Ci też oczywiście żadnego z naszych samochodów, ale za to zabierzemy Ci Ubera i Taxifaya. Zadowolony?

Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad nową ustawą o transporcie. Projekt jest teoretycznie gotowy, ale – co znamienne – na dzień przed październikowym protestem taksówkarzy w Warszawie resort wprowadził do niego poprawkę. Jej skutkiem może być wyeliminowanie z polskiego rynku takich firm jak Uber czy Taxify i pozostawienie przewozu osób wyłącznie taksówkarzom. Chodzi o to, by wozić ludzi mogły jedynie podmioty, które mają siedzibę lub oddział w Polsce, potwierdzone stosownym wpisem do ewidencji podmiotów gospodarczych lub KRS. A jak wiadomo, obie popularne w Polsce firmy świadczące usługi kojarzenia kierowców i pasażerów takich wpisów nie mają. Takie uroki globalizacji.

Projekt czeka na ostateczną akceptację rządu a mnie przypomina się słynna deregulacja ministra Gowina, dokonana co prawda w rządzie PO-PSL a nie PiS-u, więc zapewne się nie liczy. To ona otworzyła drogę do pojawienia się na polskich drogach „przewozu osób”, tańszego niż licencjonowane taksówki. Dziś minister Gowin dereguluje polską naukę i szkolnictwo wyższe, a jego koledzy biorą się za popularne usługi przewozowe.

Uber nie jest lubianą firmą. Gdzie się pojawia, wzbudza protesty. Jest tańszy, więc nie przepadają za nim taksówkarze. Nie płaci podatków, więc nie lubią go ani rządy, ani włodarze miast, na terenie których operuje. Lobby taksówkarskie skutecznie wyeliminowało go z Danii i Węgier, w Londynie po procesach sądowych ma zgodę na działanie przez 15 miesięcy. Za nic mają te problemy jednak klienci, którzy chcą jeździć przede wszystkim taniej, a komfort podróży czy kompetencje kierowców mają dla nich mniejsze znaczenie.

Jestem niczym rząd. Też nie jeżdżę Uberem. Moje doświadczenia z tym rodzajem przewozu osób, zdobyte podczas wspólnych podróży ze znajomymi którzy jeżdżą, są złe i nic nie przekona mnie do przesiadki z taksówek. Rozumiem jednak osoby, które z różnych względów w taki właśnie sposób przemieszczają się po Warszawie i innych polskich miastach.  Rozumiem rozgoryczenie taksówkarzy, którzy obłożeni podatkami i opłatami muszą spełniać określone prawem wymogi, by wykonywać swój zawód. Znalezienie kompromisu między oboma stronami potrzebne jest w skali całej Unii Europejskiej. Nasz rząd jednak woli być szybszy i dla przykładu zakazać. I jeszcze obłożyć karami.

Jeśli więc któregoś dnia Twoja aplikacja Ubera czy Taxify nie zadziała, to nie dlatego, że masz problem z Internetem albo nie zapłaciłeś rachunku za telefon. To rząd zdecydował za Ciebie, że masz przesiąść się na taksówkę albo do komunikacji miejskiej.  Rząd zawsze wie, co jest dla Ciebie lepsze, bo ma tę przewagę, że jest rządem. A że zza przyciemnianych szyb limuzyn nie widzi tych, co są wożeni inaczej niż oni, to już całkiem inna historia.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

5 odpowiedzi na “Uberem już nie pojedziesz. Rząd chce zakazać popularnym przewoźnikom działania w Polsce”

  1. Zły rząd, zły rząd zabrania jeździć uberem, na phybel suwerenowi! I mafia taksówkarska, mafia panie dzieju!

    Jak się chce psa uderzyć, to się kij zawsze znajdzie, prawda? A jak autorka skomentuje decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z grudnia zeszłego roku uznającej Ubera za firmę przewozową, a nie serwis internetowy i nakazującą stosowanie się do przepisów i regulacji dotyczących transportu publicznego.

    „Też nie jeżdżę Uberem. Moje doświadczenia z tym rodzajem przewozu osób…”

    Czego autorka zdaje się w całej uberowej hecy nie rozumieć to tego, że firma ta w cwany sposób obchodzić próbuje wszelkie regulacje związane ze świadczeniem usług przewozowych i zasad zatrudniania, koszty i ryzyko związane ze świadczeniem takowych przenosząc na opłacanych przez siebie kierowców (ale nie zatrudnionych przez Ubera, to ich partnerzy tylko, nie pracownicy), którzy w większości przypadków nie posiadają stosownych uprawnień do świadczenia usług przewozowych. Przecież Uber utrzymuje, że nie przewozi osób, jest tylko serwisem internetowym pomagający odnaleźć się osobom potrzebującym podwózki z osobami ‚akurat’ przejeżdżającymi obok prywatnym autem i mającymi wolne siedzenie (i aplikację, i urządzenie namierzające z uberowym logo, i ustaloną przez Ubera taryfę i system ocen i inne rzeczy wyczerpujące znamiona stosunku pracy, ale to nie praca, tylko zlecenie najwyżej). To taki Tinder dla pieszych i zmotoryzowanych nieomal, wicie rozumicie, gdyby Tinder wpadł na pomysł zatrudniania na jakiś dziwnych zasadach prostytutek, znaczy się kochanek i kochanków.

    Dopóki tego Uber tego nie wyjaśni i nie uporządkuje, dopóty będzie miał kłopoty w cywilizowanych krajach poważnie traktujących publiczny transport i prawo pracy. Ale popsioczyć na dojną zmianę fajnie, co nie?

    • To niechaj sobie to porządkują, ja wolę jeździć czymś, co w ogóle chce świadczyć usługi, niż czekać na przypływ łaski pań dyspozytorek i wiedzieć, że taxi to najbardziej zawodny i nieprzewidywalny środek transportu.
      Fakt – niektóre miasta tego problemu nie znają. W rodzinnym Toruniu radośnie dzwonię do ulubionej, sprawnej korporacji, wcale nie najtańszej, gdzie są mili kierowcy, czyste auta i pełna fachowość.

    • Nie wiesz, że większość serwisów typu Tinder zatrudnia „kochanki” i „kochanków”? A Pani z którą czasami zdarza Ci się rozmawiać na sex-czacie, jest podstawiona? Ups.

  2. Zakładam, że jak będzie trzeba, to się podmioty zarejestrują. To chyba nie jest takie skomplikowane, co? A jeśli przy okazji coś tam się ucywilizuje i ceny wzrosną o 2 zł, no to „trudno”. Tak być powinno najwyraźniej.
    Ja bym generalnie jeździła taksówkami, jestem absolutnie za tym, żeby kierowca był fachowcem i znał miasto. Tylko hm… w smożym mieście Krakowie taksówki były falami niedostępne. Chcesz wrócić z koncertu? Z buta, dziubuś, 100 tys. innych osób zamówiło taksówkę i infolinia nie wyrabia. Chcesz wrócić od znajomych w sobotę około północy? Dzwoń sobie, dziubuś, do nas dwadzieścia minut, albo pisz na Berdyczów, jest sobota o północy i nie mamy dla pani pojazdu. (Co tydzień).
    Chcesz pojechać na dworzec PKS o 3:30 nad ranem z bagażem na międzynarodowy autobus? Zaiwaniaj, dziubuś, na przystanek i ciesz się, że się trafił nocny, bo o 3:30 też nie mamy dla pani pojazdu.
    Ja chcę jeździć taksówkami i nie ma to trwać godziny na dystansach typu 5 km, bo w tym czasie ja już sobie te dystanse przetuptam.
    Więc – Uber, Taxify na TAK, co najmniej dopóki reszta się nie ogarnie.
    * wiem, że jest myTaxi, ale od niedawna, droższe i och jej, odwykłam. Zdążyłam się przestawić na inne rozwiązania zanim taksówkarze to wymóżdżyli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *