Uberem już nie pojedziesz. Rząd chce zakazać popularnym przewoźnikom działania w Polsce

5 minut czytania
697
3
Anna Godzwon
Anna Godzwon
2 listopada 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Rząd nie jeździ Uberem. Taxifayem też nie. Rząd jeździ rządowymi samochodami albo kolumnami Służby Ochrony Państwa. Strach zresztą jeździć, jak się jest takim rządem, bo co i raz to stłuczka albo inna kolizja. Skoro zatem rząd nie jeździ, to Ty, obywatelu suwerenie także jeździć nie będziesz. Nie damy Ci też oczywiście żadnego z naszych samochodów, ale za to zabierzemy Ci Ubera i Taxifaya. Zadowolony?

Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad nową ustawą o transporcie. Projekt jest teoretycznie gotowy, ale – co znamienne – na dzień przed październikowym protestem taksówkarzy w Warszawie resort wprowadził do niego poprawkę. Jej skutkiem może być wyeliminowanie z polskiego rynku takich firm jak Uber czy Taxify i pozostawienie przewozu osób wyłącznie taksówkarzom. Chodzi o to, by wozić ludzi mogły jedynie podmioty, które mają siedzibę lub oddział w Polsce, potwierdzone stosownym wpisem do ewidencji podmiotów gospodarczych lub KRS. A jak wiadomo, obie popularne w Polsce firmy świadczące usługi kojarzenia kierowców i pasażerów takich wpisów nie mają. Takie uroki globalizacji.

Projekt czeka na ostateczną akceptację rządu a mnie przypomina się słynna deregulacja ministra Gowina, dokonana co prawda w rządzie PO-PSL a nie PiS-u, więc zapewne się nie liczy. To ona otworzyła drogę do pojawienia się na polskich drogach „przewozu osób”, tańszego niż licencjonowane taksówki. Dziś minister Gowin dereguluje polską naukę i szkolnictwo wyższe, a jego koledzy biorą się za popularne usługi przewozowe.

Uber nie jest lubianą firmą. Gdzie się pojawia, wzbudza protesty. Jest tańszy, więc nie przepadają za nim taksówkarze. Nie płaci podatków, więc nie lubią go ani rządy, ani włodarze miast, na terenie których operuje. Lobby taksówkarskie skutecznie wyeliminowało go z Danii i Węgier, w Londynie po procesach sądowych ma zgodę na działanie przez 15 miesięcy. Za nic mają te problemy jednak klienci, którzy chcą jeździć przede wszystkim taniej, a komfort podróży czy kompetencje kierowców mają dla nich mniejsze znaczenie.

Jestem niczym rząd. Też nie jeżdżę Uberem. Moje doświadczenia z tym rodzajem przewozu osób, zdobyte podczas wspólnych podróży ze znajomymi którzy jeżdżą, są złe i nic nie przekona mnie do przesiadki z taksówek. Rozumiem jednak osoby, które z różnych względów w taki właśnie sposób przemieszczają się po Warszawie i innych polskich miastach.  Rozumiem rozgoryczenie taksówkarzy, którzy obłożeni podatkami i opłatami muszą spełniać określone prawem wymogi, by wykonywać swój zawód. Znalezienie kompromisu między oboma stronami potrzebne jest w skali całej Unii Europejskiej. Nasz rząd jednak woli być szybszy i dla przykładu zakazać. I jeszcze obłożyć karami.

Jeśli więc któregoś dnia Twoja aplikacja Ubera czy Taxify nie zadziała, to nie dlatego, że masz problem z Internetem albo nie zapłaciłeś rachunku za telefon. To rząd zdecydował za Ciebie, że masz przesiąść się na taksówkę albo do komunikacji miejskiej.  Rząd zawsze wie, co jest dla Ciebie lepsze, bo ma tę przewagę, że jest rządem. A że zza przyciemnianych szyb limuzyn nie widzi tych, co są wożeni inaczej niż oni, to już całkiem inna historia.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze