„Mamo, prześlij mi kiełbasę.” Krótki przegląd kulinarnych tęsknot Polaków

6 minut czytania
482
7
Aleksandra Lipa
Aleksandra Lipa
6 listopada 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Większość z nas została wychowanych na tradycyjnej kuchni polskiej. Komu obce są pierogi, kopytka, bigos? Wiele osób dla tych przysmaków straciło głowę, a dowiedzieli się o tym dopiero na emigracji. Polski chleb w Danii? Polska kiełbasa w Wielkiej Brytanii? Cud nad cudami! Czy faktycznie Polacy tęsknią za domową kuchnią?

Kiełbasa w bagażniku

Arek* od kilku lat pracuje za granicą. Spędza tutaj większość swojego czasu, do domu przyjeżdża jedynie na święta. To jedyna okazja aby porządnie się najeść. Tutaj, w Holandii, to jedynie kebab, czasami polski sklep. Od mamy przywozi bagażnik pełen słoików – ogórki, bigos, gołąbki, co tylko się da. Dodatkowo jeszcze „sklepowe” dania gotowe, a to klopsy, a to marchew z groszkiem, bo i to na polskim rynku lepsze, lepiej smakuje. Najbardziej brakuje mu polskiego chleba i kiełbasy. Ten sztuczny, zachodni nie podchodzi mu, dlatego wpadł na pomysł, aby pieczywo mrozić i w przenośnej lodówce przywozić z domu. Tak jak i kiełbasę oraz wędlinę, które skrzętnie upycha do lodóweczki, aby wystarczyło na najbliższe dwa miesiące, bo dopiero wtedy zjedzie znów do domu na święta. O ile mrożona kiełbasa świetnie nadaje się na patelnię, o tyle chleb po rozmrożeniu staje się nieco wilgotny. Jednak nie przeszkadza to Arkowi aż tak bardzo, wciąż to jednak polskie, nasze, rodzime, smaczniejsze. Ostatnio na jego stole królowały schabowe i mielone, oczywiście z zamrażarki, przywiezione z kraju. Mięso smaczniejsze, nie czuć tak chemią – mówi. Tak jak i ciastka, nawet zwykłe ciastka, te nasze, zupełnie inaczej smakują, nie są takie chemiczne. Jednak na nie często już nie wystarcza miejsca w samochodzie. Całe szczęście, że koledzy, z którymi wynajmuje mieszkanie, też zjeżdżają co jakiś czas do kraju, wtedy przywożą coraz to inne polskie smakołyki. Arek dobrze żyje z kolegami, w razie czego pomagają sobie, wymieniają się tym co mają, razem gotują. Trudno odnaleźć się na obczyźnie, szczególnie, jeśli preferuje się typowe polskie jedzenie. Każdy z nich marzy o tym, aby już wrócić, niestety realia finansowe zmuszają ich do pozostania i pracowania za granicą.

Pałeczki – jak to działa?

Paulina* z kraju wyjechała 10 lat temu skuszona lepszą pracą, dobrymi warunkami życia. Wybrała Danię. Mimo upływu tylu lat wciąż wspomina pyszną kuchnię mamy i babci. Wciąż wraca wspomnieniami do pierogów, które smakowały jak nic innego na świecie. Przyznaje, że jednak najbardziej lubi mięsne potrawy, dla niej nie ma obiadu bez mięsa. Jak kluski, to i rolada. Nie wstydzi się swoich upodobań, bo dlaczego? Każdy lubi to co lubi, a ona nie chce poznawać nowych smaków, zupełnie nie jest jej to potrzebne. Czasami ze znajomymi wpada do „chińczyka”, ale bardziej dlatego, że jest tani, niż dla samego smaku. Tutaj również wybiera głównie same pewne i znane dania – kurczaka, szaszłyki, wieprzowinę. Nie uznaje owoców morza, dla niej to po prostu robaki. Sushi nie próbowała, z lekkim rumieńcem przyznaje się, że trochę się boi, że jej w gardle urośnie. Byłoby głupio tak przy innych. Poza tym pałeczki omija szerokim łukiem, nie chce robić z siebie głupka, nie w tym wieku. Zazwyczaj gotuje w domu, często zupy, jeszcze częściej mięso po różnymi postaciami. Rosół to jej ulubiona zupa, niedziela bez niej nie jest niedzielą. Najgorzej jest zdobyć dobre warzywa, które nie śmierdzą sztucznymi nawozami i mają jakikolwiek smak. To, co czasami uda jej się przywieźć z Polski, wystarcza na dwa-trzy obiady, dłużej przecież nie poleżą. Trzeba szukać, albo poddać się i przyzwyczaić do tego co jest. Tylko smaku trudno zapomnieć. Smaku przeszłości, smaku domu.

Smak a bliskość

Tęsknota za polskimi potrawami, smakami, to głównie tęsknota za domem, za wspomnieniami, które związane były właśnie z jedzeniem. Wystarczy przypomnieć sobie różne święta – choć ich idea jest zupełnie inna, to jednak opierają się one głównie na wspólnym jedzeniu, świętowaniu. Rodziny spotykają się przy stole, a na stole stoją różnorakie potrawy. To sentyment, ale nie tylko. Często za kultywowaniem polskiej kuchni stoi strach przed tym, co nowe, zmianami, który mogłyby zakłócić wyidealizowane wspomnienia. Lecz po co się bać, skoro świat może tak wspaniale smakować?

*Imiona zostały zmienione.

Aleksandra Lipa
Aleksandra Lipa
Nerd z odrobiną fantazji. Umiejętności pisania i czytania zdobyte w podstawówce z powodzeniem stosuje w życiu teraźniejszym. Z zamiłowania i wykształcenia zajmuje się słowem pisanym. Lubi sztukę (mięsa?), sztalugi, noże i patelnie. W wolnych chwilach medytuje. Strzela na oślep w FPS-ach.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

7 odpowiedzi na “„Mamo, prześlij mi kiełbasę.” Krótki przegląd kulinarnych tęsknot Polaków”

  1. Co za bullshit!
    Ludzie za granicą, ci co nie są ksenofobami i nie pojechali tylko dla kasy i żyją na samych słojach i vifonach, normalnie gotują polskie dania.
    Z sernikiem bywa ciężko, bo naszego ciężkiego jak cegła twarogu zagranicą się nie uświadczy, ale na bogów, co to za problem, żeby go zrobić?
    Albo chleb – niech Aruś zamiast zachowywać się jak ułom co to dalej u mamy na garnuszku, nauczy cię piec chleb. To tylko mąka, woda i sól, żadnej filozofii, no chyba ze się komuś nie chce…

    • Ciężko z sernikiem? Z zakupem twarogu nie miałem problemu ani w południowej Kalifornii, ani w Niemczech, ani tu w Irlandii. Poza tym sernik to nie jest ciasto, które tylko z polskonormatynwego twarogu można upiec. Nowy Jork i reszta Ameryki zajada się sernikami na serkach śmietankowych typu Philadelhia. Inny nieco smak i konsystencja, ale to też sernik.

      • Ależ ja się z Tobą zgadzam! mówię konkretnie o przypadku Arusia i Paulinki, którzy muszą miec „takie jak w polszy” a poza polszą mało gdzie ludzie robią twaróg o konsystencji cegły 😉
        Osobiście preferuję lżejsze zachodnie serniki, niż rodzimy krakowski z kratką, którym, upuściwszy wrogowi na łeb, można zabić 😉

        • Okidoki.

          Gęstość i przewiewność serowej masy zawsze można zmodyfikować, np przez dodatek ubitych białek w zwiększonej ilości i domieszkę mąki. Ostatnio superlekki sernik uzyskałem z odsączonego greckiego jogurtu, czyli czegoś co w świecie arabskim nazywają labneh. Profil smakowy nieomal identyczny co twaróg, a przy tym grecki jogurt czy zwykły naturalny jest łatwiejszy do nabycia za granicą, niż twaróg.

  2. ‚Tęsknota za polskimi potrawami, smakami, to głównie tęsknota za domem,
    za wspomnieniami, które związane były właśnie z jedzeniem.’

    Bzdura na resorach. Upieranie się przy polskim żarełku na emigracji to wynik relatywnego ubóstwa po prostu. Typowego Areczka i Paulinki imających się za granicą głównie fizycznych, mało wymagających i kiepsko płatnych zajęć po prostu nie stać zarówno finansowo, jak i kulturowo na pełniejszą eksplorację żywnościowej oferty kraju osiedlenia. Lepsze delikatesy czy lokale są poza marianowym zasięgiem, więc ten nosa nie wyściubia dalej niż oferta dyskontów typu Lidl/Aldi + wschodnioeuropejski spożywczak i ‚azjatycka’ czy bliskowschodnia jadłodajnia na wynos. Do tego uzbroi się w kwaśnowinogronową racjonalizację, że polskie lepsze, że smaki domu, że pieróg pany, nie to co te skośne bao, rawioly, tortorinely. Fabryczny morski z ofoliowanego czerwonym plastikiem bloku i pokrojony w ‚Polonezie’ w żółknące plastry to dopiero ser, nie to co te komty i grujery na naturalnej podpuszce i niepasteryzowanym mleku…. po 30-40 euro za kilo. Indycze paróweczki sokołowskie to delicje takie, że nie przetłumaczysz tego na język hiszpańskich suszonych polędwic i szynek. Owoce morza to robactwo przecież. Zupa, królowa polskich stołów i nikt inny takich zup nie robi. Co prawda na okrągło jechana pomidorówka, rosół z kury, może ogórkówa i żurek, barszcz, grzybowa… z paczki. Nikt inny też nie celebruje zupy jako głównego dania, buliony (czy to płynne, czy w kostce albo żelu) traktując jako bazę do konkretniejszych dań (mięs duszonych, sosów do pieczeni, ryżowych potrawek/pilawów).

    • Tak jak pod względem merytorycznym Cie rozumiem to nie podoba mi sie ton twojej wypowiedzi – po co tyle pogardy? Sam napisałeś ze tych ludzi nie stac ani finansowo ani kulturowo na to żeby zapoznać sie z miejscową kuchnią, albo żeby wypracowac metody osiągania polskiego smaku z zagranicznych składników. Jak ktoś jest biedny to naprawde chcesz sie z niego smiać, że mu nie podchodzi roquefort? Szczególnie jeśli próbuje go pierwszy raz mając lat 30+?
      W zcasie studiów spedziłam 2 lata w Anglii i teraz nie dam złego słowa na angielską kuchnie powiedziec (pyszne sery, chutney, rozmaite miesne paszteciki, zatrzesienie dzemow i marmolad… o, wieprzina z szałwią) natomiast kiełbasy mają akuratnie bardzo niewpasowujące sie w polski styl wędlin – i za nimi owszem tęskniliśmy.
      Do tego Arek narzeka, że ciastka i inne rzeczy mają sztuczny ‚chemiczny’ smak – to weź pod uwage, że on nie porównuje do najlepszych polskich tylko najprawdopodobniej do tanich polskich, czy najwyżej przeciętnych; i jeśli mówi że tamte mu mniej smakują, bardziej trącą chemią czy konserwantami – no to moze jest tak faktycznie? czy wracamy do śmiania sie ze nie kupuje Vaniljekranse z odpowiednio wysokiej połki?

      • Jaką znowu pogardą? Nie upośledzona pozycja ekonomiczna jest tu zabawna, co racjonalizacja kwaśnych winogron, która o ile jest jeszcze zrozumiała u bohaterów wywiadu, to bezrefleksyjne jej relacjonowanie przez autorkę, zawijanie oczywistej oczywistości klopsowo-słoikowego ciułania w jakieś bawełniane pitu pitu o polskiej tradycji, świętach i tęsknotach + nieuprawnione uogólnianie na Polaków nazwałem bzdurą na resorach. Polacy za granicą to nie tylko Arek i Paulina. Jest jeszcze Ewelina, która złego słowa na brytyjską kuchnię powiedzieć nie da, choć owszem, w masarstwie prymu nie wiodą, przynajmniej w konkurencji kiełbasianej, bo w pasztetach zdecydowanie bliżej im do ideału francuskiej szkoły charcouterie, niż naszym producentom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *