Na emeryturę jadę – „Gentleman z rewolwerem”, ostatni film Roberta Redforda

5 minut czytania
350
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
16 listopada 2018

Odsłuchaj

„Gentleman z rewolwerem” to niespieszne kino drogi, balladowa komedia kryminalna o przemijaniu, romantyczny feel-good-movie, wreszcie – udany hołd dla kończącego karierę Roberta Redforda.

Widzów pamiętających poprzedni film Davida Lowery’ego, czyli najoryginalniejszą w ostatnich latach historię z duchem w roli głównej, czeka spore zaskoczenie. „Ghost Story” opowiadała o duszy zmarłego, która zamiast odejść na wieki, przez wieki tkwiła w miejscu i czasie, niezdolna opuścić nasz świat. W „Gentlemanie z rewolwerem” czas nie jest przekleństwem, a sprzymierzeńcem wytrwałych. Pasja, mistrzostwo, artyzm w jakiejś dziedzinie – tego nie da się osiągnąć z dnia na dzień. Bywa, że znikające kartki z kalendarza i kolejne krzyżyki na karku odpowiadają kolejnym stopniom wtajemniczenia. Tak jest w przypadku tytułowego „Gentlemana z rewolwerem”, Forresta Tuckera, najkulturalniejszego rzezimieszka, na jakiego nadziały się amerykańskie banki. To postać (by sparafrazować napis z początku filmu) istniejąca „bardziej lub mniej” naprawdę, seryjny rozbójnik o wysokim etosie pracy i jeszcze starszej metryce, artysta kradzieży i obdarzony zmarszczkami bajerant, dla którego przemoc oznaczała brak profesjonalizmu, a najskuteczniejszą broń stanowił życzliwy uśmiech.

Choć ten uśmiech na twarzy pewnie by mu wystarczył, Tucker w kreacji Roberta Redforda ma również wąsy (przyklejone), nosi radiowy nadajnik udający aparat słuchowy, obowiązkowy trzyczęściowy garnitur, a na głowie fedorę dla niepoznaki. Kolejne narzędzie pracy to oczy w żywym błękicie, przeszywające rozmówców ze znanym z „Wielkiego Gatsby’ego” błyskiem, a równocześnie sondujące otoczenie. Jest też tytułowy rewolwer i walizka, lecz niepisana reguła każe Tuckerowi robić użytek tylko z tej drugiej. Złodziej, któremu przyświeca kunszt, inteligencja i uczciwość – to nie zdarza się często.

Po raz pierwszy (jeśli nie liczyć akt policji) szalony żywot uzależnionego od wolności amatora banków został opisany przez Davida Granna w tygodniku The New Yorker w 2003 roku. „Gentleman z rewolwerem” czerpie inspirację z rzeczonego reportażu, a jego akcja zaczyna się w okolicach 1981 roku. To wtedy Tucker we współpracy z dwoma tetrykami (w tych rolach Tom Waits i Danny Glover) rozpoczyna złodziejską trasę wiodącą przez banki Teksasu. W tamtym momencie charyzmatyczny rebeliant ma już w portfolio serię ucieczek z więzień, odpowiadających równie obfitej rabunkowej karierze. Wykorzystuje aurę nieszkodliwego emeryta, by bez użycia siły obrabiać kolejne banki, wcielając się w stereotypowego starca (którym bez wątpienia jest). Gdy na jego trop trafia detektyw John Hunt (Casey Affleck), przypadkowy uczestnik jednego z napadów, a sam Tucker ucieczkę przed policją kończy w towarzystwie nieświadomej niczego starszej kobiety o znaczącym imieniu Jewel (Sissy Spacek), wówczas pragnieniu absolutnej wolności stanie na drodze nie tylko sprawiedliwość, ale i, silniejsze nawet, romantyczne uczucie.

 

Nietrudny do przewidzenia dylemat opowiedziany zostaje z podziwu godną czułością. Sztuką jest zrobić film, w którym bez wyjątku wszyscy bohaterowie dają się lubić – i kryminał, w którym ludzie, nawet ci stojący po przeciwnych stronach barykady, mają dla siebie szacunek. Szczególnie kreacje Redforda i Spacek nadają tej niespiesznej komedii szlachetności. Zmarszczki mają tu godność. Samo uczucie pojawia się między słowami, na przekór pędzącemu śledztwu, jakie dzieje się gdzieś obok. Spojrzenia dwojga aktorów wyrażają życiowe doświadczenie i radosny stoicyzm, który nie stoi jednak na przeszkodzie miłosnemu braterstwu dusz. W twarzach tych postaci da się dostrzec jakąś pokrzepiającą radość ze spotkania po długiej rozłące. Grube ziarno obrazu i złota jesienna aura nadają filmowi Lowery’ego intymnej fizyczności, upodabniając go do odkrytej na strychu kartki z przeszłości: zapisanej nostalgią, ciepłym wspomnieniem i nadzieją na równie dobre jutro.

Nawet rebelia odbywa się tu z klasą, jakiej brakuje szybkim wakacyjnym sensacyjniakom. Pragnienie wolności tłumione społeczną umową zwaną prawem, zbrodnia, która w rzeczywistym świecie zawsze odbywa się czyimś kosztem, dzięki filmowej fantazji nie depcze drugiego człowieka. Z „Gentlemana z rewolwerem” nie wychodzimy z kacem moralnym – to raczej zew działania, pochwała pasji i marzeń, romantyzacja chodzenia pod prąd grają tu pierwsze skrzypce. Kiedy detektyw Hunt/Affleck ściga starego złodzieja, napędza go nie tylko zawodowy obowiązek, ale przede wszystkim ciekawość, a może i szacunek. Nietrudno podzielać te emocje: spontaniczność to coś godnego pozazdroszczenia, na co nie każdy może sobie pozwolić. Pierwszoplanową energię działania Tucker praktykuje u kresu swoich dni, co nadaje tej postawie egzystencjalnych walorów.

Osoba Redforda dodatkowo wznosi opowieść do rangi balladowej legendy. Gdy Tucker wyznaje, że na jego liście niezrealizowanych dotąd marzeń znajduje się konna przejażdżka, miłośnicy filmografii Redforda, „Elektrycznego jeźdzca” czy „Zaklinacza koni”, najpierw parskną śmiechem. Potem docenią żarliwość pragnień, które nawet po latach nie powinny gubić daty ważności. Ta duchowa kontynuacja „Butcha Cassidy’ego i Sundance Kida” (ale i „Żądła”) osiąga maksimum nostalgii w scenach ucieczki przez bezdroża, gdy wolność rymuje się z wiatrem w blond włosach Redforda i z jego słynnym uśmiechem. Na twarzy aktora odbija się nie tylko niesłabnąca energia Forresta Tuckera. Jeśli w rebelii jest jakiś majestat, to wyraża go błysk w błękitnych oczach Redforda.

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.