Czy pies chce mnie zdominować?

5 minut czytania
794
4
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
18 grudnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Nierzadko możemy natknąć się na porady, które mówią o ustalaniu miejsca psa w rodzinnej hierarchii, o pokazywaniu psu, kto rządzi, czy o zajmowaniu przez człowieka pozycji samca czy samicy alfa. To nic innego, jak echa teorii dominacji. I nieprawda.

Najlepszy przyjaciel człowieka, czworonożny członek rodziny, towarzysz na dobre i na złe. Pies to wspaniałe zwierzę, które umila codzienne życie wielu z nas. Kto jednak stał się choć raz panią bądź panem dla rozszczekanych czterech łap, ten wie zapewne, że posiadanie psa, to nie wyłącznie same przyjemności, ale też niemało obowiązków. Jednym z nich jest ułożenie czworonoga, wpojenie mu zasad, których przestrzegania będziemy wymagać. W związku z powyższym, w głowach wielu właścicieli psów rodzi się pytanie nie tylko o to, jak to zrobić, ale też, jakie te zasady powinny być.

Teoria dominacji

Z odpowiedzią chętnie przychodzą szkoły dla psów, psi psychologowie, trenerzy, behawioryści, ale też liczne portale internetowe czy blogi, obfitujące w porady.  Teoria dominacji, jak na teorię, która nawet ma swoją nazwę i wielu wyznawców na całym świecie, niewiele można jednak wymienić na jej temat rzeczowych faktów. Nie wiadomo, kto jest jej autorem, kiedy dokładnie powstała, właściwie to ciężko też przytoczyć jakieś konkretne jej brzmienie. Dawno zresztą obalona została przez współczesną wiedzę naukową. A jednak wciąż liczne ośrodki szkoleniowe i internetowi doradcy powielają pogląd o tym, jakoby pies skrycie marzył, by podporządkować sobie ludzką rodzinę. Bo o to mniej więcej chodzi w teorii dominacji – twój pies dąży do tego, by cię zdominować.

Wszystko zaczęło się prawdopodobnie w latach 40-tych XX wieku, kiedy to poddano obserwacji grupę wilków, żyjącą w niewoli. Wilki te, owszem, walczyły ze sobą o przywileje. Jednakże przy wyciąganiu wniosków z tego spostrzeżenia, popełniono co najmniej dwa zasadnicze błędy. Po pierwsze: założono, że wilki trzymane w zamknięciu, w przypadkowo dobranej grupie, zachowują się tak samo, jak te na wolności. Po drugie: uznano, że skoro pies i wilk mają wspólnych przodków, to wszelkie wilcze zachowania można bezpardonowo przypisać też psom. Tymczasem…

Pies to nie wilk

Ale zanim o psach, to jeszcze przez chwilkę o wilkach. Te poddane w latach czterdziestych obserwacji, przebywały w sztucznym, kontrolowanym przez człowieka środowisku. Wyrwane ze swoich watah, zamknięte w niewoli, zmuszone do przebywania z obcymi osobnikami, dalekie były od normalnego funkcjonowania. Późniejsze obserwacje wilków w naturalnych warunkach kompletnie zaprzeczyły przekonaniu, że zwierzęta te walczą o swoją pozycję w stadzie. Wilcze stado bowiem jest rodziną – składa się z pary rodziców i wielu miotów ich dzieci. Dominacja głównej pary wynika ze stosunków wewnątrzrodzinnych, nie jest natomiast wywalczona. Jeśli więc mielibyśmy rzeczywiście przenosić wilcze zachowania na psy, to należałoby przyjrzeć się tym właśnie, wolnym, tworzącym naturalne struktury wilkom. Tu jednak wracamy do sedna, czyli do tytułu niniejszego akapitu.

Spoglądając na maleńkiego, drżącego na swych wątłych nóżkach przedstawiciela rasy chihuahua, czy posapującego z racji nienaturalnie skróconej kufy mopsa, ciężko dopatrzyć się w nich wilczych korzeni. Oczywiście nie znaczy to, że ich nie ma. Tak, pies wyewoluował z wilka. Jednak stało się to na tyle dawno (około kilkanaście tysięcy lat) temu, że w obecnych czasach różnice pomiędzy tymi dwoma gatunkami dotyczą nie tylko wyglądu. Pies nie jest wilkiem nie tylko dlatego, że nie wygląda jak wilk. Pies ważący tyle samo kilogramów, co wilk, zawsze będzie miał mniejszą czaszkę i mózg. Suka psa ma cieczkę dwa razy do roku i o różnych porach, podczas gdy wilczyca ruję tylko raz – zawsze zimą, by szczenięta przyszły na świat wiosną, gdy jest ciepło i łatwo o pożywienie. Pies osiąga płodność w wieku około 6 miesięcy i zachowuje ją na zawsze, podczas gdy samiec wilka dojrzewa płciowo później i jest płodny tylko w czasie rui samicy. Ponadto – pies, przez tysiące lat nauczony wygrzebywać sobie jedzenie na ludzkich wysypiskach śmieci, bądź dostawać je bezpośrednio od ludzi, nie umie już polować. Owszem, przejawia pewne elementy łańcucha łowieckiego, lubi gonić, albo łapać, ale nie jest w stanie wykonać wszystkich czynności potrzebnych do zdobycia pożywienia, w razie gdyby zabrakło człowieka (rozumianego jako ogół ludzi) u jego boku. Pies, canis familiaris, jest gatunkiem, który zaistniał na Ziemi tylko dzięki wcześniejszej obecności na niej ludzi. W przeciwieństwie do wilka.

Dla ostatecznego dobicia teorii dominacji warto jeszcze dodać, że nie ma żadnych przesłanek przemawiających za tym, aby pies traktował ludzi jako członków swojego stada. Doskonale odróżnia nas bowiem od przedstawicieli własnego gatunku.

Co jest złego w teorii dominacji?

Podejrzewanie psa o to, że knuje potajemnie spisek i planuje dokonać przewrotu w naszym domu, samo w sobie jest może nieszkodliwe. Problem zaczyna się, gdy chcemy wcielić w życie zalecenia wynikające z tego przeświadczenia – czyli stać się dla swojego psa samcem, bądź samicą alfa. Większość ze wskazówek, jak to osiągnąć, choć z naukowego punktu widzenia nie ma większego sensu, jest jednak niegroźna. „Zjedz coś, zanim dasz jeść psu”, „nigdy nie przechodź nad psem”, „nie pozwalaj psu leżeć na szczycie schodów”, „nie baw się z psem w przeciąganie”… To tylko kilka przykładów powszechnych zaleceń, mających swe źródła w teorii dominacji. Niestety, niektórzy doradcy idą dalej i proponują właścicielom psów przewracanie ich na plecy, czyli układanie w pozycji uległej – na siłę, albo stosowanie kolczatek, czy też obroży zaciskających się na szyi zwierzęcia i duszących go, gdy ciągnie się ono na smyczy, nie wspominając o biciu. A to już jest nic innego, jak przemoc, której celowości pies na pewno nie zrozumie, ani też niczego się z niej nie nauczy. Być może faktycznie przestanie ciągnąć się na spacerach czy robić inne niemile przez nas widziane rzeczy, ale przestanie się też prawdopodobnie cieszyć na widok właściciela, a być może w ogóle popadnie w stan wyuczonej bezradności i depresję. Tak, psy miewają depresję.

Jak nie dominuje, skoro dominuje?!

Częstokroć bierzemy neutralne zachowania psa za chęć dominacji nad nami. Dzieje się tak zapewne dlatego, że, traktując go jako członka rodziny, zapominamy poniekąd, że nie jest człowiekiem i przypisujemy mu ludzkie myśli i uczucia. Tymczasem psi tok myślenia jest o wiele prostszy od naszego, pies nie potrafi planować i stopniowo wprowadzać planów w życie. Jeśli domaga się uwagi, to dlatego, że w danym momencie jej potrzebuje, a nie dlatego, że chce rządzić. Jeśli wskakuje na łóżko, to pewnie mu tam wygodnie, a nie chce pokazać, gdzie jego miejsce. Jeśli przepycha się w drzwiach, to najprawdopodobniej nie może się doczekać spaceru, a nie ustawić człowieka w pozycji za sobą. Przejawiając wszelkie zachowania, które interpretujemy jako dominujące, pies w rzeczywistości realizuje którąś ze swoich aktualnych potrzeb, ale do ich zestawu nie należy z całą pewnością objęcie rządów w domu.

Wszystko powyższe nie oznacza oczywiście, że nieakceptowane przez nas psie zachowania mamy pozostawić takimi, jakie są i przyzwyczaić się do nich. Psa jak najbardziej można szkolić, jednak dla dobra nie tylko zwierzęcia, ale też jego więzi z nami, warto sięgać po pozytywne, oparte na nagrodach, nie zaś na karach, metody tresury. Za ich pomocą można nie tylko oduczyć psa nienajlepszych manier, ale też nauczyć go mnóstwa fantastycznych sztuczek.

Jeśli nie dałeś się przekonać niniejszym tekstem, że twój pies nie ma intencji zdominowania cię, trudno. Stosując się do zaleceń teorii dominacji, omijaj jednak proszę te, które wymagają użycia przemocy wobec psa. Zapewne przygarnąłeś go do swego domu, aby mieć w nim przyjaciela – tak zatem go traktuj.

Korzystałam z książki Barry’ego Eaton’a „Dominacja u psów. Prawda czy mit?”.

Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
Z wykształcenia pedagog, z zamiłowania człowiek gór, o których bloguje na Rudazwyboru.pl. Trochę pisze, trochę biega, trochę się wspina, ale - nie oszukujmy się - marzy o tym, by móc całymi dniami oglądać seriale. Po trzydziestce stara się być po prostu sobą, cokolwiek miałoby to znaczyć.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Czy pies chce mnie zdominować?”

  1. ‚Owszem, przejawia pewne elementy łańcucha łowieckiego, lubi gonić, albo łapać, ale nie jest w stanie wykonać wszystkich czynności potrzebnych do
    zdobycia pożywienia, w razie gdyby zabrakło człowieka (rozumianego jako ogół ludzi) u jego boku.’

    No bez przesady. Poza europejskim kręgiem kulturowym psów aż tak bardzo się nie rozpieszcza i stopień ich udomowienia odbiega znacznie od przyjętego u nas standardu pełnej michy, legowiska w mieszkalnej części gospodarstwa domowego i prowadzania na smyczy w miejscach publicznych, rozświetlonej ledowymi żaróweczkami. Sporo psów wiedzie nomadyczny i bezpański tryb życia, gdzie wyżywienie człowieka to wynik oportunizmu raczej niż sumiennego dokarmiania. Zatem ich układ z człowiekiem to nie pełne udomowienie, co komensalizm raczej. Polowania, czy padlinożerstwo nie jest im obce. Najskrajniejszym przykładem jest sprawiający taksonomom pewne problemy pies dingo, czyli zdziczały (feralny) pies domowy. Żyjącym obok ludzi dingo o wiele bliżej behawioralnie do dzikich psowatych, niż psów właściwych. Szkody wyrządzane przez nie w pogłowiu owiec bywają zatrważające. I na podstwie prowadzonych przez jakieś dwie dekady badań wycenia się, że dieta dingo oparta jest głównie o upolowaną zdobycz. Ich specialite de la maison to kangur rudy, zaraz przed walabią bagienną, bydłem domowym, szczurem aluwialnym, gęsią skąpopłetwą, lisem workowatym, kangurem smukłym, królikiem europejskim i wombatem tasmańskim. Do tego ryby i owoce morza, jakieś ziarna i opadłe owoce. Strategia polowań nie różni się właściwie zbytnio od tych obieranych przez inne psowate: wilki, likaony, czy hieny. Odpadki żywnościowe ludzkiego pochodzenia to drobnica.

    Tak więc spokojnie obejdą się psy bez ludzi, w razie jakby co. Może nie te spotworniałe ku uciesze człowieka ciułałki, mopsiki i inne czworonożne kaleki.

      • Jak wspomniałem taksonomowie nie są zgodni co do tego i równie często dingo klasyfikowane jest jako Canis familiaris dingo. Nie ma wątpliwości co tego, że ten pies jest wtórnie zdziczałym przodkiem udomowionego psa. Australijski Katalog Fauny wymienia dingo jako Canis familiaris. Australijska Krajowa Rada Kynologiczna wymienia dingo jako rasę psów myśliwskich. Najnowsze ustalenia genetyczne skłaniają do traktowania dingo jako odmiany psa domowego.

Dodaj komentarz