Lem – maszyna, nie człowiek! O esejach „Diabeł i arcydzieło”

5 minut czytania
550
1
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
7 grudnia 2018

Odsłuchaj

Po lekturze wydanych przez Wydawnictwo Literackie esejów „Diabeł i arcydzieło” na myśl przychodzi diagnoza Philipa Dicka. To niemożliwe – a co najmniej niespotykane – by przez jeden umysł przewinęło się tyle myśli i tematów.

W połowie lat siedemdziesiątych Philip Dick, jeden z najwybitniejszych twórców sci-fi, upierał się, że Stanisław Lem nie istnieje. Jeśli istnieje, musi być grupą ludzi posługujących się różnymi gatunkami, stylami i językami, którzy chcą zapanować nad światową fantastyką, twierdził. Czas się z nim zgodzić.

Nieistniejące książki

Jeśli miłośnicy prozy autora „Solaris” nie wiedzieli, to już wiedzą: Lem pisał także eseje. Stworzył ich całą biblioteczkę, bo i obfitość tematów zawsze go interesowała. Ba, znając biologiczny czas istnienia homo sapiens, w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że wszystkich buzujących mu w głowie pomysłów nie zdąży przełożyć na fabuły. Byłoby to fizycznie niemożliwe; po pierwsze zaś – nużące dla samego pisarza. Właśnie dlatego napisał serię recenzji nieistniejących książek, w których przybrał pozę krytyka przyglądającego się frapującym go problemom. Rzeczona „Biblioteka XXI wieku” to tylko jeden z tomów z których pochodzą teksty składające się na „Diabła i arcydzieło”. Są „Dialogi”, jest „Fantastyka i futurologia” oraz „Mój pogląd na literaturę”, są też, wśród kilku innych wydanych po polsku tytułów, fragmenty „Filozofii przypadku”.

Pierwszy raz w książce

Jak nietrudno się domyśleć, dostajemy (zebrany przez badacza twórczości pisarza, Wojciecha Zemka) swoisty ekstrakt z Lema. Szkoda tylko, że debiutujący czytelnicy esejów Lema nie dostają jednoznacznej informacji o tytułach, z których pochodzą poszczególne teksty.

Podział na rozdziały poświęcone literaturze, nauce, futurologii oraz samemu autorowi mówi sam za siebie, lecz nie oddaje radości szperania po zbiorze. Oprócz znanych z innych książek 21 esejów, miłośnik Lema trafia na 20 dotąd bodaj niewydanych w formie książkowej tekstów, w większości pochodzących z rozmaitych czasopism. Nie tylko zresztą polskich: to na pochodzącym z The New Yorkera „Przypadku i Ładzie” musieli opierać swoje prace autorzy biograficznych tekstów o Lemie – Agnieszka Gajewska i Wojciech Orliński. Na deser dostajemy pierwszy raz wychodzącą na światło dzienne, rosłą polemikę z samym Leszkiem Kołakowskim – krytycznym recenzentem „Sumy technologicznej”.

Więcej niż fantastyka

W pewnym momencie Lem stwierdza, że ograniczana gatunkowymi wymogami fantastyka naukowa już go nie satysfakcjonuje. Nietrudno mu uwierzyć: za pomocą eseistyki zrywa ten łańcuch i leci hen hen, jeszcze wyżej. Nie tylko ku początkom i kresowi ziemskiego świata – od antropogenezy i ewolucji, przez dylematy (bio)technologii, kwestię (a)etyczności Holokaustu i możliwości komunikacji z obcymi cywilizacjami – ale i daleko poza sąsiednie galaktyki, do alternatywnych uniwersów, w których Wielki Wybuch przybił do ściany całkiem odmienne prawa fizyki. Wówczas Lem rozpoczyna dywagacje na temat Boga – bo niby czemu ziemskie religie i ludzkie spojrzenie miałoby go ograniczać. Elektromózgi też przecież mogą mieć swoją metafizykę. Polifoniczność lemowych argumentów, zmiany perspektyw, misz-masz dziedzin, w których się porusza, a w tym wszystkim umiejętność stawiania trafnych, arcypojemnych, do dziś aktualnych pytań – wszystko to jakoś zatrważa, a równocześnie przyciąga. Obcowanie z tym, często przezabawnym, tytanem intelektu ma w sobie coś z grzesznej przyjemności – ostatnie, z czego korzystałby Lem, to dogmaty. Ta lektura to, oczywiście, także wielkie wyzwanie: nie co dzień ma się do czynienia z tak wykręconą, wielokrotne złożoną składnią wybitnego słowotwórcy i miłośnika przedrostków sięgającego przy tym po naukową nomenklaturę. Ten język stawia czasem opór, a równocześnie budzi przyjemne skojarzenie z jakąś intelektualną rakietą, która za wszelką cenę (czasem za cenę czytelności stylu) prze do przodu w poszukiwaniu nowości i nieznanego.

Prorok?

Zmarły przed 12 laty Lem musiał posiąść zmieniacz czasu – nawet 180-punktowe IQ nie tłumaczy jego daru prorokowania. Weźmy, przykładowo, tekst o maszynie fantomatycznej. 54 lata temu Lem dokładnie (nie pomijając technikaliów) opisuje wirtualną rzeczywistość, którą zaledwie kilka miesięcy temu zachwycaliśmy się oglądając w kinach Spielbergowski „Player One”. Zaraz po tym autor „Bajek robotów” dywaguje nad erotycznymi możliwościami tego rodzaju rozrywki (choć sam wolałby w tej sytuacji zażądać rozmowy z wirtualnym Einsteinem). Dalej zadaje pytania o granice wirtualnej przemocy i jej etyczne konsekwencje. To problemy identyczne do tych stawianych przez twórców serialu „Westworld”, ale i – dosłownie w ostatnich dniach – przez bijących się w piersi graczy „Red Dead Redemption 2”. Po chwili Lem snuje dalsze wizje przemysłowego rozrostu wirtualnej rozrywki, nieobojętny na jej socjologiczne i psychologiczne skutki. Przy okazji, niejako od niechcenia, wyprzedza o dwa lata pomysł fałszywych wspomnień rodem z dickowskiego pierwowzoru filmowej „Pamięci absolutnej”. A to wszystko zaledwie na pięciu kartkach z 600 stron „Diabła i arcydzieła”. Wyobraźcie sobie, co dzieje się na 590 pozostałych!

Niełatwa rozmowa

Omawiając swoją twórczość Lem wzdycha, że nie doczekał się całościowego omówienia swoich prac. Nie dziwota. Możesz swobodnie poruszać się po historii filozofii, a klasykę niemieckiej literatury mieć w małym palcu, możesz obudzony w środku nocy przemawiać Marksem i Freudem o prozie Eco, Borgesa, Poego czy Wellsa, ale zaraz okaże się, że do rozmowy z Lemem wypadałoby przygotować się także z teorii dzieła literackiego – o futurologii, cybernetyce, inżynierii genowej i astrofizyce nie wspominając. Także tego… Powodzenia!

Stanisław Lem Diabeł i arcydzieło. Teksty przełomowe. Wydawnictwo Literackie 2018.

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.