Być jak Patryk Vega. „Diablo. Wyścig o wszystko” – w stronę kulawej rozrywki

11 minut czytania
572
4
Robert Skowroński
Robert Skowroński
18 stycznia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jak przekonuje dystrybutor to: Zatankowana do pełna adrenaliną i ogłuszająca rykiem silników opowieść o młodym chłopaku, który trafia w sam środek gangsterskiego piekła nielegalnych wyścigów samochodowych. Brzmi pięknie, ale wszystkie dotychczas udostępnione materiały zwiastują raczej polską wersję „Szybkich i wściekłych”, co już brzmi, jak inwektywa. Ponadto doczekaliśmy się momentu, w którym Patryk Vega znalazł swoich naśladowców.

Na kondycję polskiego filmu w ostatnim czasie nie ma co narzekać. Tylu sukcesów nie było od dawna. Ludzie masowo wybrali się na „Kler” Wojtka Smarzowskiego, ustanawiając jednocześnie rekord frekwencyjny na salach kinowych, a Pawłowi Pawlikowskiemu prawdopodobnie niedługo zabraknie w domu miejsca na ustawianie kolejnych nagród za „Zimną wojnę”. A to tylko najważniejsze wydarzenia 2018 roku, a przecież sięgając nawet nieco bardziej wstecz, można by było wymienić kilka innych, mniejszych lub większych, sukcesów.

Tylko z kinem nastawionym stricte na rozrywkę jest nam ciągle pod górkę. Co prawda Patryk Vega przyciąga swoim nazwiskiem rzesze odbiorców, ale jego twórczość… no cóż, pozostawia sporo do życzenia. Jednak wyniki box office mówią same za siebie, a gdy dodamy do tego fakt, że rocznie reżyser wydaje więcej niż jedną produkcję, to okaże się, że włada on masowym widzem. O Vedze można mówić wiele, często w mało pochlebnych słowach. Jednak jako jeden z niewielu rodzimych reżyserów stara się przeszczepić na naszą kinematografię rozrywkę rodem z Hollywood, przepuszczając ją jednocześnie przez polskie realia. Efekt kulawy, jakby wykastrowany, ale próba została podjęta.

Doścignąć Patryka Vegę

Podobnym tropem zdaje się podążać Michał Otłowski. Jego „Diablo. Wyścig o wszystko” to pierwszy polski film o nielegalnych wyścigach. Punktów stycznych z dorobkiem twórcy „Pitbulla” jest kilka. Oba filmy dotyczą przestępczego półświatka, w obu czuć odwołania do zachodnich wzorców (w przypadku „Diablo” wręcz bezczelną zżynkę), a także w obu produkcjach z ekranu wylewa się niewybredny język i sucharowe żartasy – doskonały przykład w scenie wieńczącej poniższy zwiastun:

Vega filmem „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, „Kobietami mafii” oraz nadchodzącą kontynuacją stawia na płeć piękną na pierwszym planie i chwała mu za to. W „Diablo” zobaczymy m.in. Karolinę Szymczak, Joannę Opozdę oraz podwójną mistrzynię Europy w driftingu Karolinę Pilarczyk. Jak mówi obsada, film ma łamać stereotypy, że kobiety są kiepskimi kierowcami, gdyż te są odważne, z powerem, które niczego się nie boją, nie boją się wyzwań, realizują swoją pasję. Chwali się, ale nie sposób nie doszukać się ponownego zapożyczenia od Vegi.

Trudno się jednak temu dziwić, bo to formuła, która się sprzedaje. Pierwszy z trailerów filmu Otłowskiego ma na YouTubie blisko 241 tysięcy wyświetleń, drugi zaś niemal 430 tysięcy. Został on opublikowany 12 grudnia, tego samego dnia w sieci zadebiutował też zwiastun „Kobiet mafii 2” Vegi, który do dziś obejrzano 562 tysiące. Owszem, różnica jest zauważalna, ale w tych wynikach nie ma na tyle dużej dysproporcji, aby nie móc prorokować o frekwencyjnym sukcesie „Diablo”. Ludzie pójdą na ten film i to tłumnie.

Być jak Dominic Toretto

Michał Otłowski w swoim „Jezioraku” z 2014 pokazał, że czuje kino gatunkowe, może trochę za bardzo zapatrzył się w skandynawski kryminał, ale podołał zadaniu. Z drugiej jednak strony nie trzeba szczególnego obeznania z kinem, aby dojść do wniosku, że „Diablo. Wyścig o wszystko” to już nie inspiracja „Szybkimi i wściekłymi”, a zdarcie skóry z amerykańskiej serii. Trzeba naprawdę dużej wyrozumiałości, aby mówić tylko o cytowaniu, bo zwiastun pokazuje, że część ujęć została żywcem wyrwana z wysokobudżetowego cyklu o rozpędzonych samochodach (środkowy kadr pochodzi z polskiego filmu).

Bohater „Diablo”, Kuba (Tomasz Włosok), ma młodszą siostrę Lenę, ta musi przejść bardzo kosztowną operację za granicą. Chcąc zdobyć potrzebne środki, chłopak postanawia brać udział w nielegalnych rajdach. Czyli co? Rodzina najważniejsza. Dogadałby się chłopak z Domem Toretto z „Szybkich i wściekłych”, wszak zapoczątkowany w 2001 roku wysokooktanowy cykl daje poczucie, że moc przyjaźni przezwycięży śmierć, pozwoli wybrnąć z najgorszych tarapatów, a działając drużynowo można nagiąć lub też całkowicie zaprzeczyć prawom fizyki. Vin Diesel, nestor serii, która z każdą kolejną częścią przynosi coraz więcej pieniędzy, wraz ze swoją stojącą na uboczu prawa familią stał się ogólnoświatowym piewcą konserwatywnych idei mówiących o rodzinnych wartościach. Oczywiście rozumiem, że taki zabieg fabularny w „Diablo” jest potrzebny, aby bohater miał cel, aby widzowie pokochali go za jego dobre serce, a stawka była wysoka, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to widzieliśmy.

Grafik płakał jak projektował

To, że polska szkoła plakatu zeszła do podziemia wiadomo nie od dziś. Wciąż mamy zdolnych artystów, których prace zwalają z nóg, ale nie ujrzymy ich w przestrzeni miejskiej. W tej dominują potworki takie, jak ten poniżej. Nie sposób nie zgodzić się z hasłem zawartym na plakacie, bo faktycznie jego widok to nóż wbity w serce dorobku rodzimych plakacistów.

Posterów do „Diablo” jest zresztą kilka, a na każdym równie chwytliwe teksty – Limity są po to, żeby je przekraczać, Bez hamulców jest ciekawiej i inne podobne bon moty o treściach rodem z ławeczki pod monopolowym gdzieś na głębokiej prowincji. Ponownie kłania się Patryk Vega, który także przyzwyczaił do serwowania na plakatach swoich dzieł równie przykrych haseł.

Musimy jeszcze popracować nad kinem nastawionym na czystą rozrywkę i chęcią doścignięcia Hollywood, bo częściej trafiamy obok tarczy, nie zaś w jej środek.  Może jednak „Diablo. Wyścig o wszystko” to faktycznie rozrywka z pedałem gazu dociśniętym do oporu. Oby tak było, a ja żebym był w błędzie. Przecież polski „Underdog”, który wszedł w styczniu do kin, także wydawał się bez szans i z góry skazanym na knockout, ale jak pisał recenzent Interii: Ku sporemu zaskoczeniu, okazał się całkiem udaną realizacją. Tego życzę rodzimemu filmowi o nielegalnych wyścigach, choć wstępnie jawi się nie jako lśniące Porsche, a raczej jako klepany Passat. I nie wiem czy w warsztacie coś zaradzą, może lepiej pomyśleć o szrocie?

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

Igivideo

Ladom

IgiVideo
IgiVideo
16 grudnia 2018
Igivideo

Kaduk

IgiVideo
IgiVideo
13 grudnia 2018
Igivideo

Trajka

IgiVideo
IgiVideo
10 grudnia 2018

Komentarze

4 odpowiedzi na “Być jak Patryk Vega. „Diablo. Wyścig o wszystko” – w stronę kulawej rozrywki”

  1. Nie poszedłbym aż tak daleko w negatywnych ocenach. i na pewno bym nie powiedział, że film jest totalną kopią f&f. zrobiliśmy coś swojego, na naszą miarę, a postacie są ok. to kino rozrywkowe, więc nie oczekiwałem postaci skomplikowanie złożonych, a i tak było super – pazura mierzący się z dylematem moralnym, tomek jako kuba próbujący walczyć o swoje… mi się podobało.

  2. też miałam dużo obaw, ale okazało się, że nie jest tak źle. Filmowi zaszkodziło przede wszystkim kiepskie udźwiękowienie. Natomiast pozostałe elementy spełniały już zasady gatunku. Oglądało się miło i w sumie w kinie rozrywkowym więcej już nie oczekuję.

  3. Mocna ocena. Nie zgodzę się. Dla mnie film, jak na nasze polskie realia bardzo fajnie zrealizowany. Starannie dobrana obsada, fajne efekty. Oczywiście nie było latających smoków, ale i takie filmy zaczniemy tworzyć. Pewnie za te 20 lat. Jak dla mnie Diablo to mały krok do przodu w polskiej kinematografii.

Dodaj komentarz