Droga do pojednania prowadzi przez Gdańsk

6 minut czytania
542
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
17 stycznia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Gdańsk żyje, ale jest smutny. Potwornie smutny.

W słoneczną wiosenną sobotę, 14 maja 2011 roku byłam w Gdańsku w pracy. Mój ówczesny Szef, Bronisław Komorowski wraz z prezydentem Gdańska, Pawłem Adamowiczem, wmurowywał kamień węgielny pod budowę Europejskiego Centrum Solidarności.

Niespełna osiem lat później oglądałam filmowe migawki z tego wydarzenia, stojąc w kolejce do wyłożonej w ECS księgi kondolencyjnej ku czci śmiertelnie ranionego nożem prezydenta Adamowicza.

Zapętlony film pokazywał wciąż i wciąż uśmiechniętego Pawła Adamowicza z kielnią, potem z dumą uczestniczącego w zawieszaniu wiechy, wreszcie stojącego obok Lecha Wałęsy podczas uroczystości otwarcia. ECS to było jego dziecko. Kochane pewnie niemniej niż rodzone córki. Znajomi z ECS mówili, że często tu bywał, że wpadał w przelocie, nawet kiedy nic specjalnego się nie działo. Jego miejsce po prostu. Cały Gdańsk był jego miejscem. Ukochanym miastem, którego mieszkańcy teraz, w tych tragicznych dniach oddają mu szacunek i hołd.

Przed Urzędem Miasta setki mieszkańców przystają, zapalają znicze, modlą się, płaczą, zostawiają kartki, białe i czerwone róże. Rodziny z dziećmi, młodzież, starsi ludzie. Mówią o zabójstwie prezydenta w tramwajach, sklepach, nawet pracownicy sieciówki z fastfoodem mają czarne kokardy przypięte do koszul. Słuchałam ludzi, rozmawiałam z nimi. Wyśmiewane od czasu jednej z kampanii wyborczych pytanie „Jak żyć?” nie ma dla nich teraz nic z trywialności. Dla każdego z nas nie powinno już mieć. Wielu nie wie, jak żyć dalej po tym, jak podczas radosnego finału WOŚP ktoś zabił ich prezydenta. Retoryczna do tej pory kwestia, roztrząsana czasem przez publicystów czy nienawiść w polskim życiu publicznym nie doprowadzi w końcu do jakiejś niepotrzebnej śmierci, ma już tragiczną odpowiedź.

Ponurym chichotem rzeczywistości jest to, że zaledwie na kilka dni przed śmiercią Pawła Adamowicza gdańska prokuratura umorzyła sprawę wystawienia przez Młodzież Wszechpolską „aktów zgonu” dla włodarzy największych polskich miast. Taki akt zgonu przecież nieprawdziwy, wygląda na pierwszy rzut oka jak świadectwo z paskiem, Nieprawdziwy. No to jest i prawdziwy. Działania policjantów, którzy nagle znajdują autorów internetowych pogróżek na kilometr pachną pokazówką, bo gdyby nie zginął Paweł Adamowicz pies z kulawą nogą nie wyciągałby z domu kozackich internatów w kajdankach. Mówił o tym gorzko Jurek Owsiak. Zgłaszane przez niego i WOŚP przypadki hejtu były wielokrotnie bagatelizowane.

Sprowadzić całą sprawę tragicznej śmierci Pawła Adamowicza do czynu niezrównoważonego psychicznie człowieka (tak w ogóle czy ktoś zrównoważony morduje?), który miał ułatwione zadanie, bo impreza była źle chroniona, mógłby tylko ktoś, kto ostatnie lata spędził na bezludnej wyspie i wydostał się z niej dzięki programowi Tratwa Plus. Może tylko ktoś taki mógłby uwierzyć, że w Polsce nie ma mowy nienawiści, polowania są tylko na dziki, nie na czarownice, a belki z własnego oka wyjmujemy co wieczór niczym szkła kontaktowe, zanim z troską pochylimy się nad źdźbłem w oku bliźniego, a tak tylko przez przypadek dźgając go nim, żeby zabolało. Może mógłby się zdziwić, co to za przekaz dnia z tym pojednaniem.

Nawoływanie, że my owszem, pojednamy się, ale jak wy też przeprosicie, jest wyrazem słabości i strachu. Relatywizowania i wypierania własnej odpowiedzialności. Jest wygodne z poziomu konta w portalu społecznościowym i aktu strzelistego w rządowej telewizji. Jest też wysoce niestosowne u tych, którzy szczególnie obrażają, poniżają, dzielą, stygmatyzują i obrzucają epitetami. Którzy margines wprowadzili do mainstreamu, a ostatnio nawet na ministerialne salony. Którzy o Pawle Adamowiczu mówili, że ma niemiecki paszport i jest rakiem na polskiej demokracji. Że jest złodziejem, komunistą, homopropagatorem, unijną marionetką i obrońcą układu. Teraz chcą się jednać. Z kim? Z gdańszczanami, którzy 6 razy wybrali Pawła Adamowicza na prezydenta swojego miasta? Z tymi, którzy palą mu teraz znicze ze łzami w oczach? Zastygają w bólu na dźwięk „Sound of silence”? Z rodziną i przyjaciółmi zmarłego prezydenta?

Życzę autorom płomiennych wezwań do pojednania, by mieli odwagę wyjść z sieci i pojechać do Gdańska. Miasta Wolności i Solidarności. Najcudowniejszego miasta na świecie prezydenta Pawła Adamowicza. Droga do narodowego pojednania wiedzie dziś przez Gdańsk.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy