Odrobina egzotyki, czyli Święta Bożego Narodzenia na innych kontynentach

5 minut czytania
472
1
Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
5 stycznia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Boże Narodzenie jest świętem ogólnoświatowym. Sposobów jego celebrowania są setki, a tradycyjnych dań tysiące. Najważniejszy jednak jest wspólny mianownik tych Świąt, czyli powszechna radość i bliskość.

Ameryka Południowa, czyli latynoski luz

Niemal cały ten kontynent jest zamieszkiwany przez chrześcijan, nic więc dziwnego, że Boże Narodzenie obchodzi się tam niezwykle hucznie. Ze względu jednak na ogrom terytorialny, a także różnice kulturowe, zwyczaje świąteczne nie wszędzie są takie same. Choć, na przykład, jeśli chodzi o szopki to są one charakterystyczne dla niemal całej Ameryki Łacińskiej. Mają one elementy wspólne z naszymi, bo jest i Święta Rodzina i Trzej Królowie i zwierzęta, ale w takim Meksyku czy Peru przy żłóbku znajdziemy produkty spożywcze. Są one formą ofiary, którą codziennie zmienia się na świeżą więc Jezusek jednego dnia leży sobie wśród fasolki, a już następnego w marchewce czy ananasach. W niektórych częściach kontynentu szopki przystraja się owocami, tropikalnymi kwiatami, a nawet egzotycznymi zwierzętami. W Brazylii natomiast panuje przesąd, że każda rodzina powinna wystawiać szopkę przez siedem lat z rzędu – w przeciwnym razie jej członków spotka kara boska. W ciągu tych siedmiu lat rokrocznie do szopki dodaje się nową figurkę, a te z poprzednich „edycji” ubiera się w nowe szaty.

W wielu krajach Ameryki Południowej przygotowania do świąt trwają już od początku grudnia. Domy dekoruje się wówczas lampkami i cyprysowymi wieńcami, a kolorowe ozdoby zamiast na choince wiesza się na krzewach, drzewach i palmach. Okres przedświąteczny szczególnie ciekawy jest w Meksyku. To tam 16 grudnia rozpoczyna się „Las Posadas” – cykl 9 nocnych procesji, podczas których ludzie ze świecami w rękach lub figurami Świętej Rodziny idą ulicami śpiewając kolędy – to wszystko na pamiątkę szukających schronienia Józefa i Maryi. Po powrocie do domu z procesji jej uczestnicy rozbijają tradycyjną „ piñatę” ( czyt. piniatę) – kolorowy gliniany garnek, będący symbolem zła. W środku znajdują się słodycze, które są nagrodą za walkę z grzechami. W Wenezueli z kolei, przez pierwsze trzy soboty grudnia, obchodzi się „Święto Pasterzy”. Mieszkańcy odtwarzają wówczas moment, w którym pasterze dowiadują się o narodzinach Jezusa i wyruszają na Jego poszukiwanie. Kończy je radosny, acz mocno skomplikowany taniec przy żłóbku.

Południowoamerykańskich tradycji bożonarodzeniowych są oczywiście setki, natomiast za szczególnie uroczy uważam zwyczaj związany z figurką Matki Boskiej, obecnej w każdym niemal domu. Otóż jeśli ktoś chce zrobić dobry uczynek, wówczas sprawia jej nową sukienkę z drogich, niezwykle barwnych, zdobionych szlachetnymi kamieniami materiałów. Co więcej, z okazji Bożego Narodzenia sąsiedzi odwiedzają się z figurkami żeby… Matki Boskie mogły się spotykać i wymienić się sukienkami. Cóż – Maryja też kobieta.

Jest też wieczerza wigilijna, ale postne pokarmy? Nic z tego. Na stołach królują wszelkiego rodzaju mięsa – najczęściej indyk i wieprzowina, choć Peruwiańczycy nie pogardzą również świnką morską. Niezwykle popularne są owoce – zarówno te świeże, jak i suszone. Ważnym elementem są słodycze, bez których Boże Narodzenie chyba po prostu by odwołano. W Peru na deser podaje się tradycyjną babkę z bakaliami, tzw. Panteon, koniecznie popijaną słynną, gorącą czekoladą. Brazylijczycy z kolei przygotowują swoje słodkości na bazie mleka skondensowanego i jajek, a następnie dorzucają do tego orzechy i suszone owoce. Jedzą także „rabanadas”, czyli małe bagietki smażone z cynamonem i cukrem trzcinowym, które trochę smakują jak placki z jabłkami.

Pije się także dużo alkoholu. Głównie koktajle na bazie wódki, mleka, cukru i przypraw świątecznych, takich jak cynamon czy skórka pomarańczowa, choć równie popularne są whisky i rum. W wielu miejscach tradycyjnie wznosi się o północy toast szampanem, obserwując jednocześnie pokazy sztucznych ogni. Wszędzie rozbrzmiewa muzyka, tańce w domach nie należą do rzadkości, a grono zebrane przy wigilijnym stole wcale nie ogranicza się wyłącznie do rodziny – powszechne jest całonocne świętowanie w towarzystwie sąsiadów i przyjaciół.

A co z Pasterką, czyli tradycyjną mszą, odprawianą u nas zwykle o północy? W Ameryce Południowej znana jest ona jako „Misa de Gallo”,czyli „kogucia msza” i zależnie od regionu stanowi ona albo początek albo koniec świętowania. Na przykład w Peru odprawia się ją około 22:00 i dopiero później siada się do kolacji.

Pozostaje jeszcze kwestia prezentów. Tu znów do głosu dochodzi różnorodność terytorialna, bo są miejsca, np. Brazylia, gdzie na stałe już w kulturę wpisał się znany nam dobrze Święty Mikołaj, gdzieniegdzie przynosi je Dzieciątko Jezus, a w wielu miejscach, np. w Meksyku czy Argentynie upominki związane są ściśle ze Świętem Trzech Króli.

Ważnym dniem w Ameryce Południowej jest 28 grudnia, kiedy to obchodzi się Dzień Świętych Młodzianków (Día de los Inocentes). Choć upamiętnia wydarzenie tragiczne, bo zleconą przez Heroda rzeź niewiniątek to jest świętem radosnym, przypominającym trochę miks naszego Prima Aprilis i Dnia Dziecka.

Azja — komercyjne oblicze Bożego Narodzenia

Już samo pojawienie się tego kontynentu w niniejszym artykule może dziwić. Bo czy w kulturze tak mało kojarzonej z tradycjami chrześcijańskimi jest w ogóle miejsce na świętowanie Bożego Narodzenia? Jak się okazuje – jest. Przykładowo w Indonezji, której niewiele ponad 10% mieszkańców stanowią chrześcijanie, a znacząca większość to muzułmanie, okres Bożego Narodzenia jest czasem powszechnej radości i wesołości. Wierzy się, że jest to symboliczny nowy początek; nadejście lepszego jutra. Są więc kolędy i tańce, a dla podkreślenia uroczystego charakteru tych dni kupuje się nowe ubrania. Ze względu na wyspiarski klimat nie ma choinek, ale te z powodzeniem zastępują ich sztuczne wersje lub po prostu inne drzewka.

Na Filipinach z kolei, legendarne „Last Christmas” można usłyszeć w radiu już 1 listopada. Wtedy też pojawiają się tradycyjne, świąteczne ozdoby, a ludziom zaczyna się udzielać znana nam przecież dobrze, magiczna atmosfera. W poranki ostatnich dziewięciu dni poprzedzających Boże Narodzenie rozbrzmiewa dźwięk trąbki, który poprzedza uroczyste msze. Co ciekawe, często odprawiane są one na plaży i obowiązkowo o 4:00! W Wigilię dzieci urządzają żywą szopkę, a co bogatsi chodzą po ulicach rozdając najbiedniejszym upominki. Wszystko przez zwyczaj, który głosi, że podczas największych świąt każdy powinien zostać czymś obdarowany. O północy, podobnie jak w Ameryce Południowej, niebo rozświetlają fajerwerki, a świętowanie często trwa do białego rana, choć nie ma tradycji spożywania wspólnej wieczerzy.

Jeśli chodzi o Japonię to, o dziwo, tu także obchodzi się Boże Narodzenie. Ma ono wprawdzie, podobnie jak w Indonezji, charakter marketingowo—komercyjny, bo chrześcijan jest tam niewielu, ale jednak istnieje w świadomości mieszkańców. Po ulicach chodzą Mikołajowie, zewsząd mrugają kolorowe napisy Merry Christmas i lampki zawieszone na choinkach. Nierzadko przy drzewkach „zaparkowane” są renifery. Wieczór wigilijny nie ma tam jednak religijnego charakteru, a jeśli chodzi o jego celebrowanie to bardziej przypomina Walentynki niż Boże Narodzenie. Nic jednak dziewnego, bo w Japonii, a także w Korei, ten dzień jest po prostu Dniem Zakochanych. Restauracje pękają więc w szwach, bo każda para chce zjeść romantyczną kolację zakończoną deserem w postaci świątecznego ciasta. Zdarza się również, że przy stole zasiadają całe rodziny, a dla podkreślenia uroczystego charakteru tego dnia, obdarowują się drobnymi prezentami.

Bardzo podobnie ma się rzecz w Chinach, gdzie jest tylko 4 procent chrześcijan. Nie przeszkadza to jednak mieszkańcom tego gigantycznego państwa spotykać się na świątecznej kolacji w gronie najbliższych i wymienić prezentami. Do dzieci przychodzi wieczorem Dun Che Lao Ren – odpowiednik św. Mikołaja.

Afryka – rumba w kościele i potrawka z węża

Boże Narodzenie obchodzi się tu tak hucznie jak w Ameryce Południowej. Nic w tym jednak dziwnego, bo szacuje się, że nawet 50 procent mieszkańców Afryki to chrześcijanie. Oczywiście w zależności od kraju zwyczaje świąteczne różnią się od siebie, bo wszędzie są one miksem obyczajów stricte katolickich oraz lokalnych, właściwych tylko danemu regionowi obrzędów. Najważniejszym dniem świąt jest Boże Narodzenie, czyli 25 grudnia, bo Wigilii prawie nigdzie się nie obchodzi. Od samego rana ludzie składają sobie życzenia i dziękują sobie za nie drobnymi upominkami. Zamiast nocnej Pasterki jest poranna msza, na którą wszyscy przychodzą odświętnie ubrani. Gdzieniegdzie przyjściu do kościoła towarzyszy przepiękny zwyczaj: dzieci przynoszą ze sobą świąteczne podarunki i składają je przy żłóbku, żeby dzieciątko Jezus nie nudziło się w czasie nabożeństwa.

Do wspólnego posiłku w gronie rodziny – nawet kilkudziesięcioosobowej — zasiada się po południu. Na stole znajdziemy to co akurat męska część rodziny zdołała upolować przed świętami. Zdarzają się więc postne ryby, ale to mięso jest traktowane jako prawdziwy rarytas. Potencjalne menu brzmi bardzo egzotycznie: za największy przysmak uchodzi pieczony jeżozwierz w pikantnym sosie arachidowym, ale biesiadnicy nie pogardzą również antylopą, małpą czy wężem boa. Popularną formą ucztowania jest, dobrze nam skądinąd znany, grill, na którym podaje się kura lub kozę. Dla wielu gospodarstw takie święta oznaczają konieczność oszczędzania nawet przez kilka miesięcy, żeby jednego dnia pozwolić sobie na kupno kawałka kurczaka czy wołowiny. Jeśli rodzina jest dobrze sytuowana to tego dnia mięso podaje się z ryżem, który generalnie w Afryce jest bardzo drogi, słodkimi ziemniakami czy kukurydzą. Ubożsi jedzą je z ogólnodostępnym maniokiem. Pije się słodkie wino palmowe lub lokalne piwo.

Ci, którzy narzekają na świąteczne obżarstwo powinni koniecznie spędzić jedno Boże Narodzenie w Nigerii. Tłuczone, słodkie ziemniaki i kluseczki z manioku z gulaszem warzywnym spożywa się kilka razy w ciągu dnia – za każdym razem jak przyjdą goście. Obowiązkiem każdego gospodarza jest zaś podanie poczęstunku, a gościa – zjedzenie go.

Jeśli chodzi o elementy wizualne to Afryka znów okazuje się kulturowo bliska Ameryce Południowej. O ile choinki są tu rzadkością (choć, zwłaszcza w RPA, pojawia się coraz więcej ich plastikowych wersji) to już szopki przyjęły się doskonale. Są tak skromne jak często domy mieszkańców kontynentu, czyli wykonane są z trawy, w kształcie wigwamu. W środku siedzi ulepiona z gliny, rzadziej wyrzeźbiona z hebanu, Święta Rodzina, a towarzyszy jej rogate bydło.

Dla podkreślenia uroczystego charakteru świąt dekoruje się drzewa owocowe i palmy popularnymi ozdobami. Chętnie korzysta się z ozdobnych lampek i świec. Gdzieniegdzie można nawet dostrzec sztuczny śnieg zrobiony z waty.

Wydaje się, że Święta bez muzyki i tańca w Afryce w zasadzie nie mają racji bytu. Na przykład w Demokratycznej Republice Konga, które przecież jest światową stolicą rumby, śpiewa się, gra na bębnach i tańczy nawet w kościele podczas mszy. Europejczycy bez problemu odnaleźliby się w RPA, gdzie organizowane są po prostu koncerty kolęd, a domy przystraja się podobnie jak u nas – choinkami i gałązkami sosny oraz pończochami czekającymi na wypełnienie je prezentami przez Mikołaja. Tutaj także panuje zwyczaj odwiedzania grobów zmarłych przodków, na których składa się butelki z wodą lub piwem, co z jednej strony symbolizuje miłość i pamięć, a z drugiej strony jedność ze światem duchów. Czyli klasyczne „Dziady”. Świat jest jednak mały…

Co ciekawe w RPA Święta Bożego Narodzenia są także… świętem położnych.

Pozostaje jeszcze kwestia prezentów. Trzeba zaznaczyć, że nie są one bardzo powszechne, ani tak bogate jak u nas, ale wymienianie się drobnymi upominkami jest jak najbardziej kultywowane. W Ghanie na przykład dzieci odwiedzają w Boże Narodzenie sąsiadów, by złożyć im życzenia. Jako podziękowanie dostają jakieś drobiazgi czy po prostu słodycze. Również w Kamerunie jest zwyczaj dziękowania sobie za życzenia słodyczami – na ogół małymi pączkami, pieczonymi przez kobiety od rana. Bogatsze rodziny mogą sobie pozwolić na wizytę odpowiednika Mikołaja, czyli „bożonarodzeniowego Ojca”, jednak ze względu na ogólną biedę najbardziej popularnymi prezentami są ubrania, środki czystości, przybory szkolne czy po prostu jedzenie.

Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
Gdyby wypalił jej plan A, dziś byłaby księżną Monako. Plan B zakłada posiadanie pałacu na Dolnym Śląsku, w którym będzie mieszkać i przyjmować gości podając kawę w prawdziwej porcelanie. Póki co nosi replikę pierścionka księżnej Kate, a zamki poznaje jako turystka. Aktualnie funkcjonuje jako królowa-matka małej Wandy. Z zawodu jest PR-owcem. Uwielbia dobre jedzenie, książki (choć najchętniej na okrągło czytałaby „Dumę i uprzedzenie”), galopy na swoim rudym koniu po lesie i weekendowe wypady, podczas których razem z mężem odkrywają niesamowite miejsca w Polsce lub oglądają rekonstrukcje bitew. Życie z nią to nieustanna sinusoida – albo krzyczy albo się śmieje. Jej motto to „ostatni łatwy dzień był wczoraj”.
AUTOR

Polecamy

Ładne.to

Ladom

Ładne.to
Ładne.to
16 grudnia 2018
Ładne.to

Kaduk

Ładne.to
Ładne.to
13 grudnia 2018

Komentarze