Szuflandia, czyli dlaczego generalizujemy?

5 minut czytania
521
0
Małgorzata Januszewska
Małgorzata Januszewska
12 stycznia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Generalizacja to nic innego jak przypinanie innym łatek. Upraszczanie i lokowanie w przegródkach osobistej szuflandii. Do której bardzo łatwo, za byle co, trafić i z której wołami trzeba wyciągać, by zmienić zaklepaną miejscówkę.

Temat stereotypizacji porusza wielu artystów. Od 1991 r. musical Metro (w reżyserii Janusza Józefowicza, z muzyką Janusza Stokłosy i librettem Agaty i Maryny Miklaszewskich) nieustannie krytykuje w utworze „Hasła” kojarzenie poszczególnych nacji z jedną przywarą. Oczywiście owe łatki nie wzięły się znikąd. Czasem, dzięki kilku wyrazistym postaciom, całe narody „zapracowują” sobie na idącą w świat opinię, mimo, że nie wszystkich obywateli ona dotyczy. Bo czy każdy Polak „pije jak Polak”? Ale też czy każdy przejmuje się wszelkimi opiniami, jakie się za jego nacją ciągną? Prawda jest taka, że im mniej dotyka nas dany stereotyp, tym mniejszą wagę do niego przywiązujemy.

To tak jak z katastrofą, która pociąga za sobą setki ofiar, ale póki wydarza się na drugiej półkuli i nie biorą w niej udział nasi obywatele, pozostaje w sferze dramatycznych, lecz omijających nas przypadków. Jeśli jednak to samo zdarzenie ma miejsce w Europie, czujemy się już niepewnie. A niepewność i lęk tym bardziej przybiera na sile, im zdarzenie zlokalizowane jest bliżej naszej granicy, miasta, domu, bliskich (i im bardziej zagraża bezpieczeństwu naszego portfela). Analogicznie jest z łatkami. Kiedy nadawane są komuś innemu – raczej nas to nie oburza. Zdarza się nawet, że w budowaniu stereotypów sami chętnie bierzemy udział, najchętniej zaś, gdy ukrywamy się za nierozpoznawalnym nickiem w Internecie. Gorzej kiedy sytuacja się odwróci i to nam przylepią coś, z czym się nie zgadzamy.

Zawsze, nigdy, wcale i w ogóle!

Prawda, że lubimy nadużywać tych słów? Potrafimy na podstawie raz mocniej przypieczonego kotleta stwierdzić, że „ty zawsze musisz coś spalić” i posuwamy się dalej, wyrokując, że „w ogóle nie potrafisz gotować”. Jednorazowa wpadka z umknięciem ważnej kartki z kalendarza staje się utrwalonym poglądem „ty nigdy nie pamiętasz o dacie moich urodzin” i w konsekwencji prowadzi do konkluzji „wcale mnie nie kochasz”. A pojedyncze spóźnienie, szczególnie to od którego zaczynasz znajomość, pociąga za sobą opinię, że „zawsze nie zdążasz na czas”, czyli „nigdy nie można na tobie polegać”.

Zauważmy, z jaką łatwością przychodzi nam obracanie jednorazowych sytuacji w powtarzalne i jak sami popadamy w nawyk eskalacji, dodatkowo ją wzmacniając użyciem słów wykluczających. Dajemy się zwieść pojedynczej ocenie, tymczasem… może ktoś smażący kotlety starał się ogarnąć kilka rzeczy jednocześnie (np. płakało dziecko, zadzwonił telefon czy piekło się ciasto)? Ktoś, komu wyleciały z głowy urodziny, może przeżył traumatyczną rozmowę z szefem, która naciągnęła zasłonę chmur na słoneczny dzień? A ten spóźniony – może bardzo mu zależało by korzystnie wypaść, ale koszula, którą prasował, była szczególnie oporna, a kierowca autobusu musiał zjechać do zajezdni, bo źle się poczuł?

Cierpią dwie strony

Mamy zdolność do oceniania innych lekką ręką. Do błyskawicznego wyrokowania, zupełnie zapominając, że po drugiej stronie stoi żywy człowiek, który ma prawo się mylić i któremu mogą zdarzyć się błędy. Tak jak nam. Zaś nadanie trwałych przylepców, jak np. „kiepski kucharz”, nikomu w efekcie na zdrowie nie wychodzi. Bo choćby kucharz się wyrobił, każde jego minimalne potknięcie natychmiast przywołuje wspomnienie i łatka mocniej przywiera: „a nie mówiłam, nie potrafisz gotować”. Ale czy tak opiniując czujemy się dobrze? Czy poprawiamy sobie samopoczucie, wychodząc z założenia, że my jesteśmy nieomylni, a inni to nieuki? A może uogólniamy feralne zdarzenia w przekonaniu, że zmotywuje to nieszczęsnego kucharza do większego przykładania się do pracy? Niestety, taka reakcja z naszej strony jedynie spotęguje jego pomyłki. Bowiem krytyka, kiedy nie jest konstruktywna, utwierdzi go w poczuciu, że rzeczywiście nic mu nie wychodzi, więc po co ma się starać? W nas zrodzi to po raz kolejny pogardę i znów będziemy mieć powód do wyrażenia słów krytyki. A takie zadry pozostają i dzielą.

Jazda na dobrej opinii

Tak jak jednym posunięciem możemy negatywnie komuś wpaść w oko, tak i dobrym wejściem możemy sobie zaskarbić serca. Wtedy drzwi stoją przed nami otworem i choćbyśmy się potem spóźnili, sfajczyli obiad i zapomnieli o prezencie, „jakoś tak” rozejdzie się to po kościach i mimo wpadek, nadal będziemy bardziej kryształowi, niż pechowcy z wywołanym negatywnym pierwszym wrażeniem. Bo dokładnie tak działa nasz schemat poznawczy: rozpoznać – by móc wiedzieć, czego się spodziewać w przyszłości. Podobnym schematem posługują się nasi czworonożni przyjaciele. Gość przybywający z wizytą po raz pierwszy jest przez psa bacznie obserwowany. I sprawdzany w czasie posiłku. Jeśli zmięknie i obdaruje choćby jednym kęskiem ze stołu, pies natychmiast zapisze sobie tę postać w pamięci złotymi zgłoskami – jako altruistę. Do niego też będzie szedł po potencjalne kęski przy każdej kolejnej wizycie. Jeśli gość okaże się egoistą, również zostanie utrwalony na psim dysku, ale z przydomkiem „szkoda prądu na żebranie u jego stóp”. Dla zwierząt rozpoznanie dobrego/złego oraz darczyńcy/skąpca jest sprawą kluczową. Dzięki temu wiedzą komu można zaufać, komu lepiej nie wchodzić w drogę i od kogo mogą, choć nie zawsze muszą, spadać kęski.

Jesteśmy pojętni

Czy generalizowanie może mieć dla nas dobre strony? Tak, choćby w reagowaniu na bodźce. Gdybyśmy nie kojarzyli faktu pierwszego oparzenia z nieprzyjemnym pieczeniem, potencjalnie każda zapalona świeca narażałaby nasze palce na powtórkę z rozrywki. Jest więc to swego rodzaju nauka. Nie musimy już badać czy biała stearyna pali się goręcej niż pomarańczowa. Im zaś boleśniejsza była pierwsza lekcja, tym szybciej ją zapamiętamy i poprzez analogię unikać będziemy dotykania palącej się żarówki czy wkładania ręki w ognisko. (Niestety, małym dzieciom ostrzeżenia słowne nie wystarczają i często dopiero po przekonaniu się na własnej skórze, przyjmują tę naukę). Podobnie jest z innymi sytuacjami. Z pomocą przychodzi zbiór dotychczasowych informacji i doświadczeń, który podpowiada, że lepiej czym prędzej zjechać z torów, niż na nich tkwić. Jednak uogólnienia, jakimi posługujemy się w stosunku do ludzi, warto aby nie były podyktowane jedynie spontanicznym impulsem, a przemyślaną analizą. Zamiast wygodnie i szybko przyrównywać wszystkich do jednej kreski, a tych co wystają poza, nazywać dziwakami, można zainteresować się powodem ich odmiennego stylu życia. Zamiast powielania krzywdzących stereotypów za linczującym tłumem, można kształtować własne poglądy.

Więc co mamy z tej generalizacji?

Świat podzielony mamy. Na brawo ja/głupiutkie blondynki, na lewicę/prawicę, wierzących/ateistów, inwestorów/oszołomów itd. Lista jest długa. Trafiają na nią (zasłużenie bądź nie) jednostki, grupy i całe narody. Oczywiście, byłoby prościej, gdybyśmy byli idealni. Bez wad. Ale skoro już je mamy i skoro popełniamy błędy, dajmy sobie i innym szansę. Nie wpadajmy w pułapkę efektu pierwszeństwa, by potem kogoś gloryfikować albo besztać bez końca. Bo zbytnie uproszczenia i kategoryzacja, jako próba syntezy otaczającego świata, obracają się przeciwko nam. Tak, bo my również znajdujemy się w naznaczonych stereotypem grupach. Warto o tym pamiętać, zanim przylepimy komuś wrogą łatkę i ustawimy się w kolejce antagonistów. Może da się tego uniknąć? Nie poprzez wyparcie i puszczenie tego co było w niepamięć, ale dzięki odniesieniu się do konkretnej sytuacji i neutralizowaniu negatywnego wydźwięku. Podnosząc drugą osobę, a nie ją pogrążając. Choćby tak: „Owszem, zdarzyło ci się przypalić mielonego, ale za to schabowe robisz fantastyczne!”

Małgorzata Januszewska
Małgorzata Januszewska
Będąc humanistką z wykształcenia, poetko-pisarką z zamiłowania i eksploratorką z potrzeby oddychania, czas dzieli na trzy pasje. Prowadzi warsztaty interdyscyplinarne, nie rozstaje się z piórem (od reportaży po bajki), a palec planujący trasę po globusie, zamienia w wyprawę z plecakiem (ostatnio „lądując” w sercu Laosu). Propagatorka porozumienia dużych i małych. Przyjaciółka zwierzołków (no, może z wykluczeniem kilku uporczywych insektów :) Podziwia talenty homo sapiens, ale jej największą miłością są górskie krajobrazy (te naturalne, nie z betonu).
AUTOR

Polecamy

Ładne.to

Ladom

Ładne.to
Ładne.to
16 grudnia 2018
Ładne.to

Kaduk

Ładne.to
Ładne.to
13 grudnia 2018
Ładne.to

Trajka

Ładne.to
Ładne.to
10 grudnia 2018

Komentarze