Grzech zaniechania w mieście milczenia

7 minut czytania
984
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
28 lutego 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Trzeba było wstrząsającego reportażu Bożeny Aksamit w „Dużym Formacie”, za którym poszli inni dziennikarze, trzeba było obalenia pomnika księdza Henryka Jankowskiego, by Gdańsk zaczął mówić.

Zamordowany prezydent Paweł Adamowicz zwykł mówić, że jego miasto, Gdańsk, to miasto wolności i solidarności. Bo zaczęło się w Gdańsku, bo tu narodziła się „Solidarność”, bo tu robotnicy upomnieli się o godność i wolność, bo powiew wolności poszedł stąd w Polskę a potem dalej rozlał się po Europie Środkowo-Wschodniej. Bo wiatr od morza, bo otwartość, bo tolerancja. Kiedy zgasło największe serce świata, kiedy zakończyła się miesięczna żałoba, okazało się, że Gdańsk przez lata był miastem jeszcze jednego. Miastem milczenia.

Że w sumie to wszyscy wiedzieli o nietypowych upodobaniach kapelana „Solidarności” i proboszcza św. Brygidy. Że na jego plebanii kręcili się chłopcy, że usługiwali przy wystawnych kolacjach wydawanych przez prałata, na których jadała cała gdańska śmietanka. Że sprawa była znana politycznej i kościelnej elicie. Ba, była nawet w prokuraturze, ale postępowanie zostało umorzone.

Gdańsk zaczął mówić, ale też relatywizować i wypierać. Bo czy to możliwe, żeby kapelan „Solidarności” był pedofilem? Czy to możliwe, żeby człowiek, który pomagał tylu gdańskim rodzinom – w tym także rodzinie Lecha Wałęsy – w czasie stanu wojennego, mógł jednocześnie tak wiele rodzin skrzywdzić?

Skoro wszyscy wiedzieli, to dlaczego milczeli?

Dlaczego ofiary mówią po latach? Może to wcale nie ofiary, ale komuna i Żydzi mszczą się na zmarłych duchownym, który nie może się bronić?

Nie dziwi mnie, że w obronie księdza Jankowskiego stają gdańscy radni PiS czy obecny szef „Solidarności” Piotr Duda, widziany ostatnio na Nowogrodzkiej. To środowisko ma w swoim gronie posła Piotrowicza, który jako prokurator bronił księdza – pedofila z Tylawy. Związkowcy, którzy tak ochoczo pospieszyli z wiązanką biało-czerwonych kwiatów pod cokół, jaki pozostał po obalonym pomniku mówili, że tu jest prawdziwa solidarność. Zaiste interesujące to pojmowanie solidarności. Jeśli tak nieskalaną postacią był dla nich prałat Jankowski, niech postawią sobie jego pomnik we własnym ogródku. Miasto Gdańsk już go nie chce, nie chce, by prałat był dłużej honorowym obywatelem, nie chce, by skwer nosił jego imię. Długo musiał do tego dojrzewać. Kto wie, czy dojrzałby, gdyby nie gdańska dziennikarka.

Nie widziałem, nie słyszałem

Wśród tych, którzy mówią „nie widziałem, nie słyszałem” jest Lech Wałęsa, wśród tych, którzy mówią, że coś widzieli, słyszeli, jest między innymi Zbigniew Bujak. Język wyjątkowo rozwiązał się Bogdanowi Borusewiczowi, który wytknął kapłanowi także agenturalną przeszłość i skłócanie działaczy Sierpnia. I to do nich i do wszystkich, którzy nic nie zrobili przez te wszystkie lata mam największe pretensje. O to, że może gdyby zareagowali, uratowaliby czyjeś życie. Dosłownie. Powstrzymaliby zło. Być może doprowadziliby do wyjaśnienia sprawy, do udowodnienia winy, do poniesienia kary. Albo może do oczyszczenia ze wszelkich zarzutów, jeśli jak twierdzą obrońcy prałata Jankowskiego jest on niewinny. Choć kościelne młyny mielą powoli, a wielu pewnie w imię źle pojętej solidarności próbowałoby pewnie kapłana chronić tak, jak robili to i robią wciąż, mimo, że na jaw wychodzą coraz to nowe fakty. Nie rozumiem, jak można było milczeć. Bo się o tym „nie mówiło”? Bo pedofilii nie było w mediach? Bo za komuny to nawet mediów nie było? Bo polityka? Nie rozumiem i nie znalazłam żadnego wytłumaczenia, które mogłabym od tych ludzi przyjąć. To ich grzech zaniechania a moje wielkie rozczarowanie.

Gdyby nie to, że pedofilia w kościele przestała być tematem tabu, a molestowanie seksualne nie jest już niewinnym flirtem ani grubiańską zaczepką, gdański prałat stałby pewnie nadal na cokole. Nikt nie mówiłby o dzieciach na plebanii, bo przecież o zmarłych tylko dobrze albo wcale. Spiżowość z postaci spada jednak równie łatwo, jak pomnik z cokołu. Miarą człowieka jest suma jego dobrych, ale i złych uczynków. W sumie to nic nowego, wszak tak ma wyglądać sąd ostateczny. Kto jak kto, ale ksiądz na pewno o tym wiedział.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz