Philip Zimbardo. Specjalista od zła poszukuje dobra

Światowej sławy psycholog ma swoją przystań w Katowicach
13 minut czytania
2263
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
16 lutego 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Na wykładach zachowuje się jak showman: puszcza z taśmy ostry rock i przebiera się w kobiece ciuchy. Jeden z najbardziej kultowych psychologów na świecie, profesor Philip Zimbardo, kilka lat temu w robotniczej dzielnicy Katowic otworzył centrum dla młodzieży. Dlaczego akurat tutaj?

Odkrywca prawdy, że w każdym człowieku tkwi zło, autor słynnego eksperymentu więziennego, kilka lat temu otworzył pierwsze w Polsce i na świecie centrum w katowickim Nikiszowcu. Nikiszowiec przypadł amerykańskiemu profesorowi do gustu już kilka lat temu, kiedy przyjechał do Polski na zaproszenie Uniwersytetu Śląskiego, żeby wygłosić wykłady. Robotniczą dzielnicę 100 lat wcześniej zaprojektowano jako nowatorskie osiedle dla rodzin górniczych, w nowszych czasach okrzyknięto je zaś zabytkiem architektury.

Kiedyś to była zaniedbana dzielnica, zakurzone ceglaste familoki. Blisko 40 lat temu miejscem zainteresował się Kazimierz Kutz. Reżyser nakręcił tu sceny do swojej śląskiej sagi. Nikiszowiec to dzisiaj żelazny punkt każdej wycieczki zagranicznej, która przyjeżdża do Katowic. Tłumy gości zjeżdżają tu co najmniej dwa razy w roku: na bożonarodzeniowy jarmark i na lipcowy odpust w kościele św. Anny. Pracownicy Uniwersytetu Śląskiego postanowili zagospodarować wolny czas również amerykańskiemu uczonemu i zabrali go do cieszącej się zainteresowaniem dzielnicy.

Michał Brol, koordynujący w Instytucie Psychologii UŚ przygotowania do wizyty, skontaktował się ze Stowarzyszeniem Fabryka Inicjatyw Lokalnych w Nikiszowcu. Koordynatorką stowarzyszenia jest Anna Solińska. To jej przypadła rola oprowadzenie profesora po dzielnicy, którą zna jak własną kieszeń.

Ulubione cappuccino profesora na Nikiszu

Była podekscytowana i przerażona jednocześnie, bo o wizycie dowiedziała się w ostatniej chwili. – O planowanych odwiedzinach zacnego gościa dowiedzieliśmy się o 9 rano, a o 11 profesor już u nas był – mówi Anna Solińska. – Nie byliśmy na to kompletnie przygotowani, tym bardziej że właśnie zakończył się jarmark, który organizujemy w dzielnicy. Byliśmy pochłonięci zupełnie innymi obowiązkami i nikt nie miał głowy na przyjmowanie gości. Niemniej miałam świadomość, kim jest profesor Zimbardo, bo skończyłam studia socjologiczne, podczas których jego książki to podstawowa lekturą. Zaprosiliśmy go na kawę w naszej kultowej kawiarni Cafe Byfyj, gdzie został ugoszczony ciastem bezglutenowym (profesor jest na diecie) i kawą. Stwierdził, że gdyby mieszkał na Nikiszu, codziennie zaczynałby dzień właśnie od cappuccino w Byfyju. Teraz zawsze, kiedy przyjeżdża do Polski, odwiedza nas na Nikiszowcu i idzie na kawę oraz obiad do Byfyja – opowiada.

Byfyj to śląski kredens, w kawiarni jest dużo charakterystycznych dla takich lokali mebli, a w witrynach można znaleźć zdjęcia profesora z autografami.

– Gdy Philip Zimbardo do nas przyjechał, była zima, a profesor nie jest zwolennikiem niskich temperatur. Teraz mieszka w Kalifornii, więc można sobie wyobrazić, że to były dla niego trudne warunki. Poza tym z racji wieku i kłopotów zdrowotnych ma problemy z poruszaniem się – mówi Anna Solińska.

Solińska o Nikiszowcu może opowiadać godzinami. Jest bardzo emocjonalnie związana z tym miejscem, tutaj się urodziła. Rozmawiała z profesorem o nikiszowieckiej młodzieży, że nie ma swojego miejsca.

„Dzień dobry, jestem Philip Zimbardo” – w drzwiach stanął starszy mężczyzna z czarną bródką i laską w dłoni. Nie towarzyszyła mu świta ani fotoreporterzy. Od razu na początku skracał dystans. Był bardzo bezpośredni, nie czuło się, że to wybitny profesor, którego tak się obawiałam – wspomina Solińska. „Znajdźcie siedzibę na klub dla młodych ludzi, a ja przyślę pieniądze na początek”, zapowiedział naukowiec. Nawet nie sądziła, że profesor mówi poważnie. Atmosfera panująca na Nikiszowcu go zachwyciła, ale przede wszystkim zainteresowała go sytuacja dorastającej tam młodzieży.

Z Kalifornii do Katowic

Anna Solińska jest przekonana, że uczony zjawił się w Nikiszu jak anioł z nieba. Nikomu wcześniej taki pomysł nie przyszedł do głowy.

– Od 2012 r. organizowaliśmy liczne warsztaty dla młodzieży, ponadto młodzież spontanicznie spotykała się w biurze naszego stowarzyszenia. Opowiedziałam mu o tym i wtedy stwierdził, że przedstawiciele młodego pokolenia muszą mieć swoje miejsce, w którym będą się czuć jak u siebie. Cel był jasno nakreślony: stworzyć miejsce spotkania tym, którzy się mijają, dać młodym ludziom przestrzeń dla wszechstronnego rozwoju po godzinach – tłumaczy Solińska.

Problemem było znalezienie lokalu, ponieważ Nikiszowiec jest pod tym względem specyficzny. Poszukiwania trwały kilka miesięcy. W końcu udało się wynająć punkt po byłym salonie gier, kiedyś należący do holdingu węglowego. Tuż przy rynku. Miejsce funkcjonuje teraz pod szyldem Centrum Zimbardo. Profesor poprosił o wsparcie Uniwersytet Śląski. Do Nikiszowca popłynęły darowizny z wydawnictw współpracujących z psychologiem. Pieniądze przysyłały firmy. Nazwisko Zimbardo zrobiło swoje. Młodzi ludzie sami pomagali w remoncie. Ostatnią śrubkę w ścianę wkręcił sam patron.

– Profesor zadeklarował pomoc finansową i pierwszy czek na 2,5 tys. dolarów został przekazany, ale potem musieliśmy sobie radzić sami. Od początku mieliśmy wolną rękę, jeśli chodzi o sposób funkcjonowania centrum – mówi Anna Solińska. – To jest pierwsze miejsce na świecie, któremu powierzył swoje nazwisko. Dał nam dużą dowolność, nigdy nie byliśmy z nim związani programem, teorią czy umową. On wtedy rozpoczynał w Polsce swój najnowszy projekt bohaterskiej wyobraźni. My tę ideę bohaterstwa dnia codziennego próbujemy tu rozwijać – dodaje.

Zimbardo opracował program, którego celem jest uczenie młodych ludzi, jak kształtować w sobie postawy niezgody na zło. Jest fundatorem i prezesem fundacji Heroic Imagination Project (Projekt Bohaterskiej Wyobraźni) w San Francisco, która na całym świecie promuje i wdraża ten program.

W ramach działalności fundacji od 2014 r. wdrażany jest w Polsce program Rozumienie Ludzkiej Natury. Celem projektu jest m.in. zachęcenie ludzi do podejmowania codziennych bohaterskich czynów i radzenie sobie z tzw. efektem biernego widza.

Czy w każdym tkwi zło?

Zimbardo od lat ubolewa, że kojarzą go ze złem. Sławę przyniósł mu „eksperyment więzienny”’ z 1971 r., jeden z najsłynniejszych w historii nauki. W urządzonym w podziemiach uniwersytetu Stanforda więzieniu studenci mieli jedynie odgrywać role strażników i więźniów, ale szybko zamienili się w prawdziwych sadystów i ofiary. To pokazywało, jak łatwo ludzie mogą zostać zepsuci przez otoczenie i warunki, w jakich żyją i pracują.

Jego eksperyment więzienny zrewolucjonizował psychologię. Co się stanie, jeżeli w więzieniu, zarówno w roli więźniów, jak i strażników, umieści się najlepszych, najinteligentniejszych studentów o normalnej osobowości? Takich, którzy nigdy nie zażywali narkotyków i nigdy nie byli aresztowani. Czy będą na tyle silni, by oprzeć się naciskowi i zachować przyzwoicie w nowej sytuacji? Okazało się, że wystarczy 36 godzin, by ci wrażliwi i kulturalni ludzie, przeistoczyli się w biernych, całkowicie bezradnych więźniów oraz agresywnych, sadystycznych strażników. Tak powstały podwaliny pod teorię o „złej beczce, która psuje dobre jabłka”, czyli o okolicznościach, które demoralizują przyzwoitych ludzi.

Z pozoru niewinna symulacja więziennych realiów wymknęła się spod kontroli. Jej rezultaty zaskoczyły nawet samego organizatora eksperymentu. Zimbardo zaangażował się i stracił kontrolę nad doświadczeniem. Nawet jego żona kazała mu zakończyć badanie, protestując przeciw przekraczaniu granic w eksperymentowaniu. Christina Maslach (Krystyna Maślak) jest wnuczką rolników spod Rzeszowa – i to jest pierwszy element, który dziś łączy go z Polską.

Czy po 40 latach eksperyment jest nadal ważny w swojej wymowie? W wielu naukowych środowiskach został uznany za mistyfikację. Jednak gdy światło dzienne ujrzały makabryczne praktyki amerykańskich żołnierzy znęcających się nad więźniami w Iraku i Afganistanie, członkowie komisji badającej te wynaturzenia sięgnęli do literatury, którą rzeczony eksperyment zainicjował. Zimbardo po latach odwrócił swoją teorię o „złej beczce” i przekonuje, że dzięki odpowiedniemu ukierunkowaniu każdy może stać się herosem.

Najpierw badał zło, teraz prowadzi badania nad bohaterstwem. – Liczą się małe gesty, bo to one zmieniają świat – mówił w jednym z wywiadów.

Wychował się w biednej rodzinie sycylijskich imigrantów w nowojorskim Bronxie. Wspominał, że pierwsze zależności psychologiczne odkrył jako pięciolatek, kiedy pół roku spędził w szpitalu zakaźnym, gdzie nauczył się, jak postępować z pielęgniarkami, by dostać dodatkową porcję cukru czy masła albo zostać obdarzonym uśmiechem lub uściskiem dłoni.

Studenci uwielbiają oglądać jego wykłady, szczególnie że bywają nietypowe. Zdarzały się takie, podczas których prosił swoich studentów, by przez jeden dzień starali się zachowywać w sposób inny niż zazwyczaj. Żeby zrobili coś sprzecznego ze swoim wyobrażeniem o sobie. Jeżeli ważne dla nich jest, by wyglądać elegancko, namawiał, żeby ubrali się w łachmany. Jeżeli pragną uchodzić za mądrych, niech zachowują się głupio. On sam również się wtedy przebierał. Przez półtorej godziny prowadził wykład ubrany w sukienkę, perukę, z kolczykami w uszach i czerwoną szminką na ustach. Dzięki temu jego studentom łatwiej było przeprowadzić ten swoisty eksperyment, którego celem było sprawdzić, jak zwyczajni ludzie zachowują się w niecodziennych sytuacjach.

– Profesor w wielu tematach przełamał tabu, to on zapoczątkował całą dyskusję na temat tego, skąd się bierze zło w człowieku, do czego jest on zdolny. Był biegłym sądowym w procesie żołnierzy amerykańskich, którzy znęcali się nad więźniami irackimi, próbował pomóc rodzinom przejść przez tę traumę. Eksperyment standfordzki był rewolucyjny, ale też bardzo kontrowersyjny. Bliższe mi jest to, co profesor twierdzi dzisiaj: że każdy z nas może stać się „bohaterem”.

Smoki idą w świat

– Próbuję zmieniać znaczenie słowa „bohater”. Kiedyś to był ktoś wyjątkowy. Wojownik. Dzisiaj koncepcję bohatera widzę inaczej. Jeśli mówię, że każdy może nim zostać, to dlatego, że można to sprawdzić jedynie w działaniu. Bohaterem jest ktoś, kto działa, aby pomóc innym. Wie, że może na tym ucierpieć, ale podejmuje ryzyko – mówił Zimbardo na wykładach.

Anna Solińska próbuje przekonać młodzież do idei bohaterstwa dnia codziennego. Stworzenie Centrum Zimbardo jest spełnieniem jej osobistego i zawodowego marzenia.

–Od początku byliśmy świadomi, że centrum będzie musiało na siebie zarobić. Jesteśmy niezależni. Źródłem naszego dochodu jest m.in. sprzedaż pamiątek czy wycieczki po dzielnicy. Kiedyś pracowałam w świetlicy środowiskowej, w której forma wsparcia dla dzieci i rodzin jest obarczona licznymi klauzulami, trzeba być związanym z ośrodkami pomocy społecznej i umawiać się z pracownikiem socjalnym na wywiad – tłumaczy Anna Solińska. Centrum Zimbardo od początku było miejscem, które jest otwarte na różne osoby, niezależnie od pozycji społecznej czy pochodzenia. Wielu stałych bywalców centrum na Nikiszowcu to już studenci psychologii, po raz pierwszy przyszli tutaj kiedy byli jeszcze nastolatkami, uczniami gimnazjum. Annę Solińską nazywają Mother of Dragon czyli Matką Smoków. – Czasami czuję się jak matka, która wypuściła swoje smoki w świat, ale nadal ma je pod opieką – mówi Solińska.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz