Pierwsza praca: kelnerstwo. Da w kość czy nauczy życia?

12 minut czytania
1131
1

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Chcemy dla dorastających dzieci lepszego startu. Ciekawej pracy, nie za grosze, nie po nocach i nie w knajpie, bo ciężko nam przełknąć, że wychuchanym jedynakiem będą pomiatać. Tymczasem kelnerstwo wszechstronnie rozwija i uczy organizacji. Jest prawdziwą szkołą życia. Którą da się przejść.

Kolejne podejścia do klienta, wykute na blachę składniki menu, techniki sugerowania i podawania, gospodarne obchodzenie się z produktem aby zapobiec stratom, to elementarz, który każdy nowicjusz powinien przyswoić. I to jak najszybciej. Dla swojego dobra, dla dobra klienta i kierownictwa. Bo łatwiej proponować dania z wiedzą o nich w małym palcu, wtedy i gość wynagrodzi napiwkiem trafioną poradę, i szef ucieszy się z jego powrotu. Dla rozpoczynających przygodę z dorosłością jest to potężna dawka wiedzy oraz konfrontacja z wymogami i narzuconym systemem pracy. Niejeden zadziorny charakter pokornieje w jej obliczu. Szczególnie, że stanowiska w lokalach gastronomicznych często wiążą się ze sprzątaniem po zamknięciu (łącznie z toaletą). Za to dokładne wywiązywanie się z obowiązków daje szansę na kolejne szczeble rozwoju: szkolenie następców (trener), koordynację pracy zespołu (supervisor, asystent, menadżer), a w przyszłości nawet zarządzanie obiektem (kierownik).

Studiujesz, pracujesz, zdobywasz doświadczenie

Plusem jest elastyczny grafik. Kierownictwo, mając w kadrze większość  studentów, dopasowuje dni i godziny tak, aby naukę mogli oni pogodzić z pracą. W dowolnie wybranym wymiarze godzin. W weekendy, wieczorami, w święta. Kolejnym plusem jest rotacja stanowisk. W dużej restauracji może to być 5-6 funkcji, które przypadają cyklicznie (np. host, kelner, barman, kasjer, opiekun baru z sałatkami, obsługa na wynos). Najbardziej opłacalną rolą jest oczywiście kelnerstwo, ale im więcej stanowisk młody człowiek pozna, tym bardziej staje się wszechstronny i tym szybciej dojrzewa do awansu na supervisora, zarządzając salą pod nieobecność kierownika. Zaś dla osób nieśmiałych, które boją się obsługi nieznajomych gości, zmienne stanowiska są nieocenioną korzyścią – stopniowo przełamując ich obawy. I często właśnie z tych wcześniej wycofanych modelując najbardziej przykładnych, empatycznych kelnerów.

Twoi goście to twój biznes

Adept kelnerstwa standardowo używa zwrotów otwartych: co do picia?, jaki deser? Ale, dzięki pomysłowości, może zamiast klepania formułek nawiązać ciekawszą relację z klientem. Z której obie strony będą zadowolone i która zaowocuje chęcią powtórzenia nietuzinkowego spotkania. Aby, oprócz motywacji napiwkowej, kelner mógł usłyszeć słowa: „gdzie są pana stoliki, bo chcemy, żeby tylko pan nas obsłużył”. Zaś my, goszcząc w restauracji, abyśmy poczuli się wyróżnieni, zapamiętani. Bo przecież kochamy uśmiech i liczymy na smaczną poradę-inspirację, a nie nudne i nachalnie zasypanie daniami, na jakie wcale nie mamy ochoty. Co jest zatem tym spoiwem? Kreatywne podejście do każdego stolika (np. „Podać to, co ostatnio, czy może mają Państwo ochotę spróbować czegoś nowego?”) i reagowanie na wyjątkowe potrzeby (jak choćby siedzisko czy balonik dla dziecka albo woda na kwiatek przyniesiona wraz z kartą menu, zanim jeszcze zakochana para o tę wodę poprosi).

Oczy dookoła głowy

Nie wszyscy radzą sobie z kilkoma zadaniami jednocześnie. Zaś praca na sali restauracyjnej świetnie wyrabia tę umiejętność, ponieważ kelnerzy dostają pod swoje skrzydła 6-12 stolików. To oznacza, że kiedy do jednego przyjdą nowi goście, których należy w te pędy wyposażyć w menu, przy następnym już czekają na napoje, kolejnym czas podać przystawki, innym dania główne, a dwa wcześniejsze stoły chciałyby zapłacić. Jak to wszystko ogarnąć? Pamiętając jednocześnie o krokach obsługi, bieżącym sprzątaniu sekcji, indywidualnym traktowaniu każdego z gości oraz (niestety) pilnowaniu, czy komuś nie świta w głowie wyjście bez płacenia, co w większości lokali bije kelnera po kieszeni. Bez gruntownego przeszkolenia oraz wpojonego w zespół ducha współpracy, nowy, wypuszczony na głęboką wodę, kelner byłby jedynie ofiarą – dniem paniki, a nocą koszmarów.

Dobra organizacja kontra puste przebiegi

Lekiem na lęk przed „młynem” jest planowanie. Brać kelnerską uczy się pożytkowania wolnych chwil i zaopatrywania na zapas: sali w czyste naczynia, baru w napoje, kasy w drobniaki. Podczas „plaży” korzysta się z przerwy, nie czeka na ogonek gości w drzwiach, kiedy żaden menadżer o zdrowych zmysłach nie wypuści kelnera z rąk. Bo wtedy w cenie jest ikra i sprawne ogarnianie co-gdzie-kiedy, jak w naoliwionym zegarku. Bez „pustych przebiegów” (co się i w domu potem przydaje). Dobry kelner nie dąsa się na kolejny zajęty stolik i nie przechadza z rękoma w kieszeni. W tempie dba o klientów: tu proponuje deser, tam doniesie chusteczki, zabierze brudne talerze, przyjmie gotówkę. Z kuchni weźmie nie tylko swoje dania, ale i zajętego kolegi, aby nie stygły. Pomoże barmanowi, gdy stos zamówień sypie się z drukarki, sprzątnie stolik innego kelnera. Ale przede wszystkim zarazi optymizmem gości. Zagada do dziecka, zażartuje, skomplementuje, doradzi jak trafić do najbliższego kina czy muzeum. Nie przewróci oczami na kolejną nietypową prośbę. Bo przekonał się, że mimo wyczerpującej pracy non-stop na nogach, uśmiech i przyjazne nastawienie procentuje.

Małgorzata Januszewska
Małgorzata Januszewska
Będąc humanistką z wykształcenia, poetko-pisarką z zamiłowania i eksploratorką z potrzeby oddychania, czas dzieli na trzy pasje. Prowadzi warsztaty interdyscyplinarne, nie rozstaje się z piórem (od reportaży po bajki), a palec planujący trasę po globusie, zamienia w wyprawę z plecakiem (ostatnio „lądując” w sercu Laosu). Propagatorka porozumienia dużych i małych. Przyjaciółka zwierzołków (no, może z wykluczeniem kilku uporczywych insektów :) Podziwia talenty homo sapiens, ale jej największą miłością są górskie krajobrazy (te naturalne, nie z betonu).
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Pierwsza praca: kelnerstwo. Da w kość czy nauczy życia?”

  1. To była także moja pierwsza praca. Nauczyła mnie między innymi, że pijani albo pozostający pod wpływem narkotyków ludzie nigdy nie są tak uroczy i zabawni, jak im się wydaje. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *