Walę tynki

Nie znam w moim otoczeniu nikogo, kto lubiłby i obchodził Walentynki
7 minut czytania
746
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
14 lutego 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Gdyby ktoś chciał żyć bez kalendarza, obserwując tylko fazy księżyca, zmiany pór roku oraz sklepowe dekoracje, nie miałby żadnego problemu z przybliżonym określeniem miesiąca, a nawet dnia.

No bo tak: po „Witaj szkoło!” są znicze a zaraz po nich Mikołaje (choć ostatnio zaczyna być niebezpiecznie odwrotnie). Po Mikołajach kuszą wielkie napisy „SALE”, bo wszak trzeba wyprzedać świętych, żeby zrobić miejsce dla serduszek. Po serduszkach zajączki, po zajączkach komunijne drony, quady i Biblie w obrazkach, a potem już tylko dmuchane jednorożce, wiaderka i pamiątki znad polskiego morza wyprodukowane w Chinach. A od sierpnia znowu „Witaj szkoło” i rok zleciał. Teraz mamy serduszka, a więc luty. A nawet połowa lutego.

Dogorywającą zimą serca płci obojga nagle biją szybciej, napędzane potrzebą wyrażenia miłości poprzez zakupienie i podarowanie poduszki w kształcie serca, czekoladek w kształcie serca, misia – koniecznie z sercem! – róży z główką opadającą po jednym dniu a takoż niesprzedanych na Boże Narodzenie zestawów kosmetycznych w niezwykle okazyjnej cenie. Wyznanie uczucia załatwi wypisane na sercu Kocham cię albo I love you, można jeszcze dołączyć kartkę z wydrukowanymi gotowymi życzeniami, bo kto by tam teraz sam pisał. Wieczór koniecznie w kinie na polskiej komedii romantycznej, chociaż w sumie przed innymi filmami tyle razy obejrzało się trailer, który zawiera najlepsze sceny, że może jednak szkoda czasu i pieniędzy. A następnego dnia serduszka na przemiał, czekoladowe przetapiamy na zające oraz jajka i machina się kręci.

Nie znam w moim otoczeniu nikogo, kto lubiłby i obchodził Walentynki, wszyscy raczej się na nie zżymają, ubolewają nad amerykanizacją polskiej kultury i sprowadzeniem uczuć do towaru. Ja sama zresztą świąt innych niż własnych nie obchodzę i bliscy wiedzą, że obdarowanie mnie sercem w połowie lutego czy tulipanem na 8 marca grozi śmiercią lub kalectwem. Patrzę na to z pobłażaniem i świadomością całej machiny handlowo-marketingowej wprzęgniętej w to, by konsument kupił róże, czekoladki i misia w zestawie taniej. Ze współodczuwaniem myślę o tych, którym celebrowanie „sparowania” przypomina o własnej samotności albo nieudanych związkach i spycha ich na margines rozkochanego jakże chwilowo społeczeństwa. Z dumą o takich, którzy singielstwo przekuli w swoją siłę i moc, dla których amerykańska (a jakże!) pisarka Sasha Cagen ukuła termin quirkyalone. To osoba, która przekłada życie w pojedynkę nad szukanie partnera i przeżycie ewentualnego rozczarowania związkiem. I choć sama nic przeciwko związkom innych osób nie ma, to takie święta jak Walentynki uważa za opresywne.

Ja w Walentynkach nie widzę dla siebie opresji, ale lansuję pomysł, by 14 lutego stał się dniem murarzy i tynkarzy, którzy w żadnym kalendarzu swojego święta nie ma mają. Walmy tynki! Bez tego żaden remont się nie uda, także w życiu. A bez miłości i owszem.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy