Gdyby James Bond brał udział w Powstaniu Warszawskim. „Kurier” Władysława Pasikowskiego

9 minut czytania
343
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
14 marca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Władysław Pasikowski już wcześniej sięgał w swojej twórczości po tematy odwołujące się do wydarzeń z historii Polski. Tym razem przeniósł na ekran postać Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Obraz szumnie zapowiadany jako rodzima wariacja na temat przygód Jamesa Bonda, to jedynie dowód na to jak reżyser bardzo spokorniał.

Nie żeby polskie kino kiedykolwiek uciekło od tematyki patriotycznej, ale w ostatnich latach można zaobserwować nasilenie tendencji do poruszania takich wątków przez naszych filmowców. Był „Dywizjon 303”, „Miasto 44”, „Historia Roja”, „Wołyń” i wiele innych, a wśród nich jeszcze „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego. Wówczas reżyser opowiadał o Ryszardzie Kuklińskim, teraz skupia się na wyrywku z życia Nowaka-Jeziorańskiego. Nie kreśli jednak filmu biograficznego, tworzy zaś fikcję czerpiącą jedynie z prawdziwych wydarzeń, a całość stara się ubrać w gatunkowe szaty.

„Kurier” Władysława Pasikowskiego

Wszystko dzieje się przed wybuchem Powstania. Młody, przystojny, wręcz pomnikowy, wojskowy otrzymuje rozkaz dotarcia z Londynu do Warszawy, by przekazać dowództwu materiały, od których zależy los warszawskiego zrywu. Droga nie będzie usiana różami, bo na ogonie siedzą mu wrogie wywiady, a przedostanie się do Polski w terminie graniczy z cudem. Dla Nowaka-Jeziorańskiego to nie tylko walka z czasem i przeciwnościami losu, ale także z własnymi słabościami. Jest jednak zdeterminowany i zrobi dosłownie wszystko dla dobra Ojczyzny.

„Kurier” Władysława Pasikowskiego

Tytułowy bohater to postać zupełnie inna niż pozostali mężczyźni z kina Pasikowskiego. Franz Maurer z „Psów” bluzgał i nie bał się ubrudzić sobie rąk. Słowem nie jedną rzecz miał na sumieniu i z niejednego pieca jadł chleb, jak zresztą wiele innych postaci z dorobku reżysera. Jan Nowak-Jeziorański w przedstawieniu Philippe’a Tłokińskiego jest niezwykle szlachetny i w pełni oddany zasadom, w które wierzy. To człowiek bez skazy i zmazy, figura do cna wybielona oraz pozbawiona jakichkolwiek wad, chyba że za taką uznać to, że nie potrafi jeździć na rowerze. Poznajemy go w momencie, w którym staje w obronie damy, której narzuca się pewien brytyjski żołnierz. Nowak-Jeziorański po uprzednim uderzeniu pięścią w stół z całą stanowczością stwierdza, że takie zachowanie nie przystoi komukolwiek, a tym bardziej żołnierzowi. Oto kryształowy rycerz na białym koniu, od początku aż do końca. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że bohater staje się przez to zbyt mało zróżnicowany charakterologicznie, zbyt oczywisty, zbyt doskonały, a przez to i nudny.

„Kurier” Władysława Pasikowskiego

Co prawda Philippe Tłokiński, który zasłynął swoją rolą w „Nocy Walpurgi”, sprawdza się dobrze na ekranie. To też w końcu aktor, który posługując się przed kamerą językiem angielskim nie brzmi komicznie i nie kaleczy go. Rzadkość. Niemniej nie jest to kreacja, która przejdzie do historii. Jego prezencja i ogólne fizis, czy też wspomniane zdolności lingwistyczne, doskonale pasują do roli Nowaka-Jeziorańskiego, ale postać już na papierze jest jednowymiarowa, a przez to na ekranie wypada jedynie poprawnie. Nie inaczej jest z resztą obsady, czyli z Julie Engelbrecht i Patrycją Volny, którą widzowie mogą kojarzyć z netfliksowego „1983”. Jest też bogaty drugi plan z Fryczem, Baką, Zamachowskim czy Pazurą na czele. To jednak, raz lepsze, raz gorsze, ale tylko epizody. Niby wszystko jest na miejscu, ale jednocześnie bez większego polotu i drygu.

„Kurier” Władysława Pasikowskiego

Zbyt doskonała jest też Warszawa, gdy w końcu dociera do niej bohater. Sterylna, wygładzona, to nie jest miasto pod okupacją. Co prawda dochodzi do łapanek, a i całość zaczyna się od publicznej egzekucji, zatem Pasikowski stara się pokazać historyczny ciężar, ale ginie on w wycyzelowanym obrazku. Rozumiem ograniczenia budżetowe, ale jednak obecność w kadrze świeżo otynkowanych budynków i widniejących w nich śnieżnobiałych plastikowych okien mocno razi, jak na film o II wojnie światowej.

„Kurier” Władysława Pasikowskiego

„Kurier” jest dziełem rzemieślniczo poprawnym. Bo ma i tempo, akcja goni akcję, wszystko się ze sobą spina. Mimo to czuć, że całość jest wypatroszona z ciężaru i napięcia. „Jack Strong” jest obrazem u swoich podstaw bardzo podobnym do „Kuriera”. Tam również Pasikowski był zapatrzony w hollywoodzką manierę, ale udało mu się ją przełożyć na historię o Kuklińskim i zaserwować seans pełen emocji, choć zwieńczenie historii było znane od samego początku. Tej samej sztuki tym razem nie udało mu się powtórzyć. Jest zachowawczo, może nawet staroświecko. Dodatkowo, jak na dzieło tak silnie osadzone w kontekście społeczno-politycznym, nie wybrzmiewa z niego jakikolwiek komentarz, co może nie byłoby minusem, gdyby film okazał się gatunkową bombą rozrywki. A tak jest tylko niewypałem. Nic się nie zmienia, na kurierów pozostaje tylko narzekać.

Reżyseria: Władysław Pasikowski
Scenariusz: Władysław Pasikowski, Sylwia Wilkos
Producenci: Jan Ołdakowski, Dariusz Gawin, Sylwia Wilkos, Klaudiusz Frydrych
Produkcja: Muzeum Powstania Warszawskiego,  Scorpio Studio
Dystrybucja w Polsce: Kino Świat
Premiera: 15 marca 2019.

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *