Książki o książkach

7 minut czytania
597
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
27 marca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jeśli fetyszyzujecie papierowy nośnik; jeśli lubicie porzucić klasyczną powieść na rzecz tomu o pisarskich i czytelniczych nawykach jej autora; jeśli chlubicie się czytaniem w toalecie, w autobusie, przy jedzeniu, o trzeciej w nocy i w trakcie spaceru; jeśli czujecie się profesorami metodologii układania książek, a łańcuszki w rodzaju „10 lektur, które wpłynęły na moje życie” są waszymi ulubionymi – to zestawienie powinno przypaść wam do gustu.

Biblioteka Narodowa opublikowała właśnie kolejny raport o stanie czytelnictwa w Polsce 1. Po jego ogłoszeniu czytającą mniejszością jak co roku wstrząsnęło święte oburzenie. Jeśli należycie do rzeczonej mniejszości i skusił was tytuł niniejszego tekstu, pewnie nie będzie dla was wyzwaniem wymienienie korzyści płynących z czytania – od tych czysto hedonistycznych, przez prokrastynacyjne i marzycielskie, aż po zdrowotne. Może więc zamiast narzekać, powinniście docenić korzyści z przynależności do elitarnego klubu? Jak każdy taki klub, także towarzystwo książkożerców ma swoje rytuały.

Szperanie między regałami, dotykanie okładek i muskanie grzbietów, wąchanie stron, kolekcjonowanie określonych tomów, podliczanie stanu biblioteczki, układanie i przekładanie książek – to tylko początek długiej litanii bibliofilskich przyjemności. Niektórzy z was zamiast książki czytać, pewnie wolą o nich rozmawiać – nie tyle nawet o ich meritum, a o książce jako przedmiocie. Oto subiektywne zestawienie książek o książkach (kolejność przypadkowa), sporządzone przez członka wyżej wspomnianego klubu.

„Imię róży”, Umberto Eco

XIV-wieczna biblioteka w benedyktyńskim klasztorze jest tu miejscem zbrodni, zaginiony biały kruk pistoletem, a czytelnik – rozwiązującym zagadkę Sherlockiem Holmesem. Pisany z kamienną twarzą filozoficzny traktat o śmiechu i ironii, kryminał teologiczny o konflikcie rozumu i wiary, pełna ukrytej drwiny historia z logiką głównej, której pointa jest przewrotną pochwałą chaosu. Między wydarzeniami dostajemy kilka wciąż aktualnych – obyczajowych, religijnych, naukowych – konfliktów rodem ze średniowiecznej epoki. Co uważniejsi czytelnicy z lupą w dłoni odczytać mogą aluzje m.in. do pism Freuda, Marksa, Wittgensteina czy Borgesa. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, sama fabuła jest wyścigiem z czasem odbywającym się do rytmu liturgii godzin. Nie znam bardziej skomplikowanego przepisu na bibliofilską ucztę – może właśnie dlatego to uczta jedyna w swoim rodzaju.

„Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski”, Keith Houston

Nie powinno się oceniać tomu po okładce? Keithowi Houstonowi należy się tutaj dozgonna dyspensa. Ten znawca historii pisma i typografii czyta z tytułowej bohaterki jak z nut. Mógłby równie dobrze sporządzić opasły katalog książkowych materiałów – wliczając w to kartofle, całuny nieboszczyków i zdjętą z płodów skórę. Jego zamiary są jednak o wiele ambitniejsze: spisuje dzieje i składa hołd tytułowemu artefaktowi wiedzy, wymieniając wielu Gutenbergów, z których tylko jeden stał się sławny. Houston korzysta z historycznej anegdoty, ujawnia niejedną chemiczną tajemnicę, nie pomija przy tym technologicznego kontekstu. Całość rozpina na różnych szerokościach geograficznych, z ich odmiennymi florą i fauną, które, jak się okazuje, miały często kluczowe znaczenie dla materialnego kształtu książki. Autor nie zapomina także o kulturze – woluminy szepczą mu o naszych zwyczajach więcej, niż chcielibyśmy przyznać.

„Moja historia czytania”, Alberto Manguel

Przed Wami istna Biblia czytelnictwa. Dla profesora literatury z Argentyny i posiadacza 35 tys. tomów (ponoć trzyma je w stodole) biblioteka jest wszystkim. Czytelnik przypomina mu „literę w tekście świata”, a czerpanie z literatury jest dla niego aktem wolności, przeglądaniem się w lustrze i nigdy niekończącą się rozmową. Na papierze to tylko obyczajowa historia czytelnictwa; faktycznie mamy przed sobą biografię czytelnika-żarłoka-erudyty wzruszającego wspólnotą czytelniczych doświadczeń. Czytanie w łóżku jako akt erotyczny, ciche czytanie jako religijna herezja, czytanie wywrotowe, książki-lekarstwa, bibliomaniacy-złodzieje – ta wyliczanka poruszonych tu tematów powinna wystarczyć Wam na zachętę.

„Ex Libris”, Anne Fadiman / „Książka o czytaniu”, Justyna Sobolewska

Amerykańska pisarka zainspirowała polską krytyczkę literatury do sporządzenia prywatnej pornografii czytelnictwa. Oba tytuły gromadzą wszelkie rytuały związane z książkami, na czele z niezdrowymi pozycjami do lektury czy perwersyjnym kolekcjonowaniem, selekcjonowaniem i gubieniem książek. Lista przedmiotów znalezionych między okładkami sąsiaduje tu z opowieściami o ulubionych antykwariatach, a anegdoty o pisarzach przeplatają wspomnienia miejsc, w których autorki czytały ważne dla nich powieści. Fadiman i Sobolewska dają czytelniczego kopa i uzależniają – od zbieractwa książek, od rozmowy o literaturze i od obserwacji innych czytających. Bo przecież każdy czytelnik i każda czytelniczka mogliby opowiedzieć swoją własną historię czytania.

„Książki i ludzie”, Barbara N. Łopieńska

Wśród tytułowych ludzi – reportażystów, naukowczyń, poetów, dziennikarek, pisarzy, parających się słowem współtwórców klimatu intelektualnego w polskich latach 90. i wcześniejszych, zdarzają się fetyszyści, jakich mało. Fetyszyzm wybrzmiewa tu tym mocniej, że w zebranych w jednym tomie rozmowach nie ma miejsca na nic więcej: to literatura, książki i czytanie stanowią punkt wyjścia, dojścia i temat przewodni całej reszty. Choć serię wywiadów wydano w 1998 roku, to kurz się go nie ima, a niektóre cytaty i dziś znalazłyby miłość wśród amatorów przewracania stron i wpatrywania się w ułożone rzędem grzbiety z tytułami. „Zawsze miałem jedną filozofię – mieć jak najwięcej książek” (Ryszard Kapuściński). „Wdrapuję się na półki, klękam, pełzam. Potworna praca fizyczna” (to Maria Janion o swojej „biblioteczce”). „Klucze, według których układa się książki, są zawsze niedokładne. Nie ma takiego ślusarza, który – jeśli idzie o bibliotekę – dobrałby klucz uniwersalny” (Joanna Pollakówna).

„O bibliotece”, ponownie Umberto Eco

Wydawnicza drobnostka, a jakże satysfakcjonująca! 40-stronicowy esej zmarłego przed kilkoma laty włoskiego intelektualisty jest fantazją o bibliotece idealnej. Tym zabawniejsze wydaje się, że na potrzeby marzeń, jakimś dziwnie przejrzystym prawem symetrii przeciwieństw, Eco tworzy 19-punktowy wzorzec biblioteki najgorszej z najgorszych. Jaki jest więc jego największy wróg? Bibliotekarz w roli cerbera. To przecież ów stróż, zauważa Eco, uniemożliwia nam odbycie największej bibliotecznej przygody, jaką jest niczym nieskrępowane szperanie po półkach i trafianie na książki, których nie spodziewaliśmy się tam znaleźć. Jeśli nie boicie się koszmarów (bibliotekarz to tylko fragment tego horroru), sięgnijcie ponownie po Eco, nie pożałujecie.

„Wszystkie lektury nadobowiązkowe”, Wisława Szymborska

Idealna lektura toaletowa. Około 800 (osiemset!) niespełna stronicowych felietonów/recenzji autorstwa polskiej noblistki ujawnia jej nigdy niezaspokojony głód liter. Trudno nazwać to spowiedzią, bo Szymborska niczego nie żałuje, użyjmy więc określenia: świadectwo. Dostajemy świadectwo czytelniczego wszystkożerstwa: poetka czyta biografie, eseistykę, literaturę naukową, przewodniki, kalendarze (tak, tak!), poradniki, słowniki i tym podobne, coraz dziwniejsze lektury, o których istnieniu wie dziś tylko katalog Biblioteki Narodowej. To lektury, których tym bardziej nikt nie myśli recenzować. Nieco przesadzam, bo trafiają się też książki znane, lubiane i po dziś dzień cenione, lecz często szalone wybory Szymborskiej są dowodem jej przewrotnego humoru i dzikiego apetytu. Nie muszę chyba wspominać o znanej nam wszystkim lekkości pięknie pointowanych zdań i błyskotliwym żarcie Szymborskiej. Przyjemność, przyjemność i jeszcze raz przyjemność!

„Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?”, Pierre Bayard

Swoją przewrotną teorię czytania francuski literaturoznawca zaczyna od oczywistości: obcowanie z książkami nie jest dla wszystkich jednakowe. Starzejemy się z tekstami kultury, dorastamy do nich, za każdym razem rozumiemy je trochę inaczej, wymieniając się zaledwie szczątkami wspomnień z lektury. Skoro doskonała znajomość tekstów (nawet własnych) jest niemożliwa, erudycję należy dziś rozumieć raczej jako orientację w sieci literackich zależności. Zdaniem Bayarda należy zdesakralizować czytanie i docenić każdy kontakt z książkami: kartkowanie, zaglądanie, słuchanie o nich, nawet zapominanie (by odkryć je na nowo). Właśnie tak budujemy czytelniczą biografię. Zresztą, czyż znajomość samego tylko fragmentu arcydzieła nie powinna dowieść jego arcydzielności?, pyta prowokacyjnie Bayard i dodaje: wielkość literatury objawia się nie w bibliotece, a w życiu, które wykracza poza nią. Jedno jest pewne: życie bez książek byłoby trudniejsze.

1 Ten, jakże profetyczny tekst, powstał przed opublikowaniem raportu Biblioteki Narodowej.

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *