Melomani, retrofile, miłośnicy minionych technologii i PRL-owskiej estetyki, wintydżowi kolekcjonerzy – wpadajcie do Radomia, nie pożałujecie!

Andrzej Krawczyk wystawił na światło dzienne fragment swojej dźwiękowej kolekcji
17 minut czytania
947
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
7 marca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Dla dwudziesto- i trzydziestolatków  to przede wszystkim obiekty retrofilskiego pożądania i potencjalne gwiazdy instagramów. Gramofony Bambino, Fonica WG 550, radia Pionier, Preludium, Ballada, Polonez, Kankan, Sonatina, Klawesyn, Trubadur, Rumba, Tamburyn, Arkona, Śnieżka, Beskid, Sudety, Śnieżnik, Giewont, Taraban, Jowita, Relaks, Kasprzak, Ramona, Świadowid, Sobótka…

Na pewno znacie ten typ ludzi. W Teleexpresie rezerwują im specjalną lożę dla Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Bywa że postronni patrzą na nich krzywym okiem, lecz gdy przychodzi co do czego, ekscentryków spotyka w końcu należny im podziw, szacunek, a czasem nawet zazdrość. Pewien nauczyciel muzyki, z którym – tak się złożyło – łączy mnie spora pula genów, to właśnie ten przypadek.

Powiedzieć o moim tacie pedagog z pasją, to nic nie powiedzieć. Dla Andrzeja Krawczyka nauka muzyki w Szkole Podstawowej nr 3 w Radomiu jest tylko jednym z wielu hobby. Myślę, że z Olgą Drendą, autorką „Duchologii polskiej” i kolekcjonerką artefaktów minionych epok, mógłby przybić piątkę, a Marcin Wicha powinien napisać o nim osobny felieton. Wyolbrzymiam nie tylko dlatego, że to mój ojciec – po prostu wiem, co go zajmuje po godzinach oraz czym zapełnił piwniczne lochy i strych na wsi. To szalony kolekcjoner rzeczy znalezionych i rzadko już komu potrzebnych. Nie jakiś tam dziki chomik, co to zbiera reklamówki, lecz antykwariusz-amator, który ślady zużycia na materialnych przedmiotach traktuje jak zmarszczki na szlachetnym obliczu starca.

Klucze i szklane butelki o godnych skatalogowania kształtach, znaczki pocztowe, zabytkowe monety i banknoty, PRL-owskie (i nie tylko) plakaty, karty bożonarodzeniowe i wielkanocne z lat 60. i współcześniejszych, ilustrowane książki dla dzieci z poprzedniego wieku, dziwności w rodzaju znaków ostrzegawczych, które mogłyby wisieć w pozujących na epokę barach mlecznych. Na te i inne zbieraniny może przyjdzie jeszcze czas. Tymczasem Andrzej Krawczyk wystawił na światło dzienne fragment swojej dźwiękowej kolekcji. A jest to kolekcja nie byle jaka.

Na pierwotnie pomyślanej dla uczniów wystawie pod skromnym tytułem „Radioodbiorniki, magnetofony, gramofony i płyty z lat 60., 70. i 80.” obok winyli i pocztówek dźwiękowych można podziwiać blisko 80 eksponatów. Są wśród nich przenośne maluchy, ale i kilkunastokilogramowe giganty, od dźwigania których strzelały kręgosłupy. To niegdyś bijące serca niejednego PRL-owskiego wnętrza; w starszych pokoleniach przywołają niejedno ciepłe wspomnienie. Dla najmłodszych stanowią solidną lekcję historii. Dla dwudziesto- i trzydziestolatków  to przede wszystkim obiekty retrofilskiego pożądania i potencjalne gwiazdy instagramów. Gramofony Bambino, Fonica WG 550, radia Pionier, Preludium, Ballada, Polonez, Kankan, Sonatina, Klawesyn, Trubadur, Rumba, Tamburyn, Arkona, Śnieżka, Beskid, Sudety, Śnieżnik, Giewont, Taraban, Jowita, Relaks, Kasprzak, Ramona, Światowid, Sobótka… Już same ich nazwy proszą się o rozwinięcie. Na korytarzu szkoły im. Jana Długosza w Radomiu możemy zobaczyć radia tranzystorowe, magnetofony szpulowe, hybrydy w rodzaju radia z wbudowanym gramofonem i jeden telewizor.

Przedmioty podziwiane w otaczanych kultem czarno-białych „Niewinnych czarodziejach” Andrzeja Wajdy czy w pierwszych scenach „Pociągu” Jerzego Kawalerowicza (pamiętacie? Kamera niemal fetyszyzuje wówczas turystyczną Szarotkę) przypominają, że współczesny minimalizm ma swoje ograniczenia. Aplikacja w telefonie nigdy nie będzie tak urokliwa jak gromadząca wspomnienia, pełna detali materia, którą da się dotknąć, nacisnąć, a czasem z nią powalczyć. Któż z nas nie chciałby dziś otrzymać pozdrowień nagranych na pocztówce dźwiękowej? Ja chciałbym. Wyżłobione spiralne rowki w płytach tłoczonych w Poltonie, Tonpressie, Savitorze, Wifonie, Veritonie, Arstonie czy PolJazzie; niedające się ujarzmić gałki radioodbiorników, z którymi najpierw trzeba się zaprzyjaźnić, charakterystyczne drgania igły adapteru, światło żarówek w radioodbiornikach, wreszcie tęczowe kolory (nie zawsze czarnych) płyt. Tego rodzaju sensualne bodźce przeżywają dziś swój renesans. Wiadomo, co najmniej od kilkunastu lat popkultura żywi się własną przeszłością. W tym przypadku nie bez powodu: zdaniem wielu audiofilów, brzmieniu płyt gramofonowych nigdy nie dorówna wątpliwa jakość zapisu cyfrowego.

Jeśli jesteście w pobliżu, wybierzcie się do Publicznej Szkoły Podstawowej nr 3 im. Jana Długosza w Radomiu. Wystawa będzie dostępna w holu głównym do 22 marca w godzinach pracy szkoły. Wstęp jest wolny – bo przecież pasji nie da się wycenić.

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz