Rachunek seksualnego sumienia

5 minut czytania
2050
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
15 marca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Czy myślałem chętnie o sprawach nieczystych? Czy przysłuchiwałem się brzydkiej mowie? Czy patrzyłem na nieskromne rzeczy? Czy mówiłem lub myślałem nieskromnie? Czy robiłem coś bezwstydnego sam…, z kimś? Czy pragnąłem coś nieskromnego widzieć…, słyszeć…, czynić?

Co to jest? – zapytacie Państwo. Może to materiały pomocnicze dla nauczycieli do uczenia dzieci masturbacji? Albo do wdrażania karty LGBT w warszawskich szkołach? Bynajmniej. To zamieszczany na katolickich portalach (ten akurat pochodzi ze strony Opoka.org.pl) rachunek sumienia dla dzieci – czyli lista pytań, na które dziecko powinno sobie odpowiedzieć, przygotowując się do spowiedzi. Są jeszcze pytania o oglądanie filmów niedozwolonych oraz o to, „czy złe i nieczyste myśli starasz się zaraz od siebie odrzucić”.

Ze swoich dziecięcych doświadczeń ze spowiedzią pamiętam wymienianie się informacjami o tym, który ksiądz pyta o „te rzeczy” i ustawianie się w kolejce do tych, którzy nie pytali. Pamiętam instynktowne skrępowanie przed mówieniem o „tych rzeczach”, zresztą w czasach schyłkowej komuny, na które przypadły moje szkolne lata, w ogóle się o „tych rzeczach” nie mówiło za dużo. Poznawanie własnej seksualności załatwiały zabawy „w doktora” oraz podglądanie filmów dla dorosłych w telewizji i gdyby nie ciotka, która kupiła mi swego czasu książkę „O dziewczętach dla dziewcząt” o swoim ciele i dojrzewaniu nie wiedziałabym nic. Rodzice o tym ze mną nie rozmawiali, w szkole było coś na biologii w czwartej klasie podstawówki, a w liceum miałam przyśpieszony kurs tego, do czego może prowadzić zajmowanie się „tymi rzeczami” w praktyce, kiedy najlepsza uczennica w klasie nie podeszła do matury z powodu zaawansowanej ciąży. O tym, że istnieją inne orientacje seksualne usłyszałam od starszych kolegów, którzy śmiali się, że noszę klips w jednym uchu „jak lesba” – a taka była moda pod koniec lat osiemdziesiątych. Taka sztafeta pokoleń w przekazywaniu informacji, która załatwia po dziś dzień sprawy, o których rodzice i nauczyciele często nie umieją/nie chcą/nie mogą rozmawiać z dziećmi. Dziś kiedy rodzice oglądają się na szkołę, a szkoła na rodziców, wkracza internet, który załatwia wszystko. A tam, gdzie nie ma rzetelnej wiedzy, rodzą się demony.

Jarosław Kaczyński lubi straszyć i jest w tym skuteczny. Cztery lata temu straszakiem byli uchodźcy, którzy mieli przywlec do naszego kraju różnego rodzaju pasożyty i pierwotniaki. W roku podwójnych wyborów batem na elektorat będą osoby LGBT, przedstawiane jako pedofile czyhające na dzieci ze zdrowych polskich rodzin. Na początek w Warszawie, gdzie do szkół wpuścił ich prezydent Rafał Trzaskowski, podpisując deklarację ze środowiskiem LGBT. O tym, że zajęcia z edukacji seksualnej będą nieobowiązkowe, a rodzice będą musieli na udział dziecka w nich wyrazić zgodę, już nie powiedział, bo i po co. Będzie seksualizowanie dzieci, masturbacja zamiast leżakowania i antykoncepcja zamiast fluoryzacji zębów. Oraz afirmacja homoseksualizmu. Że nie ma tego w warszawskim dokumencie? A kto by się takimi rzeczami przejmował. Ziarno zostało zasiane. W maju wykiełkuje. Na jesieni się zbierze. Swoją drogą ciekawe, jak musi się czuć premier Morawiecki, podając na radach europejskich rękę premierowi Luksemburga, który jest gejem i ma męża.

Ci, którzy grzmią o seksualizowaniu w szkołach zupełnie pomijają fakt, że pod przykryciem religii już są seksualizowane kilkuletnie dzieci, które obcemu mężczyźnie powinny przyznawać się do tego, czy robiły same lub z kimś coś bezwstydnego. Dzieci bez względu na to, czy rodzice już z nimi o „tych rzeczach” rozmawiali czy nie, mają zwierzać się z tego, czy pragnęły coś nieskromnego widzieć, słyszeć albo robić. Księża wciąż chcą słuchać o nieczystych myślach dzieci, gdy całemu polskiemu kościołowi przydałby się rachunek sumienia za grzech pedofilii w swoich szeregach. Ale nie od dziś wiadomo, że łatwiej bić się w cudze piersi, niż we własne.

Najdobitniej usłyszeliśmy to na konferencji prasowej episkopatu, poświęconej pedofilii w polskim kościele katolickim. Powiedzieć, że obecni na niej dostojnicy próbowali relatywizować problem, to nic nie powiedzieć. Usłyszeliśmy oto, że „tworzy się programy seksualizacji dzieci, aby jak najwięcej zarobić na środkach antykoncepcyjnych i puścić w ruch życie seksualne życie”, że „jest ogromny przemysł, który pompuje stronę seksualną, a z drugiej strony od razu pałką w głowę tych, którzy się poddają temu przestępstwu” oraz że sprawcom pedofilii należy się miłosierdzie. Ofiary sprowadzone zostały do liczb, pedofilia w kościele porównana do Holokaustu a kościół katolicki jawi się niczym oblężona twierdza.
Zanim członkowie episkopatu wejdą po raz kolejny do konfesjonałów, by wypytywać dzieci o „te rzeczy”, powinni poradzić sobie z własnymi grzechami. Dopóki tego nie zrobią, nie będą mieć moralnego prawa do rozgrzeszania kogokolwiek.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz