Hulaj noga, zasad nie ma

7 minut czytania
570
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
25 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Elektryczna hulajnoga szturmem wdarła się na ulice największych polskich miast i gdyby umiała mówić, pewnie byłyby oburzona, że prawo traktuje ją jak pieszą. Hulajnogi to luka prawna. Po ulicy im jechać nie wolno, po ścieżce rowerowej takoż, zostaje więc tylko chodnik. Sęk w tym, że chodnik to nie tylko pomykające ekologiczne jednoślady, ale także staruszki, matki z dziećmi i nastolatki chcące zrobić sobie selfie. Jakikolwiek zresztą pieszy ma małe szanse z jadącą 30 km/h (bo taką maksymalnie prędkość może rozwinąć owo elektryczne cudo) hulajnogą.

Nie zostanę hulajnogistką (czy to jest aby po polskiemu?) nie dlatego, że jestem fajtłapą, która omal nie poległa na elektrycznej hulajnodze w starciu z dziurą, ale z poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. Z tego samego powodu, dla którego nie znoszę lawirujących między pieszymi rowerzystów, cyklistów przejeżdżających przez przejścia dla pieszych, obok których nie ma ścieżek i pedałujących państwa, dla których przepisy ruchu drogowego to jakieś zbędne ograniczenia. Nie chcę być tak samo nielubiana, jak ja ich nie lubię. Nie zamierzam stanowić potencjalnego zagrożenia dla bezpieczeństwa innych i swojego. Moje oczywiście to jeszcze pół biedy, gorzej, że mogłabym trafić w jakąś turystkę na Krakowskim Przedmieściu i narazić ją na mandat, tylko dlatego, że weszła mi pod koło.

Stała pod moim blokiem. Zielona. Elektryczna. Ktoś zostawił, pomyślałam, co będzie stać taka samotna. Spróbuję. Korciło mnie od dawna. Trochę z zazdrością patrzyłam na tych pomykających trotuarami, kiedy ja stałam w autobusie w korku. A co tam. Przejadę się. Ciemno już było, myślę sobie, nawet dobrze, nikt nie będzie widział, jak się pani przed 50. koncertowo wygrzmoci na ten przykład. Daimonion podpowiadał „Nie rób tego!”. Ale co ja tam go będę słuchać. Cyk, aplikacja ściągnięta, cyk konto doładowane, no to cyk i jadę. Ahoj przygodo!

Po tym jak wpadłam w dziurę w słabo oświetlonej części mojego osiedla i naciągnęłam mięsień w lewej nodze ratując się przed upadkiem już wiem, że chyba raczej hulajnogistką nie zostanę. Rozpędziłam się do zabójczej, jak dla mnie prędkości 7 km/h i absolutnie nie odważyłam się szybciej, bo każdy kilometr przyspieszenia powodował, że się po prostu bałam i ci pomykający jednośladowcy na warszawskich chodnikach już nie byli tacy atrakcyjni. Zrobiłam dwa kółka po osiedlu, w sumie niecałe pół kilometra. Suma za przejechanie tychże wprawiła mnie w zdumienie, ale nie od dziś wiadomo, że ekologia to nie są tanie rzeczy.

Hulajnogowa aplikacja podpowiada: jedź w kasku, ale kto by tam jej słuchał. Tak, też nie miałam kasku i jak traciłam równowagę, to bardzo tego żałowałam. Aplikacja prosi: odstaw hulajnogę tak, by nikomu nie przeszkadzała, ale przecież nie po to można nią dojechać wszędzie, żeby się martwić o takie rzeczy. Zaleca: przestrzegaj przepisów ruchu drogowego, ale czy to przeciętny użytkownik hulajnogi ma o nich pojęcie? W większości chyba takie, jak przeciętny użytkownik roweru. Za moich czasów, w podstawówce, był egzamin na kartę rowerową. Sama taki zdawałam. Karta jest zresztą wciąż obowiązkowa dla nastolatków, ale obserwując zachowania rowerzystów na chodnikach i ulicach mam nieodparte wrażenie, że o żadnych przepisach i zasadach nie słyszeli, a prostego egzaminu na kartę nigdy by nie zdali.

Nie jestem zwolenniczką nadmiernych regulacji państwa w każdym obszarze. Zwłaszcza w Polsce, gdzie życie jest przeregulowane i na każdą sprawę, z którą państwo nie do końca wie, co zrobić, uchwala paragraf. Ale w przypadku hulajnogi paragraf niestety aż się prosi, bo do tej pory żadnego na niego nie ma. Dla warszawskiej policji hulajnoga to pieszy, ale już dla lubelskiego sądu kilka lat temu hulajnoga była motorowerem. W pierwszym przypadku czeska turystka wywiezie z Polski pamiątkę w postaci rozciętej głowy. W drugim – zginęło dziecko, które wjechało pod autobus. W Lany Poniedziałek zaś jeden z mieszkańców stolicy jechał hulajnogą jezdnią, wioząc na niej przed sobą kilkuletnie dziecko. Policja szuka delikwenta.

Traktowanie hulajnogi jak pieszego jest absurdalne, choćby dlatego, że mało który pieszy jest w stanie rozpędzić się do prędkości elektrycznego jednośladu. Wciskanie jej na i tak zatłoczone ścieżki rowerowe może zmusić rowerzystów i hulajnogistów do trudnej koegzystencji, ale ochroni pieszego, który zdaje się być najdotkliwiej doświadczanym ogniwem miejskiej infrastruktury. Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad rozwiązaniem problemu, ale pewnie w kończącej się kadencji Sejmu już nie zdąży. Jak pokazuje doświadczenie łatwiej bowiem po raz dziewiąty znowelizować ustawę o Sądzie Najwyższym niż rozwiązać skutecznie narastający problem na polskich ulicach, w którym chodzi o bezpieczeństwo, a nie o politykę.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz