Królowa Aldona Anna – nieokrzesana poganka na polskim tronie

Nadmiernie używała życia, dlatego też dość znamiennym i strasznym losem z tego świata zeszła
22 minut czytania
2440
0
Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
20 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

W cyklu sławne kobiety dziś historia kolejnej polskiej królowej. Nie dogadujesz się z teściową? Po tej historii dojdziesz do wniosku, że szanowna Mamusia może wcale nie jest taka zła. A jeśli jest? Cóż. Przynajmniej poczujesz się jak królowa Aldona Anna. Poznaj żonę Kazimierza Wielkiego – monarchinię, o której historia milczy, bo nie wpisała się w oczekiwania piastowskiego dworu.

Królowa Aldona Anna, w porównaniu do Rakuszanki, miała znacznie więcej szczęścia w kwestii aparycji i o wiele mniej jeśli chodzi o całą resztę. O jej dzieciństwie niewiele wiemy. Na pewno była jedną z co najmniej sześciu córek litewskiego księcia Giedymina. Jej ojciec przeszedł do historii jako twórca potęgi Wielkiego Księstwa Litewskiego. Co do jej pogańskiego imienia również są wątpliwości, ale – przynajmniej z uwagi na tradycję – nazywana jest Aldoną. Podobne niejasności są związane z datą jej urodzin, ale przyjmuje się, że kiedy wychodziła za mąż za Kazimierza III (znanego nam lepiej jako Kazimierz Wielki) byli mniej więcej w tym samym wieku, czyli miała jakieś 13-15 lat. Pomijając jednak kwestie wieku i imienia, sytuacja Aldony była, najoględniej mówiąc, skomplikowana: to co było jej atutem, stanowiło jednocześnie jej przekleństwo.

Aldona Anna Giedyminówna
Aldona Anna Giedyminówna

Klęska militarna czy wizerunkowa?

Dla lepszego zrozumienia trudnego położenia młodej księżniczki, trzeba przywołać kontekst historyczny. Królestwem Polskim rządzi Władysław Łokietek. Właśnie udało się złożyć kraj „do kupy” po rozbiciu dzielnicowym, ale sukces nie jest trwały. Polska ma problemy z Krzyżakami, a także Czechami rządzonymi przez Luksemburczyka, który najchętniej przywdziałby polską koronę. Co prawda mamy całkiem stabilny sojusz z Węgrami, bo Łokietek wydał swoją córkę Elżbietę za tamtejszego króla – Karola Roberta, ale nadal brakuje silnego sojusznika, który w razie potrzeby stanąłby z nami ramię w ramię do walki. Myśli polskiego króla zaczynają płynąć w stronę wschodniej granicy, gdzie od dekady panuje książę Giedymin. Człowiek niezwykle sprawny, bo podporządkował sobie nie tylko całą dzisiejszą Litwę, ale też dwie trzecie obecnej Białorusi. Z punktu widzenia Łokietka, książę litewski miał jednak dwie poważne wady. Po pierwsze, lubował się w wyprawianiu się na nasze Mazowsze iMałopolskę, jak się można domyślić – niekoniecznie z pokojowymi zamiarami, a po drugie był poganinem.

Szczególnie to drugie było trudnym orzechem do zgryzienia, bo Polska była już wówczas chrześcijańska, a to oznaczało, że znajduje się w jednej „paczce” z tak zwanymi „liczącymi się” państwami i w strefie wpływów papiestwa. Sojusz z poganami, to po prostu wizerunkowy strzał w kolano, dla młodego, aspirującego państwa, jakim była Polska. Łokietek jednak i na to znalazł sposób. Wymyślił, że ogra sprawę PR-owo i zamiast występować w roli bratającego się z dzikimi i nieokrzesanymi poganami, zostanie zapamiętany jako ten, który nie zawahał się krzewić wiary wśród sąsiadów. Wiele bowiem wskazywało na to, że Litwini przyjmą wiarę chrześcijańską. Dzięki temu nie tylko szybko usprawiedliwił poselstwo do Giedymina z prośbą o rękę jego córki dla swojego jedynego żyjącego syna, ale również zapunktował u papieża. Co więcej, zgodnie z logiką, mógł liczyć na to, że związany takim sojuszem książę Litwy zaniecha najeżdżania i grabienia ziem, na których miała królować jego córka. Bardzo sprytnie. I brzmiało to naprawdę nieźle. Praktyka pokazała, że nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Wróćmy do Aldony. Jak wynika z powyższego opisu sytuacji, jej pozycja na dworze polskim była w znacznej mierze uzależniona od tego na ile poważnie do sojuszu podejdzie jej ojciec, czy Litwa przejdzie na chrześcijaństwo, jak cała sprawa będzie wyglądała z punktu widzenia ówczesnej Europy i papiestwa, czy urodzi następcę tronu, przedłużając tym samym linię dynastyczną Piastów. Innymi słowy – dużo niewiadomych.

Nowe imię, stare przyzwyczajenia i podwójne standardy

Dziewczyna przybyła na dwór królewski wiosną 1325 roku, by tam poślubić Kazimierza (przyszłego Wielkiego). Książę nie był zachwycony perspektywą małżeństwa z poganką, której wcześniej nigdy nie widział na oczy. Można jednak przypuszczać, że to nie jej wygląd był powodem sceptycyzmu. Wprawdzie kroniki o aparycji Aldony milczą, ale to także jest pewną wskazówką. Gdyby brakowało jej powabu lub była brzydka, prawdopodobnie chętnie by o tym wspomniano, ponieważ nie cieszyła się dobrą opinią na dworze krakowskim. Zresztą, jej wygląd nie ma o tyle znaczenia, że Kazimierz i tak miał niewiele do powiedzenia w zakresie poślubienia Aldony. Łokietek i jego żona – królowa Jadwiga Kaliska, zwana również Bolesławówną, podjęli nieodwołalną decyzję o sojuszu z Litwinami.

Kiedy tylko świeżo upieczona narzeczona przybyła do Krakowa, w trybie natychmiastowym ją ochrzczono, nadając jej nowe imię: Anna. Jeśli chodzi o ślub to Łokietkowie nie wykazali się już takim pośpiechem. Odbył się on kilka miesięcy później, dokładnie 16 października 1325 roku. Skąd takie opóźnienie? Nie jest to do końca jasne, ale prawdopodobnie powody były co najmniej trzy. Po pierwsze, część historyków twierdzi, że czekano na oficjalną papieską dyspensę, która pozwalała na ślub chrześcijańskiego królewicza z dziewczyną będącą jeszcze do niedawna poganką. Po drugie, być może sprawdzano na ile Giedymin wywiąże się z warunków umowy matrymonialnej, a te były nie byle jakie, bo panna młoda w posagu zamiast złota miała dostarczyć… 24 000 polskich jeńców pojmanych wcześniej przez jej ojca. Po trzecie, Łokietkowie mogli dojść do wniosku, że chrzest chrztem, ale przyszłą księżną trzeba zaznajomić z zasadami wiary, związaną z nią obyczajowością, a także językiem polskim.

Właśnie na tym polu obycia i usposobienia ujawniły się pierwsze zgrzyty pomiędzy Aldoną-Anną i jej przyszłą teściową. Jadwiga, kobieta szalenie poukładana, ciesząca się autorytetem, poważana, obyta w świecie, od samego początku traktowała przyszłą synową jak zło konieczne. Uważała, że przyszła królowa, to fałszywa chrześcijanka, beztroska, frywolna i nieokrzesana. Krytykowała jej brak zainteresowania polityką. Denerwowała ją muzyka, której słuchała księżniczka, bo miała ona charakter świecki. Coś w tym musiało być, bo Litwinka faktycznie uwielbiała korzystać z życia. Kochała zabawy, polowania i wiedziała jak się bawić. Pisano o niej:

Była tak oddana uciechom tanecznym i wesołości, iż dokądkolwiek konno lub na wozie się udawała, zawsze przed nią szli śpiewacy z harfami, bębnami, piszczałkami, pieśniami i różnymi melodiami, ku zgorszeniu wielu.

Co ciekawe, Kazimierz miał bardzo podobne uosobienie. Wiadomo, że niespecjalnie przykładał się do nauki, za to wiedział co to dobra zabawa. To oczywiście jego matce niespecjalnie przeszkadzało, zwłaszcza, że był generalnie słabego zdrowia, więc pewnie cieszyły ją wszelkie sygnały świadczące o dobrym samopoczuciu syna. Poza tym, był jedynym męskim potomkiem Łokietka i Jadwigi, który dożył dorosłości. Para królewska pochowała wcześniej dwóch synów: jednego jeszcze jako niemowlaka, drugiego w wieku sześciu lat. Najmłodszy Kazimierz stanowił ostatnie ogniwo dynastii więc nic dziwnego, że był oczkiem w głowie swoich rodziców.

W oczekiwaniu na piastowskie „royal baby”

Rozrywkowa młoda para była jednak małżeństwem bardzo zgodnym i udanym. Ewidentnie było im ze sobą dobrze i nawet nadopiekuńcza mamusia nie dawała im się początkowo we znaki. Aldona opisywana jest jako żona uległa i oddana swojemu mężowi, ale też obdarzona wesołym temperamentem i litościwym sercem. Do końca życia była postacią niezwykle barwną i nieznoszącą nudy, co prawdopodobnie Kazimierz bardzo w niej cenił. Nie próbowała wpływać na jego decyzje polityczne, nawet gdy została królową. Nie kwestionowała jego wyborów – chociażby dotyczyły ożenku ich wspólnych córek. Jeśli więc nawet nie pałali do siebie miłością, to dobrze się ze sobą dogadywali.

Popiersie Kazimierza Wielkiego w Wieliczce

Pierwsze lata ich wspólnego życia układały się pomyślnie i wszystko wyglądało bardzo obiecująco. Nerwowo zaczęło się robić w dwa lata po ślubie, kiedy Kazimierz bardzo ciężko zachorował. Królestwo stanęło wobec perspektywy bezpotomnej śmierci niedoszłego, ale też jedynego możliwego, króla. Jak można się domyśleć, na okoliczność choroby swojego syna królowa-matka dosłownie szalała z rozpaczy, i tym razem jej zachowanie jest w pełni zrozumiałe.

Błagała o modlitwę wstawienniczą samego papieża i powierzyła Kazimierza szczególnej pieczy świętego Ludwika. Najwyraźniej niebiosa jej sprzyjały, bo po kilku miesiącach, przyszły władca wyzdrowiał. Aldona zapewne odetchnęła z ulgą, ale też poczuła wyraźną presję: musi urodzić mężowi syna. W przeciwnym wypadku zostanie oskarżona o niewypełnienie swojego obowiązku i obarczona winą za wygaśnięcie dynastii Piastów. Nic dziwnego, że zaczęło ją to stresować. Choroba Kazimierza, groźba jego śmierci i jej konsekwencje wszystkim dały próbkę chaosu, jaki by zapanował gdyby ten czarny scenariusz się ziścił. To z kolei spowodowało, że płodność Aldony i jej łóżkowe relacje z mężem stały się tematem numer 1 nie tylko w Krakowie, ale również na europejskich dworach królewskich. Wyobrażacie to sobie? Nie dość, że prawie-poganka, dzikuska, hedonistka, to jeszcze synów nie chce rodzić i specjalnie sprowadza na Piastów zagładę.

Obrażalski tatuś i rozrywkowy mąż

Na domiar złego okazało się, że Giedymin, który początkowo dobrze rokował jako potencjalny sojusznik i przyszły chrześcijanin, okazał się sojusznikiem tyleż groźnym, co humorzastym. Potrafił na przykład w trakcie bitwy obrazić się na Łokietka, zabrać swoje wojska i wrócić do domu, nie bacząc na losy konfliktu.  Chrztu nie przyjął, choć w stosunku do chrześcijan był tolerancyjny. To jednak nie wystarczyło żeby zalepić rosnącą dziurę w wizerunku królestwa polskiego i samego Łokietka, którego uznano za naiwniaka i przyjaciela pogan. Układ z Litwą okazał się politycznym niewypałem więc oczach dworzan i duchowieństwa Aldona-Anna stała się córką zdrajcy, która w dodatku – złośliwie – rodziła same córki.

Pozycja żony Kazimierza słabła z dnia na dzień, choć między nią a mężem nadal układało się, jak na zaaranżowane małżeństwo, zupełnie nieźle. Źródła nie piszą o tym wprost, ale można wnioskować, że te dobre relacje sporo Aldonę kosztowały. Ona sama opisywana jest jako kobieta uczciwa, która jednak – zgodnie z przyjętym obyczajem – przymykała oko na regularne skoki w bok swojego męża. Czasami okazywało się to niezwykle trudne, jak na przykład wtedy, gdy Kazimierza oskarżono o gwałt na Klarze Zach – jednej z dwórek węgierskiego dworu. Sprawa była bardzo głośna, bo ojciec shańbionej dziewczyny próbował zemścić się na szwagrze Kazimierza, królu węgierskim. W porę został jednak unieszkodliwiony, a następnie, niezwykle brutalnie, uśmiercony. Aldona, trochę niespecjalnie mając z resztą wybór, przyjęła, że do gwałtu nie doszło, a sam romans pomiędzy dwórką, a jej mężem stał się pretekstem do antykrólewskiego wystąpienia na Węgrzech.

Królowa jest tylko jedna

Kolejny poważny kryzys nadszedł wraz ze śmiercią Władysława Łokietka w 1333 roku. W myśl zasady „umarł król, niech żyje król” natychmiast zaczęto czynić przygotowania do nowej koronacji. I o ile nikomu nawet nie przyszło do głowy kwestionowanie prawa Kazimierza do tronu, o tyle z Aldoną sprawa się miała zupełnie inaczej. Królowa-wdowa, Jadwiga, popierana przez duchowieństwo i dwór oficjalnie sprzeciwiła się wyniesieniu synowej do rangi monarchini. Stwierdziła, że ponieważ ona nadal żyje i sprawuje funkcję królowej, to nie ma najmniejszego powodu żeby tytuł ten dublować.

Oczywiście można próbować tłumaczyć jej postępowanie tym, że po niemal dwustuletnim rozbiciu dzielnicowym obyczaje polskie związane z władzą królewską dopiero się kształtowały i mogła pomyśleć, że prawo do korony przysługuje jej tak długo jak żyje… Ale z drugiej strony, Jadwiga była władczynią obytą w świecie i europejskich dworach. Znała zasady tam panujące, więc wygląda na to, że z premedytacją chciała pozbawić synowej należnego jej tytułu i sprawować władzę u boku swojego syna. A to już pachnie niezdrową relacją.

Na szczęście Kazimierz kolejny raz udowodnił, że ma dystans do nadopiekuńczej matki i Aldona-Anna wraz z mężem zostali koronowani przez arcybiskupa gnieźnieńskiego na królową i króla Polski. A Jadwiga? Dobrowolnie lub nie, opuściła Wawel i wyjechała do Starego Sącza, gdzie wstąpiła do klasztoru klarysek. Przypuszcza się, że nadal jednak miała silny wpływ na otoczenie dworu oraz duchowieństwo, ponieważ, mimo upływu lat, wizerunek Aldony wcale nie ulegał poprawie.

Pozycja nowej królowej była bardzo wątła, zwłaszcza, że nie powiła następcy tronu. Wciąż też była uważana za pogankę, zwłaszcza że dochowywała wierności niektórym litewskim obyczajom. Wśród poddanych budziła co najwyżej politowanie, częściej jednak niechęć, wstręt czy wręcz agresję. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jako królową Polski ignorował ją sam papież Jan XXII, który ostentacyjnie zwracał się do Jadwigi jako władczyni, to negatywny stosunek duchowieństwa i dworu nie powinien nikogo dziwić. Ostatecznie przykład idzie z góry.

Równia pochyła

Wydawałoby się, że korona zapewni Aldonie-Annie większą życiową równowagę i należny jej szacunek. Niestety, było wręcz przeciwnie. Pokłosia nieudanego sojuszu z Litwą, zamiłowanie królowej do zabawy i doczesnych uciech oraz fakt, że zamiast syna urodziła dwie córki: Elżbietę i Kunegundę, sprawiły, że regularnie była narażana na zniewagi ze strony otoczenia – zwłaszcza tak zwanych „grubych ryb”. O tym, że kompletnie się z nią nie liczono świadczy chociażby incydent z biskupem Krakowa w roli głównej. Otóż pod nieobecność Kazimierza na Wawelu nakazał on gwardzistom wtargnięcie na zamek w celu uwolnienia z więzienia swojego sprzymierzeńca, który został osadzony w lochach za jakieś przestępstwo. Włamanie do zamku było obrazą dla królowej, która oczywiście zareagowała protestem i groźbami, z których nikt nic sobie nie robił. Jakby tego było mało, Aldonie odmówiono prawa do nocowania w klasztorach i spożywania w nich posiłków, co oczywiście było kolejną potwarzą, bo taki zakaz nie dotyczył chociażby jej teściowej.

Ostateczny jednak cios przyszedł z niespodziewanej strony. Rozczarowany Kazimierz, nie doczekawszy się męskiego potomka, zawarł układ ze swoją siostrą – węgierską królową, pakt o dziedziczeniu. Chodziło w nim o to, że w razie gdyby nie doczekał się syna i zmarł to tron polski przeszedłby w ręce męża bądź syna Elżbiety. Innymi słowy – oficjalnie wydziedziczył swoje córki pochodzące ze związku z Aldoną. Jak się można domyślać, królowa najadła się wstydu, bo jej dzieci potraktowano jak zwykłe bękarty. Jej sytuacji nie poprawiał fakt, że tak naprawdę jedyną szansą na przedłużenie dynastii była jej śmierć, bo wówczas Kazimierz mógłby ożenić się ponownie i być może wreszcie spłodzić prawowitego syna. Ciężko czuć się dobrze wiedząc, że twój rychły zgon właściwie wszystkim wokoło byłby na rękę, prawda?

Owiana tajemnicą śmierć

Czy to los tak chciał, czy też może w zejściu z tego świata ktoś królowej pomógł: teściowa, mąż, jakiś troskliwy biskup czy poddany? Tego nigdy się nie dowiemy. Faktem jest, że w sześć lat po tym jak zasiadła na tronie Polski, Aldona zmarła. Nie wiadomo co konkretnie się wydarzyło. Historycy obstawiają jakąś straszną chorobę, w wyniku której ciało Aldony pokryło się ropą i śluzem, a ona sama odchodziła w strasznych męczarniach. I choć śmierć królowej otwierała nowe możliwości przed losami Piastów, to wzbudziła powszechny szok. Inna sprawa, że jest wysoce prawdopodobne, że ówczesne kroniki mocno koloryzują informacje o tym, jak bardzo cierpiała władczyni zanim zmarła, bo związany z krakowskim dworem dominikanin Traska podkreślał:

Ponieważ nadmiernie używała życia, dlatego też dość znamiennym i strasznym losem z tego świata zeszła.

W ten sposób jeszcze po jej śmierci można było dowodzić, jak bardzo nieudaną i grzeszną kobietą była. Taki scenariusz potwierdzałyby zapiski Długosza, który twierdził, że (…) dla zohydzenia tego, co czyniła za życia, mówiono, że zmarła nienaturalną i straszną śmiercią.

Aldonę pochowano w katedrze na Wawelu, choć jako o królowej Polski kompletnie o niej zapomniano. Bardzo niesprawiedliwie, bo choć ówczesny sojusz z Litwą okazał się niewypałem, to stanowił preludium kluczowej dla późniejszego funkcjonowania Korony unii w Krewie, podpisanej kilkadziesiąt lat później.

Zofia Kociołek-Sztec
Zofia Kociołek-Sztec
Gdyby wypalił jej plan A, dziś byłaby księżną Monako. Plan B zakłada posiadanie pałacu na Dolnym Śląsku, w którym będzie mieszkać i przyjmować gości podając kawę w prawdziwej porcelanie. Póki co nosi replikę pierścionka księżnej Kate, a zamki poznaje jako turystka. Aktualnie funkcjonuje jako królowa-matka małej Wandy. Z zawodu jest PR-owcem. Uwielbia dobre jedzenie, książki (choć najchętniej na okrągło czytałaby „Dumę i uprzedzenie”), galopy na swoim rudym koniu po lesie i weekendowe wypady, podczas których razem z mężem odkrywają niesamowite miejsca w Polsce lub oglądają rekonstrukcje bitew. Życie z nią to nieustanna sinusoida – albo krzyczy albo się śmieje. Jej motto to „ostatni łatwy dzień był wczoraj”.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *