Luksusowa prostytucja jak „wakacje życia”

To były łatwe pieniądze, lukratywny kontrakt pozwalał przeżyć rok bez pracy
21 minut czytania
18526
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
30 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

– Luksusowa prostytucja? Niemal każda z dziewczyn poszłaby z nimi do łóżka także bez pieniędzy, a były i takie, które może by za to nawet zapłaciły. Potrafiły się w nich zakochać i szukać ich po Europie. – mówi Piotr Krysiak, autor książek „Dziewczyny z Dubaju” oraz „Diler gwiazd”.

Piotr Krysiak, autor książek „Dziewczyny z Dubaju” oraz „Diler gwiazd”
Piotr Krysiak, autor książek „Dziewczyny z Dubaju” oraz „Diler gwiazd”

Jako pierwszy tak szczegółowo opisał Pan proceder zorganizowanej prostytucji polskich celebrytek i modelek.

O organizowanych wyjazdach do szejków arabskich zrobiło się w Warszawie tak głośno, że dziewczyny same się zgłaszały. Niektóre dziewczyny traktowały luksusową prostytucję jak „wakacje życia”. Wiele z nich zabiegało o względy księcia i jego świty, kłócąc się między sobą. Oni jednak traktowali je jak zabawki, jednorazowe narzędzia rozkoszy, ale w żadnym razie nie jak własne dziewczyny. Książę Santo, do którego co dziwne, nie dotarła prokuratura podczas śledztwa, to bardzo przystojny mężczyzna około trzydziestki – 190 centymetrów wzrostu, dobrze zbudowany, a przede wszystkim bardzo majętny.

Uwielbiał się dobrze bawić i nie liczył z kosztami. Za towarzystwo pięknej dziewczyny płacił nawet tysiąc euro dziennie. Santo zwykle wybierał się na zimowe i letnie wakacje w towarzystwie najbliższych kompanów, prawdopodobnie kuzynów. Jak twierdziły dziewczyny, z którymi mi się udało porozmawiać, obaj byli tak samo zabójczo przystojni. Przykuwali uwagę wielu kobiet. Wysocy, ciemne, długie włosy, brązowe oczy skrywane za przeciwsłonecznymi okularami, ciemna karnacja, ciała wyrzeźbione w ekskluzywnych siłowniach.

Zwykle u Santo było niewiele pracy, a zdarzało się, że dziewczyny w ogóle nie musiały chodzić z nikim do łóżka, choć, łóżko w tym wypadku było to dla większości przyjemnością. Noc z księciem nobilitowała. Ponad połowę czasu dziewczyny spędzały, nudząc się w pokojach i czekając, aż bogaci Arabowie zdecydują się zaprosić je na imprezę. To były łatwe pieniądze.

Po kilku tygodniach na jachcie z księciem i jego świtą dziewczyny mogły kupić mieszkanie w Warszawie. Ale nie chodziło tylko o pieniądze?

Myślę, że na początku chodziło tylko o pieniądze. A później o coś więcej. Po pierwszym wyjeździe zobaczyły ten rozmach. Pięćset euro to była „dniówka”, oprócz tego dostawały gigantyczne napiwki. Każda z nich, zanim znalazła się na jachtach rodzin królewskich, w drogich hotelach czy na szybkich sponsorowanych randkach, marzyła, żeby zostać modelką. Właściwie, to każda z nich na swój sposób nią była. Niektóre brały udział w różnego rodzaju konkursach piękności – od konkursów wojewódzkich, poprzez te o dziwnie brzmiących nazwach, jak Miss Parowozów czy Miss Strojów Ludowych, po wielkie gale piękności transmitowane przez największe stacje telewizyjne, jak Miss Polonia. Te prężniej działające miały także profesjonalne zdjęcia, które można było zobaczyć na stronach internetowych agencji modelek.

Część z nich pojawiała się na okładkach i rozkładówkach popularnych magazynów dla mężczyzn: „Playboya” i „CKM-u”. Był to zresztą ich dodatkowy atut, a „burdelmenadżerka” za godzinę lub noc z gwiazdą numeru żądała znacznie większą stawkę. Byli też klienci, którzy prosili właśnie o takie gwiazdy, niespecjalnie licząc się z kosztami.

Na życie ekskluzywnych prostytutek decydowały się celebrytki, artystki, modelki, a nawet finalistki konkursów piękności. Najbardziej zaskoczyła mnie menadżerka banku i stewardessa.

Jedna z nich wygrała nawet konkurs Miss Polonia, druga zdobyła kilka europejskich tytułów, inna była uczestniczką popularnego programu „Top Model”, kolejna zagrała epizod w filmie „Sfora”, a jeszcze inna, została dziewczyną popularnego serialowego aktora. Co ciekawe, klientami luksusowych dziewczyn do towarzystwa byli nie tylko arabscy milionerzy, ale również bogaci sportowcy i artyści z Polski.

Niektóre sutenerki też brały wcześniej udział w konkursach piękności, co pozwoliło im nawiązać kontakty z organizatorami konkursów, co z kolei owocowało szybkim i łatwym dostępem do numerów telefonów i mejli kandydatek na ekskluzywne prostytutki.

Bohaterki książki „Dziewczyny z Dubaju” zaraz po jej ukazaniu straszyły Pana sądami, nalegały, aby usunąć fragmenty z książki. To dlatego zmienił Pan ich prawdziwe nazwiska?

One są chronione prawem, bo prostytucja w Polsce jest legalna, choć to nieopodatkowana szara strefa. Zrobiłem wszystko żeby nie stały się rozpoznawalne. Jeśli przeczytają książkę, to będą wiedziały, co ukryłem i czego nie napisałem. Kiedy afera została nagłośniona, jedna z dziewczyn chciała popełnić samobójstwo. Nie chciałem zniszczyć im życia. Dlatego postanowiłem nie upubliczniać ich nazwisk. Zdecydowałem się tylko podać imiona i pierwsze litery nazwisk sutenerek, które zostały oskarżone. Wiele spośród luksusowych prostytutek prowadziło podwójne życie, w Polsce miały stałych partnerów, mężów, a niektóre nawet dzieci.

Większość z nich ukrywała przed najbliższymi, że wyjazd do pracy w roli hostessy tak naprawdę oznacza noclegi w najdroższych hotelach, alkohol, narkotyki i seks. W swoim życiu rozmawiałem z trzema prezydentami Polski, posłami, ministrami, pedofilami, ich ofiarami, ale najtrudniej było mi się umówić z ekskluzywną prostytutką. Wstydziły się, bały, bo były publicznie znane. Czasami zdarzało się tak, że jechały do hotelu, wchodziły na imprezę i uciekały, bo okazywało się, że klient jest ich znajomym. Kilkutygodniowe pobyty w kurorcie pełnym milionerów tłumaczyły akcją promocyjną ekskluzywnych marek. Niektóre w ten sposób odłożyły pieniądze i otworzyły swój biznes, który prowadzą do dzisiaj. Dla innych od  początku celem było poznanie starszego mężczyzny, który zapewni im bezpieczeństwo i zaspokoi finansowo.

Na przykład jedna z nich, Julia uwiodła miliardera, byłego klienta. Jej życie przypomina losy „Pretty Woman”

Osiągnęła swój cel. Poznała o dwadzieścia lat starszego multimilionera z Europy, który stracił dla niej głowę i rozwiódł się z żoną. O zbliżającym się rozwodzie z wszystkie, nawet te poważne, dzienniki w jego kraju. Kolorowe dzienniki prześcigały się w doniesieniach o młodej, pięknej Polce i zakochanym milionerze.

Julia dziś mieszka za granicą, w pałacu wartym 75 mln złotych. Kilka lat temu po angielsku nie mówiła ani słowa. Pochodzi z małego miasteczka na Śląsku. Mówiono o niej polska Pretty Woman. Kilka lat temu wystartowała w wyborach samorządowych, ubiegając się o mandat radnej. Wyborców chciała przekonać zorganizowaniem w mieście większej liczby klubów i dyskotek.

O aferze dubajskiej zrobiło się głośno kiedy okazało się, że jest w to wmieszana Joanna B., córka słynnego muzyka, lidera zespołu Lady Pank.

Joanna B. sutenerstwem zajmowała się od kilku lat. Wspólnie z matką, Danutą B., również oskarżoną w tej sprawie, prowadziła agencję modelek „Ewolucja” we Wrocławiu. Ale była to oczywiście przykrywka.

Bez skrupułów oferowały pracę kelnerek w zagranicznych klubach. Dopiero gdy dziewczyny dojeżdżały na miejsce, okazywało się, że mają być ekskluzywnymi prostytutkami. Gdy interes się rozwinął, zaczęły współpracować z Emilią P. i Karoliną Z. Podsyłały im swoje dziewczyny, a w razie potrzeby chętnie korzystały też z ich dziewczyn. W latach 2008–09 Emilia P. była w tym biznesie królową. Niewątpliwie prowadziła największy latający burdel w Polsce. W sądzie Joanna B. konsekwentnie zaprzeczała, że nakłaniała dziewczyny do uprawiania prostytucji. Potwierdziła jednak, że pośredniczyła w kontaktach dziewczyn z mężczyznami.

Wśród burdelmenadżerek to Emilia P. była mózgiem całej operacji. Spędziła osiem miesięcy w więzieniu. Jak wyglądał mechanizm pozyskiwania dziewczyn ?

Emilia P. i Karolina Z. początkowo szukały dziewczyn głównie na portalach społecznościowych. Przede wszystkim na najpopularniejszej wtedy w Polsce Naszej Klasie. Wystarczyło, że któraś wspomniała, że jest modelką lub fotomodelką, a od razu budziła zainteresowanie sutenerek.

Zwykle to Emilia P. wyjeżdżała z dziewczynami do Saint Tropez, Cannes czy na Ibizę. Miały też znajomości w dwóch redakcjach, „CKM” i „Playboyu”. Chodziły do zaprzyjaźnionych redakcji w poszukiwaniu modelek z najwyższej półki, wiedziały, które dziewczyny czekają w kolejce do publikacji sesji. Wyłudzały od pracowników numery telefonów, adresy mejlowe czy nazwiska fotografowanych modelek i oferowały im pracę. Jeśli któraś z dziewczyn usłyszała, że za opalanie się na plaży w światowym kurorcie dostanie pięćset euro dziennie, to mogło połechtać jej próżność.

Najbardziej zadziwia mnie naiwność tych dziewczyn, że one wierzyły, że mają pracować jako hostessy, a nie prostytutki?

Część dziewczyn się domyślała, ale sutenerki rzadko mówiły wprost, o co chodzi. Wysyłały kandydatce mejla z propozycją. Dbały o to, by nie padło w nim słowo seks. Oficjalnie szukały hostess i modelek. Spotkania odbywały się w Hard Rock Cafe przy Centralnym albo w Lemonie w Warszawie.

Do codziennej pracy w Polsce miały swoje sprawdzone modelki. Książę zawsze żądał świeżego „towaru”. Emilia P. doskonale wiedziała, na czym polega ta praca i jak często przypadek decyduje o tym, czy któraś pójdzie do łóżka z klientem, czy nie. Według nie do końca pewnych informacji Emilia P. miała za każdą dziewczynę dostawać 1000 euro dziennie. Te ładniejsze i obrotniejsze z trzy tygodniowego wyjazdu mogły przywieźć nawet pięćdziesiąt tysięcy złotych (plus napiwki).

Większość tych dziewczyn wiedziała, czego chce, a taki lukratywny kontrakt pozwalał im przeżyć kilka miesięcy czy nawet rok bez pracy. Książę był jak kura znosząca złote jaja. To on pozwolił wyrosnąć Emilii P. na prawdziwą grubą rybę tego świata. Dlatego też bardzo dbała, by nie stracić tak cennego klienta.

Pilnowała też o to, by gdy dziewczyny pojawiały się na miejscu, stosowały się do „książęcego regulaminu”. Na czym on polegał?

Dziewczyny miały być czyste, piękne, pachnące i wypoczęte. W żadnym razie nie mogły się pojawiać same na dyskotekach i w klubach. Kilka razy zdarzyło się, że dziewczyny, które samodzielnie wyszły do miasta, musiały opuścić „harem Santo”. Książę Santo był tak przewrażliwiony na swoim punkcie, że każda, nawet najdrobniejsza gafa czy nieuprzejmość prostytutki mogła się skończyć fatalnie. Kiedyś odesłał dziewczynę do domu tylko dlatego, że pomyliła jego imię. Stawiał też jasno jeszcze jeden warunek: dziewczyna, która była już na wyjeździe, nie mogła nigdy więcej pojawić się u niego na wakacjach.

Podczas niektórych wyjazdów, na przykład tych dwumiesięcznych, przez pokłady jego jachtów i sypialnie przewijała się ponad setka dziewczyn. Oprócz Polek były wśród nich również modelki z USA, Brazylii czy Maroka. Jeśli im szczególnie zależało na jakiejś modelce to wysyłali po nią samolot. Ponad połowę czasu dziewczyny spędzały, nudząc się w pokojach i czekając, aż bogaci Arabowie zdecydują się zaprosić je na imprezę. Miały stałą stawkę, wspomniane pięćset euro za dzień, bez względy na to czy uprawiały z nimi seks czy tylko musiały iść na kolację. Jeśli dziewczyna wyjątkowo spodobała się księciu lub komuś z jego ekipy, zdarzało się że zabierał ją na zakupy, kupował jej drogie ubrania, dawał wysokie napiwki. Zdarzyło się, że jedna dziewczyna z Maroka dostała dwieście tysięcy euro za noc.

Co groziło za złamanie regulaminu?

Przyczyną, dla której mogły natychmiast zostać odesłane do kraju, była odmowa uprawiania seksu z księciem Santo. Dziewczynom wolno było nie zgodzić się na seks z jego kuzynami, ale nie z księciem.

Zwykle u Santo było niewiele pracy, a zdarzało się, że dziewczyny w ogóle nie musiały chodzić z nikim do łóżka. Po nocy z księciem każda chętnie przechwalała się, co z nim robiła i ile czasu. Santo wybierał tylko te najpiękniejsze. Kiedy któraś dostała wysoki napiwek, to musiała się podzielić z Emilią. To zachęcało je do tego żeby oszukiwać. Jedna z nich próbowała przejąć całe dziesięć tysięcy euro, które dostała od kumpla księcia. Emilia bardzo szybko się o tym dowiedziała, ponieważ miała bardzo dobry kontakt z przyjacielem księcia, doskonale wiedział, kto ile której dziewczynie dał.

A jakie były najbardziej oryginalne wymagania klientów ?

Czasami dziewczyny trzeba było przekonać do niecodziennych wymagań klienta. Zdarzali się tacy, którzy żądali numerku w szafie, ale byli też bardziej wyrafinowani, którzy uwielbiali bicie, chłostanie, seks w windzie czy samochodzie. Joanna B. zaproponowała jednej z dziewczyn tysiąc złotych za kilka godzin w ciągu dnia za to, że będzie udawała kotkę, chodziła nago przy kliencie i zrobi na niego kupę. To miał być najłatwiejszy w klient w obsłudze.

Najlepszym klientem Joanny B. był Daniel L., znany w Polsce artysta.

Zdarzało się, że Daniel L. upatrzył sobie w telewizji jakąś dziewczynę, którą chciał zaciągnąć do łóżka. Potem rozmawiał o niej z Joanną B. i prosił, by postarała się ją wynająć. Tak było w przypadku jednej z prezenterek polsatowskiego programu muzycznego.

Daniel L. przyznał się do korzystania z pośrednictwa Joanny B. w umawianiu się z prostytutkami. Jak wyznał, trwało to od 2005 do 2009 roku, czyli do zatrzymania sutenerki. W tym czasie za jej pośrednictwem uprawiał seks z setką dziewczyn. Wydał na to około stu tysięcy złotych.

Joanna B na pytanie czy nie ma wyrzutów sumienia, że dziewczyny zostały wykorzystane seksualnie, odpowiadała: „może to one wykorzystały tych facetów, bo naciągnęły ich na duże pieniądze ?” Twierdziła, że to była dla nich czysta zabawa.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz