Strajk nauczycieli – siłaczki mówią dość

5 minut czytania
1560
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
11 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Ile warte jest wychowywanie dzieci? Z punktu widzenia rodziców pewnie jest bezcenne. Przypuszczalnie nie ma takich pieniędzy, których kochający rodzic nie zapłaciłby za to, by zapewnić swemu dziecku dobrostan, uwagę, zaopiekowanie, wsparcie i wszystko to, co potrzebne młodemu człowiekowi do rozwoju.

Ile warte jest wychowywanie dzieci z punktu widzenia systemu oświaty? 70 złotych. Brutto. Tyle za wychowawstwo klasy w szkole średniej dostaje co miesiąc moja przyjaciółka, nauczycielka z ponad dwudziestoletnim stażem i najwyższym stopniem zawodowym. Nie należy ani do ZNP, ani do oświatowej Solidarności. Strajkuje wraz ze zdecydowaną większością swoich kolegów ze szkoły. Strajk nauczycieli tu nikogo nie dziwi.

Strajkują również nauczyciele nienależący ani do ZNP, ani do oświatowej Solidarności
Strajkują również nauczyciele nienależący ani do ZNP, ani do oświatowej Solidarności

Kiedy w sobotę siedziałyśmy razem z innymi jej koleżankami nauczycielkami na kawie (w prowincjonalnym małym mieście na szczęście, bo w Warszawie cały ten dodatek za wychowawstwo byśmy przepiły za jednym posiedzeniem w sieciowej kawiarni), prezes Kaczyński niezrażony zapowiadanym za dwa dni strajkiem ogłaszał dodatki na krowy i świnie. Moim wykształconym koleżankom, po dwóch, trzech kierunkach studiów, niezliczonych kursach, polonistkom, nauczycielkom wiedzy o kulturze, paniom od ekonomii, autorkom programów dla klas dziennikarskich słów zbrakło.

Coś tam musiało jednak w PiS-ie nie zadziałać, bo świetni spece od marketingu politycznego musieli wiedzieć, jaką takie słowa wywołają reakcję u nauczycieli. A może właśnie jednak zadziałało, a nauczyciele to w większości stracony dla PiS elektorat, więc trzeba zadbać o rolników. Na nic zdały się tłumaczenia polityków partii rządzącej, którzy tłumaczyli, co prezes miał na myśli, że to pieniądze z Unii i że nie teraz, a za dwa lata. Przekaz był prosty – na krowy i świnie jest, na nauczycieli nie ma.

Obserwuję te moje koleżanki Siłaczki i Uczycielki, jak robią wszystko, by zaszczepić w małomiasteczkowej młodzieży miłość do nauki, literatury, sztuki czy cyfr. Jak przeczesują nocami internet w poszukiwaniu najbardziej atrakcyjnych dla młodzieży treści, byle tylko ubarwić zmienianą po raz enty w ich karierze podstawę programową. Jak jeżdżą z uczniami do teatrów, muzeów i kin, ściągają do małego miasteczka pisarzy, dziennikarzy, aktorów i fotografów za Bóg zapłać, bo szkoła nie ma przecież pieniędzy na takie fanaberie.

Nauczycielki robią wszystko, by zaszczepić w młodzieży miłość do nauki, literatury, sztuki czy cyfr
Nauczycielki robią wszystko, by zaszczepić w młodzieży miłość do nauki, literatury, sztuki czy cyfr

Wciąż niczym prezydent Duda się uczą, bo co nowy minister, to nowa podstawa programowa, nowa lista lektur, nowy klucz i to co pamiętają sprzed roku już jest nieaktualne. Dziewczyny od klas dziennikarskich wymyślają autorskie programy, żeby w dobie niżu demograficznego właśnie do tej, a nie do innej szkoły chcieli przychodzić uczniowie. Odbierają telefony i SMSy od rodziców w weekendy, bo niektórzy dopiero wtedy mają czas na wychowywanie swoich dzieci, organizują na wniosek rodziców wywiadówki w niedziele, bo rodzice w dni powszednie nie mają czasu. A jednocześnie są żonami i matkami, do perfekcji niczym własny plan lekcji mają rozplanowane promocje w miejscowych dyskontach.  Ćwiczą asertywność, odmawiając własnemu dziecku kolejnej zabawki z reklamy, a odrosty farbują w domu, bo taniej. Znajoma wuefistka w weekendy jeździ do dużego miasta sprzątać knajpę, inna zatrudnia się na wakacje w domu opieki za zachodnią granicą.

Miałam w życiu szczęście mieć nauczycieli, dzięki którym także jestem tym, kim jestem. Polonistki, które rozumiały, że wolałam Stachurę od Mickiewicza, a po Okrągłym Stole zamiast lektur czytałam pod ławką „Wyborczą”. Rusycystki, dzięki którym wciąż mówię i czytam w języku Dostojewskiego. Historyczkę, której wszyscy się bali, a ja jako jedna z niewielu wybrałam na maturze historię.

Miałam w życiu szczęście mieć nauczycieli, dzięki którym także jestem tym, kim jestem
Miałam w życiu szczęście mieć nauczycieli, dzięki którym także jestem tym, kim jestem

Ale miałam też anglistę, który lekcje opędzał jedną czytanką, bo wolał uczyć na korepetycjach. Wuefistkę, która prorokowała „Ty, Godzwonówna w życiu do niczego nie dojdziesz”. Wychowawczynię w liceum, która, gdy miała mi wypełnić papiery na studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim, wydziwiała, czego to mi się zachciewa. To się pewnie nie zmieniło. Są dobrzy i źli nauczyciele, tak jak dobrzy i źli są dziennikarze, lekarze, rolnicy i politycy. Chodzi jednak o to, żeby nauczycielami byli ci najlepsi. To właśnie im rodzice na kilkanaście lat powierzają swoich dzieci, wobec nikogo nie mają takich oczekiwań, że nauczą i wychowają, zaopiekują się i zaalarmują, gdy coś się będzie działo. Wielkie oczekiwania trudno jest spełnić za małe pieniądze. Misją i pasją kiepsko spłaca się kredyt i wypełnia lodówkę.

Każdy strajk łatwo jest zacząć, trudniej jest zakończyć, zwłaszcza, gdy na horyzoncie nie ma woli porozumienia, rządowa propaganda i internetowe płatne trolle atakują pedagogów, a minister edukacji jedną nogą już w europarlamencie. Opinia publiczna, która wydaje się być po stronie nauczycieli może się szybko odwrócić, jeśli strajk będzie się przedłużał. Osamotnionym na placu boju nie będzie łatwo. Tym bardziej warto stanąć za nimi, bo takie będą Rzeczpospolite, jakie jej młodzieży chowanie. Jej młodzieży, naszych dzieci.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *