Szaleństwa Antonio Gaudiego. Nie tylko Sagrada Familia

Nie jest łatwo być prorokiem we własnym kraju
18 minut czytania
647
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
27 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Droga „od geniusza do szaleńca” (i odwrotnie) nie jest daleka. Projekty Antonio Gaudiego, dziś będące bezsprzecznymi symbolami Barcelony, były już nazywane i „najbardziej szkaradnym budynkiem na świecie” (to G. Orwell o Sagrada Familia), i najlepszym przejawem wizjonerstwa. Gaudi nie poddawał się krytyce. Dzieło jego życia wciąż jest budowane według szkiców sprzed wieku.

– Jak leziesz, człowieku? – krzyknął motorniczy do człowieka, który szedł do tyłu chyba zupełnie nieświadomy, że nie jest już na chodniku. Zahamował, ale nie uchroniło to zapatrzonego w kierunku budowanej Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny od odniesienia ran, które wkrótce miały się okazać śmiertelne.

Szybko zbiegli się ludzie.

– Czy ktoś go zna? – zapytał ktoś.

– Eeee, to jakiś bezdomny – odpowiedziała z pewnym obrzydzeniem obładowana zakupami kobieta. Ktoś wezwał policję, która nie znalazłszy żadnych dokumentów, zadecydowała o odesłaniu nieszczęśnika do szpitala dla biednych. Został położony w brudnej, wieloosobowej sali, z której mało komu było dane wyjść o własnych siłach. Dopiero nazajutrz kapelan z Sagrada Familia rozpoznał w nim słynnego architekta, który na koncie miał już kilka wybitnych projektów. Natychmiast powiadomił (nielicznych już) przyjaciół artysty, którzy chcieli zabrać go z hospicjum do innego, bardziej godnego miejsca. Choć mógł już tylko szeptać, powstrzymał ich zdecydowanie. Tu jest moje miejsce, tu chcę umrzeć – powiedział.

Antonio Gaudi zmarł 10 czerwca 1926 r., 3 dni po wypadku.

Zmarł w warunkach nader skromnych, ktoś powie, że urągających artyście. Co innego jego pogrzeb, który stał się wielką demonstracją katalońskiej niezależności. Gaudi Katalonię miłował całym sercem i w swej twórczości nawiązywał do jej tradycji, szczególnie gotyku. Nie wstydził się również mówić po katalońsku – nawet w tych czasach, gdy było to nielegalne.

Został pochowany w krypcie kościoła Sagrada Familia, swego największego, niedokończonego wciąż dzieła.

Dom Gaudiego w Parku Guell w Barcelonie
Dom Gaudiego w Parku Guell w Barcelonie

Symbol miasta w nieustającej budowie

Gaudi nie zauważył tramwaju, gdyż pochłonięty był myślami o budowie kościoła, który kiedyś stanie się symbolem miasta. O tym nie mógł jednak wiedzieć, gdyż w 1926 r. ukończona była zaledwie ¼ całej budowli (jedna fasada, krypta i absyda). Władze miasta marzą, by całość była gotowa w setną rocznicę śmierci architekta. Czasu zostało więc niewiele, ale najwyższa, centralna wieża pnie się do góry. Dlaczego budowa trwa już ponad 100 lat (rozpoczęto ją w 1882 r.)? Odpowiedzialna jest za to niełatwa historia XX-wiecznej Hiszpanii.

Przez pierwsza dekadę po śmierci Gaudiego prace kontynuowano. W 1936 r. rozpoczęła się wojna domowa. Kościół bardzo ucierpiał. Po dojściu generała Franco prace wstrzymano. Powrócono do nich w latach 50., ale odbywały się nieśpiesznie. Osobną sprawą są pieniądze. Budowa w całości finansowana jest ze sprzedaży biletów. Wprawdzie bilety za niemal 20 euro (normalny) kupuje rocznie blisko 4,5 mln zwiedzających, lecz biorąc pod uwagę rozmach prac, jest to za mało.

Wbrew powszechnej opinii, to wcale nie Gaudi był pierwszym architektem Sagrada Familia. Przejął prace nad projektem, bo inwestor nie bardzo dogadywał się z pierwszym wykonawcą. Gaudi przekonał go do realizacji wręcz szalonej. Jest połączenie gotyku i secesji, ale przede wszystkim charakterystyczne wieże, wyglądające niczym oblane błotem.

Nic dziwnego, że kontrowersyjna budowa w eleganckiej Barcelonie miała wielu krytyków. „Jeden z najbardziej szkaradnych budynków na świecie” – powiedział o niej pisarz George Orwell. „Artystyczny żart w stylu Salvadora Dali” – stwierdził Pablo Picasso, który sam przecież daleki był od tworzenia klasyki.

W 2010 r. papież Benedykt XVI konsekrował świątynię i podniósł ją do godności bazyliki mniejszej.

W 2018 r. wyszło na jaw, że budowana od ponad wieku świątynia powstaje nielegalnie. Pierwszy inwestor, Josep María Bocabella, nie uzyskał bowiem pozwolenia na budowę tak wielkiego budynku. Wydanie dokumentu okazało się, rzecz jasna, formalnością i w 2019 r. wszystko zostało zalegalizowane. Za „samowolkę” kuria musiała zapłacić jednak miastu 41 mln dolarów. Na szczęście pieniądze i tak zwrócą się bazylice, gdyż zostaną przeznaczone na poprawę infrastruktury w jej najbliższej okolicy.

Wbrew powszechnej opinii, to wcale nie Gaudi był pierwszym architektem Sagrada Familia
Wbrew powszechnej opinii, to wcale nie Gaudi był pierwszym architektem Sagrada Familia

Kościół niczym otwarta księga

Gaudi wiedział, że za jego życia kościół nie zostanie ukończony. Wierzył jednak, że prace będą kontynuowane również po jego śmierci, wobec czego stworzył serię szkiców, przedstawiających wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Co ciekawe, Gaudi nigdy nie stworzył dokładnych planów budowy, uważał bowiem, że lepiej nie zamykać się na ewentualne zmiany, które mogą pojawić się w jego głowie. Aby mieć pewność, że niczego nie przeoczy, na kilka lat przed śmiercią zamieszkał na placu budowy. Ostatnie 15 lat życia w całości poświęcił projektowi kościoła. Tak aż do feralnego 7 czerwca 1926 r.

Sagrada Familia tylko pozornie wygląda na architektoniczny chaos. Tak naprawdę pełna jest symboli, a każdy element dekoracji ma uzasadnienie w Biblii.

Ot, choćby wysokość. Gaudi nie chciał „konkurować z Bogiem”, więc najwyższa wieża będzie niższa od Montjuic, najwyższej góry w granicach miasta. Będzie miała wysokość 172,5 m. Gdy zostanie ona ukończona, Sagrada Familia stanie się najwyższym kościołem na świecie (obecnie jest nim katedra w niemieckim Ulm).

Ponadto: 12 wież symbolizujących 12 apostołów. W sumie będą trzy fasady: Męki Pańskiej, Narodzenia i Chwały, ilustrujące ważne fragmenty Pisma Świętego.

Wymiary podporządkowane są proporcjom opartym o liczbę 7,5. Długość głównej nawy wynosi 90 m (7,5×12), gdzie 12 symbolizuje dwunastu apostołów.  Wysokość głównej nawy w bazylice to 45 m (7,5×6). Długość transeptu (nawy poprzecznej) liczy 60 m (7,5×8 lub 5×12), a jego szerokość 30 m (7,5×4). Absyda ma wysokość 75 m (7,5×10).

Pozostawmy jednak matematykę na boku. Gaudi uważał, że doskonałości należy szukać w przyrodzie, więc w projekcie Sagrada Familia zawarł dziesiątki odniesień do świata natury. Stąd nie bez przyczyny potężne, rozgałęziające się ku górze kolumny w nawie głównej przypominają gęsty, kamienny las, zaś projektując witraże oraz pofałdowaną powierzchnię Fasady Narodzenia Gaudi inspirował się krajobrazem katalońskich gór Montserrat.

Antonio Gaudi uważał, że doskonałości należy szukać w przyrodzie, więc w projekcie Sagrada Familia zawarł dziesiątki odniesień do świata natury
Antonio Gaudi uważał, że doskonałości należy szukać w przyrodzie, więc w projekcie Sagrada Familia zawarł dziesiątki odniesień do świata natury

Pan jesteś geniusz albo szaleniec

Sagrada Familia to nie jedyny ślad po Antonio Gaudim w stolicy Katalonii. Zanim udamy się w podróż śladami urodzonego w 1852 r. artysty, warto krótko opisać ścieżki, które doprowadziły go tego, że stał się autorem symbolu ukochanej przezeń Barcelony.

Antonio Gaudi nigdy nie był wyróżniającym się uczniem. Często wagarował, ale za to nadrabiał inteligencją. Miał też ambitne plany: marzył, by wyjechać z rodzinnego Reus w północno-wschodniej Hiszpanii. Udało się, w 1868 r. rozpoczął studia architektoniczne w Barcelonie. Był solidnym studentem, a najlepsze oceny uzyskał z przedmiotów traktujących o technice wykonywania szkiców oraz projektowania budynków. Biografowie Gaudiego lubią przypominać pewne zdarzenie z okresu studiów. Otóż studenci dostali zadanie zaprojektowania bramy cmentarza. Nakreśliwszy projekt, Antonio narysował jeszcze karawan i pogrążonych w smutku ludzi. Gdy profesor zapytał, dlaczego tak bardzo wyszedł poza instrukcje, Antonio odparł, że potrzebował stworzyć cała scenę. Był głęboko przekonany, że architektura nie istnieje w próżni, lecz w określonym kontekście.

– Jest pan albo szaleńcem, albo geniuszem – miał mruknąć profesor.

Te dwie łatki towarzyszyły mu już do końca życia.

Gaudi uważał, że architektura nie istnieje w próżni, lecz w określonym kontekście.
Gaudi uważał, że architektura nie istnieje w próżni, lecz w określonym kontekście

Park Güell: nietrafiona inwestycja dziś zachwyca

Wybrał życie w celibacie. Dwukrotnie odrzuciły go kobiety i to wystarczyło, by uwierzył, że szczęście rodzinne nie jest mu pisane. Miał więc dużo czasu na pracę, a efekty zaangażowanie były widoczne bardzo szybko: pod koniec lat 80. XIX wieku został uznany za jednego z bardziej cenionych architektów Katalonii.

Nie narzekał na brak zamówień. Projektował domy o niespotykanych kształtach, lecz najważniejsze wyzwanie (poza Sagrada Familia, rzecz jasna) było owocem przyjaźni z rodziną Güellich. Eusebio Güell był bardzo bogatym człowiekiem ze smykałką do interesów. Gdy kupił ziemię położoną na wzgórzach nad miastem, pomyślał, że inni bogaci barcelończycy z radością porzucą swoje mieszkania w centralnych dzielnicach, by przenieść się tu, gdzie widoki piękne, a dookoła cisza.

Na 20 hektarach miało tu powstać osiedle 60 domów mieszkalnych dla bogatej burżuazji. Ukryte miały być wśród baśniowej (lecz nawiązującej do tradycji katalońskiej) architektury parkowej. To właśnie zadanie przypadło Gaudiemu, który zaprojektował fantazyjne otoczenie, mi.in. salę kolumnową podtrzymującą taras widokowy, na którym znajduje się najdłuższa ławka świata.

Budowa rozpoczęła się w 1900 r. i trwała przez 14 lat, jednak inwestycja okazała się spektakularną klapą. Oprócz obiektów publicznych udało się zbudować zaledwie dwa domy mieszkalne, bo na więcej zwyczajnie nie było popytu. Barcelońscy bogacze nie byli zainteresowani zamieszkaniem tak daleko od miasta, bo wiązało się to z koniecznością codziennego wjeżdżania i zjeżdżania, a wiadomo, że w świecie wielkich interesów czas to pieniądz. W 1906 r. jeden z budynków mieszkalnych nabył sam Gaudi. Mieszkał tam do czasu, gdy postanowił przenieść się na plac budowy Sagrada Familia. Gdy było jasne, że osiedle nigdy nie powstanie, w 1922 r. władze Barcelony wykupiły teren i urządziły tu park miejski.

Wspomniana już Sala Stu Kolumn miała być głównym pawilonem targowym osiedla. Wbrew nazwie doryckich kolumn jest 86. To nic, i tak jest to jeden z symboli parku. Innym jest kolorowa, licząca 2,4 m długości, salamandra. Wykonana jest z drobnej cegły pokrytej trencadís. To najbardziej ceniony przez Gaudiego sposób dekoracji polegający na pokryciu powierzchni małymi ceramicznymi płytkami, często potłuczonymi. To właśnie w ten sposób wykończony jest słynny balkon – tudzież najdłuższa ławka świata. Choć z tłuczonymi płytkami wcześniej pracowali inni rzeźbiarze, to Gaudiego uważa się za twórcę tej techniki, a już na pewno jej największego propagatora.

Trencadís to najbardziej ceniony przez Gaudiego sposób dekoracji polegający na pokryciu powierzchni małymi ceramicznymi płytkami, często potłuczonymi
Trencadís to najbardziej ceniony przez Gaudiego sposób dekoracji polegający na pokryciu powierzchni małymi ceramicznymi płytkami, często potłuczonymi

Kamienice inspirowane wzburzonymi falami

Drugą, obok trencadís, cechą charakterystyczną dla twórczości Gaudiego, jest stosowanie krzywizn. Był zdania, że linie proste nie istnieją w naturze, a to ona przecież jest najlepsza inspiracją. Ściany we wszystkich projektowanych przezeń budynkach są falujące, a kąty nie miewają „przewidywalnych” 90 stopni.

Weźmy dla przykładu fantazyjna kamienicę Casa Batlló. Jej fasada przypomina dziwnego zwierza. Sześciokondygnacyjny Budynek jest bogato zdobiony motywami inspirowanymi naturą: wsporniki przy oknach pierwszego piętra przypominają kości, balustrady balkonowe wyglądają jak szczęki prehistorycznych gadów. Wieńczy go najbardziej niezwykły dach w całej Barcelonie. Ceramiczna dachówka przypomina smoczą łuskę (jedno z wielu nawiązać do św. Jerzego, patrona Katalonii, który wsławił się zabiciem smoka)Jedna z wieżyczek zakończona jest kopułą w kształcie główki czosnku.

Albo Casa Mila. Gaudi miał szczęście, że właścicielem tej zwykłej (do czasu!) kamienicy był miłośnik współczesnej sztuki. Dał architektowi wolną rękę, a ten skwapliwie z tego skorzystał. W 1910 r. powstała luksusowa kamienica z falująca fasadą z szarego kamienia. Barcelończycy nazwali ją La Pedrera, czyli Kamieniołom. W pierwszych latach miała bardzo wielu przeciwników. Niektórzy mówili, że wygląda, jakby ucierpiała w trzęsieniu ziemi. Minęły lata i dziś jest uznawana za eden z najpiękniejszych domów Barcelony. Dziś porównuje się ją raczej do wzburzonego morza niż ofiary katastrofy naturalnej.

Ciekawostką jest to, że budynek nie ma ścian nośnych: w całości jest wsparty na kolumnach. Nie ma tu ani jednego kąta prostego, co pewnie stanowiło pewną uciążliwość dla mieszkańców, lecz oferował coś w zamian. Casa Mila to pierwszy w Barcelonie budynek z podziemnym garażem.

Im bardziej Gaudi zatracał się w pracy, tym mniej dbał o siebie. Jedzenie traktował jako niepotrzebną stratę czasu. Skóra i kości, ale nie mogło być inaczej, gdy za całe pożywienie służyło mu tylko to, co można połknąć bez konieczności siadania na stole i przeżuwania: jakieś owoce, trochę orzechów, sucharki.

Niedożywienie wpędziło go w chorobę. Bardziej od ciała cierpiała chyba jednak dusza. Rekonwalescenta trapiły wyrzuty sumienia, że tyle jeszcze pracy do wykonania, a on leży w łóżku. Gdy mu się polepszyło, znosił do pracowni znalezione na śmietnikach kawałki potłuczonych płytek. Wiemy już, że wykonywał z nich dekoracje, które stały się jego znakiem rozpoznawczym, lecz współcześni mu posądzali go o to, że postradał zmysły. Mógłby na to wskazywać jego wygląd – chodził w powyciąganych, znoszonych ubraniach, stronił od ludzi. Liczyła się tylko praca. Projekty, mozaiki, pnąca się powoli Sagrada Familia.

Fasada kamienicy Casa Batlló przypomina dziwnego zwierza
Fasada kamienicy Casa Batlló przypomina dziwnego zwierza

„Raz na jakiś czas pojawia się geniusz”

Za życia uznany za szaleńca, po w dniu pogrzebu określany był nie inaczej jak tylko „geniusz”. Ocena jego twórczości to jednak sinusoida – dokładnie jak wspomniana już dwukrotnie „najdłuższa ławka świata”. Tak o krytykach pisze recenzent biografii Gaudiego w serwisie Booklips: http://booklips.pl/czytelnia/fragmenty-ksiazek/nierozumiany-geniusz-architektury-fragment-biografii-gaudi-geniusz-z-barcelony-gijsa-van-hensbergena/

„Ocena postaci Gaudiego opierała się zazwyczaj na niewiedzy. Uwieńczeniem negatywnego angielskiego punktu widzenia może być brak nazwiska artysty w pracy Pioneers of Modern Design Sir Nikolausa Pevsnera. Evelyn Waugh nie znalazł w sobie nawet tyle energii, aby wysiąść z taksówki i przyjrzeć się dziełom Gaudiego”.

Autor zauważa, że W XX wieku Gaudi był osamotniony, podobnie jak inni hiszpańscy geniusze. Wybitny filozof José Ortega y Gasset sugerował, że taki właśnie jest los hiszpańskiego charakteru:

„Raz na jakiś czas pojawia się geniusz, jednak jego dzieło, w rzeczywistości nagłe i odizolowane, nie jest w stanie podnieść miernego poziomu produkcji narodowej. Między nim, samotną jednostką, a masami nie istnieją pośrednicy, a tym samym nie istnieje komunikacja”.

Postrzeganie twórczości Gaudiego zmieniło się diametralnie. Barcelona bez stworzonych przez niego budynków byłaby zupełnie innym miastem. O ile w latach 50. pogardliwie nazywano jego prace „aberracją w kamieniu” – czyli odchyleniem, zboczeniem, dziś aberracją jest raczej kwestionowanie jego wkładu w rozwój współczesnej architektury.

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz