A więc strajk! Nauczyciele nie idą do szkół. Dzieci zostają w domach

12 minut czytania
6721
0
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
5 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Strajk nauczycieli rozpoczyna się 8 kwietnia. Dzieci mają pozostać w domach. W placówkach oświatowych będą wyłącznie przedstawiciele dyrekcji. Nauki nie ma. Opieki nie ma. Obiadów także. O świetlicy należy też zapomnieć. Co przyniosą kolejne dni? Nie wiadomo.

A więc strajk. Z dniem poniedziałkowym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie domowe i zawodowe przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres strajku. Cały wysiłek musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy w to wciągnięci. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa.

Tak mi się jakoś sparafrazowało, bo ścięta lekką gorączką, otrzymałam właśnie wiadomości z obydwu szkół moich dzieci. Były to komunikaty od dyrekcji z informacją o rozpoczęciu strajku z dniem ósmego kwietnia i jedną prośbą – dzieci od poniedziałku mają pozostać w domach. W placówkach oświatowych będą wyłącznie przedstawiciele dyrekcji. Opieki nie ma. Obiadów także. O świetlicy dla młodszych klas należy też zapomnieć. Co przyniosą kolejne dni? Nie wiadomo.

Co ja o myślę o strajku?

Myślę, że nie zazdroszczę ani nauczycielom, którzy musieli podjąć tak dramatyczne decyzje, ani uczniom. Tym bardziej, że część młodzieży lada chwila miała zdawać egzaminy.

Nie jest w porządku, że ludzie, na których barkach spoczywa rozwój naszych dzieci zarabiają na tyle mało, by musieć dorabiać aby godnie żyć, ewentualnie po latach pracowania głównie z powołania oraz dla idei – wreszcie rzucić się do strajku.

Nie jest w porządku systematyczny spadek szacunku dla zawodu nauczyciela. Im mniej będziemy płacić nauczycielom, tym mniej sił będą mieli ci ideowcy, którzy przy zawodzie zostaną i tym szybciej spadać będzie szacunek dla zawodu oraz jego przedstawicieli. Tym niższe będą zarobki… i tak dalej i tak dalej.

Może to zbyt duże uproszczenie

Może będziecie teraz sięgać po argumenty w stylu „ale od kiedy pieniądze dodają godności i szacunku”. Zakładając, że godność, jako pojęcie z zakresu etyki oznacza poczucie własnej wartości, a godziwa płaca, to, zgodnie z różnymi ciekawymi dokumentami, w tym aktami konstytucyjnymi kilku europejskich krajów oraz Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela, to wynagrodzenie, które pozwala pracownikowi i jego rodzinie godnie egzystować.

Godnie, zatem z poszanowaniem poczucia własnej wartości. Dobrze, wiem, to jest ten moment, kiedy w ramach słownej szermierki i nobliwej sztuki erystycznego pojedynku na wydumane parabole, wyciągacie z kabury argument o asystentce jakiegoś prezesa, która, aby godnie żyć, otrzymuje miesięcznie tysiące złotych brutto. Inaczej jej poczucie wartości sięga dnia i tapla się w pomyjach. Super, ale nie teraz. Nie będziemy się tak bawić.

Teraz mówimy o nauczycielach

Ich poczucie własnej wartości nie jest budowane przez wypłatę, ta bowiem, z realnych relacji, a nie z propagandowych obwieszczeń, nie oszałamia i często pozostaje w tyle za wieloma, również powszechnie nie poważanymi zawodami. Ludzie, którzy wprowadzają nasze dzieci w świat matematyki, literatury, fizyki, biologii, ludzie, którzy spędzają z naszymi dziećmi pięć dni w tygodniu, wspierają ich w rozwiązywaniu konfliktów, zachęcają do rozwoju (tak, wiem, utopia, bo są tacy, co gnębią i poniżają, olewają i powalają niekompetencją, ale to mniejszość) zarabiają mniej od kasjera w dyskoncie, czy pracownika małej gastronomii.

I piszę tego, by umniejszyć pracę przedstawicieli tych profesji. Nie próbujcie mnie z tej strony łapać za słówka. Chcę wam tylko uzmysłowić, że ktoś, kto przejmuje część zadań rodzica zasługuje na największy szacunek. I na właściwe wynagrodzenie. Serio.

Tu wjeżdża patetyczny spot z flagą i cytatem „Taki naród, jakie jego dzieci chowanie”.

Czy wiecie, że jedyna prawdziwa satysfakcja nauczyciela w państwowej szkole, to satysfakcja z  formowania nowych obywateli? Bo nie jest satysfakcjonująca  świadomość, że znów udało się przetrwać kolejny miesiąc. Choć powiem wam, że czasem człowiek czuje się jak zwycięzca w grze na śmierć i życie.

Nie podoba mi się podejście rodziców

I teraz ciach. Wracam do marudzenia, bo nie podoba mi się podejście rodziców do nauczycieli – jest to coraz częściej postawa roszczeniowa. Nie podoba mi się postawa dzieci, które z domu wynoszą te pretensje.

Daj. Daj. Daj. Gupi nauczycielu. A jak nie to przyślę mojego ojca. Wiesz kim jest mój ojciec? A w ogóle to mam wyższe kieszonkowe niż ty pensję. I lepszy komputer. I fajniejsze wakacje.

Nie podoba mi się to, że nauczyciele są coraz bardziej przesiewani przez sito polityczne, a podstawa programowa jest jak d*pa – każdy rząd wciska własną. Smutno mi, że musiało dość do tego, że nauczyciele nie przyjdą do szkół właśnie teraz, w dniach, kiedy wielu uczniów potrzebuje ich najbardziej. Jednak tylko teraz, w obliczu egzaminów gimnazjalnych, ósmoklasistów i matur – protest ma sens. Tylko teraz jest szansa, by wesołe portale i poważne gazety nie pisały o tym, że ktoś chce rozdawać NASZ PINIONDZ zachłannym nauczycielom.

Tylko teraz takie rozpaczliwe, podszyte wręcz szantażem emocjonalnym działanie, ma szansę skłonić ludzi do zastanowienia się. Pamiętacie, jakie było larum, kiedy pielęgniarki odeszły od łóżek pacjentów? A myślicie, na serio-serio, że one marzyły o tym? Sofokles siedzi teraz na Olimpie i zaciera ręce. Tyle dramatów w jednym miejscu! #Pisałby.

I jeszcze te cholerne związki zawodowe

Szkoda, że część z nich pogrywa w taki sposób. Nie tak się negocjuje skutecznie. Tak się skutecznie przegrywa. Bo tutaj z kolei kilku dzielnych i od dawna (na szczęście) martwych przywódców pokrzykuje z zaświatów o starej i „dobrej” zasadzie „dziel i rządź”.  Ale nie chcę teraz wyruszać w nerwowy dryf ku związkom, wracam do sedna.

A może i nie, bo wracam do jojczenia i załamywania rąk, ubolewam, że ogólny dyskurs znów dotyczy jakichś błahostek politycznych. Dyskusja o pensji nauczycieli nie powinna być sprowadzana do takich argumentów, jak wina rządu A, czy rządu B. Czekam tylko aż ktoś wyciągnie broń masowego rażenia w postaci argumentu „ad hitlerum”.

Nie zazdroszczę dzieciakom.

Część się cieszy, ale powiem wam jedno, mam w domu takiego młodziana, który na dniach miał pisać egzamin. Możliwe, że jesteście ciekawi jak to wygląda? Bierzecie nastolatka. Najpierw tuż przed okresem dorastania (burza hormonów, szał ciał, kiełbie we łbie) mówicie mu, że nie pójdzie do gimnazjum, jak to się działo przez kilkanaście ostatnich lat z ludźmi w jego wieku. Mówicie mu, że teraz zostanie w podstawówce na następne dwa lata. W przypadku mojego syna oznaczało to i tak zmianę budynku, zmianę wychowawcy i zmianę klasy. Aha… I zmianę podstawy programowej, czyli pierdolnik.

Następnie w przeddzień egzaminów trzymacie go w niepewności, bo może strajk a może nie. Na koniec wiadomość dnia – egzamin może nawet i tak, a na sali na przykład zamiast nauczycieli służby mundurowe.

Może to i lepiej, niech wypełzną, kaszojady parszywe, spod swoich klosików, niech poczują co to stres, niech do końca nie wiedzą kto ich będzie pilnował, co będzie zliczane w walce o miejsca w kolejnych szkołach i na uczelniach. Niech się biją. Niech to będzie tryb battle royale.

A potem wszyscy dorośnijmy

Możemy zmienić definicję państwa, bo niepotrzebnie niektórym się ubzdurało, że chodzi o jakąś starożytną zasadę, że społeczność się zbiera i w imię bezpieczeństwa i jakości życia, umawia się na to, by wybrane osoby trzymały nad tym wszystkim pieczę. Przecież to od dawien dawna, w każdym kraju, jest fikcją. Prawdą jest natomiast szoł, kłótnia, walka, popularność klikalność, pieniądze, ale nie te wypłacane w pensjach dla konkretnych grup zawodowych, działających na rzecz dobrostanu narodowego. Po cholerę udawać. A w walce nauczycieli i rządu, żadna ze stron nie będzie wygrana. Obie przegrają. Musicie się natomiast zastanowić nad tym, kto wygra.

Tekst oparty na poście oryginalnie opublikowanym na profilu facebookowym autorki:

A więc strajk. Z dniem poniedziałkowym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie domowe i…

Opublikowany przez Dominika Węcławek Czwartek, 4 kwietnia 2019

 

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz