Wspomnienia z Nibylandii – Michael Jackson nas zdradził

12 minut czytania
920
0
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
12 kwietnia 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Dziś takich gwiazd już nie ma. Nie brakuje muzyków osiągających globalne zasięgi, ale fenomen Michaela Jacksona wykraczał poza liczbę sprzedanych albumów, czy zaśpiewanych koncertów. Jackson był bogiem, a jego muzyka religią. Swym talentem, swoją historią i osobowością wkradł się w serca ludzi na całym świecie. W wielu z nich ma zapewnione stałe miejsce, nawet po latach od swojej śmierci. Nawet po tym, jak dwójka dorosłych dziś mężczyzn, zdecydowała się publicznie opowiedzieć o szczegółach bycia molestowanymi w dzieciństwie przez króla popu.

Michael Jackson powrócił na nasze ekrany. Od kilku tygodni znowu głośno jest o dokumencie „Leaving Neverland”, który można obejrzeć na platformie HBO.  Jego bohaterami są Wade Robson oraz Jimmy Safechuck, którzy przed kamerą wspominają swoje dzieciństwo, toczące się w dużej mierze u boku Michaela Jacksona. Wade jako mały chłopiec, zafascynowany postacią Michaela, wygrał konkurs tańca, w którym nagrodą był udział w koncercie gwiazdora. Jimmy występował w reklamach telewizyjnych, w jednej z nich – razem z Jacksonem. Tak zaczęły się znajomości, które przetrwały lata i z zewnątrz zdawały się być najlepszą rzeczą, jaka mogła spotkać chłopców i ich rodziny. Dokument zdaje się być zresztą sentymentalną opowieścią o spełnionych marzeniach, o życiu jak z bajki, o otwierających się szeroko drzwiach do kariery. Obok wspomnień o rodzącej się przyjaźni, występach na scenie, niesamowitych podróżach i beztroskich zabawach, jak mroczny cień przewijają się retrospekcje doświadczeń seksualnych. I to czyni tę opowieść gorzką, elektryzującą i przerażającą.

Prawda z terminem ważności?

Reakcje na dokument są różne. Od bojkotu muzyki Jacksona, poprzez wzruszenie ramionami, aż po zarzucanie kłamstwa i pazerności jego bohaterom. Faktem jest, że obydwaj mężczyźni mieli już okazję głośno opowiedzieć o swojej krzywdzie. Okazję najlepszą z możliwych – przeciwko Michaelowi Jacksonowi toczył się proces, w którym oni byli świadkami. To, że milczeli wówczas, to za mało powiedziane. Swoimi zeznaniami właściwie wywalczyli gwiazdorowi wolność. I to jest główny zarzut wobec nich. Zmienili podawaną przez siebie wersję wydarzeń, a zatem któraś z nich jest kłamstwem. Pytanie brzmi: która?

Na nagraniu obydwaj mężczyźni zgodnie przyznają, że kłamali przed laty, w 2005 roku, teraz natomiast zebrali się na odwagę, by głośno wyznać prawdę. Część opinii publicznej jednak nie dopuszcza do siebie rewelacji na temat skłonności Michaela Jacksona i podejrzewa bohaterów dokumentu o zmyślenie opowiedzianej przez siebie historii, za ich pobudki podając chęć sławy i wzbogacenia się. Czy dwóch facetów, mających swoje ugruntowane kariery (jeden z nich jest choreografem współpracującym z gwiazdami muzyki, drugi programistą) i ułożone życie osobiste (obaj mają żony i dzieci) zdecydowałoby się przed kamerą, czyli de facto przed całym światem, opisać szczegółowo wstydliwe wspomnienia, gdyby nie były one prawdą? Czy może jednak bardziej prawdopodobne jest, że dwóch chłopców u progu dorosłości, którymi byli Wade i Jimmy przed kilkunastoma laty, krępowało przyznanie się do tego, co spotkało ich w dzieciństwie, a jednocześnie chcieli chronić osobę, którą uważali za swojego najbliższego przyjaciela?

Toksyczna przyjaźń

Bo Michael był ich przyjacielem, przynajmniej w ich oczach. Jak wynika z wywiadów, zawartych w dokumencie, jego obecność w ich życiu była dla nich ważna, jeśli nie najważniejsza. Lubili z nim przebywać i lubili też to, co im robił, przyjmując to za wyznanie miłości. Przez długie lata, jeśli mieli o cokolwiek żal do Jacksona, to tylko o to, że ich zostawił, znajdując sobie nowych, młodszych chłopców do towarzystwa. Molestowane dziecko niekoniecznie musi od razu odczuwać nienawiść i odrazę do swojego oprawcy. Ze wspomnień Jimmiego i Wade’a przebija raczej… miłość. Z ich opowieści wynika, że nie czuli się wykorzystywani, ale traktowali to, co działo się pomiędzy nimi a gwiazdorem, jako wyraz szczególnej i wartościowej więzi. Jakkolwiek niewiarygodnie by to nie brzmiało.

Negatywne skutki molestowania w dzieciństwie nie muszą objawiać się od razu. Dziecko jest tylko dzieckiem, nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, że to, co je spotyka jest nienaturalne i krzywdzące. Bywa, że ta świadomość przychodzi z upływem lat. Możliwe skutki molestowania w dzieciństwie, objawiające się już w dorosłości, to między innymi: głębokie poczucie winy i wstydu, ambiwalencja uczuć, nieumiejętność wchodzenia w głębokie relacje międzyludzkie, depresja i zaburzenia osobowości. Nieświadomość dziecka, dotycząca wagi sytuacji, w jakiej się znajduje, to jedno możliwe wytłumaczenie dla milczenia molestowanych chłopców. Drugim jest…

Syndrom sztokholmski

Termin ten odnosi się wprawdzie głównie do ofiar porwań, jednak psychologowie używają go również na przykład w odniesieniu do osób tkwiących w toksycznych związkach. Istotą syndromu sztokholmskiego jest odczuwanie sympatii wobec osoby, która jest oprawcą, oraz solidaryzowanie się z nią. Pojęcie syndromu sztokholmskiego ukute zostało przez szwedzkiego kryminologa i psychologa Nilsa Bejerota po jednym z napadów na bank. Przetrzymywani przez sześć dni zakładnicy, po uwolnieniu przez policję, bronili swoich porywaczy i nie chcieli składać obciążających ich zeznań. Podobnie zachowują się niekiedy kobiety bite przez swoich partnerów. I nie da się oprzeć wrażeniu, że bardzo podobnie zachowali się w pierwszym odruchu Jimmy Safechuck i Wade Robson.

Oczy szeroko zamknięte

Bez względu na to, czy dajemy wiarę słowom występujących w „Leaving Neverland” mężczyzn, nie możemy zamknąć oczu na archiwalne zdjęcia i nagrania. Te wykorzystane w produkcji dokumentu, jak i te, których pełno możemy znaleźć w internecie. Nie ma dowodów na to, że Michael Jackson wykorzystywał seksualnie swoich niepełnoletnich towarzyszy. Ale nie brak ich na to, że utrzymywał z nimi relacje cokolwiek dziwne – przytulał, trzymał za rękę, wyznawał miłość. Nikt nie poddaje też w wątpliwość tego, że dzieci spały z muzykiem w jednym pokoju, a nawet łóżku. Zostawmy na chwilę ich biednych rodziców, którzy z jakichś, niezrozumiałych dla nikogo przyczyn, na to pozwalali. Pozwalał na to cały świat! Cały świat, przez ekrany telewizorów, przyglądał się fascynacji dorosłego mężczyzny małymi chłopcami z obojętnością, tłumaczoną jego dobrym sercem i brakiem prawdziwego dzieciństwa. Czy możemy sobie wyobrazić taką sytuację dzisiaj?

Victim blaming

Osobnym zjawiskiem, jakie możemy zaobserwować, przy okazji tej historii, jest obwinianie ofiar i niewiara w ich zeznania. Tu znowu z wyjaśnieniem przychodzi psychologia, wedle której założeń jako ludzie mamy skłonność do uważania świata za miejsce względnie bezpieczne i przyjazne. To zdolność adaptacyjna – dzięki temu, że nie obawiamy się bezustannie zagrożeń ze strony otaczającej nas rzeczywistości, możemy skupić się na codziennym życiu, zamiast na budowaniu wokół siebie pancerza ochronnego. Niestety, skutkować to może postawą braku empatii i zrozumienia wobec ofiar przykrych wydarzeń. Kiedy myślimy sobie, że ofiara „sama jest sobie winna”, łatwiej jest nam wciąż wierzyć w to, że nas nic podobnego nie spotka, bo my się przecież o to nie prosimy. W kwestii niewiary w słowa ofiar, dochodzi jeszcze dysonans poznawczy. Michaela Jacksona znamy jako nadludzko utalentowanego artystę o spokojnej naturze i przesympatycznym charakterze oraz filantropa o wielkim sercu. To, że mógł być pedofilem, zwyczajnie nie mieści nam się w głowach. O wiele łatwiej jest przyjąć, że to dwóch nieznanych nam dotąd mężczyzn mataczy, by się wzbogacić. To nie burzy naszej wizji świata. To mieści nam się w głowach.

Michael Jackson nie żyje

Całe to zamieszenie nie uderza więc w niego. Być może właśnie dlatego Jimmy i Wade zdecydowali się przemówić – teraz już nie zaszkodzą osobie, wobec której zapewne do dziś żywią mieszane uczucia. Król popu zostawił po sobie ogromny dorobek artystyczny, który ciężko zakwestionować i nie jestem pewna, czy konieczne jest robienie tego. Ruszanie nóżką w rytm „Billie Jean” nie czyni z nas jeszcze złych ludzi. Może wystarczy po prostu zrobić trochę miejsca w głowie, by zmieściło się w niej to, co wydaje się niewiarygodne. Chociażby po to, by nie wpędzać ofiar w jeszcze większe poczucie winy.

Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
Z wykształcenia pedagog, z zamiłowania człowiek gór, o których bloguje na Rudazwyboru.pl. Trochę pisze, trochę biega, trochę się wspina, ale - nie oszukujmy się - marzy o tym, by móc całymi dniami oglądać seriale. Po trzydziestce stara się być po prostu sobą, cokolwiek miałoby to znaczyć.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz