Czym jest slam?

12 minut czytania
833
0

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Czym jest slam? To poetycki turniej, pojedynek poetów. Każdy uczestnik ma tylko 3 minuty. Przedstawia swój własny tekst. Bez muzyki i rekwizytów. Zwycięzcę wyłania publiczność w drodze głosowania. Nie ma jury. Jest żywe słowo i emocje odbiorców.

Poeci walczą na słowa od zarania liryki. Podczas słynnej „uczty grudniowej” w Paryżu w 1840 roku Adam Mickiewicz, zgodnie z oczekiwaniami, zmiażdżył w pojedynku na wersy mniej doświadczonego Juliusza Słowackiego. Wtedy wynik był ustawiony. Na slamie w 2019 roku wszystko może się zdarzyć.

– Większość ludzi ma coś do powiedzenia. To niezbyt popularna i niespecjalnie podtrzymywana przez szkołę myśl – mówi Rudka Zydel, jedna z najbardziej znanych polskich poetek slamowych. Publiczność zazwyczaj jest życzliwa. Wszyscy przecież chcą usłyszeć coś fajnego. Chyba, że przekracza się normy współżycia społecznego. Rudka była na slamie, na którym rasistowski wiersz został wybuczany ze sceny. Był też slam, na którym w poetę rzucano liśćmi kapusty.

Rudka Zydel zaczynała w 2012 roku. Na początku były opowieści znajomych, klipy na Youtube i pierwsze wizyty na slamach w Krakowie.
Rudka Zydel zaczynała w 2012 roku. Na początku były opowieści znajomych, klipy na Youtube i pierwsze wizyty na slamach w Krakowie.

Pierwszy w historii slam zorganizował w Chicago w 1986 roku poeta i robotnik Marc Kelly Smith. Do dziś zasady turniejów poetyckich pozostały takie same. Każdy uczestnik ma 3 minuty. Przedstawia swój własny tekst. Bez muzyki i rekwizytów. Zwycięzcę wyłania publiczność w drodze głosowania. Nie ma szacownego jury, które decyduje o wartości tekstu. Jest żywe słowo i emocje odbiorców. Jak mówi Rudka: cokolwiek powiesz, nie da się tego odsłyszeć.

Treść i forma wiersza są ważne, ale kluczowy jest sposób, w jaki wiersz zostanie przedstawiony. Można być świetnym poetą i bardzo słabym slamerem. I odwrotnie.
– Musi być to taki tekst, który dotrze za pierwszym razem, bo ma się tylko tę jedna szanse. Nie ma dwóch godzin na kontemplację. Trzeba dotrzeć do ludzi od razu – mówi Rudka. Do tego ten sam tekst na jednym turnieju może wygenerować burzę oklasków, na innym pozostać niezauważony.

Rudka Zydel zaczynała w 2012 roku. Na początku były opowieści znajomych, klipy na Youtube i pierwsze wizyty na slamach w Krakowie.
– Przyszłam sobie posłuchać. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz. Za którymś razem stwierdziłam: dobra, to może spróbuje. Na początku szło tak sobie. Jak wszystkim chyba – wspomina. 5 lat później wygrała 1. Ogólnopolskie Mistrzostwa Slamu Poetyckiego. Pojechała na mistrzostwa Europy do Brukseli, gdzie doszła do finału. W zeszłym roku wydała pierwszą polską płytę slamową pt. „Łoskot”. Dziś prowadzi warsztaty slamowe dla poetów i licealistów.

Pierwszy w historii slam zorganizował w Chicago w 1986 roku poeta i robotnik Marc Kelly Smith. Do dziś zasady turniejów poetyckich pozostały takie same.
Pierwszy w historii slam zorganizował w Chicago w 1986 roku poeta i robotnik Marc Kelly Smith. Do dziś zasady turniejów poetyckich pozostały takie same.

Po 7 latach pisania okrzepła, nabrała pewności siebie.
– Człowiek się po jakimś czasie przyzwyczaja, bo okazuje się, że to, czego się najbardziej boi, nie jest w sumie takie straszne. Mnie sam występ już tak nie stresuje. Najbardziej stresuje mnie czekanie.

Odsłaniać się nie boi, bo, jak mówi, pisze po to, by wiedzieć, co myśli. Łatwiej się skonfrontować z czymś, co zostało napisane i odczytane na scenie.
– Jak już to wywalę przed obcymi i się nic nie dzieje, to jest mi łatwiej przejść nad tym do porządku dziennego i rozmawiać o tym normalnie z kimś, kto jest mi bliski – przyznaje.

Pisze o swoich lękach, niedoskonałościach i małych-dużych, codziennych sprawach. Na przykład o tym, jak się usypia psa. Ostatnio napisała wiersz o patriotyzmie. Pisze też tym, co ją wkurwia. Przyznaje, że ma już dosyć łatki feministycznej slamerki.
– To jest taka szufladka, takie pudełeczko zgrabne, do którego czasem mnie ludzie wkładają. I jak nie mówię o czymś, co mieści się w tych kategoriach, to nie ma sensu mnie słuchać.

Jej teksty wzbudzają wiele emocji. Z jednej strony są nagrody i mocna pozycja w środowisku slamerów – z drugiej zazdrość internetowych troli i poetów-mizoginów. Jeden powiedział jej publicznie, że „nie wie nic o świecie, bo ma pizdę”. Powstał też jakiś wiersz „antyrudkowy”.

Studiowała psychologię na UJ. Pracuje w „kulturze”. Zdarza jej się czekać na przelew, jak wielu polskim 30 latkom, którzy nie dali się zakuć w wygodne, korporacyjne kajdany. Chciałaby kiedyś żyć z pisania. – Na razie nie ma stałego, instytucjonalnego wsparcia. Slamy to nadal wydarzenia organizowane oddolnie, najczęściej przez ludzi, którym nikt nie płaci. Wyjątkiem sa mistrzostwa Polski, które wspiera poznańskie CK Zamek, Spoke’N’Word Festival w Warszawie i Krakowskie Biuro Festiwalowe, które przejęło slam w Krakowie i zaprasza slamerow na Festiwal Miłosza.

Znajomi poeci z innych krajów startowali w regionalnych edycjach „Mam Talent”. Niektórzy doszli do finału. Rudka na razie nie ma takich planów. – Dla mnie to by było trochę dziwne jednak, uderzać ze slamem do TVNu. Cała ta otoczka wydaje mi się trochę za bardzo prześwietlona. Taka za bardzo błyszcząca. Za bardzo. Za dużo – tłumaczy. Woli knajpianą kameralność.
– To daje większą pewność, że człowiek się w tym nie zgubi, nie da sobie tego zepsuć i skrzywić.

Ostatnio w środowisku coś ruszyło. Na bitwy przychodzi więcej ludzi, pojawiły się nowe, bardzo młode twarze. W tym roku Trzecie Ogólnopolskie Mistrzostwa Slamu Poetyckiego. Dla porównania: w amerykańskiej kolebce slamu o tytuł narodowego mistrza poeci walczyć będą po raz 29-ty.
– Środowisko zmobilizowało się i skonsolidowało. Mamy eliminacje w różnych miastach. W Warszawie trwają one prawie cały rok. Ludzie kontaktują między sobą. Jeżdżą od slamu do slamu – mówi Rudka.

Sama też ma poczucie, że jej dom jest trochę rozproszony.
– Mam sobie dom w Krakowie, ale mam tez trochę dom w Warszawie, trochę w Poznaniu, trochę w Gnieźnie, trochę we Wrocławiu. Jak w te miejsca jadę i widzę ludzi, których poznałam poprzez slam, jestem w domu w jakimś sensie.

Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
Dziennikarka i dokumentalistka. Pracowała w redakcjach największych polskich telewizji, ale zdecydowanie woli opowiadać historie po swojemu.

Współzałożycielka studia OPA!Films. Nie wie, co bardziej lubi: pisanie czy montaż. Relaksuje się, gdy wsiada na swój turbo-szybki rower, ale robi to zdecydowanie za rzadko.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz