Jezioro, które zniknęło – historia Morza Aralskiego

Morze powoli przemienia się w kałużę
18 minut czytania
5817
0
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
28 maja 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jezioro Aralskie było tak wielkie, że zwano je morzem. Leżący na terytorium Kazachstanu i Uzbekistanu akwen jeszcze w latach 60-tych plasował się na czwartej pozycji w kategorii największych jezior świata. Dziś w miejscu dawnej wielkiej wody straszą, zaryte w piachu, pokryte rdzą wraki kutrów i łodzi, stanowiąc osobliwą atrakcję turystyczną. Olbrzymi naturalny zbiornik wodny nieomalże całkowicie przekształcił się w pustynię.

Morze Aralskie – 68 tysięcy kilometrów kwadratowych, to mniej więcej tyle, ile wynosi powierzchnia województwa mazowieckiego… pomnożona razy dwa. Tyle właśnie mierzyła tafla Jeziora Aralskiego. Obecnie jest to jedynie około 13 i pół tysiąca kilometrów kwadratowych. Skala problemu uderza najdobitniej, gdy porównamy zdjęcia satelitarne sprzed katastrofy ekologicznej, jaka dotknęła to miejsce i po niej. Olbrzymia niebieska plama ustąpiła miejsca żółci piachu. Obszar wciąż zalany wodą skurczył się do czterech osobnych niewielkich zbiorników.

Miłe złego początki

W latach 60-tych Morze Aralskie leżało w granicach Związku Radzieckiego, którego władze zadecydowały o utworzeniu na sąsiadujących z jeziorem pustyniach plantacji bawełny. Rośliny zasadzone w miejscu o skrajnie suchym klimacie oczywiście trzeba było jakoś nawadniać. Wykorzystanie do tego celu wody z przepływających nieopodal rzek Syr-darii i Amu-darii prawdopodobnie od początku nie nosiło znamion dobrego pomysłu – już wtedy pojawiły się pierwsze ostrzeżenia naukowców, dotyczące tego, co może stać się z jeziorem, które utraci znaczną część wód ze swoich jedynych dopływów – jednakże cel w tym wypadku miał uświęcić środki. A cel był rzeczywiście ambitny – zamienić nieurodzajne połacie piachu w żyłę złota. Przez pierwszych kilka lat fetowano gospodarczy sukces – plantacje przynosiły zamierzone dochody, a więc powiększano je nadal, a lustro wody obniżyło się wprawdzie, ale ledwie o kilkanaście centymetrów, co nikomu nie przeszkadzało i nikogo nie niepokoiło. Woda ze wspomnianych rzek od dawna używana była przez mieszkańców do nawadniania pól. Nie na taką skalę jednak. Dopełnieniem problemu i gwoździem do symbolicznej trumny jeziora było nieprawidłowe uszczelnienie kanałów irygacyjnych, które przeciekały w wielu miejscach. Kolejne lata przynosiły coraz szybszy spadek poziomu wody – nawet o kilkadziesiąt centymetrów rocznie. Wreszcie obydwie rzeki zasilające jezioro zupełnie przestały do niego dopływać.

Opłakane skutki

Pierwotnie Jezioro Aralskie było zbiornikiem o niewielkim stopniu zasolenia, co pozwalało na życie w nim zarówno słono jak i słodkowodnych gatunków ryb. Wraz ze zmniejszaniem się objętości wody w jeziorze, zaczęło wzrastać jego zasolenie, powodując tym samym śmierć ryb słodkowodnych. Miasta portowe nagle znalazły się w oddaleniu dziesiątek kilometrów od linii brzegowej. Niemal zupełnie upadło zatem rybołówstwo i przetwórstwo ryb, które wcześniej stanowiło podstawę gospodarki regionu, co oczywiście dla tysięcy ludzi poskutkowało utratą pracy. Obecność jeziora nie była też obojętna z perspektywy klimatycznej – po jego wyschnięciu kontynentalny klimat Azji Centralnej stał się jeszcze bardziej surowy niż wcześniej. Roczna amplituda temperatur skoczyła do rozpiętości nawet stu stopni Celsjusza. I tak rzadko padający deszcz, teraz nawiedza te regiony jeszcze rzadziej. Skrócił się też okres wegetacyjny roślin. Obniżył się poziom wód gruntowych i doszło do ich zasolenia. Pustynne burze piaskowe, które szaleją nad dawnym dnem jeziora przenoszą pozostałą tam sól oraz pestycydy – które spłynęły z plantacji bawełny – na okoliczne miejscowości, powodując tym samym zasolenie i skażenie olbrzymich obszarów pól uprawnych. Ma to też wpływ na problemy zdrowotne miejscowej ludności – wzrosła liczba zachorowań na raka, anemię, choroby układu oddechowego.

Krajobraz po katastrofie

Kazachski Aralsk, niegdysiejsze miasto portowe, dziś leży w odległości około 20 kilometrów od brzegu jeziora. Postawienie tamy, oddzielającej jego północne wody, powoduje stopniowe podnoszenie się ich poziomu (wyłącznie dzięki tamie, wspomniana odległość miasta od wody to właśnie 20, a nie…100 kilometrów). Przy niegdysiejszym brzegu stoi nierozebrany do dziś kombinat – magazyny, dźwigi, pozostałości kutrów. W miejscu, gdzie dawniej łowiono ryby, po suchym jak pieprz, usłanym milionami muszelek piasku przechadzają się wielbłądy. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się w uzbeckim Mujnaku – to, niegdyś prężnie rozwijające się, dzięki przemysłowi rybnemu, miasto dzieli teraz od pozostałości jeziora prawie 200 kilometrów i nic nie zapowiada poprawy tego stanu rzeczy.

Z inicjatywy Banku Światowego w 1993 w życie zaczął zostać wprowadzany Aral Sea Basin Program, którego celem jest poprawa zarządzania gospodarką wodną w regionie, jak też odbudowa i uregulowanie zlewiska Jeziora Aralskiego. Jednym z elementów programu była budowa tamy, mającej za zadanie powstrzymanie odpływu wody ze Zbiornika Północno-Aralskiego. Dotychczas odpływała ona do Jeziora Południowo-Aralskiego, które charakteryzuje się bardzo szybkim wysychaniem (obie nazwy dotyczą zbiorników stanowiących pozostałości po dawnym Morzu Aralskim). Ukończenie tamy w 2005 roku zaowocowało spodziewanymi zmianami. Poziom wody wzrósł, zmniejszyło się jej zasolenie, co umożliwiło powrót niektórych gatunków ryb. Dla mieszkańców Aralska oznacza to promyk nadziei na powrót do dawnej świetności miasta. Ponownie otwarto niektóre zakłady, a część mieszkańców znalazła w nich zatrudnienie. Rząd Kazachstanu, przy wsparciu z zewnątrz stara się zatem o choć częściowe odwrócenie tendencji wysychania jeziora. Biedniejszy Uzbekistan niestety takich działań nie podejmuje, co z każdym rokiem coraz bardziej przekreśla szanse na uratowanie południowych pozostałości Morza Aralskiego.

Choć każdy przybywający centymetr Jeziora Aralskiego cieszy, to o jego powrocie do dawnego kształtu i rozmiaru raczej nie ma co marzyć. Ogromne połacie słonej, wysłanej muszelkami pustyni już nigdy nie staną się na powrót dnem potężnego zbiornika. Na mapach, tam gdzie kiedyś panował błękit, już zawsze będzie go brakować. A pordzewiałe wraki rybackich kutrów jeszcze przez wiele lat będą wprowadzać turystów w posępny klimat i symbolizować niestety nic innego, jak tylko ludzką krótkowzroczność i głupotę.

Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
Z wykształcenia pedagog, z zamiłowania człowiek gór, o których bloguje na Rudazwyboru.pl. Trochę pisze, trochę biega, trochę się wspina, ale - nie oszukujmy się - marzy o tym, by móc całymi dniami oglądać seriale. Po trzydziestce stara się być po prostu sobą, cokolwiek miałoby to znaczyć.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz