Krajobraz przed bitwą

8 minut czytania
939
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
30 maja 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kolejne wybory, w których okazało się, że trzeba zjeść z piedestału i spojrzeć ludziom w oczy. Uścisnąć rękę. Porozmawiać. Wysłuchać. Starać się zrozumieć. Rozwiać obawy. Tłumaczyć. Próbować przekonać. Pojechać do najmniejszej wsi, a nie przemieszczać się ulicami Warszawy z jednego studia telewizyjnego do drugiego. Mieć szacunek dla każdego człowieka, a nie dzielić na Polskę A i B.

Nie jest łatwo napisać coś nowego po tym, jak wszyscy napisali już niemal wszystko. Zwolennicy wygranych, przegranych i symetryści takoż. Tych co się prześliznęli i tych, co im w poniedziałek rano zabrakło, chociaż w niedzielę jeszcze mieli. Jedni odtrąbili sukces, inni nie uznali porażki, bo przecież sukces i jedność, a trzecia siła od wyborczej niedzieli próbuje wmówić całemu światu, że ten cały świat o nich mówi, bo wygrali, choć ledwo się wybili z wyborczego progu. Już wiadomo, że ci z tymi nie pójdą, bo nie po to szli sami, ci co szli z innymi dalej z nimi nie pójdą, bo to było na jeden raz tylko, a ci co wygrali to właściwie już nic nie muszą, bo pewnie wygrają znowu.

Co się zatem w tę wyborczą niedzielę stało, jeśli w ogóle coś? Przede wszystkim ponad połowa dorosłych Polaków na wybory do Parlamentu Europejskiego nie poszła. Można się cieszyć ponad 45-cioprocentową frekwencją, najwyższą od kiedy bierzemy udział w tych wyborach i niemal dwa razy taką, jak pięć lat temu, ale nie należy zapominać o tych, którzy zostali w domach. Którzy – w dużym uproszczeniu – nie dali się ani rządzącym kupić, ani opozycji uwieść. Może poszli na zakupy, bo niedziela była handlowa, może na wycieczkę pojechali albo leżeli przed telewizorem. Mieli prawo. Szanuję, ale nie rozumiem. To jest jednak wciąż potencjalny elektorat do zagospodarowania. Znalezienie do niego klucza oznaczać może w jesiennych wyborach sukces na miarę większości konstytucyjnej jednych albo przejęcia władzy dla drugich. Nie ma na co czekać. Następny sezon gry o tron rozpoczęty.

Pewnie jest jakiś pomysł, tylko trzeba go znaleźć – wyznał z rozbrajającą szczerością lider zjednoczonej opozycji pytany o to, jak to zrobić, żeby ten PiS pokonać. Jeśli w czwartym roku bycia w opozycji Grzegorz Schetyna wciąż nie znalazł pomysłu na wygraną z Jarosławem Kaczyńskim, to lepiej wziąć łopatkę i się zakopać ze wstydem. Szukać winy w rozdawnictwie budżetowych pieniędzy i propagandzie wiernych rządowi mediów przystoi politologom i komentatorom, politycznym liderom zaś trzeba zastanawiać się, gdzie popełnili błąd. Może będzie bolało, ale to jedyna droga. Za kilka miesięcy PiS nadal będzie miał budżet, a media kiedyś publiczne będą jeszcze bardziej kreować rozszerzoną rzeczywistość. Opozycjo, jeśli nie wiesz, jak się z tym zmierzyć, odpuść. Po co się męczyć – no chyba, że lubisz być sobą dla samego bycia antyPiSem po prostu, ale już wiesz, że to nie działa. Powiedz ludziom, co chcesz zrobić z transferami socjalnymi, pojedź tam, gdzie odbierana jest tylko TVP, by pokazać, że nie nosisz pejsów i nie mówisz po niemiecku. Pozytywistyczna praca u podstaw lepsza jest niż czekanie na Mesjasza na białym koniu.

Platforma Obywatelska, główna siła odchodzącej już chyba do przeszłości Koalicji Europejskiej skażona jest grzechem pierworodnym Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Tych partii wykształconych elit, żyjących we własnej bańce, partii, które nawet upadając nie mogły zrozumieć, jak to jest, że oni są tacy świetni, a naród ich nie kocha. Nie wybrał na prezydenta ani Mazowieckiego, ani Kuronia. Coraz rzadziej głosował na nich w wyborach, aż w końcu nie było innej drogi, jak sztandar wyprowadzić.

Ludzie nie głosują bowiem na samą wspaniałość. Z jej poziomu trzeba zjeść i spojrzeć ludziom w oczy. Uścisnąć im rękę. Porozmawiać. Wysłuchać. Starać się zrozumieć. Rozwiać ich obawy. Tłumaczyć. Próbować przekonać. Pojechać do najmniejszej wsi, a nie przemieszczać się ulicami Warszawy z jednego studia telewizyjnego do drugiego. Mieć szacunek dla każdego człowieka, a nie dzielić na Polskę A i B. Wyrzucać sobie braki intelektualne i roszczeniowość to może na fejsie pani Malinowska panu Nowakowi, obrażać na siebie to mogą pracownicy magla, ale ty opozycjo masz z pokorą pochylić głowę i słuchać każdego człowieka, bo to może być twój wyborca. A jak nie będzie twój, to będzie ich. Albo niczyj.

Jeśli nie możesz go kupić, bo przecież opozycjo brzydzisz się takimi metodami i nie masz czym oczywiście, to go chociaż chciej uwieść. A tu nawet nikt do flirtu nie próbował zaprosić. O takich drobiazgach jak brak hasła, porywających spotów, niemrawej kampanii w Internecie, braku własnej narracji a nawet braku banerów czy billboardów w Polsce obwieszonej kandydatami PiS-u to już pisać hadko. Programowe miotanie się od ściany do ściany w przyciasnych salkach na konwencjach, gdzie entuzjazm oscylował w okolicach bezwzględnego zera, nie pozwalał nawet zacząć śnić snu o potędze. Nie zamierzam podpowiadać nikomu, jak się robi kampanię, to nie są tanie rzeczy. Prezes Kaczyński już dawno powiedział, co robić: gryźć trawę. Wybory do Sejmu na jesieni, trawy będzie jeszcze pod dostatkiem.

A jakby liderzy jeszcze teoretycznie zjednoczonej opozycji chcieli wiedzieć, czego oczekują od nich ludzie, to niech wezmą od swoich asystentów smartfony i sami poczytają, co elektorat pisze w internetach. Bo on ma nawet parę dobrych pomysłów, tylko zastanawiające, że władcy dusz elektoratu jakoś niekoniecznie.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz