Nie trzeba widzieć, żeby zobaczyć

rozmowa z Katarzyną Zawodnik, niewidomą od urodzenia
23 minut czytania
1448
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
17 maja 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Jak widzą świat niewidomi od urodzenia? Nasze otoczenie jest wzrokocentryczne. Oceniamy i jesteśmy oceniani. Chcemy się podobać. Wymyślamy kolejne tożsamości. Ale czy przez to stajemy się lepsi? „Są rzeczy, choć niewiele, w przypadku których cieszę się, że ich nie widzę” – mówi niewidoma od urodzenia Katarzyna Zawodnik.

Czy przedmiot, krajobraz, którego się nie widzi może budzić zachwyt?

Jeżeli czegoś nie widzę i nie mam też możliwości poznać tego w żaden inny sposób, ta rzecz nie robi na mnie żadnego wrażenia. Trudno wówczas mówić o zachwycie czy awersji. Po prostu wiem, że ona jest, ale gdyby jej nie było, dla mnie nie stanowiłoby to różnicy. Na przykład gdyby nie było na niebie gwiazd, dla mnie byłoby to bez znaczenia. Są osoby, które znam latami, a dotychczas nie wiem, jaki mają kolor włosów. Rzeczy, których mogę dotknąć lub je usłyszeć, mogą mnie zachwycić. Pamiętam swój zachwyt nad wspaniałymi aktami w Wilanowie. Przyjemny był sam dotyk chłodnego, gładkiego kamienia, ale niezwykle piękne wydały mi się wyrzeźbione sylwetki tych kobiet i to, że ktoś w kamieniu zdołał tak doskonale odwzorować ludzkie piękno. Nie wiem jednak, czy to wygląd rzeźb, czy talent człowieka tak mnie oczarował. Tym, co jest dla mnie najpiękniejsze w świecie materii, rzeczy, jest ciało człowieka i zdarza się, że ono budzi mój zachwyt. Przedmioty często mi się podobają, ale rzadko urzekają. Lubię dotykać suknie panien młodych, stroje wieczorowe i biżuterię. Podobają mi się rzeźbione meble. Jednak zachwyt raczej budzą we mnie zapachy kosmetyków, smaki potraw, muzyka czy literatura niż przedmioty. Trochę szkoda, że nie umiem docenić piękna przyrody, zwłaszcza kwiatów. Miło jest dostać kwiaty, ale jeszcze milej byłoby, gdybym umiała docenić ich piękno. Ja doceniam bardziej sam gest podarowania kwiatów.

Naszą zmorą jest świat obrazków, ułuda przesłaniająca świat. Jakie są zalety bycia niewidomym?

Są rzeczy, choć niewiele, w przypadku których cieszę się, że ich nie widzę. Nie, że nie widzę w ogóle, tylko że akurat one mnie omijają. Chodzi o reklamy napędzające konsumpcjonizm i przede wszystkim wszechobecną nagość. Kiedy czasem ktoś opisuje mi, jak epatują seksem reklamy najzwyklejszych produktów, jestem szczerze zdumiona. Czasem te moje pytania są naiwne: „Ale naprawdę nie ma stanika?”. No cóż, naprawdę. Kiedy wchodzę do sklepu, kupuję to, co wcześniej zaplanowałam. Mogą mnie skusić rzeczy, które znam i przyjdzie mi do głowy, że chciałabym je mieć, bo ktoś mi o nich powiedział albo już kiedyś je kupiłam, ale generalnie zakupy robię bardzo racjonalnie, bo nie kuszą mnie wystawy. Przez brak możliwości obserwowania trendów, nie nadążam i nie podążam za modą. Staram się ubierać gustownie i ładnie, ale nie jest dla mnie priorytetem, żeby było modnie. Zdaje się, że ubiegłej wiosny weszła moda, że nosi się spodnie siedem ósmych, potem jest odsłonięta kostka i dopiero but. Nigdy bym na to nie wpadła i gdyby ktoś mi tego nie uświadomił, żyłabym w przeświadczeniu, że praktyczna ludzkość wkłada skarpetki, które chowają się w nogawkach.

Nie może się Pani przejrzeć w lustrze, dlatego w takich momentach potrzebna jest osoba, która będzie Pani oczami ?

W kwestii stroju często kieruję się opinią innych, którzy podpowiadają mi, w czym mi do twarzy i co założyć. Często chodzę na zakupy z mamą. Ponieważ nie widzę, że już coś jest totalnie niemodne, a wręcz nie wypada się w tym pokazać, lecz ubranie jest jeszcze w bardzo dobrym stanie, dopiero czyjeś uwagi, które zresztą traktuję jako wyraz życzliwości, uświadamiają mi, że dane ubranie lepiej nosić już tylko po domu. Jeżeli już coś sobie kupię to zbieram opinię na temat tego, są pewne rzeczy których nie założę, np. spodni z dziurami na kolanach. Czasami czuję się zagubiona kiedy jedna osoba powie mi, że wyglądam dobrze, a druga, że nie.

Jestem samodzielna, ale potrzebuję pomocy w niektórych sprawach np. w robieniu zakupów , adresowaniu kopert. Mój brat, który również jest niewidomy, zostawia mi pod opieką swoje dziecko, które jest jeszcze niemowlakiem. Na początku to było dla mnie dosyć trudne, ale doszłam do wprawy.

Pani nie widzi od urodzenia, Joanna Mazur, która stała się bardzo popularna z racji udziału w programie „Taniec z gwiazdami”, straciła wzrok w wieku 16 lat. Komu jest łatwiej ?

Znam osobiście Joannę, mieszka w Krakowie tak jak ja. Nie da się ukryć, że na parkiecie radzi sobie znakomicie. Tym, którzy stracili, tak jak Joanna, wzrok w trakcie życia, jest łatwiej w sensie technicznym, ponieważ pamiętają miejsca i przedmioty. Jest im też łatwiej wyobrazić sobie rzeczy, których aktualnie nie mogą zobaczyć, ale znają z czasu, gdy widzieli, na przykład kolory. Ci, którzy urodzili się z wadą wzroku, czyli nie widzą od urodzenia tak jak ja, mają łatwiej w sensie psychologicznym, łatwiej jest im się pogodzić, że nie widzą bo nie mają poczucia, że tak bardzo na tym tracą, ale z kolei mają trudniej w sensie technicznym, bo trudno mi sobie wyobrazić pewne miejsca, przedmioty, trudniej też nauczyć się wykonywania pewnych czynności. Odpada uczenie się przez naśladowanie.

Osoby pozbawione bodźców wzrokowych w naturalny sposób rekompensują ten brak rozbudowaną wyobraźnią. Często słyszy się że osoby niewidzące mają wyostrzone pozostałe zmysły, dotyk, węch, słuch. Czy to mit ?

Z pewnością „lepiej” korzystamy z pozostałych zmysłów, czerpiemy z nich więcej informacji. Myślę jednak, że to jest nie tyle wrodzone, co wyuczone. Przeprowadzono kiedyś takie doświadczenie, że widzący mężczyzna przez pewien czas żył tak jak niewidomy. Już po kilku dniach słyszał więcej czy może słuchał bardziej uważnie niż przed podjęciem eksperymentu. Nie wiem czy mam lepszy słuch czy umiem lepiej z niego korzystać, jestem ciekawa czy mam więcej receptorów czuciowych w palcach czy po prostu umiem lepiej korzystać z dotyku. Może to jest niezupełnie mit i niezupełnie prawda, ale na pewno sprawniej korzystamy ze zmysłów, mamy je bardziej wyostrzone.

Stevie Wonder porusza się po scenie, słuchając odgłosów swoich butów.

W takim razie podziwiam go już nie tylko za to, jak śpiewa. Mimo wszystko sądzę, że jednak wcześniej, przed koncertem, chodzi po tej scenie, poznaje ją, ale to tylko moje przypuszczenie. Tak czy inaczej swobodne poruszanie się po scenie uważam za duży wyczyn. Skuteczniejsze słuchanie umożliwia niewidomym korzystanie z echolokacji, ale rzadko nazywamy ją w ten sposób. Echolokacja to poznawanie przestrzeni poprzez nasłuchiwanie dźwięków, które do nas docierają. Najlepiej samemu te dźwięki generować: pstrykać palcami, brzęczeć kluczami, kląskać językiem itd. Dźwięki odbijające się od tego, co nas otacza, przekazują informację o tym, jak duże jest pomieszczenie, jak zatłoczone, jak daleko znajdują się od nas inne obiekty (choć oczywiście w większości przypadków nie wiemy, jakie to obiekty). Jest bardzo niewiele osób, które korzystają z echolokacji w sposób pełny, to znaczy zastępuje im ona laskę. Tacy ludzie chodzą po mieście bez białej laski, a omijają przeszkody, nasłuchując, jak wydawane przez nich odgłosy odbijają się w przestrzeni.

Chodzenie bez laski po dużym mieście takim jak Kraków może być niebezpieczne. Ben Underwood to niewidomy chłopiec, któremu usunięto gałki oczne. Był geniuszem echolokacji. Kląskał, wydawał dźwięki i wsłuchiwał się w ich odbicie. Doszedł do takiej perfekcji, że odróżniał kształty przejeżdżających samochodów.

Zdecydowana większość niewidomych porusza się z białą laską, część także z psem przewodnikiem. Idąc z laską, też wykorzystuję elementy echolokacji, ponieważ słucham, jak stukot laski i dźwięk moich kroków odbijają się od tego, co omijam. Jednak nie usłyszę dziury w chodniku ani tego, jak długie są schody, po których schodzę, natomiast laską to wyczuję. Laska nie przeszkadza w stosowaniu echolokacji, a dodatkowo wzbogaca ilość dostarczanych informacji o te płynące z dotyku. Nie potrafię w pełni profesjonalnie ocenić skuteczności echolokacji, bo stosuję ją w sposób ograniczony, ale nie wydaje mi się, by była to metoda tak bezpieczna jak chodzenie z laską. Nie widzę powodu, dla którego miałabym ograniczać się tylko do słuchania przestrzeni, gdy z laską mogę jej dodatkowo dotknąć. Poza tym, co dla mnie bardzo ważne, laska to sygnał dla innych, że idzie osoba niewidoma. Widząc osobę z laską, ludzie chętniej udzielają pomocy lub choćby schodzą z drogi, żebym ja nie musiała ich omijać. Powiedzmy sobie szczerze, widząc człowieka, który idzie pstrykając, podzwaniając czym się tylko da, kląskając, klaszcząc czy pogwizdując, można zastanowić się nad tym, czy przypadkiem nie powinien spotkać się z psychiatrą. Laska może nie jest ozdobą, ale na pewno widok człowieka z laską nie budzi zażenowania.

Jakie codzienne czynności są dla Pani największym wyzwaniem?

Samodzielne poruszanie się po mieście. W nowych miejscach nie zawsze sobie radzę, przynajmniej nie na początku. Jeśli staram się gdzieś dotrzeć to najbardziej lubię kiedy ktoś pójdzie tam ze mną i pokaże mi jak się tam idzie i na tej podstawie potem mogę sobie tę trasę odtworzyć. Natomiast jeżeli mam pójść gdzieś gdzie nigdy nie byłam lub jeżeli się trasa zmienia, jest remont, to wtedy jest to duże wyzwanie . Nie mogę pozwolić sobie na samotny odprężający spacer, a przynajmniej, jestem zawsze skupiona. Zapamiętywanie trasy przez niewidomych opiera się na zapamiętywaniu charakterystycznych punktów tej trasy, czyli jak idę do sklepu to wiem, że jak minę klatkę schodową to potem kilka kroków za nią będzie zakręt w prawo itd.

Dźwięki to nie tylko sposób postrzegania świata zewnętrznego, ale również wizytówka i pierwsze wrażenie o każdym napotkanym człowieku.

Czy kiedy słyszy Pani głos nowo poznanej osoby, jakoś ją sobie wizualizuje ?

Z tym jest różnie, nie zawsze wyobrażam sobie nowo poznaną osobę, ale często to zależy od tego jakie wrażenie zrobi na mnie głos tej osoby. Staram się z głosu odgadnąć wiek, chyba to jest pierwsza rzecz o której myślę, ale czasem mi też przychodzą do głowy inne cechy np. jeżeli słyszę wysoki delikatny kobiecy głos, taki dziecięcy, to wyobrażam sobie taką kobietę jako filigranową.

Czy niewidomi są mniej powierzchowni, bo nie mogą oceniać ludzi po wyglądzie?

Ocenianie ludzi na podstawie głosu może być mylące. Ktoś może mieć piskliwy, drażniący głos, a mieć piękną powierzchowność i fantastyczną osobowość ?

Bywamy tak samo nietolerancyjni, jak wszyscy, po prostu wychodzi to przy innych okazjach. Oceniamy ludzi po ich zapachu, sposobie, w jaki nas dotykają no i głosie. Mnie przeszkadzają wady wymowy, prostu sposób wypowiadania się, odpowiednia dykcja, często determinuje moją ocenę człowieka. Myślę, że jest mi tak samo trudno nie sugerować się tym, jak widzącym trudno jest nie sugerować się wyglądem.

To w takim razie na jakiej podstawie ocenia Pani atrakcyjność partnera ?

Oceniam atrakcyjność partnera po głosie, zapachu, sylwetce, dłoniach, tym, jakie jego ciało jest w dotyku i w jaki sposób on dotyka. Mężczyźni niewidomi na pewno lubią gdy kobieta ma długie włosy, ma na sobie dużo biżuterii oraz ubrania w formie siateczki, z frędzlami i koronkami.

Jak niewidomi łączą się w pary ? Jakie konfiguracje dominują : niewidomy z niewidomym, czy niewidomy z widzącym ?

Myślę, że statystycznie najwięcej jest związków, w których jedna osoba jest niewidoma, druga słabowidząca. Jeśli chodzi o pary w układzie niewidomy z dobrze widzącym, to znacznie częściej pełnosprawną drugą połówkę znajdują mężczyźni niż kobiety. Na przykład mój brat ma widzącą żonę.
Z własnego doświadczenia i na podstawie rozmów z innymi niewidomymi dochodzę do wniosku, że wiele niewidomych osób na etapie wczesnej dorosłości stawia sobie pytanie, czy w ogóle przewiduje możliwość związania się z drugą niewidomą osobą, czy jedynie z pełnosprawną. Ja na przykład odpowiedziałam sobie na to pytanie, że nie zwiążę się z mężczyzną niewidomym, więc na razie wciąż czekam na widzącego.

Oczywiście zawsze może zaważyć taki czynnik jak wielka miłość lub wielka samotność, więc kategoryczne mówienie „nigdy” byłoby butą z mojej strony. Zazwyczaj jednak początki są mniej spektakularne i dają czas na wysłuchanie głosu rozsądku, więc byłabym sama bardzo zdumiona, gdybym kiedykolwiek zdecydowała się na związek z niewidomym mężczyzną. Jeszcze trudniej byłoby mi zdecydować się na dziecko w takim małżeństwie. Uważam, że związek dwóch niewidomych osób daje obydwojgu ogromne psychiczne oparcie.

Doskonale się rozumieją, niczego nie muszą tłumaczyć, mogą jedynie poznawać swoje światy jako ludzi, nie natykając się na jakieś nieporozumienia czy onieśmielenie wynikające z niepełnosprawności. Ale technicznie trudniej jest poradzić sobie we dwójkę niż w pojedynkę. Trudniej znaleźć pomoc dla dwóch osób naraz. Co więcej, małżeństwo jest pewną zamkniętą całością, w której współmałżonkowie się uzupełniają, a tu obydwoje mają ten sam brak i nie mogą się uzupełniać, przez co bardziej narażają swoje małżeństwo na zbyt dużą ingerencję osób trzecich. Oczywiście czy to jedna niewidoma osoba, czy też dwie, są w stanie mieszkać bez widzących (zresztą tak mieszkałam), dobrze prowadzić dom i świetnie sobie radzić, ale co jakiś czas, zwłaszcza gdy są małe dzieci, niektóre zakupy, urzędowe sprawy do załatwienia albo podróże, potrzebna jest zewnętrzna pomoc i właśnie o takie sytuacje mi chodzi.

Zna Pani takie niewidome małżeństwa ?

Mają się świetnie, ich dzieci są zadbane, szczęśliwe, a często już dorosłe i mają własne rodziny, więc jest to wykonalne przy odpowiednim stopniu determinacji i samodzielności tych niewidomych. Jest taka niewidoma kobieta w Warszawie, która zdecydowała się na adopcję niewidomej, autystycznej dziewczynki z sierocińca w Kalkucie i stała się dla niej wspaniałą (a samotną) mamą, więc wszystko da się zrobić, jeśli jest się gotowym płacić odpowiednio wysoką cenę i ma się w sobie wystarczająco dużo mądrości, odwagi, szlachetności i miłości, bo ona musi być wyjątkową kobietą. Polecam książkę, w której opisała to swoje niezwykłe macierzyństwo: Wanda Wajda „Dziecko z Kalkuty”.

Dzisiaj, dzięki licznym rozwiązaniom technicznym, żyje się łatwiej niewidomym niż 20 lat temu. Np. dzięki technologii audiodeskrypcji mogą oglądać filmy w kinie.

Audiodeskrypcja to słowny opis tego, co dzieje się na ekranie. Można odsłuchiwać audiodeskrypcję ze specjalnej aplikacji w smartfonie. Nie wszystkie filmy są do tego przystosowane w sensie technicznym. Dlatego takie seanse nie są powszechne w Polsce. Zresztą nie chodzi o to, żeby organizować specjalne seanse dla osób niewidomych i słabowidzących, ale o to, żeby mogły chodzić do kina razem z widzącymi. Byłoby świetnie, gdyby twórcy filmów i dystrybutorzy podjęli kroki, żeby audiodeskrypcja, tak przecież potrzebna, była dostępna w kinach.

Osoba niewidoma w XXI wieku nie musi posługiwać się alfabetem Brajla by nadal móc z łatwością odczytywać teksty, przeglądać strony internetowe, czytać książki. Na dzień dzisiejszy do jej dyspozycji jest kilkanaście aplikacji, pozwalających na odsłuchanie drukowanej informacji. Są aplikacje na telefon, które zamieniają tekst na głos generowany przez syntezator mowy. Są programy do odczytu zdjęć, mówiące termometry, czytniki koloru, urządzenia lektorskie. Tyle że one nie zastąpią obecności drugiego człowieka.

Jak wygląda Pani sytuacja zawodowa ?

Wiele zakładów pracy chronionej tworzy fikcyjne stanowiska dla niepełnosprawnych, bo dostają za te osoby pieniądze od Pfronu (Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych) , często to sprowadza się do tego, że tak naprawdę ta osoba siedzi w domu. Skończyłam polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Chciałam pracować jako nauczycielka, ale żeby uczyć w szkole, potrzebuję asystenta, który np. pomógłby mi poprawiać zadania, wypełniać formularze. Podejrzewam, że szkołom się to nie opłaca. Rozwiązałam ten problem w ten sposób, że założyłam własną działalność. Moja firma Katarzyna Zawodnik „Niezawodny Transkryptor”, specjalizuje się w transkrypcji czyli przepisywaniu nagrań audio na tekst. Sporządzam również notatki z wykładów, konferencji itp.

Gdyby postęp techniczny sprawił, że nagle zaczęłaby Pani widzieć, co lub kogo chciałaby Pani zobaczyć?

Chciałabym kiedyś zobaczyć kolory. To jest coś, co czuję że mogłoby mnie zachwycić. Poza tym ciekawa jestem jak wygląda moja twarz, odbicie w lustrze. Mam niewielkie pojęcie o tym, jak wygląda moja twarz, jak się uśmiecham i jakie robię miny.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz