Chcesz uwolnić potencjał umysłu? Rusz swoją przestrzeń.

21 minut czytania
2412
0

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Któż nie marzy, by zerwać z poranną ospałością na rzecz bystrego oka? Zamiast rozpędzać się ciuchcią, z miejsca ruszać pendolino? Tryskać pomysłami bez dopalacza-kawy czy bata-szefa? „Choleryk ma łatwiej, z natury jest błyskawiczny” – powie flegmatyk. To fakt. Ale we flegmatyku drzemie werwa i potencjał inicjatora. Czasem wystarczy, że ożywi swoją przestrzeń.

Jak ożywić swoją przestrzeń? Wrogiem pozytywnej energii jest skostniały zaduch i zleżały chaos. Jeden więzi nas w letargu (jak tolkienowskiego króla Théodena), drugi zasypuje bałaganem. Bez świetlistej laski Gandalfa pozostaje nam jedynie zerwać ponure kotary i szeroko otworzyć okna – niczym ekspresowo rozprawiająca się z apatią malarza odtwórczyni głównej roli w „Szaleństwach panny Ewy”. Potrwa to nieco dłużej niż filmowe kadry, bo odświeżanie duszy to proces wieloetapowy, ale efekt będzie piorunujący. A przy okazji wykurzenia staroci ucieszy oko nowa estetyka, zrzucimy bagaż niezałatwionych spraw i ujmiemy sobie lat!

Feng shui radzi: wyklaszcz kąty!

Nawet wyrafinowane praktyki medytacji nie odblokują potencjału umysłu, póki nie zmierzymy się ze stagnacją uwięzioną w ciemnych zakamarkach. Pod łóżkiem, za meblami, ale też w piwnicy, na poddaszu, w garażu. Nawet jeśli traktujemy z przymrużeniem oka chińskie zasady planowania przestrzeni – jedno jest pewne: czasem na ciało i duszę zbawienny wpływ mają gruntowne porządki. Nie ma sensu hodować stada „kotów” za kanapą ani pokoleń pająków na strychu. Wspomniane sierściuchy nie wygrzeją nam stawów, a i prządki nie wyhaftują wytwornego hamaka. Prędzej osnują głowę chmurną myślą i wyzwolą alergię. Dlatego dobrze jest chwycić ścierkę w dłoń i bez marudzenia, że na nas wypadło, znokautować brud. Nie omieść (bo to fuszerka), a doczyścić (dać nową jakość). A kiedy wszystkie kąty zaczną lśnić, można spróbować dodatkowo poruszyć zastałą w nich energię… głośnym klaskaniem. Kto wierzy metodom feng shui, ten uczyni to bez wahania; kto się uśmiechnął pod nosem, niech sypnie burzą oklasków dla siebie, w nagrodę za kawał dobrej roboty. Brawa jeszcze nikomu nie zaszkodziły, a radośnie pobudzają – bez dwóch zdań!

A może coś by tu zmienić?

Nie wszyscy lubią zmiany. Ufni w siłę przyzwyczajenia „za babci czasów tak stało i było dobrze, to i teraz niech stoi”. I zgoda: jeśli przyjemnie czujemy się w pomieszczeniu, świetnie relaksujemy czy efektywnie pracujemy, to nie ma sensu kompozycji burzyć. Ale gdy pokój przytłacza, do biura wchodzimy jak na ścięcie, z sypialni człapiemy wyzuci z sił, a na krześle wiercimy się nie mogąc skupić, to znak, że czas na zmiany.

Chińczycy radzą, by mebel na którym spędzamy najwięcej czasu, ustawić w narożniku, to ma nam dać poczucie bezpieczeństwa. Unikać należy lokalizowania biurek, siedzeń czy sof na wprost ostrych kantów, a także ustawiania ich na linii między drzwiami a oknem – aby nas z pracy, domu, czy ze związku za szybko nie wywiało. Zaś biurko ustawione na końcu długiego korytarza grozi zawaleniem nas obowiązkami.

Niezależnie od chińskich mądrości, przestawienie mebli niesie w sobie potencjał odnowy, startu ze zdwojoną siłą i świeżego spojrzenia. Z tego dobrodziejstwa warto skorzystać. Dodatkowo podkręcając go odmianą kolorystyczną.

Wyzwanie: ogarnąć chaos

Po zaprowadzeniu nowego ładu czas pójść za ciosem i posortować to, co kryje się w szafach, szufladach lub leży w nieładzie na wierzchu. Nie ma co czekać, aż stos szpargałów dotknie sufitu. Optymizm płynący na widok malejącej sterty z pewnością doda skrzydeł. Przydadzą się pudła – na zbędne zapiski, plastik i metal oraz garderobę. Co prawda, w naszym klimacie nie sprawdza się przepis „jak nie nosisz ciucha dwa miesiące, to go już nigdy nie włożysz”, ale co pewien czas świetnie robi remanent garderoby. Wystarczy przymierzyć, krytycznie zlustrować i definitywne pożegnać, albo… powrócić do zapomnianych spodni, które mogą zyskać w spontanicznym, a niepróbowanym wcześniej, zestawie. Ale mimo nadgryzień zębem czasu nie namawiam do eliminacji wszystkich starych ubrań. Czasem w kilku przedmiotach czy fatałaszkach przechowujemy najcenniejsze wspomnienia. Mamy prawo do ich posiadania i do decyzji, z czym i kiedy zerwać.

Segregacja to gimnastyka dla umysłu

Sortowanie dobytku to nie tylko czynność manualna. To stan ducha! Rozpoczęcie intensywnej aktywności i otwarcie na nowość. Odprężenie dla zmęczonych ekranem komputera oczu, ale przede wszystkim świetna gimnastyka dla szarych komórek. Zarówno dla tych, które na co dzień parają się projektami i opracowują plany pięcioletnie, jak i tych, które obracają się w domowych pieleszach, a chciałyby z pomysłami ruszyć dalej. Bo artystyczny nieład to przecież wiele plansz puzzli do jednoczesnego ułożenia: tu łowisz guzik od mankietu męskiej koszuli, tam wizytówkę poleconego hydraulika, omiatasz okiem różne notatki, definiując ich lokalizację na księgowe, kulturalne czy zbędne… Nagle odnajdują się śrubki, spinki, witamy z entuzjazmem pędzel z łamaną rączką do malowania niedostępnych miejsc („tu byłeś!”). Porządkowanie przypomina dziecięce, pełne euforii poszukiwanie skarbów na wiejskim stryszku i otwiera fantastyczne możliwości, więc wybaczmy mu czasochłonność. W zamian zyskamy nie tylko sklasyfikowane dobra, ale wirujący na najwyższych obrotach twardy dysk: uruchomioną wyobraźnię, nastawioną na dociekliwość analizę, rozgrzane planowanie. Procesy, które usprawnią naszą metodyczność, organizację czy dostrzeganie priorytetów i na innych polach.

Nie rzucaj byle gdzie!

To prawdziwa radość móc w chwili wyłączenia światła bezbłędnie znaleźć świece, a nie zachodzić w głowę czy ostatnio widziano je na strychu, czy w pokoju z rybkami? Aby jednak owa radość była trwała, wszyscy domownicy muszą wyrobić w sobie nawyk odkładania na miejsce (i to jedyna trudność). Bez tego cała mozolna segregacja na nic, a i nabawimy się zgryzoty z braku poszanowania naszej pracy. Ułatwieniem w zapamiętaniu, co gdzie leży, jest wydzielenie pojedynczych miejsc na podzielone branżowo sprzęty (kuchenne, majsterkowe, ogrodowe, krawieckie, leki…), bez obdzielania nimi kilku lokum. To samo z książkami – ustawione na półkach tematycznie, łatwo się odnajdą. Chaos wkrada się w brak reguł, a jeśli jasno oznajmimy, że od dziś czołówki leżakują w szufladzie z przyborami wędrownymi – to jest już zasada. Za zgodą wszystkich mieszkańców (co zobowiązuje), łatwo wejdzie w krew.

Wybieramy auta z praktycznymi schowkami i stelażem na rowery, a plecaki z szansą kombinacji (dopinane sakwy, wiele zasuwanych kieszeni, zapinek, osobne komory, zmiana gabarytu). Analogicznie, warto zachęcać rodzinę do innowacji ułatwiających życie w domu: nie bójmy się montażu przegród w szufladzie, ekstra półek, rzędu haczyków czy naklejek-oznaczeń wewnątrz szaf – meble mają być funkcjonalne i uwalniać nasz czas, a nie tylko ładnie wyglądać. Owe starania nie wystarczą jednak przy braku pakownych schowków czy pawlaczy. Duża pojemność jest lekiem na przedmioty stojące luzem, o które potykamy się w kątach i drażnią oko. Znajdując dla nich wygodne, zamknięte lokum, odgracamy przestrzeń, zdejmujemy z nich kurz, a z głowy kolejny problem.

Podaruj ciuchom drugie życie

Przy okazji segregacji trafimy na sprzęty i ubrania wcześniej odłożone a zapomniane. Narzędzia od razu sprawdźmy. Jeśli wyczerpały swoją moc – oddajmy do stosownego skupu. Jeśli są naprawialne – zróbmy to od ręki (popsutych nie użyjesz, a uciążliwie tkwią w pamięci jako sprawy do załatwienia). Odzież nienoszoną, która mija się z naszym rozmiarem lub ulubioną kolorystyką, można podarować potrzebującym: wrzucić w kosz Czerwonego Krzyża, skontaktować się z placówką pomocy społecznej albo… rozesłać wici po rodzinie i znajomych – może się okazać, że pulower dla nas za długi, na innej figurze leży jak ulał. I wzbogaci czyjąś garderobę.

Możemy również podzielić się sprzętem używanym raz w roku (choćby drylownicą wiśni) lub złożyć na wspólny zakup (np. trzech braci – na jednego kampera). Oszczędzimy pieniądze, a sprzęty nie będą marniały, zajmując miejsce. Warto, choć reklamy bombardują hasłami o przeciwnej treści: „jeśli nie sprawisz sobie gadżetów – tabletów dzieciom, najnowszej linii kosmetyków czy trzeciego, tym razem sportowego, auta do kolekcji – nie wzniesiesz się na poziom współczesnego społeczeństwa”. Ale czy naprawdę tego potrzebujemy? Kupując świadomie, to my (a nie promocyjna cena) kreujemy naszą przestrzeń i mamy wpływ na rozwój pociech, jak choćby temperowanie egoizmu, kiedy dzieci się dzielą. Możemy też realnie zmniejszyć zalewającą świat falę elektrozłomu.

Małgorzata Januszewska
Małgorzata Januszewska
Będąc humanistką z wykształcenia, poetko-pisarką z zamiłowania i eksploratorką z potrzeby oddychania, czas dzieli na trzy pasje. Prowadzi warsztaty interdyscyplinarne, nie rozstaje się z piórem (od reportaży po bajki), a palec planujący trasę po globusie, zamienia w wyprawę z plecakiem (ostatnio „lądując” w sercu Laosu). Propagatorka porozumienia dużych i małych. Przyjaciółka zwierzołków (no, może z wykluczeniem kilku uporczywych insektów :) Podziwia talenty homo sapiens, ale jej największą miłością są górskie krajobrazy (te naturalne, nie z betonu).
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.