Człowiek człowiekowi spoilerem – zło płynące z serwisów streamingowych

Uspokajamy! W tym tekście nie ma spoilerów
12 minut czytania
396
3
Aleksandra Wolna
Aleksandra Wolna
6 czerwca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

W czasach, kiedy serwisy streamingowe decydują się na publikowanie całych sezonów swoich seriali, w społeczeństwie odzywają się najgroźniejsze instynkty. Człowiek człowiekowi już nie wilkiem, a spoilerem.

Łatwo było zaobserwować to przy okazji cotygodniowych premier Gry o Tron, kiedy internet już od samego rana huczał od spoilerów, chociaż oficjalnie odcinek emitowany był w telewizji dopiero wieczorem. Niewielu było szczęśliwców, którzy mogli pozwolić sobie na wstanie o trzeciej nad ranem, by obejrzeć odcinek „na żywo”. A mimo tej świadomości, że są jakby nie było, wyjątkowi, i że są jeszcze ci widzowie, którzy tego nie widzieli, rozmawiali o konkretnych szczegółach z danego odcinka na swoich profilach społecznościowych. Nie oszczędzając nikogo i niczego.

Społeczeństwo sieci

Po raz pierwszy wspomniał o nim Manuel Castellas, mówiąc, że to takie społeczeństwo, w którym liczyć się będzie sieć relacji społecznych oraz swobodny dostęp do uczestniczenia w różnych organizacjach i wydarzeniach. Dla młodych ludzi ważny jest swobodny przepływ informacji, możliwość pozostawania w relacjach z każdym, bez niepotrzebnej biurokracji. Internet, sieć to podstawa zrzeszania się jednostek, które normalnie nie miałyby się prawa ani szansy poznać.

Każdy kij ma jednak dwa końce, i o ile z jednej strony internet i dzielenie się treściami z ludźmi często mieszkającymi po drugiej stronie kuli ziemskiej jest genialne, jednocześnie w innych ludziach może budzić poczucie wykluczenia. Bo jeśli za czymś nie nadążasz, bo jeśli nie oglądasz czegoś na bieżąco tak jak inni, to znaczy, że jesteś gorszy, masz dziwne priorytety w życiu, oraz no cóż, schrzaniłeś.

Realny problem?

Można oczywiście żartować, że co to jest za problem. Na świecie istnieje wiele poważniejszych rzecz, tematów i problemów, nad którymi warto się pochylić, a niekoniecznie nad oglądaniem seriali. Okej, może jest w tym trochę racji. Tak mniej więcej do momentu, w którym zajrzy się w… statystyki. Chociaż powoływanie się na badania kojarzy mi się z pisaniem prac dyplomowych, nie sposób było mówić o bingewatchingu, nie znając jego… powszechności.

73% ankietowanych lubi obejrzeć od trzech odcinków wzwyż za jednym razem. Bingewatchuje ponad 58% amerykanów, z których aż 72% mówi, że jest to ich regularny sposób odbioru telewizji. W kolejnym badaniu przeprowadzonym przez amerykanów, aż 76% ankietowanych ogląda seriale w telewizji, podporządkowując go do własnego stylu życia, nie na odwrót, jak to bywało w latach poprzedzających. 39% ankietowanych twierdzi, że zostawiają seriale do obejrzenia na później, gdy osoba, z którą będą chcieli to obejrzeć, będzie miała czas

Liczby niekoniecznie znaczą więcej niż tysiąc słów

Kolejne badania oraz artykuły, na które natknęłam się w trakcie pisania tekstu mówią jeszcze ciekawsze rzeczy. Na przykład to, że oglądanie seriali działa na nasz mózg tak samo, jak przyjmowanie leków poprawiających nastrój. Za wszystko odpowiedzialna jest bowiem dopamina, która generuje poczucie euforii, przyjemności, dlatego staje się to dla nas takie kuszące. I uzależniające, bo uzależnienie od oglądania seriali można porównać do uzależnienia od na przykład heroiny.

Tyle, że to znów kij o dwóch końcach. Życie jest stresujące, pełne w problemy, nerwy i stres, od którego czasem nie sposób się oderwać. Siadamy przed telewizorem i nagle świat przestaje istnieć. Kolejny ciekawy artykuł podpowiedział, że mózg rozwija się od 13 do 23 roku życia, tak samo jak system nagród. Analogicznie, starsi ludzie, którzy wpadają w wir oglądania, pożerania seriali sezonami, mają o wiele większą szansę na to by się od tego uzależnić. Od przyjemności, którą zajadają stres i nerwy dnia codziennego.

Według badań Morning Consult, 73% ludzi w wieku 18-29 lat ogląda seriale co najmniej raz w tygodniu, w wieku 30-44 jest to 69%.

Między spoilerem a fobią

Tak, istnieje coś takiego jak fobia dotycząca spoilerów. Wynika ona ze sposobu, w jaki konsumujemy media. To znaczy, w dość szybki i bezpośredni sposób. Jest to zupełna odwrotność tego, do czego przyzwyczajeni są na przykład nasi rodzice. Kiedyś to właśnie program telewizyjny wyznaczał tempo życia człowieka. To do niego dostosowywał swoje plany, jeśli chciał obejrzeć coś konkretnego. Z drugiej strony zanim przejdę do kolejnej kwestii, to ciśnie mi się na usta również to, że też nie było tyle rzeczy do oglądania. Wracając jednak do meritum: teraz człowiek subskrypujący Netflixa, HBO GO oraz inne serwisy streamingowe wie, że to on jest panem swojego życia. Chce dostosować nawet i telewizję do tempa swojego życia.

Nawet jeśli ją dostosuje, to i tak nie ominie oczekiwań innych, całego świata, oraz internautów. Wiecie, to jak taki „dobry” przyjaciel. W ramię poklepie, swoje nastawi, żebyś się wypłakał, ale za chwilę znowu podłoży ci nogę i będzie patrzył z uśmiechem na twarzy, jak będziesz leciał przed siebie. Coś w stylu, wiecie, możesz obejrzeć „Grę o tron” kiedy i gdzie chcesz, ale najlepiej byłoby gdybyś to zrobił teraz, zaraz i żebyśmy pogadali o tym jutro rano do śniadania. W zasadzie to pogadamy tak czy siak.

Pierwszy i ostatni raz?

Po raz pierwszy terminu spoiler został użyty w 1971 roku kiedy Amerykański pisarz komediowy Douglas Kenney rozdał zakończenia filmu w magazynie National Lampoon z „konkretnymi spoilerami, które gwarantują zmniejszenie ryzyka niepokoju i potencjalnie niebezpiecznego napięcia”. Swoim działaniem chciał uspokoić ludzi, potencjalnych widzów swojego filmu. Współczesny kontakt tego słowa jest zgoła inny. Budzi do myślenia, nawołuje do głowy wiele refleksji.

Refleksji pod tytułem: nie warto brać współczesnego świata na serio. Sama wyznaję zasadę jednego sezonu w noc, oglądanie pojedynczych odcinków po prostu mordęga, tragedia i wszystko w jednym. Tak samo lubię sobie coś zaspoilerować; poczytać komentarze innych odnośnie danego odcinka, zobaczyć, co mnie czeka. Nie czuję się w ten sposób zaatakowana. Niemniej rozumiem ból innych.

Po prostu. Bądźmy sobie ludźmi, a nie wilkami, ani tym bardziej spoilerami. Oglądajmy to, co chcemy, kiedy chcemy i nie przejmujmy się, że wejście do internetu zburzy nam wszystko w mgnieniu jednego kliknięcia. Tak dużo a tak mało.

Aleksandra Wolna
Aleksandra Wolna
Jest przyszłą autorką bestsellerów, czekającą na pomysł na książkę. Od wielu lat prowadzi bloga o książkach, na którym często zdarza jej się wspominać o serialach, które akurat ogląda.

W wieloletnim związku z Netflixem, Wordem i innymi aplikacjami skutecznie odciągającymi ją od życia realnego. Spokój znajduje na kartkach książek, ale i w słowach wystukiwanych na klawiaturze. Bloguje odkąd pamięta, od kilku lat „tak na poważnie” bardzo lubi internet za możliwość rozwijania swoich umiejętności oraz poznawania nowych, ciekawych ludzi bez wychodzenia ze swojej strefy komfortu.

Raczej uśmiechnięta, raczej pozytywnie nastawiona do świata, stara się cieszyć z małych rzeczy i nie tracić radości z życia. Z wykształcenia kulturo-i medioznawczyni.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

3 odpowiedzi na “Człowiek człowiekowi spoilerem – zło płynące z serwisów streamingowych”

  1. Zachwyt, szczere zdumienie i żałoba nad nie tak znowu niespodziewanymi zwrotami akcji i ginięciem tej czy innej fikcyjnej postaci przejawiane przez dorosłego i wyrobionego bądź co bądź widza kojarzy mi się z ocierającą się o ociężałość umysłową piskliwą radością z wielkokrotnie obejrzanej sztuczki kuglarskiej. Spojlerofobia to poniekąd przejaw płyciutkiego odbioru treści przez przeciętnego widza, ponad ludzką miarę przekarmianego obecnie zmyślonymi opowiastkami wizualnymi o przeróżnej długości, który poza tym kto komu co w którym miejscu i za co nie jest w stanie w narracji wiele więcej dostrzec.

    Przecież wiele, jeśli nie zdecydowana większość seriali nie jest oparta na wzorowanej eposem narracji umieszczonej w zamkniętych klamrach czasowych opowiadającej o przygodach jednego czy kilku bohaterów w przełomowym dla nich momencie. Jeśli się dobrze przyjrzeć zarówno obecnym serialom, jak i ich protoplastom, czyli odcinkowym słuchowiskom radiowym, historyjkom obrazkowym (dłuższym seriom komiksowym, czy kilkuobrazkowym humorystycznym paskom na przedostatniej stronie gazety), czy gazetowym powieściom w odcinkach popularnych w XIX wieku, to podstawą snucia fabuły była dość statyczna osnowa: główne postacie niby zamrożone w swoim życiowym momencie, który czasem trudno określić, z zasadniczo niezmiennym zestawem cech charakteru i umiejętności, tylko na ich ścieżkę życiową rzucane są nowe perypetie. Przecież mimo trzydziestego już sezonu Simpsonów, Bart wciąż jest nastoletnim gówniarzem w niebieskich portkach, którego ząb czasu najwyraźniej nie gryzie i gdyby nie dowcipne odwołania do zdarzeń z ‚prawdziwego świata’, czy analizy technicznej odcinków trudno byłoby określić z którego roku dany epizod pochodzi i w jakiej kolejności należy je oglądać. Przeszkadza to komuś?

    To samo dotyczy całej prawie reszty kreskówek i większości sit-comów także, gdzie sporo komizmu wynika z tzw. dyżurnych dowcipów (recurring albo running gags), a więc opartych o powtarzalny, widzowi dobrze znany i spodziewany schemat. Podobnie bywa z mydlanymi operami, które mimo że mają jakieś chronologicznie istotne wątki, to ich multum stwarza prędzej czy później mętlik w głowie nawet najwierniejszego i najuważniejszego widza, zatem pal licho, co się tam dzieje i dlaczego, lubię popatrzeć na tą i tego, a na tamtych nie. Tych rzeczy zespojlerować nie sposób, bo jak to, Kenny umiera w n-tym odcinku m-tego sezonu South Park? You bastards! Peter Griffin niespodziewanie okazuje się…. ŻE CO!? Craig w 7821szym odcinku wyznaje Consueli, że nie mogą być razem, bo mimo różnicy wieku 5 lat jest jej młodszym ojcem? No co pan/pani powie!

    Problem spojlerowania nie istniał i nie istnieje więc we lwiej części wizualnej rozrywki telewizyjnej i okołotelewizyjnej. Tylko od jakiś kilku lat tę niewyszukaną rozrywkę próbuje się podciągnąć w ambitniejsze sfery i marketingowy szum się wokół wydarzeń i rozwiązań fabularnych robi w serialach nazwijmy to roboczo z półki AAA. Na drugi plan schodzi gra aktorów, siła dialogów, oprawa wizualna, morał historii, trafne odniesienia do prawdziwego życia, zabawa konwencją, itd. ‚Plot’ wynoszony jest na piedestał i traktowany jak świętość, której skalać się nie godzi, bo jak się będzie wiedzieć, że w danym momencie opowieści coś się stanie, to cała przyjemność z odbioru siada. Coś jakby beletrystykę można było przeczytać tylko raz. I piosenkę tylko do pierwszego refrenu wysłuchać. Dodatkowo niepowagi temu zjawisku przydaje fakt, że fabuły seralów, nawet te linearne, epickie powstają w gruncie rzeczy na kolanie, z początkowym materiałem gotowym co najwyżej sezon naprzód, taka jest w świecie rozrywki TV niepewność, czy dzieło chwyci i znajdą się pieniążki na produkcję kolejnego sezonu. Opowieść nie jest gotowa i zawsze można w ostatniej chwili wprowadzić zmiany odwracające historię do góry nogami, nawet kiedy etap zdjęciowy został zakończony. Świadomy widz bez problemu dostrzeże szwy w materiale i dobrze wie, jakie zabiegi stosują scenarzyści, aby umiejętnie ciągnąć historię. Takich nie sposób zespojlerować i tyle. Jeśli ktoś od ponad 10 lat regularnie wciąga po pół sezonu serialowej papki dziennie i jeszcze nie zna wszystkich możliwych zakończeń wszystkich możliwych opowiastek, to zastanowić się można, czy przypadkiem nie wydaje okrzyków zdumienia za każdym razem, kiedy na przejściu dla pieszych po czerwonym świetle zapali się zielone.

  2. Nieproszone opowiadanie komuś filmu czy odcinka serialu zawsze było buractwem pierwszej wody.
    I nic się w tej materii nie zmieniło. I długo nie zmieni.

    • Ano było, „spoilerowali” już warszawscy chuligani pod kinami przed wojną
      Pan da dychę, albo powiem, kto zabił – redakcja słyszała od babć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.