Kochając Steve’a, nienawidząc Jobsa

19 minut czytania
640
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
1 czerwca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

„W pewnej chwili gdy byłam już w zaawansowanej ciąży, powiedział, że ma wrażenie, iż kradnę mu geny. Zaczął myśleć o sobie jak o cennym towarze” – pisze Chrisann Brennan, pierwsza miłość Steve’a Jobsa, twórcy marki Apple .

Ich związek rozpadł się, kiedy Brennan zaszła w ciążę, a Steve Jobs i Steve Wozniak założyli Apple’a. Poznała Steve’a jako 17-latka. Była matką jego pierwszego dziecka, ma więc wyjątkową wiedzę o człowieku, który później fascynował cały świat. W książce „Nadgryzione jabłko” Chrisann Brennan rzuca nowe światło na geniusza, którego życie zostało opisane i sfilmowane niemalże od każdej strony.

Współzałożyciel technologicznego giganta Apple, dla jednych potwór, dla innych cudotwórca, zmarł osiem lat temu na raka trzustki, ale nadal wywołuje dyskusje i budzi emocje.

Związek Steve’a z Brennan stanowi ważny etap w historii Jobsa nie tylko ze względu na fakt, że jego owocem była ich córka, na cześć której nazwano jeden z komputerów Apple, ale przede wszystkim dlatego, że zaistniał w czasie chyba najbardziej burzliwego kształtowania się charakteru Steve’a. Poznali się w liceum, kiedy oboje – tak jak zresztą niemal całe środowisko – byli zafascynowani filozofią Wschodu.

Przez lata Steve Jobs i wielu jego ludzi od promocji, w tym marketingowcy, prawnicy i biografowie, starali się na różne sposoby przedstawić Brennan publicznie jako kogoś bez znaczenia: wariatkę, kobietę, która zaszła w ciążę tylko po to, żeby zyskać dostęp do jego pieniędzy.

Pociągał mnie emanujący z niego smutek

Steve chciał mieć władzę nad tym, co ludzie o nim myślą. Dlatego zaczął powszechnie dawać do zrozumienia, że sypiałam z kim popadnie, a on jest bezpłodny, co oznacza, że to nie może być jego dziecko. Był przywiązany do Lisy, ale wciąż publicznie zaprzeczał ojcostwu.

W ciągu minionych lat wiele osób zachęcało ją do opisania historii życia z technologicznym geniuszem. Jeszcze więcej ludzi ją przed tym przestrzegało, a nawet twierdziło, że wręcz nie ma prawa tego robić.

Od dawna żywiłam przekonanie, że powinnam podzielić się wspomnieniami o Stevie Jobsie sprzed Apple’a i uzupełnić jego sylwetkę o mój punkt widzenia. Niewiele wiadomo o nastoletnim czy młodym Stevie. Tymczasem ja znałam go za młodu, gdy był zabawny i życzliwy.

Chrisann Brennan opisuje moment, w którym się zakochała. Będąc jeszcze początkującą malarką, tworzyła obrazy do filmu animowanego na dziedzińcu liceum i Steve się nimi zainteresował.

Po raz pierwszy zauważyłam go w trzeciej klasie liceum, w początkach 1972. Chodził w sposób, jaki pozostał mu później – lekko pochylony, wymachując nieco usztywnionymi rękoma. Był wysoki, przystojny i skupiony, pełen sprzeczności – jak elegancki książę w podartych dżinsach – zarazem nieco niezręczny i bezradny, ale też odważny.

Pociągał mnie emanujący z niego smutek. Wszystko składało się na niepokorną, błyskotliwą, niekonwencjonalną, niezręczną, zabawną i tajemniczą osobowość. Byłam w nim zakochana po uszy.

Brennan opisuje skomplikowaną relację z twórcą iPhona’e, ale ucieka od konwencji plotkarskiego czytadła. Pokazuje go nie tylko jako inspirującego, uduchowionego twórcę cudownych gadżetów, który zamieniał w złoto wszystko, czego dotknął, ale również jako toksycznego, mściwego megalomana, czasami potwora.

Wiedział, że będzie multimilionerem, wielokrotnie mówił, że umrze zaraz po czterdziestce. Potem, kiedy skończyliśmy czterdzieści lat, przesunął ten termin o pięć lat. Kiedy w wieku około czterdziestu pięciu lat dorobił się miliarda i nadal żył, zaczął powtarzać: „Żyję na pożyczonym czasie”, jak szaman próbujący sobie wynegocjować dłuższą przyszłość.

Uczył się gry na gitarze, próbując pozować na Boba Dylana. Sądził, że umrze wieku 42 lat, czyli nie miał czasu do stracenia.

W oczach Brennan Jobs jawi się jako człowiek pełen sprzeczności i skrajności, jednocześnie bardzo uduchowiony, skłaniający się ku medytacji, a zarazem impulsywny.

Istotnym negatywnym wspomnieniem Brennan jest stosunek Jobsa do ich wspólnego dziecka. Steve przez długi czas nie chciał uznać córki, którą urodziła Chrisann. Publicznie kłamał, że jest bezpłodny, wykorzystywał też fakt, że przez jakiś czas nie spotykał się z Brennan. Powiedział nawet w wywiadzie, że ojcem Lisy może być 28 procent męskiej populacji Stanów Zjednoczonych.

Chcąc uniknąć skandalu, ostatecznie poddał się testom DNA, które potwierdziły jego ojcostwo. Dopiero po wyrzuceniu go z Apple’a oprzytomniał, zaczął regularnie spotykać się córką i zgodził się na podwyżkę alimentów. Jeszcze przed narodzinami córki Jobs zaczął pracę nad komputerem, który później nazwano Lisa. Przez lata zapierał się, że nazwa nie miała nic wspólnego z jego córką, ale była akronimem od słów “Local Integrated Software Architecture”. Lisa była jednym z pierwszych na rynku komputerów osobistych. I wielką porażką. Kosztowała prawie 10 tys. dol., o wiele za dużo dla masowego odbiorcy. Jednak już w trakcie prac nad tym komputerem Jobs zmienił front i zaczął torpedować projektowaną Lisę, pracując w konkurencyjnym zespołem nad Macintoshem. Trzy tysiące egzemplarzy Lisy z kolei trafiło na śmietnik.

Kłamał, by wydać się bardziej interesującym

Brennan wspomina, że już od wczesnych lat młodości wykazywał tendencje do stawiania siebie na piedestale. Od początku zakładał, że będzie wielki. Jego megalomania często prowadziła do tego, że ludzie się od niego odwracali.

Czasem myślę, że kłamał po prostu, by wydać się bardziej interesującym, bo uważał, że jest zbyt nijaki i zwyczajny.

Po powrocie Steve’a do Apple’a zauważyłam, że świat zaludnił się jego sobowtórami: włosy na jeża, czarne golfy, lenonki i niebieskie dżinsy.

Mężczyźni w każdym amerykańskim, mieście przejmowali nieformalny europejski wygląd Steve’a, bo był cool i promieniował wystudiowaną prostotą.

Był weganinem, a przez pewne okresy swojego życia żywił się wyłącznie jabłkami i marchewkami, których był ogromnym fanem. I to właśnie na cześć tych pierwszych nazwał swoje dziecko, czyli pierwszy komputer: Apple. Macintosh, którego znamy do dziś pod nazwą Mac, to nic innego jak kalifornijska odmiana jabłek, które Jobs uwielbiał.

Chrisann opisuje w książce eksperymenty Jobsa z LSD i alternatywnym jedzeniem. To wszystko miało miejsce po jego powrocie z Indii, gdzie zafascynował się buddyzmem. Po pobycie w Indiach Steve odrzucił wszystkie metody terapeutyczne i skupił się na duchowości.

Wszystkie kobiety, które jadą do Indii, tylko tyją

Pracowaliśmy i odkładaliśmy pieniądze na podróż. Twierdził, że moja obecność zaszkodzi jego rozwojowi duchowemu i doznaniom. Mój rozwój duchowy najwyraźniej się nie liczył, Steve oświadczył: »Wszystkie kobiety, które jadą do Indii, tylko tyją«.

Wcześniej niż inni Steve uważał, że jedzenie może być sposobem na rozwój potencjału, leczenie nerwic i pogłębienie świadomości.

Książka Arnolda Ehreta „Mucsless Diet Healing System” skłoniła go do odżywiania się w sposób, który latami zapewniał mu znakomitą kondycję. Ehreta można uznać za jednego z inicjatorów ruchów witarianizmu i superfoodu. Twierdził, że dieta bezśluzowa pozwala usunąć emocjonalne blokady tkwiące w ciele. Jobs zachwycony jego teoriami tłumaczył, że ciało wyleczy się samo w sposób naturalny, jak tylko przestanie mu się dostarczać „złe” pokarmy, np. mięso, ser, cukier . Niestety, nie uchroniła go przez przedwczesną śmiercią.

Breannan sama wychowywała Lisę i była materialnie zależna od Jobsa, który po wejściu Apple na giełdę stał się milionerem.

Pieniądze służyły mu do kontrolowania bliskich. Potrafił w trakcie kolacji wyjść nagle z restauracji i nie zapłacić rachunku. Odmawiał też płacenia czesnego za studia Lisy, bo sam porzucił studia i uważał, że do niczego nie są mu potrzebne. Gdy Lisa zaczęła studia dziennikarskie, zaczęło dochodzić między nimi do najgorszych spięć. „Nigdy nie był hojny w kwestii pieniędzy, jedzenia czy słów”, mówiła. Ojciec przestał łożyć na jej edukację. Pieniądze musiała pożyczać od znajomych. Sam Jobs miał wymieniać swoje porsche na nowe za każdym razem, kiedy tylko dochodziło do lekkiego zarysowania zderzaka. Dziewczyna zapytała więc ojca, czy mógłby odstąpić jej jedno z aut. Odpowiedział: „Nic nie dostaniesz. Rozumiesz? Nic”. „Czy miał na myśli samochód, coś jeszcze, większego? Nie wiedziałam. Jego ton bardzo mnie zabolał”, dodaje. Pod koniec życia Jobs i Lisa się pojednali. Przepraszał ją za to, że nie spędzał z nią czasu i nie kontaktował się z nią w jej dorosłym życiu.

Dzisiaj Lisa Brennan-Jobs ma męża Billa, wieloletniego pracownika Microsoftu. Jest też, jak ojciec, na surowej wegańskiej diecie.

Z relacji Brennan wynika, że Jobs miał dwie twarze – jednego dnia potrafił być czuły, opiekuńczy i pomocny, drugiego zaś interesowny, arogancki. Był swego rodzaju wampirem emocjonalnym. Z biegiem lat coraz lepiej radził sobie z lawirowaniem na tych dwóch płaszczyznach, znakomicie dawał sobie radę z manipulowaniem nie tylko ludźmi, ale również konkretnymi sytuacjami.

Jobs miał syryjskie korzenie

Duży wpływ na emocjonalność Jobsa miało dzieciństwo. Wychował się w rodzinie zastępczej. Był adoptowany. Brak prawdziwej, rodzicielskiej miłości na pewno odbiło się na jego psychice. Brennan pisze, że Steve Wozniak, współzałożyciel Apple’a, zachował ludzkie cechy mimo kolosalnego sukcesu spółki. Sława i sukces Apple’a zniszczyły człowieczeństwo w Jobsie. Wozniak wychował się w szczęśliwej rodzinie, miał fundamenty, których wyraźnie brakowało temu drugiemu. Mało kto wie, że Jobs miał syryjskie korzenie, jego ojciec był syryjskim imigrantem. Abdul Fattah Jandali urodził się w syryjskim mieście Homs (tym samym, z którego dziś płyną tragiczne doniesienia o krwawo tłumionej przez reżimową armię rewolucji). Studiował, jak wszyscy młodzi zdolni Arabowie owego czasu, na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie. Później wyjechał kontynuować naukę do USA. W Wisconsin poznał amerykańską studentkę Joanne Carole Sciebele. W 1955 roku urodził im się syn, który później stał się słynnym Steve’em Jobsem. Jandali miał zamiar poślubić matkę swojego dziecka, ale konserwatywny ojciec dziewczyny nie zgodził się, by wyszła za muzułmańskiego imigranta. Dlatego dziecko zostało oddane do adopcji. Usynowiła je para Amerykanów Clara i Paul Jobsowie.

Ogromnie ważną postacią w życiu Jobsa był japoński mnich buddyzmu zen imieniem Kobun. We wspomnieniach Brennan Steve zmienia się bardzo pod jego wpływem, ale ta zmiana ma dwa oblicza: pęd ku doskonałości i szukanie oświecenia związane są z rosnącym okrucieństwem, chełpieniem się własnym ego.

W gruncie rzeczy przerodził się w despotę. Wymagał doskonałości, a jeśli jej nie znajdował, zachowywał się obrzydliwie i wyżywał się na ludziach.

„Wydawało się, że w szalonym wyścigu do perfekcji wartości estetyczne wyparły przyzwoitość i etykę. Może Steve był po prostu niedojrzały jak wielu komputerowców, których często nie interesują zawiłości emocjonalne. Wybujała ambicja Steve’a, by wygrać za wszelką cenę, przytępiała jego wrażliwość i usuwała w cień inne cechy. Choć paradoksalnie jego religia doskonałości zrodziła rodzaj kultu zrzeszającego wielu wyznawców. Sklepy Apple’a są lśniące i przestronne. Steve był jak nawiedzony dom”.

Nadgryzione jabłko. Steve Jobs i ja. Wspomnienia
Chrisann Brennan
Tłumaczenie: Barbara Gadomska, Wanda Gadomska
Wydawnictwo: Kompania Mediowa

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz